Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Bękarty wojny

Tarantino umie nakręcić film o dowolnej fabule, który trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Pomaga jednak, jak da się poczuć cokolwiek emocji w stosunku do któregokolwiek z bohaterów. Tutaj nie. Forma mnie zachwyciła (i muzyka, i filmowanie, i pejzażyki, i gra aktorska, i żonglerka językami, i kostiumy, i drugoplanowe smaczki), natomiast treść spłynęła jak po, excuse le mot, kaczce. I nie jest to film, do którego chciałabym wracać (a dodam, że Kill Billa oglądałam ładne kilka razy, podobnie Jackie Brown czy już mniej, ale i tak, Pulp Fiction). Nie przez epatowanie okrucieństwem, bo tutaj sceny zabijania są przewrotnie poetyckie i barwne, przez co absurdalnie ładne, a przy tym nie komiksowo przerysowane jak w KB vol. 1, ale ogólnie jakoś się nie polubiliśmy. I ten Brad Pitt do niczego.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 15, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 12 komentarzy - Skomentuj


Nie czekolada

Byłam lekko uzależniona od czekolady, nie wstydzę się. Zaczęłam nawet pisać o szczycie nałogu i ulubionych czekoladach, ale się obśliniłam, więc skasowałam. Teraz jestem na przymusowym odwyku, bo Mai nie służy, ale ponieważ człowiek to nie wielbłąd i napić^Wzjeść coś słodkiego musi, szukam alternatyw. I niestety, #żal.pl. Ciastka owsiane. Lubię, ale ile można. Galaretka w cukrze. Co jakiś czas kupuję, z zachwytem patrzę na kolory i witrażową przezroczystość, opędzlowuję całość i mi niedobrze. Do następnego razu. I tak błądziłam ostatnio wzdłuż słodyczowej alejki, omijając wszystko, co czekoladowe i znalazłam malinowe groszki.

Uwielbiałam groszki w PRL-owskim dzieciństwie. Z wyrobami czekoladowymi i czekoladopodobnymi bywało różnie (nie że niedostępne, bo w domu bywały często, ale w sklepach to wiadomo). A groszki były. Pomarańczowe, żółte, zielone, kolorowe, z samego cukru i barwnika. Jedne z moich ulubionych były czarno-brązowe, jakby czekoladowe, ale nie z czekolady. Nie przepadałam za takimi drobnymi, w odpustowych szklanych rurkach, bo nie szło ich nigdy zjeść do końca. I miałam takie marzenie, że kiedyś, jak będę duża, kupię tych groszków mnóstwo, a nie jedną marną paczuszkę, wsypię je do wielkiej miski i będę jeść całe popołudnie.

Tyle że teraz nie ma groszków. Są orzechy i rodzynki w czekoladzie. Landryny. Żelki. Pianki. A groszków nie. I ja się pytam, kto jest za to odpowiedzialny, hę?

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 14, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Nie czekolada

Byłam lekko uzależniona od czekolady, nie wstydzę się. Zaczęłam nawet pisać o szczycie nałogu i ulubionych czekoladach, ale się obśliniłam, więc skasowałam. Teraz jestem na przymusowym odwyku, bo Mai nie służy, ale ponieważ człowiek to nie wielbłąd i napić^Wzjeść coś słodkiego musi, szukam alternatyw. I niestety, #żal.pl. Ciastka owsiane. Lubię, ale ile można. Galaretka w cukrze. Co jakiś czas kupuję, z zachwytem patrzę na kolory i witrażową przezroczystość, opędzlowuję całość i mi niedobrze. Do następnego razu. I tak błądziłam ostatnio wzdłuż słodyczowej alejki, omijając wszystko, co czekoladowe i znalazłam malinowe groszki.

Uwielbiałam groszki w PRL-owskim dzieciństwie. Z wyrobami czekoladowymi i czekoladopodobnymi bywało różnie (nie że niedostępne, bo w domu bywały często, ale w sklepach to wiadomo). A groszki były. Pomarańczowe, żółte, zielone, kolorowe, z samego cukru i barwnika. Jedne z moich ulubionych były czarno-brązowe, jakby czekoladowe, ale nie z czekolady. Nie przepadałam za takimi drobnymi, w odpustowych szklanych rurkach, bo nie szło ich nigdy zjeść do końca. I miałam takie marzenie, że kiedyś, jak będę duża, kupię tych groszków mnóstwo, a nie jedną marną paczuszkę, wsypię je do wielkiej miski i będę jeść całe popołudnie.

Tyle że teraz nie ma groszków. Są orzechy i rodzynki w czekoladzie. Landryny. Żelki. Pianki. A groszków nie. I ja się pytam, kto jest za to odpowiedzialny, hę?

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 14, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 11 komentarzy - Skomentuj


Nic już nie działa

Prośby. Groźby. Mantry. Inkantacje. Życzenia. Ba, nawet przekupstwo i obietnice. Zostało zaklinanie (nie mylić z zaklikaniem). Wiosna, rusz dupę, co? Raz, raz. Nie bądź wiśnia.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 12, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj



September / Wrzesień

Mam trochę problem z niekomediowymi filmami Woody'ego Allena. Pozbawione sarkastycznej czy autoironicznej otoczki boleśnie pokazują, że świat nie jest sympatycznym miejscem, a Amerykanie nie na darmo spędzają spory wycinek życia na sofitkach u psychoterapeutów. Lane mieszka w letnim domu w Vermont, odziedziczonym po ojcu i dochodzi do siebie po którejś z kolei życiowej porażce. Końcówkę lata spędza z przyjaciółką, Stephanie, początkującym pisarzem Peterem i sąsiadem Howardem. Irytuje się, kiedy nagle pojawia się jej matka, dawniej znana skandalistka/aktorka/modelka z aktualnym partnerem; specjalnie się nie lubią. Do tego okazuje się, że wśród czworga znajomych wykształciły się trzy uczucia bez wzajemności i nikt specjalnie nie jest z tym szczęśliwy.

Piękny dom, irytująca i płaczliwa Mia Farrow, ładna, ciepła i beżowa kolorystyka filmu, w tle zgrabny dżez. Niestety, film z kategorii "obejrzeć i za tydzień zapomnieć, o czym był".

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 8, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


September / Wrzesień

Mam trochę problem z niekomediowymi filmami Woody'ego Allena. Pozbawione sarkastycznej czy autoironicznej otoczki boleśnie pokazują, że świat nie jest sympatycznym miejscem, a Amerykanie nie na darmo spędzają spory wycinek życia na sofitkach u psychoterapeutów. Lane mieszka w letnim domu w Vermont, odziedziczonym po ojcu i dochodzi do siebie po którejś z kolei życiowej porażce. Końcówkę lata spędza z przyjaciółką, Stephanie, początkującym pisarzem Peterem i sąsiadem Howardem. Irytuje się, kiedy nagle pojawia się jej matka, dawniej znana skandalistka/aktorka/modelka z aktualnym partnerem; specjalnie się nie lubią. Do tego okazuje się, że wśród czworga znajomych wykształciły się trzy uczucia bez wzajemności i nikt specjalnie nie jest z tym szczęśliwy.

Piękny dom, irytująca i płaczliwa Mia Farrow, ładna, ciepła i beżowa kolorystyka filmu, w tle zgrabny dżez. Niestety, film z kategorii "obejrzeć i za tydzień zapomnieć, o czym był".

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 8, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Norbert S. Sikorski - Zło czai się w mroku

Trochę pretensjonalny tytuł, a chodziło o to, że nocą mordowani byli ludzie związani ze skarbem odkrytym na dawnych Ziemiach Odzyskanych - najpierw młody doktorant historii gospodarczej, potem bogaty prywaciarz i równie bogaty starszy mężczyzna o nieustalonych dochodach. Prowadzący śledztwo są sympatyczni, podczas prac czasem sobie docinają, głównie pod kątem palenia, co w latach 70. było czynnością towarzysko właściwą, a nawet mile widzianą:

Podporucznik wszedł do gabinetu i chowając za plecami ogromne, kopcące cygaro, przepisowo stuknął obcasami.
- Zupełnie nie rozumiem, jak ty możesz palić takie świństwo - rzucił Ambroziak.
- Melduję, że to jest znacznie lepsze niż te wasze papierosy. Mogę cię poczęstować.
- Truj się sam - powiedział i ze zmiętej paczki wyłuskał ostatniego ekstramocnego.
- Na zdrowie - mruknął Gawlik podając porucznikowi ogień.

Podał dziewczynie paczkę carmenów, które nosił przy sobie na wypadek, gdyby któryś z jego rozmówców nie tolerował ekstramocnych.

A ponieważ kryminały, jak już wspomniałam, miały za zadanie również uczyć, autor sprzedał trochę przysłów i cytatów z wieszcza:

Major Aleksander Batorski z wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej MO miał słabość do ludowych porzekadeł. (...) Bo ja, jak wiesz - Batorski zwrócił się bezpośrednio dla Gawlika - jestem człowiekiem, jak to się mówi, starej daty. "Czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko".

Ale nie tylko przysłowia są mądrością narodów; jakby ktoś szukał, to można znaleźć i cenny namiar na potencjalną podrywkę:

- Czy kiedy był pan na kawie na Placu Trzech Krzyży, zauważył pan kogoś, kto pana, być może, obserwował?
- Nie, ale wychodząc z kawiarni spostrzegłem kilku mężczyzn. Podobno w tej okolicy spotykają się panowie o niezdrowych skłonnościach.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 6, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Norbert S. Sikorski - Zło czai się w mroku

Trochę pretensjonalny tytuł, a chodziło o to, że nocą mordowani byli ludzie związani ze skarbem odkrytym na dawnych Ziemiach Odzyskanych - najpierw młody doktorant historii gospodarczej, potem bogaty prywaciarz i równie bogaty starszy mężczyzna o nieustalonych dochodach. Prowadzący śledztwo są sympatyczni, podczas prac czasem sobie docinają, głównie pod kątem palenia, co w latach 70. było czynnością towarzysko właściwą, a nawet mile widzianą:

Podporucznik wszedł do gabinetu i chowając za plecami ogromne, kopcące cygaro, przepisowo stuknął obcasami.
- Zupełnie nie rozumiem, jak ty możesz palić takie świństwo - rzucił Ambroziak.
- Melduję, że to jest znacznie lepsze niż te wasze papierosy. Mogę cię poczęstować.
- Truj się sam - powiedział i ze zmiętej paczki wyłuskał ostatniego ekstramocnego.
- Na zdrowie - mruknął Gawlik podając porucznikowi ogień.

Podał dziewczynie paczkę carmenów, które nosił przy sobie na wypadek, gdyby któryś z jego rozmówców nie tolerował ekstramocnych.

A ponieważ kryminały, jak już wspomniałam, miały za zadanie również uczyć, autor sprzedał trochę przysłów i cytatów z wieszcza:

Major Aleksander Batorski z wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej MO miał słabość do ludowych porzekadeł. (...) Bo ja, jak wiesz - Batorski zwrócił się bezpośrednio dla Gawlika - jestem człowiekiem, jak to się mówi, starej daty. "Czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko".

Ale nie tylko przysłowia są mądrością narodów; jakby ktoś szukał, to można znaleźć i cenny namiar na potencjalną podrywkę:

- Czy kiedy był pan na kawie na Placu Trzech Krzyży, zauważył pan kogoś, kto pana, być może, obserwował?
- Nie, ale wychodząc z kawiarni spostrzegłem kilku mężczyzn. Podobno w tej okolicy spotykają się panowie o niezdrowych skłonnościach.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 6, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, 2010, kryminal - 1 komentarz - Skomentuj


Sekret komponowania sałatek... NOT

Do Cafe Sekret wybierałam się już dawno, zanęcona kilkoma niezłymi recenzjami i kilkoma zerknięciami za szybę. I zaiste, ładnie było. Konsekwentne użycie lawendowego fioletu i mocnej zieleni z wycinanymi z białej sklejki fantazyjnymi zegarami bardzo przyjemne (w piwnicy inne kolory, ale też zgrabnie poukładane).

Natomiast raczej nie wrócę, mimo że dostałam moją ulubioną herbatę "Paris" od H&S. Bo dobre ciasta można zjeść w 90% kawiarni, dobrą kawę - podobnie, ale przyzwoite danie niesłodkie - to już znacznie rzadsza rzecz. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem stronnicza, a kryterium oceny wybrałam sobie oryginalne. Ale uważam, że jeśli w karcie są dania niesłodkie (zwłaszcza mało, co powinno sugerować, że są dopracowane i trzymane jako spécialité de la maison), to na nich warto zawiesić oko (ciasto jest stosunkowo trudno spaprać). I niestety - mimo gotowości sympatycznej pani do ominięcia pomidora - sałatka serowa[1] była jedną z gorszych, jakie w życiu jadłam. Mimo że wszystko było świeże (zwłaszcza ser pleśniowy - to rzadkość[2]), całość wyszła paskudnie - rzodkiewki, kapusta pekińska (która chyba do niczego nie pasuje), papryka, surowa marchew, korniszony, czarne oliwki i wspomniany ser pleśniowy, nawet z dodatkowym sosem, niestety składającym się chyba głównie z zalewy do wspomnianych korniszonów, gryzły się strasznie. W zasadzie jadalne były ser, rzodkiewki i bazylia, użyta do dekoracji. Ostatecznie oliwki, ale nie przepadam za czarnymi. Summa summarum - pierwszy raz i ostatni.

[1] Fakt, nie było napisane, że zawiera więcej niż jeden ser.

[2] Nawet w niezłych restauracjach zwykle w sałatce ląduje śmierdzący amoniakiem zeschnięty ochłapek.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 4, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj