Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Syberia

Ja wszystko rozumiem. Ludzie mają różną tolerancję na temperaturę (nic to, że kolega siedzący w koszulce i permanentnie narzekający, że tu duszno i zaduch znowu poszedł chorować do domu). Ludziom może nie przeszkadzać, że w pracy wieje zimnem. Ale nie rozumiem ludzi, którzy siedzą w polarze i się trzęsą, a patrzą na mnie krzywo, jak narzekam, że można by było do cholery coś z tą klimą zrobić i majstruję przy prztyczkach, co do których mam dziwne poczucie, że nie działają. Sami nie pójdą, będą się dalej trzęśli w polarze.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 19, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 0 komentarzy - Skomentuj


Syberia

Ja wszystko rozumiem. Ludzie mają różną tolerancję na temperaturę (nic to, że kolega siedzący w koszulce i permanentnie narzekający, że tu duszno i zaduch znowu poszedł chorować do domu). Ludziom może nie przeszkadzać, że w pracy wieje zimnem. Ale nie rozumiem ludzi, którzy siedzą w polarze i się trzęsą, a patrzą na mnie krzywo, jak narzekam, że można by było do cholery coś z tą klimą zrobić i majstruję przy prztyczkach, co do których mam dziwne poczucie, że nie działają. Sami nie pójdą, będą się dalej trzęśli w polarze.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 19, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bu

Nie działa ekspress do kawy.
Po oku lata mi taka kropka. Krople do oczu nie pomogły.
Pieprzone biuro rachunkowe, któremu od paru lat płacę za wypełnianie PIT-ów (proszę mi nie tłumaczyć, że wypełnianie PIT-ów jest proste i zapewnia urokliwa rozrywkę na zimowe wieczory, lepszą niż zabawa w remizie, bo PIT-ami się brzydzę i nie zamierzam czytać trzystu milionów rubryczek, żeby w trzech wpisać to i owo) nie umiało przeczytać zdania "minimalna kwota odliczenia 500 zł" i dzielnie wpisało w rybryczkę 350 zł i oddało PIT-a, inkasując z uśmiechem pieniądz. Nawet nie mam siły iść ani dzwonić do tego biura, żeby powiedzieć, że przez ich głupotę musiałam wlec się przez pół miasta w upał, rozmawiać z bucowatą i nadętą urzędniczką i czekać na zwrot moich 115 zł nadpłaty następne trzy miesiące...

Szczęśliwie ekspress do kawy zaczął działać.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bu

Nie działa ekspress do kawy.
Po oku lata mi taka kropka. Krople do oczu nie pomogły.
Pieprzone biuro rachunkowe, któremu od paru lat płacę za wypełnianie PIT-ów (proszę mi nie tłumaczyć, że wypełnianie PIT-ów jest proste i zapewnia urokliwa rozrywkę na zimowe wieczory, lepszą niż zabawa w remizie, bo PIT-ami się brzydzę i nie zamierzam czytać trzystu milionów rubryczek, żeby w trzech wpisać to i owo) nie umiało przeczytać zdania "minimalna kwota odliczenia 500 zł" i dzielnie wpisało w rybryczkę 350 zł i oddało PIT-a, inkasując z uśmiechem pieniądz. Nawet nie mam siły iść ani dzwonić do tego biura, żeby powiedzieć, że przez ich głupotę musiałam wlec się przez pół miasta w upał, rozmawiać z bucowatą i nadętą urzędniczką i czekać na zwrot moich 115 zł nadpłaty następne trzy miesiące...

Szczęśliwie ekspress do kawy zaczął działać.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bu

Nie działa ekspress do kawy.
Po oku lata mi taka kropka. Krople do oczu nie pomogły.
Pieprzone biuro rachunkowe, któremu od paru lat płacę za wypełnianie PIT-ów (proszę mi nie tłumaczyć, że wypełnianie PIT-ów jest proste i zapewnia urokliwa rozrywkę na zimowe wieczory, lepszą niż zabawa w remizie, bo PIT-ami się brzydzę i nie zamierzam czytać trzystu milionów rubryczek, żeby w trzech wpisać to i owo) nie umiało przeczytać zdania "minimalna kwota odliczenia 500 zł" i dzielnie wpisało w rybryczkę 350 zł i oddało PIT-a, inkasując z uśmiechem pieniądz. Nawet nie mam siły iść ani dzwonić do tego biura, żeby powiedzieć, że przez ich głupotę musiałam wlec się przez pół miasta w upał, rozmawiać z bucowatą i nadętą urzędniczką i czekać na zwrot moich 115 zł nadpłaty następne trzy miesiące...

Szczęśliwie ekspress do kawy zaczął działać.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jabłka Adama

Tak od 1/4 filmu miałam już ugruntowaną opinię i utrzymała mi się ona do końca filmu. Opinia brzmi "Ojapierdolę". To bardzo dobry film, ale nielekki. Siwa, nie oglądaj. A już w ogóle nie z Byśkiem. Do parafii przyjeżdża wypuszczony warunkowo nazista. Na, nazwijmy to, rekonwalescencję. W parafii jest już były tenisista - alkoholik i gwałciciel, arabski terrorysta, dość specyficzny pastor i kobieta w ciąży. TŻ mi wytłumaczył, że to taka - trudne słowo - alegoria księgi Hioba. Czy wszystko, co się dzieje w życiu, wychodzi na dobre, czy wręcz przeciwnie i od czego to zależy. Mocne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Jabłka Adama

Tak od 1/4 filmu miałam już ugruntowaną opinię i utrzymała mi się ona do końca filmu. Opinia brzmi "Ojapierdolę". To bardzo dobry film, ale nielekki. Siwa, nie oglądaj. A już w ogóle nie z Byśkiem. Do parafii przyjeżdża wypuszczony warunkowo nazista. Na, nazwijmy to, rekonwalescencję. W parafii jest już były tenisista - alkoholik i gwałciciel, arabski terrorysta, dość specyficzny pastor i kobieta w ciąży. TŻ mi wytłumaczył, że to taka - trudne słowo - alegoria księgi Hioba. Czy wszystko, co się dzieje w życiu, wychodzi na dobre, czy wręcz przeciwnie i od czego to zależy. Mocne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 17, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Jabłka Adama

Tak od 1/4 filmu miałam już ugruntowaną opinię i utrzymała mi się ona do końca filmu. Opinia brzmi "Ojapierdolę". To bardzo dobry film, ale nielekki. Siwa, nie oglądaj. A już w ogóle nie z Byśkiem. Do parafii przyjeżdża wypuszczony warunkowo nazista. Na, nazwijmy to, rekonwalescencję. W parafii jest już były tenisista - alkoholik i gwałciciel, arabski terrorysta, dość specyficzny pastor i kobieta w ciąży. TŻ mi wytłumaczył, że to taka - trudne słowo - alegoria księgi Hioba. Czy wszystko, co się dzieje w życiu, wychodzi na dobre, czy wręcz przeciwnie i od czego to zależy. Mocne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 17, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Keep away

Połowa lipca. Rano 21 stopni celsjusza. Lato miało być, nie? Ale za to wczoraj znowu wygraliśmy pod Grunwaldem.

Właśnie wyrżnęłam z kolejnej sukienki okurwiale gryzącą wszywkę z nazwą firmy. Dalej nie rozumiem sensu istnienia tych pętelek pod pachami (albo w okolicach pasa w spódnicy), ale jeszcze bardziej nie rozumiem, po co do delikatnej i cienkiej bluzeczki ktoś wszywa przy szyi albo z boku, na wysokości talii sztywną, drapiącą metkę z dumnym napisem "Made in China/Trendi Fashion Company", w najzłośliwszym wydaniu za pomocą sztywnej żyłki wędkarskiej. Bluzka się podrze pod pachą. Odedrze się ramiączko sukienki. Puści na szwie na obrąbku na dole. Ale metka zostanie do usranej śmierci, albo i dłużej. Przy okazji przejrzałam leżące w okolicy bluzki, jedna (aktualnie śpi na niej kot) ma piękną metkę, którą chyba zostawię, bo jest niegryząca i nieiwazyjnie przyszyta na dole. Metka głosi, że bluzkę wyprodukowała firma "Keep Away From Fire" (dla hablających po hiszpańsku - MANTEGNA APARTADO DEL FUEGO).

Nie powiem od kogo dostałam wczoraj sms-a treści: "Aaaaaa właśnie widziałam faceta w całości, oprócz twarzy, porośnietego FUTERKIEM!".

Jak przystało na niedzielę, zdrzemnęłam się (znaczy: poszłam poczytać komiks, ale oko mi trochę opadło). Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu najpierw mi się śniło, że kolega P. kazał nam z TŻ adoptować niemowlę, które - jeśli nie adoptujemy - to zostanie deportowane do Indii, a tam wiadomo, co się robi z niemowlętami płci żeńskiej. Zaraz potem byłam w liceum, miałam lekcję wuefu z dwiema babami i wyszła kwestia, czemu nie mam stroju do cwiczeń (bo niby skąd?) i skąd mam tyle nieobecności (no, w pracy siedzę, nie?). I kazali mi siedzieć w szatni.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


Keep away

Połowa lipca. Rano 21 stopni celsjusza. Lato miało być, nie? Ale za to wczoraj znowu wygraliśmy pod Grunwaldem.

Właśnie wyrżnęłam z kolejnej sukienki okurwiale gryzącą wszywkę z nazwą firmy. Dalej nie rozumiem sensu istnienia tych pętelek pod pachami (albo w okolicach pasa w spódnicy), ale jeszcze bardziej nie rozumiem, po co do delikatnej i cienkiej bluzeczki ktoś wszywa przy szyi albo z boku, na wysokości talii sztywną, drapiącą metkę z dumnym napisem "Made in China/Trendi Fashion Company", w najzłośliwszym wydaniu za pomocą sztywnej żyłki wędkarskiej. Bluzka się podrze pod pachą. Odedrze się ramiączko sukienki. Puści na szwie na obrąbku na dole. Ale metka zostanie do usranej śmierci, albo i dłużej. Przy okazji przejrzałam leżące w okolicy bluzki, jedna (aktualnie śpi na niej kot) ma piękną metkę, którą chyba zostawię, bo jest niegryząca i nieiwazyjnie przyszyta na dole. Metka głosi, że bluzkę wyprodukowała firma "Keep Away From Fire" (dla hablających po hiszpańsku - MANTEGNA APARTADO DEL FUEGO).

Nie powiem od kogo dostałam wczoraj sms-a treści: "Aaaaaa właśnie widziałam faceta w całości, oprócz twarzy, porośnietego FUTERKIEM!".

Jak przystało na niedzielę, zdrzemnęłam się (znaczy: poszłam poczytać komiks, ale oko mi trochę opadło). Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu najpierw mi się śniło, że kolega P. kazał nam z TŻ adoptować niemowlę, które - jeśli nie adoptujemy - to zostanie deportowane do Indii, a tam wiadomo, co się robi z niemowlętami płci żeńskiej. Zaraz potem byłam w liceum, miałam lekcję wuefu z dwiema babami i wyszła kwestia, czemu nie mam stroju do cwiczeń (bo niby skąd?) i skąd mam tyle nieobecności (no, w pracy siedzę, nie?). I kazali mi siedzieć w szatni.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj