Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Keep away

Połowa lipca. Rano 21 stopni celsjusza. Lato miało być, nie? Ale za to wczoraj znowu wygraliśmy pod Grunwaldem.

Właśnie wyrżnęłam z kolejnej sukienki okurwiale gryzącą wszywkę z nazwą firmy. Dalej nie rozumiem sensu istnienia tych pętelek pod pachami (albo w okolicach pasa w spódnicy), ale jeszcze bardziej nie rozumiem, po co do delikatnej i cienkiej bluzeczki ktoś wszywa przy szyi albo z boku, na wysokości talii sztywną, drapiącą metkę z dumnym napisem "Made in China/Trendi Fashion Company", w najzłośliwszym wydaniu za pomocą sztywnej żyłki wędkarskiej. Bluzka się podrze pod pachą. Odedrze się ramiączko sukienki. Puści na szwie na obrąbku na dole. Ale metka zostanie do usranej śmierci, albo i dłużej. Przy okazji przejrzałam leżące w okolicy bluzki, jedna (aktualnie śpi na niej kot) ma piękną metkę, którą chyba zostawię, bo jest niegryząca i nieiwazyjnie przyszyta na dole. Metka głosi, że bluzkę wyprodukowała firma "Keep Away From Fire" (dla hablających po hiszpańsku - MANTEGNA APARTADO DEL FUEGO).

Nie powiem od kogo dostałam wczoraj sms-a treści: "Aaaaaa właśnie widziałam faceta w całości, oprócz twarzy, porośnietego FUTERKIEM!".

Jak przystało na niedzielę, zdrzemnęłam się (znaczy: poszłam poczytać komiks, ale oko mi trochę opadło). Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu najpierw mi się śniło, że kolega P. kazał nam z TŻ adoptować niemowlę, które - jeśli nie adoptujemy - to zostanie deportowane do Indii, a tam wiadomo, co się robi z niemowlętami płci żeńskiej. Zaraz potem byłam w liceum, miałam lekcję wuefu z dwiema babami i wyszła kwestia, czemu nie mam stroju do cwiczeń (bo niby skąd?) i skąd mam tyle nieobecności (no, w pracy siedzę, nie?). I kazali mi siedzieć w szatni.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Do radioactive cats have 18 half-lives?

Przełączanie się między kanałami TV daje czasem upojne wrażenia. Oglądam kątem oka prezydenta i jego brata premiera (albo odwrotnie), następny rzut oka - Reni Jusis z jakimś chyba sławnym gładkim przystojniakiem prosi zebraną publiczność o brawa dla występujących na jakiejś tam podróbie Opola. TŻ często przyprawia mnie o traumy, zapując po kanałach, gdzie Cezary Pazura nagle pomyka po byłej Jugosławii.

Byliśmy w hurtowni kociego żarcia na Obornickiej. Bez rewelacji, niestety. Zółtych gimpetów serowych (zwanych śmierdziuchami) nie ma, kotżarcie jak w większości sklepów - tańsze i większy wybór (np. foremki Athena) jest w Geancie. Żwirek sporo tańszy. W ramach robienia kotom funu, wyszło, że kupowanie Sheby krewetkowej kotom to marnowanie nie dość, że finansów (no, te 2,40 jakoś przeboleję), ale i powietrza (wali straszliwie ohydnym skisłym rybskiem, jak ogólnie lubię zapach kotpuszek, to ta zabija) i wykładziny (kotek siorbnął trochę, pognał na balkon do sąsiadów zagryźć trawką, wrócił i zwomitował na wspomnianą wykładzinę, która wprawdzie i tak jest do wyrzucenia, ale zawsze). I niech mi ktoś powie, czemu w misce leży prawie nietknięte żarcie do momentu, aż jeden nie wyjmie sobie ryjem kawałka, nie zaniesie na wykładzinę, żeby tam skonsumować. Wtedy drugi za nim idzie i usiłuje mu z paszczy ten kawałek wyjąć, przy okazjonalnym warczeniu pierwszego. Miska, przypominam, cały czas zawiera żarcie. Aktualnie jeden kot siedzi w postaci czujnego kłębka w kącie i patrzy, jak drugi wyjmuje żarcie z miski, idzie na wykładzinę i zaczyna jeść, wtedy ten zaczajony idzie na zwiad do tego jedzącego, słychać warczenie i tak dalej...

Wczoraj podczas wizyty u kołorkera, jednym z dyżurnych tematów (oczywiście poza pracą, bo o czym mogą rozmawiać cztery osoby z jednej firmy, nawet biorąc pod uwagę, że dwie pozostałe nie są, ale SĄ W TEMACIE) było zagadnienie, czemu jeden z kolegów przed wyjściem z psem na spacer prasuje świeżą koszulę i się w nią przebiera, a dopiero potem na spacer wychodzi. Ochotniczo zgłosiłam się, żeby śledzić na okoliczność jakiejś kochanki. Ogólnie było uroczo, a kolega od zmiany koszuli nawet się nie obraził, jak został nazwany jełopem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Do radioactive cats have 18 half-lives?

Przełączanie się między kanałami TV daje czasem upojne wrażenia. Oglądam kątem oka prezydenta i jego brata premiera (albo odwrotnie), następny rzut oka - Reni Jusis z jakimś chyba sławnym gładkim przystojniakiem prosi zebraną publiczność o brawa dla występujących na jakiejś tam podróbie Opola. TŻ często przyprawia mnie o traumy, zapując po kanałach, gdzie Cezary Pazura nagle pomyka po byłej Jugosławii.

Byliśmy w hurtowni kociego żarcia na Obornickiej. Bez rewelacji, niestety. Zółtych gimpetów serowych (zwanych śmierdziuchami) nie ma, kotżarcie jak w większości sklepów - tańsze i większy wybór (np. foremki Athena) jest w Geancie. Żwirek sporo tańszy. W ramach robienia kotom funu, wyszło, że kupowanie Sheby krewetkowej kotom to marnowanie nie dość, że finansów (no, te 2,40 jakoś przeboleję), ale i powietrza (wali straszliwie ohydnym skisłym rybskiem, jak ogólnie lubię zapach kotpuszek, to ta zabija) i wykładziny (kotek siorbnął trochę, pognał na balkon do sąsiadów zagryźć trawką, wrócił i zwomitował na wspomnianą wykładzinę, która wprawdzie i tak jest do wyrzucenia, ale zawsze). I niech mi ktoś powie, czemu w misce leży prawie nietknięte żarcie do momentu, aż jeden nie wyjmie sobie ryjem kawałka, nie zaniesie na wykładzinę, żeby tam skonsumować. Wtedy drugi za nim idzie i usiłuje mu z paszczy ten kawałek wyjąć, przy okazjonalnym warczeniu pierwszego. Miska, przypominam, cały czas zawiera żarcie. Aktualnie jeden kot siedzi w postaci czujnego kłębka w kącie i patrzy, jak drugi wyjmuje żarcie z miski, idzie na wykładzinę i zaczyna jeść, wtedy ten zaczajony idzie na zwiad do tego jedzącego, słychać warczenie i tak dalej...

Wczoraj podczas wizyty u kołorkera, jednym z dyżurnych tematów (oczywiście poza pracą, bo o czym mogą rozmawiać cztery osoby z jednej firmy, nawet biorąc pod uwagę, że dwie pozostałe nie są, ale SĄ W TEMACIE) było zagadnienie, czemu jeden z kolegów przed wyjściem z psem na spacer prasuje świeżą koszulę i się w nią przebiera, a dopiero potem na spacer wychodzi. Ochotniczo zgłosiłam się, żeby śledzić na okoliczność jakiejś kochanki. Ogólnie było uroczo, a kolega od zmiany koszuli nawet się nie obraził, jak został nazwany jełopem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Do radioactive cats have 18 half-lives?

Przełączanie się między kanałami TV daje czasem upojne wrażenia. Oglądam kątem oka prezydenta i jego brata premiera (albo odwrotnie), następny rzut oka - Reni Jusis z jakimś chyba sławnym gładkim przystojniakiem prosi zebraną publiczność o brawa dla występujących na jakiejś tam podróbie Opola. TŻ często przyprawia mnie o traumy, zapując po kanałach, gdzie Cezary Pazura nagle pomyka po byłej Jugosławii.

Byliśmy w hurtowni kociego żarcia na Obornickiej. Bez rewelacji, niestety. Zółtych gimpetów serowych (zwanych śmierdziuchami) nie ma, kotżarcie jak w większości sklepów - tańsze i większy wybór (np. foremki Athena) jest w Geancie. Żwirek sporo tańszy. W ramach robienia kotom funu, wyszło, że kupowanie Sheby krewetkowej kotom to marnowanie nie dość, że finansów (no, te 2,40 jakoś przeboleję), ale i powietrza (wali straszliwie ohydnym skisłym rybskiem, jak ogólnie lubię zapach kotpuszek, to ta zabija) i wykładziny (kotek siorbnął trochę, pognał na balkon do sąsiadów zagryźć trawką, wrócił i zwomitował na wspomnianą wykładzinę, która wprawdzie i tak jest do wyrzucenia, ale zawsze). I niech mi ktoś powie, czemu w misce leży prawie nietknięte żarcie do momentu, aż jeden nie wyjmie sobie ryjem kawałka, nie zaniesie na wykładzinę, żeby tam skonsumować. Wtedy drugi za nim idzie i usiłuje mu z paszczy ten kawałek wyjąć, przy okazjonalnym warczeniu pierwszego. Miska, przypominam, cały czas zawiera żarcie. Aktualnie jeden kot siedzi w postaci czujnego kłębka w kącie i patrzy, jak drugi wyjmuje żarcie z miski, idzie na wykładzinę i zaczyna jeść, wtedy ten zaczajony idzie na zwiad do tego jedzącego, słychać warczenie i tak dalej...

Wczoraj podczas wizyty u kołorkera, jednym z dyżurnych tematów (oczywiście poza pracą, bo o czym mogą rozmawiać cztery osoby z jednej firmy, nawet biorąc pod uwagę, że dwie pozostałe nie są, ale SĄ W TEMACIE) było zagadnienie, czemu jeden z kolegów przed wyjściem z psem na spacer prasuje świeżą koszulę i się w nią przebiera, a dopiero potem na spacer wychodzi. Ochotniczo zgłosiłam się, żeby śledzić na okoliczność jakiejś kochanki. Ogólnie było uroczo, a kolega od zmiany koszuli nawet się nie obraził, jak został nazwany jełopem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogs have owners. Cats have staff.

Jest zimno. Wieje z balkonu. A miały być upały, nie? Jestem ciepłolubnym zmarzluchem, zaraz pójdę po ciepłe skarpetki, a tymczasem zamknęłam drzwi na balkon. To sygnał dla kotów, od godziny malowniczo upozowanych na kuchennym krześle/fotelu obrotowym TŻ, że należy ziewnąć, wstać, przytruchtać pod zamknięty balkon i zacząć piszeć, patrzeć wyczekująco i/oraz skrobać łapą w szybę. Bo kot musi wyjść teraz i zaraz.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 15, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Koty - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogs have owners. Cats have staff.

Jest zimno. Wieje z balkonu. A miały być upały, nie? Jestem ciepłolubnym zmarzluchem, zaraz pójdę po ciepłe skarpetki, a tymczasem zamknęłam drzwi na balkon. To sygnał dla kotów, od godziny malowniczo upozowanych na kuchennym krześle/fotelu obrotowym TŻ, że należy ziewnąć, wstać, przytruchtać pod zamknięty balkon i zacząć piszeć, patrzeć wyczekująco i/oraz skrobać łapą w szybę. Bo kot musi wyjść teraz i zaraz.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 15, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Koty - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dogs have owners. Cats have staff.

Jest zimno. Wieje z balkonu. A miały być upały, nie? Jestem ciepłolubnym zmarzluchem, zaraz pójdę po ciepłe skarpetki, a tymczasem zamknęłam drzwi na balkon. To sygnał dla kotów, od godziny malowniczo upozowanych na kuchennym krześle/fotelu obrotowym TŻ, że należy ziewnąć, wstać, przytruchtać pod zamknięty balkon i zacząć piszeć, patrzeć wyczekująco i/oraz skrobać łapą w szybę. Bo kot musi wyjść teraz i zaraz.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 15, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bogów na dysku nie tyle się czci, co obwinia.

O poranku radio poinformowało, że wymyślono nowy typ dzwonka do drzwi. Oprócz dzwonka, który po naciśnięciu dzwoni (klasyczny), był już dzwonek, który po naciśnięciu wydaje odgłos pukania. Teraz najnowszy trend to mechanizm, który - po zapukaniu - uruchamia dzwonek za pomocą sprytnego czujniczka, który pobudzają do życia wibracje powstałe przy pukaniu.

Zapadłam dzisiaj na autogłupawkę. Nalewałam gulasz, wzięłam łyżkę wazową, zwaną chochelką i na TŻ-cie sprawdziłam za pomocą przyciagnięcia za ramię, jak to jest mieć hak zamiast ręki. Jako że to był mój pierwszy dzień z hakiem, przez dłuższą chwilę miałam problemy ze sobą.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 14, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bogów na dysku nie tyle się czci, co obwinia.

O poranku radio poinformowało, że wymyślono nowy typ dzwonka do drzwi. Oprócz dzwonka, który po naciśnięciu dzwoni (klasyczny), był już dzwonek, który po naciśnięciu wydaje odgłos pukania. Teraz najnowszy trend to mechanizm, który - po zapukaniu - uruchamia dzwonek za pomocą sprytnego czujniczka, który pobudzają do życia wibracje powstałe przy pukaniu.

Zapadłam dzisiaj na autogłupawkę. Nalewałam gulasz, wzięłam łyżkę wazową, zwaną chochelką i na TŻ-cie sprawdziłam za pomocą przyciagnięcia za ramię, jak to jest mieć hak zamiast ręki. Jako że to był mój pierwszy dzień z hakiem, przez dłuższą chwilę miałam problemy ze sobą.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 14, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Bogów na dysku nie tyle się czci, co obwinia.

O poranku radio poinformowało, że wymyślono nowy typ dzwonka do drzwi. Oprócz dzwonka, który po naciśnięciu dzwoni (klasyczny), był już dzwonek, który po naciśnięciu wydaje odgłos pukania. Teraz najnowszy trend to mechanizm, który - po zapukaniu - uruchamia dzwonek za pomocą sprytnego czujniczka, który pobudzają do życia wibracje powstałe przy pukaniu.

Zapadłam dzisiaj na autogłupawkę. Nalewałam gulasz, wzięłam łyżkę wazową, zwaną chochelką i na TŻ-cie sprawdziłam za pomocą przyciagnięcia za ramię, jak to jest mieć hak zamiast ręki. Jako że to był mój pierwszy dzień z hakiem, przez dłuższą chwilę miałam problemy ze sobą.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 14, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj