Kategoria:
moje-miasto
... wszyscy nasi podopieczni, co to wymagają w restauracji rosołu, kotleta i frytek czy ziemniaka, więc korzystając z okazji przeszliśmy się po tych miejscach, co serwują z zupełnie innej gamy smakowej.
Bar-a-boo (Taczaka 11/2) - bardzo przyjemna pizza na cienkim cieście, niezły makaron, przyjemnie w środku nawet w upalny dzień. Tłumy, dość długo się czeka na jedzenie. Da się usiąść w bramie, do środka lokalu wchodzi się po schodach.
HumHum (Ostrówek 15) - wybieraliśmy się tam kilkukrotnie, ale zawsze odbijaliśmy się od braku stolików. Nawet w środku tygodnia i mimo chłodnego wieczora czekaliśmy dość długo na potrawy, ale - nie ukrywam - było warto. Kuchnia libańska, aromatyczna, bogata, mnie wyjątkowo smakowała kiszona rzepa, TŻ chwalił dobrze przyprawioną keftę i korzenny sos. Uroczo szczery kelner ("jak Pani chce dobre wino, to jednak polecam wybór innego lokalu") zaskoczył nas nieco informacją, że ceny w menu nieaktualne, więc drożej. I tak warto (chociaż ceny z tych wyższych), ale trochę niemarketingowo. Można jeść przy stoliku na ulicy (Śródka zapewnia widoki przepiękne), do środka kilka schodków.
Niezły Meksyk (Różana 15) - malutka restauracja z małym menu, niekoniecznie aż tak fastfoodowym, jak wygląda. Rzetelnie meksykańskie przyprawy, duże porcje, serwowane na papierowych tackach, które można złożyć i zabrać nawynos do domu, jak się nie zje. Kilka schodków w dół, zamawia się przy barze, więc mimo opcji zjedzenia przy stolikach na ulicy wśród soczystego klimatu Wildy, trzeba się pofatygować do środka. Chili con carne świetne, różne smaki sals - o smaku mango doskonała.

Nocny Targ Towarzyski (Kolejowa 23) to impreza cykliczna (zwykle od czwartku do niedzieli), z foodtrackami i aranżowanymi na miejscu standami różnych kawiarni i restauracji. Wprawdzie TŻ poszedł w celu spożywczym (curry z Hatti na Woźnej 13), ale ja poszłam głównie w celu patrzenia (no dobrze, nie że nie podjadałam tego curry, tak?). Stara hala PKP, cegła, częściowo zrujnowane budynki - czego nie lubić. Nie przejrzałam asortymentu spożywczego, bo akurat trafiliśmy na wieczór stand-upu i były tłumy, ale widziałam i mięsnie, i bezmięsnie, naleśniki, lody czy kawa.
GALERIA ZDJĘĆ (Nocny Targ Towarzyski).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... wszyscy nasi podopieczni, co to wymagają w restauracji rosołu, kotleta i frytek czy ziemniaka, więc korzystając z okazji przeszliśmy się po tych miejscach, co serwują z zupełnie innej gamy smakowej.
Bar-a-boo (Taczaka 11/2) - bardzo przyjemna pizza na cienkim cieście, niezły makaron, przyjemnie w środku nawet w upalny dzień. Tłumy, dość długo się czeka na jedzenie. Da się usiąść w bramie, do środka lokalu wchodzi się po schodach.
HumHum (Ostrówek 15) - wybieraliśmy się tam kilkukrotnie, ale zawsze odbijaliśmy się od braku stolików. Nawet w środku tygodnia i mimo chłodnego wieczora czekaliśmy dość długo na potrawy, ale - nie ukrywam - było warto. Kuchnia libańska, aromatyczna, bogata, mnie wyjątkowo smakowała kiszona rzepa, TŻ chwalił dobrze przyprawioną keftę i korzenny sos. Uroczo szczery kelner ("jak Pani chce dobre wino, to jednak polecam wybór innego lokalu") zaskoczył nas nieco informacją, że ceny w menu nieaktualne, więc drożej. I tak warto (chociaż ceny z tych wyższych), ale trochę niemarketingowo. Można jeść przy stoliku na ulicy (Śródka zapewnia widoki przepiękne), do środka kilka schodków.
Niezły Meksyk (Różana 15) - malutka restauracja z małym menu, niekoniecznie aż tak fastfoodowym, jak wygląda. Rzetelnie meksykańskie przyprawy, duże porcje, serwowane na papierowych tackach, które można złożyć i zabrać nawynos do domu, jak się nie zje. Kilka schodków w dół, zamawia się przy barze, więc mimo opcji zjedzenia przy stolikach na ulicy wśród soczystego klimatu Wildy, trzeba się pofatygować do środka. Chili con carne świetne, różne smaki sals - o smaku mango doskonała.

Nocny Targ Towarzyski (Kolejowa 23) to impreza cykliczna (zwykle od czwartku do niedzieli), z foodtrackami i aranżowanymi na miejscu standami różnych kawiarni i restauracji. Wprawdzie TŻ poszedł w celu spożywczym (curry z Hatti na Woźnej 13), ale ja poszłam głównie w celu patrzenia (no dobrze, nie że nie podjadałam tego curry, tak?). Stara hala PKP, cegła, częściowo zrujnowane budynki - czego nie lubić. Nie przejrzałam asortymentu spożywczego, bo akurat trafiliśmy na wieczór stand-upu i były tłumy, ale widziałam i mięsnie, i bezmięsnie, naleśniki, lody czy kawa.
GALERIA ZDJĘĆ (Nocny Targ Towarzyski).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Piątkowa przygoda jest konsekwencją dwóch czynników - po pierwsze w piątki pracodawca wypuszcza mnie z pracy o 16 w myśl filozofii "get-a-life", po drugie - mamy w pałacu remont, nie ma kuchni w piwnicy oraz przeniosłam się z pierwszego pietra na parter. Wychodzę więc wcześniej z poczuciem, że jeszcze jest dzień, a nie wieczór.
Wprawdzie pada i jest szaro, ale wystarczy widok-klucz: otwarte drzwi do secesyjnej kamienicy, żebym na piątkowym asapie przyparkowała samochód gdziekolwiek i poszła w miasto, a konkretnie na klatkę schodową. Nie jest to oczywiście rozrywka bezpieczna, ostrzegam. Klatka schodowa na Wyspiańskiego okazała się oczywiście mieć wszystko, co tylko secesyjna klatka schodowa powinna mieć - witraże, tralki, mozaiki i spiralne schody o skomplikowanym kształcie. Wchodzę na samą górę, bo wiadomo - z góry widać więcej, kiedy wtem łapie mnie skurcz w udzie. Ale taki skurcz, jaki ostatnio mnie złapał w 2006 podczas schodzenia z minaretu w Egerze. Do tej pory mnie udo boli, jak siadam. Posłuchajcie rady ciotki Zuzanki i trenujcie chodzenie po schodach przed wysokogórską wyprawą fotograficzną na secesyjne klatki schodowe Łazarza.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Piątkowa przygoda jest konsekwencją dwóch czynników - po pierwsze w piątki pracodawca wypuszcza mnie z pracy o 16 w myśl filozofii "get-a-life", po drugie - mamy w pałacu remont, nie ma kuchni w piwnicy oraz przeniosłam się z pierwszego pietra na parter. Wychodzę więc wcześniej z poczuciem, że jeszcze jest dzień, a nie wieczór.
Wprawdzie pada i jest szaro, ale wystarczy widok-klucz: otwarte drzwi do secesyjnej kamienicy, żebym na piątkowym asapie przyparkowała samochód gdziekolwiek i poszła w miasto, a konkretnie na klatkę schodową. Nie jest to oczywiście rozrywka bezpieczna, ostrzegam. Klatka schodowa na Wyspiańskiego okazała się oczywiście mieć wszystko, co tylko secesyjna klatka schodowa powinna mieć - witraże, tralki, mozaiki i spiralne schody o skomplikowanym kształcie. Wchodzę na samą górę, bo wiadomo - z góry widać więcej, kiedy wtem łapie mnie skurcz w udzie. Ale taki skurcz, jaki ostatnio mnie złapał w 2006 podczas schodzenia z minaretu w Egerze. Do tej pory mnie udo boli, jak siadam. Posłuchajcie rady ciotki Zuzanki i trenujcie chodzenie po schodach przed wysokogórską wyprawą fotograficzną na secesyjne klatki schodowe Łazarza.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Próby były dość traumatyczne. Nie, nie, nie! Czerwoni nie mieszają się z białymi! Każdy pamięta, czy jest czerwony czy biały, tak? Proszę nie gadać, tylko śpiewać. Na cztery, nie na dwa. Patyki podają rytm! Raz-dwa-trzy-cztery! Rodzice wchodzą po czterech - Wiel-ko-pol-ska! To-jest-na-sza-Wiel-ko-pol-ska! Dzieci z piosenką wchodzą po czterech. Bębny nie gadają! Patrzcie na patyki, patrzcie na rytm, nie słuchajcie, bo się rozjedziemy! Spanikowana po kilkunastu powtórzeniach przemarszu przez szkolne podwórko, wcisnęłam fuchę ze skandowaniem TŻ-owi, a sama z boku, idąc z aparatem przez tłum wzdłuż Świętego Marcina, obserwowałam, jak moja córka pierwszy raz idzie w paradzie. Moja mała córka, na którą patrzy całe miasto.
Moje miasto, pachnące rogalami. Mimo zimnego listopada kolorowe.
GALERIA ZDJĘĆ. A tu wspomnienia z 2011 i 2013.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Próby były dość traumatyczne. Nie, nie, nie! Czerwoni nie mieszają się z białymi! Każdy pamięta, czy jest czerwony czy biały, tak? Proszę nie gadać, tylko śpiewać. Na cztery, nie na dwa. Patyki podają rytm! Raz-dwa-trzy-cztery! Rodzice wchodzą po czterech - Wiel-ko-pol-ska! To-jest-na-sza-Wiel-ko-pol-ska! Dzieci z piosenką wchodzą po czterech. Bębny nie gadają! Patrzcie na patyki, patrzcie na rytm, nie słuchajcie, bo się rozjedziemy! Spanikowana po kilkunastu powtórzeniach przemarszu przez szkolne podwórko, wcisnęłam fuchę ze skandowaniem TŻ-owi, a sama z boku, idąc z aparatem przez tłum wzdłuż Świętego Marcina, obserwowałam, jak moja córka pierwszy raz idzie w paradzie. Moja mała córka, na którą patrzy całe miasto.
Moje miasto, pachnące rogalami. Mimo zimnego listopada kolorowe.
GALERIA ZDJĘĆ. A tu wspomnienia z 2011 i 2013.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
[1.10.2016]
Na dzisiejszy brak koloru i stopnie poniżej zera - poznański Ogród botaniczny.






GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 1, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[1.10.2016]
Na dzisiejszy brak koloru i stopnie poniżej zera - poznański Ogród botaniczny.






GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 1, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mam kilka takich pewniaków, które gwarantują, że we mgle będzie pięknie - kiedyś jeździłam po bułki przez Złotniki (albo tamże głaskać kudłate przez bramę), teraz wprawdzie mi tam nie po drodze, ale mam Poznań. Plac z dwoma krzyżami, potem Aleja Niepodległości, Aleja Wielkopolska, wreszcie Sołacz. Nie przeszkadza mi, że włażę w wilgotną o poranku trawę i przemaczam pantofelki. Powietrze pachnie dymem i kroplami deszczu, pod liściami na pewno są wszystkie możliwe ruchliwe wielonożne stwory, a ja ignoruję godzinę na zegarku. To chyba najbardziej takie tu i teraz, na jakie mnie stać. Krótkie, bo już zimno.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 27, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Mam kilka takich pewniaków, które gwarantują, że we mgle będzie pięknie - kiedyś jeździłam po bułki przez Złotniki (albo tamże głaskać kudłate przez bramę), teraz wprawdzie mi tam nie po drodze, ale mam Poznań. Plac z dwoma krzyżami, potem Aleja Niepodległości, Aleja Wielkopolska, wreszcie Sołacz. Nie przeszkadza mi, że włażę w wilgotną o poranku trawę i przemaczam pantofelki. Powietrze pachnie dymem i kroplami deszczu, pod liściami na pewno są wszystkie możliwe ruchliwe wielonożne stwory, a ja ignoruję godzinę na zegarku. To chyba najbardziej takie tu i teraz, na jakie mnie stać. Krótkie, bo już zimno.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 27, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 4 komentarze
- Skomentuj