Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Joanna Szymczyk - Ewa i złoty kot

Jak na okropnie polecany kryminał nowoczesnej Europy, to kiszka straszna. Policjant-informatyk (i straszliwie zakamuflowany system, którym kontaktuje się połowa Interpolu, zaszyty w gierce rpg-owej), zakochany w dziennikarce z brukowego pisemka, Ewie. Ewa jest głupia jak kalafior, wystarczy, że facet jej powie, że ładna, to wyskakuje z gatek, a jak jakaś babka ją pochwali, to już są dozgonnymi przyjaciółkami, z którymi może spić się jak prosię. Ale Ewę, poza wspomnianym policjantem, wszyscy kochają, mimo że podbiera ciuchy, rzyga w łazience, spóźnia się do pracy i ma mnóstwo inwencji, żeby sprawiać kłopoty. Kryminał dość chaotyczny, intryga na pół Unii Europejskiej, handel kobietami, bomby z Białorusi, mnóstwo ludzi udaje kogo innego, a wystarczy, żeby wtrąciła się mała dziennikarka, to nagle wszystko się cudownie rozwiązuje. Mocno takie sobie.

Osobno - o cudownym kocie Błażeju. Świetnie, że został bohaterem książki, ale mniej świetnie, że przez całą akcję jest zasadniczo niekarmiony, kuwetę mu sprzątają, jak sobie przypomną, a większość czasu siedzi sam. Jeśli pani autorka ma kota, to współczuję.

A, zapomniałam wspomnieć o przyjaciółce głównej bohaterki, zapewne alter-ego autorki. Piękna studentka prawa, zdaje egzaminy z dnia na dzień, mimo że w jej domu zaścielił się trup, w wolnych chwilach dorabia jako modelka, do tego jest błyskotliwie inteligentna, porządna, uporządkowana, doskonale zna się na technikach marketingowych, a w szafie ma ciuchy znanych marek. Jakbym była ciut mniej cyniczna, to nawet bym pozazdrościła.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, 2006, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Zwierzęcy magnetyzm

Poszliśmy do sklepu zoo nabyć spyżę i żwirek dla kotów. W sklepie zoo, koło kasy, stał talerz z drążkiem, na którym siedziała piękna, wielka, kolorowa papuga z prawie półmetrowym ogonem. Straszliwie się darła, aż pożałowałam biedne panie, że cały dzień z takim głośnym bydlęciem. Pani stwierdziła, że to rzadkość, że papuga wydziera się, jak jest zdenerwowana. Po czym papuga, do tej pory przestępująca z łapy na łapę, skubnęła TŻ w rękaw, po czym się na niego wtarabaniła i przestała drzeć ryja. I bardzo nie chciała zejść, mimo licznych zachęt od pań sklepowych.

W IKEI mają bardzo przyjemne kotrolki jednorazowe, na oko 3 razy więcej taśmy, a tańsze od tych z Piotra i Pawła. I bardzo smaczne zestawy żarciowe (rostbef z sałatką ziemniaczaną, łososia czy klopsiki z sosem).

Poza tym szlag mnie jasny trafi. Zapadłam na jeszcze jedne butki z firmy Kondor. Firma Kondor poświęciła się na tyle, że mailowo podała mi nazwy centrów handlowych, gdzie ich buty znajdę. I tak łażę od centra do centra, żeby dowiedzieć się, że "takiego modelu to myśmy nie mieli", "to seria letnia, już wycofane", "yyy" lub "przestaliśmy sprowadzać". Argh.

Dzisiejszą nagrodę z zaskoczenia wygrywa kołorkerka, z którą czasem plotkuję w kibelku.

Asia (13:03) Zuza!
Asia (13:03) [link do aukcji, którą obserwuję]
Asia (13:03) jak juz kupisz to pożycz
Niech żyje permanentna inwigilacja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 14, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zwierzęcy magnetyzm

Poszliśmy do sklepu zoo nabyć spyżę i żwirek dla kotów. W sklepie zoo, koło kasy, stał talerz z drążkiem, na którym siedziała piękna, wielka, kolorowa papuga z prawie półmetrowym ogonem. Straszliwie się darła, aż pożałowałam biedne panie, że cały dzień z takim głośnym bydlęciem. Pani stwierdziła, że to rzadkość, że papuga wydziera się, jak jest zdenerwowana. Po czym papuga, do tej pory przestępująca z łapy na łapę, skubnęła TŻ w rękaw, po czym się na niego wtarabaniła i przestała drzeć ryja. I bardzo nie chciała zejść, mimo licznych zachęt od pań sklepowych.

W IKEI mają bardzo przyjemne kotrolki jednorazowe, na oko 3 razy więcej taśmy, a tańsze od tych z Piotra i Pawła. I bardzo smaczne zestawy żarciowe (rostbef z sałatką ziemniaczaną, łososia czy klopsiki z sosem).

Poza tym szlag mnie jasny trafi. Zapadłam na jeszcze jedne butki z firmy Kondor. Firma Kondor poświęciła się na tyle, że mailowo podała mi nazwy centrów handlowych, gdzie ich buty znajdę. I tak łażę od centra do centra, żeby dowiedzieć się, że "takiego modelu to myśmy nie mieli", "to seria letnia, już wycofane", "yyy" lub "przestaliśmy sprowadzać". Argh.

Dzisiejszą nagrodę z zaskoczenia wygrywa kołorkerka, z którą czasem plotkuję w kibelku.

Asia (13:03) Zuza!
Asia (13:03) [link do aukcji, którą obserwuję]
Asia (13:03) jak juz kupisz to pożycz
Niech żyje permanentna inwigilacja.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 14, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj






Barbara Trapido - Świątynie radości

Książka z polecanek od Barbarelli. Nie chwyciło. Cały czas miałam nadzieję, że się okaże, że książka cudowna, świetna i że będę do niej wracać. Ale nie będę. Ot, trochę mniej standardowe romansidło, ale jednak romansidło. Straszliwie cipowata bohaterka (tak cipowata, że miałam cały czas wrażenie, że rzecz się dzieje w czasach wiktoriańskich, a nie w epoce komórek i fast foodów) ma w szkole barwną przyjaciółkę, przyjaciółka nagle znika, niezborne dziewczę (przepraszam, dobrze ułożone, grzeczne, prawe, jedynie jąkające się nieco w stresie) ma żal, dorasta, dalej ma żal, przechodzi przez dwóch facetów, dostaje list od przyjaciółki, jedzie, poznaje kolejnego faceta, pojawia się dwoje dzieci, pointa i koniec. Czyta się nieźle, ale nic więcej. A, jest ognisty seks. Raz (plus kilka pikatnych historyjek, jak to się robi w Chicago).

Inne tego autora:

#57

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 13, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Barbara Trapido - Świątynie radości

Książka z polecanek od Barbarelli. Nie chwyciło. Cały czas miałam nadzieję, że się okaże, że książka cudowna, świetna i że będę do niej wracać. Ale nie będę. Ot, trochę mniej standardowe romansidło, ale jednak romansidło. Straszliwie cipowata bohaterka (tak cipowata, że miałam cały czas wrażenie, że rzecz się dzieje w czasach wiktoriańskich, a nie w epoce komórek i fast foodów) ma w szkole barwną przyjaciółkę, przyjaciółka nagle znika, niezborne dziewczę (przepraszam, dobrze ułożone, grzeczne, prawe, jedynie jąkające się nieco w stresie) ma żal, dorasta, dalej ma żal, przechodzi przez dwóch facetów, dostaje list od przyjaciółki, jedzie, poznaje kolejnego faceta, pojawia się dwoje dzieci, pointa i koniec. Czyta się nieźle, ale nic więcej. A, jest ognisty seks. Raz (plus kilka pikatnych historyjek, jak to się robi w Chicago).

Inne tego autora:

#57

Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 13, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2006 - 0 komentarzy - Skomentuj


Transamerica

Przyznaję się bez bicia, że przeczytałam "Transatlantic" i żyłam w błogim przekonaniu, że będzie to film o tym, jak Felka Huffman płynie sobie statkiem. Nie był. Felka była transseksualistą Stanleyem (co ciekawe - pochodzenia żydowskiego), który powoli stawał się Bree - Sabriną. W międzyczasie okazało się, że w burzliwej młodości udało jej się spłodzić syna, a owoc tej jednej nocy z koleżanką w college'u siedzi w areszcie dla młodocianych na drugim końcu Stanów. Bree jedzie z synem z Nowego Yorku do LA. Trochę film drogi (bo w Stanach drogi mają, nie to co u nas - 12h i jesteśmy Zupełnie Gdzie Indziej), trochę o tym, jak to ciężko być transseksualistą (no, ciężko), a trochę o tym, po co człowiekowi w życiu rodzina. Refleksyjny, czasem śmieszny. Jak się komuś podobało "Broken flowers" Jarmusha, to ten też się spodoba.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 11, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj