Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: rozne

Trzeba mieć zasady

Pojechaliśmy na zakupy. TŻ szukał kurtki, ja w zasadzie niczego nie szukałam, ale jakby coś powiedziało "kup mnie", to ewentualnie bym. Ale że w zasadzie nic[1] nie powiedziało, to dla uratowania honoru zakupów kupiłam sobie chociaż łyżkę do butów za 2,40 zł.

[1] No niby były ładne skechersy, ale nie mój numer. Czerwone clarksy, ale z brzydką podeszwą. Zielony sweter w Solarze, ale za sztywny. Coś tam szeptało po kątach, a jak potrzebuję głosu pełnym gardłem, co będzie za mną chodził i kazał mi wracać do sklepu[2].

[2] W wersji rozbuchanej doszło do tego, że na delegacji w Warszawie znalazłam w sklepie sukienkę. Nie umiałam się zdecydować, wróciłam do domu, po czym poprosiłam znajomego (tak, N.-san, to o Tobie), żeby pojechał, kupił i przywiózł mi za pomocą swojego taty.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 1, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Eating, sleeping

Dzień dzielę na pracę i sen (i nie upieram się, że nie ma części wspólnej). I mapkę sobie zrobiłam w chwili jakiej-takiej przytomności. Jak również nie mam kiedy wypakować walizek.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 24, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Smile

Pani w sklepie unika mojego spojrzenia, pakuje kurczaka odwrócona tyłem do mnie. Na serach panie rozmawiają o problemie pewnej Marzenki, również unikając patrzenia na mnie i w zasadzie nie zwracając uwagi, czy ja też już wiem, że Marzenka wyleciała za całokształt. Mimowolnie szukałam kontaktu wzrokowego z panem na warzywach. Bezskutecznie. Pewnie mi przejdzie za parę dni przy bliższych kontaktach z rodakami.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 20, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 4 komentarze - Skomentuj


33

  1. Uczę się umiarkowania.
  2. Dalej się irytuję, ale czasem ignoruję drobnostki.
  3. Czasem wierzę w siebie.
  4. Często się przeceniam.
  5. Rzadko odpowiadam na e-maile, czasem wcale.
  6. Coraz lepiej ustalam hierarchię ważności.
  7. Bardzo tęsknię za kotem czarnym.
  8. Raczej nie szokuję, ale czasem inspiruję.
  9. Uczucie paniki w kinie zaczęło chyba znikać.
  10. Na widok pięknych włosów odczuwam zazdrość.
  11. Nie mam silnej woli.
  12. Ale jestem uparta.
  13. Świat jest moją ostrygą.
  14. Wolę zbierać niż już mieć.
  15. Oczywiście, że zabieram się za coś tuż przed deadlinem.
  16. Raczej myślę niż robię.
  17. Staram się robić jedną rzecz jednocześnie.
  18. Ciężko mi idzie kończenie tego, co zaczęłam.
  19. Bywam niemiła.
  20. Mam skłonności do hipochondrii.
  21. Łatwo się angażuję.
  22. Nie mam listy życzeń.
  23. Potrzebuję więcej czasu.
  24. Brakuje mi siebie sprzed kilku lat, ale nie zawsze.
  25. Czasem chcę, żeby ktoś się do mnie odezwał.
  26. Mam słabość do gadżetów i ładnych rzeczy.
  27. Lubię wiedzieć.
  28. Zdarza się, że żałuję, że coś powiedziałam.
  29. Mam poczucie obciachu.
  30. Nie wiem, czy jeszcze chcę mieć restaurację.
  31. Nie muszę chodzić do księgarni.
  32. Zmieniam się.
  33. Lubię, jak TŻ jest blisko.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 28, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 6 komentarzy - Skomentuj


Waiting, phase 1

Scenki miejskie...

Scenka I

Występują:

  • widownia - pełen autobus ludzi z autorką w roli milczących słuchaczy
  • moron pierwszy, z komórką
  • moron drugi, bez komórki

Widownia: (zasadniczo jadą, ale w większości siedzą, patrzą przez okno, cicho rozmawiają, drapią się za uchem).
Morony: (wsiadają).
Moron pierwszy: Te, ziom, obczaj.
(uruchamia komórkę, z której zaczyna wydobywać się głośny acz monotonny i chyba jednolinijkowy w sensie tekstu przebój, w którym niewiasta śpiewa coś o miłości i ścianie (albo na ścianie, rispekt).
Moron drugi: (obczaja rechotliwie, acz bez tekstu).
Przebój: (kończy się).
Widownia: (oddycha z ulgą).
Moron pierwszy: Chcesz jeszcze raz?
Moron drugi: (kiwa głową, że tak)
Moron pierwszy: To ja zapętlę.
Przebój: (od nowa oferuje przebój o wspomnianej miłości i ścianie).
Kurtyna zapada, bo część widowni w osobie autorki wysiada na przystanku.

Scenka II

Występują:

  • autorka w kolejce do kiosku
  • dziewczę entuzjastyczne
  • dziewczę cyniczne

(Autorka stoi w kolejce w celu sprawdzenia, czy na posiadanych w portfelu kuponach lotto są jakieś walory[1], dziewczęcia stoją w kolejce po bilety na tramwaj, a przy okazji robią przegląd kioskowej prasy).
Dziewczę entuzjastyczne: O, patrz! Brad i Angelina! Jacy oni śliczni! I dzidzie!
Dziewczę cyniczne: Tacy śliczni, że do siebie niepodobni.
(Kurtyna zapada, a [1] walorów na kuponach brak)

... są pewnym przerywnikiem w rzeczywistości, ale nie sprawiają, że brak TŻ staje się mniej zauważalny. Nie ma komu streścić dnia po wejściu do samochodu. Nie ma z kim zastanowić się, czy i co jemy. Nie ma motywacji, żeby włączyć radio, nie wspominając o telewizorze. Nie ma kogo poprosić o herbatę w czystym kubku. Jest za to irytacja i marazm, w którym ciężko wstać i zapalić światło, bo o tej porze roku o 19:55 już robi się ciemno. 6 dni do powrotu w normalność.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 27, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 6 komentarzy - Skomentuj


Bez tytułu: 2008-08-14

To takie cholernie smutne, jak szybko wszystkie silne postanowienia znikają w obecności pudełka ze śliwkami w czekoladzie. Śliwki w czekoladzie powinny być zakazane konwencją genewską.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 14, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 4 komentarze - Skomentuj


Tresura

Kot przyszedł o 8 z niejaką pretensją, że jeszcze nie wstałam i miska pusta. Zestresowałam się, bo nie zdarza mi się zapomnieć nastawić budzika (do tego stopnia, że budzę się w nocy i sprawdzam, czy włączony), zwlekłam się do kuchni z kotem uprawiającym slalom między moimi nogami. Otwierając foremkę Sheby zorientowałam się, że dziś sobota i nic nie muszę.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 9, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 4 komentarze - Skomentuj


Ale

Wyjrzałam wczoraj z łazienki, refleksyjnie oparłam się o ścianę i zapytałam, czy dzisiaj odpowiedź na moje standardowe pytanie też by brzmiała "Grubo, ale ładnie". By brzmiała.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 6, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


On the road

W samochodzie mam przemyślenia. Rano zwykle patrzenie się tępo przez szybę i słuchanie kątem ucha radia to jakaś forma rozruchu przez pracą, kiedy jeszcze nie muszę być w pełni władz umysłowych i tryskać błyskotliwością. Przemyślenia są od zupełnie absurdalnych (to nie fair, że bociany jedzą myszy i żaby, przecież myszy to ssaki, a żaby to płazy[1]) do takich bardziej egzystencjalnych (czemu mam wrażenie, że urodziłam się w złym czasie i w złym miejscu, żeby uczestniczyć w jakichś rzeczach, o których potem krążą legendy[2], bo teraz to wszystko już było i nawet tęcza nad wioską jest czarno-biała). Czasem wpadam w tryb Mamonia i rejestruję wszystko, co widzę, na zasadzie kolejnych zdjęć na kliszy[3]; zwłaszcza w taki tryb wpadam na autostradzie, kiedy między szybko mijanymi eksponatami nie mam mocy, żeby poskładać to w jakąś całość.

Potem dojeżdżam na miejsce i mi się przemyślenia kończą (zwłaszcza jeśli przyjeżdżam do pracy).

[1] Aż musiałam sprawdzić, czy aby nie gad.

[2] Jak na przykład historie z tras koncertowych Pink Floyd, zwłaszcza z tych, kiedy nie wszystko poszło jak trzeba[4]. A to wybuchło pudełko symulujące wybuchy, a to zerwała się dmuchana krowa, naruszając przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii i ostatecznie lądując na polu flegmatycznego holenderskiego rolnika.

[3] Wiatraki. Niemieckie nazwy miejscowości - Bad Saarow-Pieskow (nieustająco mnie śmieszy, mimo że wiem, że Bad to od kąpieliska, ale i tak przechodzę przez angielski i mam wizję Helgi ze szpicrutą, krzyczącej "Bad Saarow! Bad") czy inny Koenigslutter i Ochtrup. Kot na parapecie okna. Maliny się kończą. Te rzeczy.

[4] To, co nie idzie jak trzeba, zawsze się pamięta jakoś mocniej. Ot choćby fajerwerki 20 sierpnia 2006 na naddunajskich bulwarach, kiedy to oprócz fajerwerków rozpętała się burza, trzy ofiary śmiertelne, a następnego dnia rano o 7 przyszedł niespokojny sms od Hanki z pytaniem, czy żyjemy. Żyliśmy i byliśmy jedynie nieco rozbawieni zaistniałą sytuacją (lemingami, piaskiem za bielizną, przemoczonymi paszportami, ludźmi owiniętymi w obrusy z restauracji), a wydarzenie zostało jako naprawdę silny punkt tego wyjazdu.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 6, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 1 komentarz - Skomentuj


Czasem się nie rozumiem

Nie umiem przejść obok staruszek sprzedających kwiaty (jasne, czasem przechodzę obok, ale zawsze mam wyrzuty sumienia). Kupuję, choćby bukiecik był taki sobie i choćbym chciała inne kwiaty kupić. Wczorajszy pachnący groszek odżył po kąpieli w zimnej wodzie, ale kiedy jechałam z marniejącymi kwiatkami autobusem, zastanawiałam się już tylko, czy nie lepiej zostawić po drodze. I zastanawiałam się, czemu to robię. Bo mi szkoda, że siedzą w upale na składanym krzesełku, półlegalnie (bo w każdej chwili może podejść straż miejsca i ukarać za sprzedaż bez pozwolenia)? Bo te kwiaty związane są nitką? Bo pochodzą z ich ogródków? Bo może moje 10 zł wystarczy, żeby przeżyły do następnego dnia? Bo jak sprzedadzą, to wrócą do ogródka z zakurzonej ulicy?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 8, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj