Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Rugia - Kap Arkona, podejście 2

[2.05.2024]

Jak może pamiętacie, poprzednim razem odwiedziłam dwie latarnie morskie i zjadłam bułkę z rybą. Tym razem już prawomyślnie zostawiliśmy samochód na parkingu i udaliśmy się do ominiętej poprzednio wioski rybackiej. Idzie się przez Putgarten, a potem przez łąki i rzepakowe pola, żeby dotrzeć do wybrzeża i zaskakująco schludnej wioski rybackiej. Zaskakująco, bo to nie jest skansen ani nic takiego, ale serio zamieszkana wioska i serio rybacy stąd wypływają po śledzia czy inną flądrę. Mnie się podobało, nastolatce nie za zbytnio, bo TYLE CHODZENIA (oraz zapomniałam wspomnieć, że nie czuje się najlepiej, dopiero jak doszliśmy do wioski, dokładnie w połowie trasy wyznała, że). Na szczęście zimny napój i gorące frytki pomogły (można kartą) i do latarni doszliśmy już w lepszym humorze, zwłaszcza że po drodze prowadziliśmy zajmującą dyskusję o czymś i były pręgowate złote żuczki. Ja jeszcze zeszłam sobie na skalistą plażę po 110 nierównych drewnianych stopniach, niczego nie żałuję, było pięknie. Wróciliśmy śmiesznym pociągiem na parking. I nawet jeśli się pominie wspinanie na latarnie, to jest to przepiękna, spokojna okolica.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 12, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, rugia, kap-arkona, putgarten - 0 komentarzy - Skomentuj


Rugia - Kap Arkona, podejście 2

[2.05.2024]

Jak może pamiętacie, poprzednim razem odwiedziłam dwie latarnie morskie i zjadłam bułkę z rybą. Tym razem już prawomyślnie zostawiliśmy samochód na parkingu i udaliśmy się do ominiętej poprzednio wioski rybackiej. Idzie się przez Putgarten, a potem przez łąki i rzepakowe pola, żeby dotrzeć do wybrzeża i zaskakująco schludnej wioski rybackiej. Zaskakująco, bo to nie jest skansen ani nic takiego, ale serio zamieszkana wioska i serio rybacy stąd wypływają po śledzia czy inną flądrę. Mnie się podobało, nastolatce nie za zbytnio, bo TYLE CHODZENIA (oraz zapomniałam wspomnieć, że nie czuje się najlepiej, dopiero jak doszliśmy do wioski, dokładnie w połowie trasy wyznała, że). Na szczęście zimny napój i gorące frytki pomogły (można kartą) i do latarni doszliśmy już w lepszym humorze, zwłaszcza że po drodze prowadziliśmy zajmującą dyskusję o czymś i były pręgowate złote żuczki. Ja jeszcze zeszłam sobie na skalistą plażę po 110 nierównych drewnianych stopniach, niczego nie żałuję, było pięknie. Wróciliśmy śmiesznym pociągiem na parking. I nawet jeśli się pominie wspinanie na latarnie, to jest to przepiękna, spokojna okolica.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 12, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: niemcy, rugia, kap-arkona, putgarten - 0 komentarzy - Skomentuj


Secret Diary of Adrian Mole, Aged 13¾

Prowincjonalne angielskie miasteczko, nastoletni Adrian opisuje swoje życie w pamiętniku. Miłość do koleżanki z klasy, Pandory, z którą wprawdzie uprawia “intensywny petting”, ale nie zaczyna jeszcze życia erotycznego, wprawia go w stan frustracji. Proza życia - matka wyprowadziła się i mieszka z sąsiadem, ojciec jest na zasiłku, a do tego do domu wprowadziła się jego kochanka z synem - irytuje go i smuci, zwłaszcza że wszyscy traktują go jak piąte koło u wozu. W szkole też nie jest lepiej, bo nikt nie docenia jego poezji i intelektualnych wywodów. Dookoła bujne czasy Margaret Thatcher - kryzys, wojna na Falklandach (przypadek?), ślady zimnej wojny, ślub Diany i Karola (“jaki ten Andrew przystojny”), kulejąca opieka zdrowotna.

Kiedy pierwszy raz oglądałam te seriale (drugi to “Growing Pains”) w latach 80. rozumiałam niewiele z otoczki społecznej - mundurki szkolne i afera ze skarpetkami, spóźniający się czek z zasiłkiem, problem z pakistańską rodziną w “dobrej” dzielnicy. Skupiałam się na tym, że Adrian skrupulatnie rysuje wykres długości swojego przyrodzenia i nie może się dogadać ze swoją zasadniczą dziewczyną Pandorą, a do tego zupełnie nie rozumie, co się dzieje dookoła niego; poza tym w Polsce też wtedy wszyscy palili. Znacznie mniej docierało do mnie, jak patologiczną jest rodzina państwa Mole’ów, z rozchodzącymi i zdradzającymi się rodzicami, toksyczną babcią, parentyfikacją i zaniedbaniem, a Adrian pod pozorami pretensjonalności zwyczajnie potrzebuje kogoś, kto go pokocha i się nim zajmie (np. piorąc mu te skarpetki).

Czytałam chyba wszystkie książki Sue Townsend, które wyszły w Polsce, ale nie do końca rozumiałam, skąd się jej ogląd świata wziął. Trochę światła rzuca film wspomnieniowy o autorce - jej robotniczych korzeniach, sympatiach i animozjach czy wreszcie postępującej chorobie, mimo której usiłowała ciągle pisać.

Inne tej autorki.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 10, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


Secret Diary of Adrian Mole, Aged 13¾

Prowincjonalne angielskie miasteczko, nastoletni Adrian opisuje swoje życie w pamiętniku. Miłość do koleżanki z klasy, Pandory, z którą wprawdzie uprawia “intensywny petting”, ale nie zaczyna jeszcze życia erotycznego, wprawia go w stan frustracji. Proza życia - matka wyprowadziła się i mieszka z sąsiadem, ojciec jest na zasiłku, a do tego do domu wprowadziła się jego kochanka z synem - irytuje go i smuci, zwłaszcza że wszyscy traktują go jak piąte koło u wozu. W szkole też nie jest lepiej, bo nikt nie docenia jego poezji i intelektualnych wywodów. Dookoła bujne czasy Margaret Thatcher - kryzys, wojna na Falklandach (przypadek?), ślady zimnej wojny, ślub Diany i Karola (“jaki ten Andrew przystojny”), kulejąca opieka zdrowotna.

Kiedy pierwszy raz oglądałam te seriale (drugi to “Growing Pains”) w latach 80. rozumiałam niewiele z otoczki społecznej - mundurki szkolne i afera ze skarpetkami, spóźniający się czek z zasiłkiem, problem z pakistańską rodziną w “dobrej” dzielnicy. Skupiałam się na tym, że Adrian skrupulatnie rysuje wykres długości swojego przyrodzenia i nie może się dogadać ze swoją zasadniczą dziewczyną Pandorą, a do tego zupełnie nie rozumie, co się dzieje dookoła niego; poza tym w Polsce też wtedy wszyscy palili. Znacznie mniej docierało do mnie, jak patologiczną jest rodzina państwa Mole’ów, z rozchodzącymi i zdradzającymi się rodzicami, toksyczną babcią, parentyfikacją i zaniedbaniem, a Adrian pod pozorami pretensjonalności zwyczajnie potrzebuje kogoś, kto go pokocha i się nim zajmie (np. piorąc mu te skarpetki).

Czytałam chyba wszystkie książki Sue Townsend, które wyszły w Polsce, ale nie do końca rozumiałam, skąd się jej ogląd świata wziął. Trochę światła rzuca film wspomnieniowy o autorce - jej robotniczych korzeniach, sympatiach i animozjach czy wreszcie postępującej chorobie, mimo której usiłowała ciągle pisać.

Inne tej autorki.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 10, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


Ottessa Moshfegh - Eileen

Lata 60. Małe amerykańskie miasteczko. Eileen ma 24 lata, przerwała studia, żeby opiekować się umierającą matką, w efekcie wylądowała jako sekretarka w poprawczaku dla “trudnych” chłopców i jako opiekunka starzejącego się ojca. I jak do tej pory wygląda, że nie jest to wymarzona egzystencja, tak im głębiej wchodzi się we wspomnienia 70-letniej Eileen, tym bardziej dramatyczna staje się sytuacja. Ojciec dziewczyny, były policjant, jest alkoholikiem i przemocowcem, wspieranym przez byłych kolegów. Córka służy do przywożenia alkoholu i reagowania w sytuacjach, kiedy ojciec jest niebezpieczny. Oboje żyją w skrajnym ubóstwie i brudzie, bo nikt nie sprząta ani nie naprawia niczego. Eileen uważa się za brzydką, więc na wszelkie sposoby karze się, niszcząc i zaniedbując swoje ciało; tak ją ukształtowała równie przemocowa i toksyczna matka. W pracy, która raczej nie jest placówką oświatową, a zwyczajnym brutalnym więzieniem, narratorka raczej odwraca wzrok, skupiając się na symulowaniu pracy. Platonicznie marzy o swoim koledze z pracy i że ucieknie z domu, ale na marzeniach się wszystko kończy. Aż do momentu, kiedy w placówce pojawia się Rebecca, piękna i elegancka, i - ku zdziwieniu Eileen - chce się z nią zaprzyjaźnić. I już wiadomo, że to Rebecca jest katalizatorem zmian w życiu Eileen, chociaż do ostatniej chwili nie da się przewidzieć, jakiego typu będą to zmiany.

Jaka to przerażająca i smutna opowieść. Miasteczko, w którym pod pozornie uładzoną powierzchnią buzuje nienawiść, gdzie “swoi” - w tym przypadku policjanci - są kryci, bez względu na to, co zrobią, tak samo funkcjonariusze więzienia. Eileen kradnie, oszukuje, głodzi się na zmianę z objadaniem i łykaniem środków przeczyszczających, unika mycia, ale to nie broni jej patrzenia na wszystkich innych z pogardą. Stwierdza nawet w pewnym momencie, że większość ludzi w miasteczku, w tym ona sama, mogłaby wylądować w placówce korekcyjnej, gdyby wyszło na jaw, jacy są. Wreszcie zmieniająca życie bohaterki przyjaźń jest równie dziwna i zaburzona, idąca w stronę silnego współuzależnienia, podobnie jak wcześniejsze zauroczenie współpracownikiem, dochodzącego aż do stalkingu. Nie wiem, czy chcecie czytać.

Inne tej autorki.

#33

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 9, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ottessa Moshfegh - Eileen

Lata 60. Małe amerykańskie miasteczko. Eileen ma 24 lata, przerwała studia, żeby opiekować się umierającą matką, w efekcie wylądowała jako sekretarka w poprawczaku dla “trudnych” chłopców i jako opiekunka starzejącego się ojca. I jak do tej pory wygląda, że nie jest to wymarzona egzystencja, tak im głębiej wchodzi się we wspomnienia 70-letniej Eileen, tym bardziej dramatyczna staje się sytuacja. Ojciec dziewczyny, były policjant, jest alkoholikiem i przemocowcem, wspieranym przez byłych kolegów. Córka służy do przywożenia alkoholu i reagowania w sytuacjach, kiedy ojciec jest niebezpieczny. Oboje żyją w skrajnym ubóstwie i brudzie, bo nikt nie sprząta ani nie naprawia niczego. Eileen uważa się za brzydką, więc na wszelkie sposoby karze się, niszcząc i zaniedbując swoje ciało; tak ją ukształtowała równie przemocowa i toksyczna matka. W pracy, która raczej nie jest placówką oświatową, a zwyczajnym brutalnym więzieniem, narratorka raczej odwraca wzrok, skupiając się na symulowaniu pracy. Platonicznie marzy o swoim koledze z pracy i że ucieknie z domu, ale na marzeniach się wszystko kończy. Aż do momentu, kiedy w placówce pojawia się Rebecca, piękna i elegancka, i - ku zdziwieniu Eileen - chce się z nią zaprzyjaźnić. I już wiadomo, że to Rebecca jest katalizatorem zmian w życiu Eileen, chociaż do ostatniej chwili nie da się przewidzieć, jakiego typu będą to zmiany.

Jaka to przerażająca i smutna opowieść. Miasteczko, w którym pod pozornie uładzoną powierzchnią buzuje nienawiść, gdzie “swoi” - w tym przypadku policjanci - są kryci, bez względu na to, co zrobią, tak samo funkcjonariusze więzienia. Eileen kradnie, oszukuje, głodzi się na zmianę z objadaniem i łykaniem środków przeczyszczających, unika mycia, ale to nie broni jej patrzenia na wszystkich innych z pogardą. Stwierdza nawet w pewnym momencie, że większość ludzi w miasteczku, w tym ona sama, mogłaby wylądować w placówce korekcyjnej, gdyby wyszło na jaw, jacy są. Wreszcie zmieniająca życie bohaterki przyjaźń jest równie dziwna i zaburzona, idąca w stronę silnego współuzależnienia, podobnie jak wcześniejsze zauroczenie współpracownikiem, dochodzącego aż do stalkingu. Nie wiem, czy chcecie czytać.

Inne tej autorki.

#33

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 9, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Dominika Kotas - Cukry

Zacznijmy od tego, że autorka/narratorka jest w spektrum autyzmu, a do tego wyrasta na osobę homoseksualną i wegetariankę. Od dziecka nie umie albo nie chce mówić, chce pisać, ale zrozumienie tego przychodzi później, bo najpierw musi przejść przez to dzieciństwo. Tak trudne, aż do nie uwierzenia, że takie rzeczy działy się jeszcze w latach 90. To jest trzon dygresyjnych, czasem niezwiązanych ze sobą historii, opowiadanych przez osobę, którą wiele rzeczy dziwi, która nie rozumie sygnałów, aluzji i ludzi w ogóle. Przerażająca jest opowieść o matce, która jej nienawidzi, również za to, że jest dziwna, dzika, jakaś głupawa i wstyd przed znajomymi i sąsiadami. Równie straszne są stosunki z ojcem - myśliwym, który wystawia nadwrażliwe dziecko na przemoc wobec zwierząt; liczne opowieści o zwierzętach “oddanych” czy “uciekających” z domu rodzinnego są ciężkie do zrozumienia. Babcia-dewotka, modląca się za grzeszącą wnuczkę już jest wisienką na czubku tego zepsutego tortu. Opowieści dookoła tego - liczne wynajmowane mieszkania, w tym u bardzo starej osoby z wyższych sfer, specyficzne zwyczaje jedzeniowe, stimy, mieszanina infantylności, oversharingu czy 53 losowych faktów, które kojarzą się autorce z - są interesujące, pozwalają na pewien wgląd w to, co dzieje się w głowie osoby w spektrum, ale też pokazują, jak trudno jest z taką osobą żyć. Czyta się świetnie, ale między wierszami czuć, że taka koegzystencja to stąpanie po lawie, ciągłe zagrożenie histerią, ciągle zażegnywanie i uprzedzanie konfliktów czy awantur czy przewidywanie problemów, żeby uniknąć za kogoś konsekwencji. A to już jest kawałek, który uderza mi dość blisko domu. Oczywiście będę szukać kolejnych książek tej autorki.

#32

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Dominika Kotas - Cukry

Zacznijmy od tego, że autorka/narratorka jest w spektrum autyzmu, a do tego wyrasta na osobę homoseksualną i wegetariankę. Od dziecka nie umie albo nie chce mówić, chce pisać, ale zrozumienie tego przychodzi później, bo najpierw musi przejść przez to dzieciństwo. Tak trudne, aż do nie uwierzenia, że takie rzeczy działy się jeszcze w latach 90. To jest trzon dygresyjnych, czasem niezwiązanych ze sobą historii, opowiadanych przez osobę, którą wiele rzeczy dziwi, która nie rozumie sygnałów, aluzji i ludzi w ogóle. Przerażająca jest opowieść o matce, która jej nienawidzi, również za to, że jest dziwna, dzika, jakaś głupawa i wstyd przed znajomymi i sąsiadami. Równie straszne są stosunki z ojcem - myśliwym, który wystawia nadwrażliwe dziecko na przemoc wobec zwierząt; liczne opowieści o zwierzętach “oddanych” czy “uciekających” z domu rodzinnego są ciężkie do zrozumienia. Babcia-dewotka, modląca się za grzeszącą wnuczkę już jest wisienką na czubku tego zepsutego tortu. Opowieści dookoła tego - liczne wynajmowane mieszkania, w tym u bardzo starej osoby z wyższych sfer, specyficzne zwyczaje jedzeniowe, stimy, mieszanina infantylności, oversharingu czy 53 losowych faktów, które kojarzą się autorce z - są interesujące, pozwalają na pewien wgląd w to, co dzieje się w głowie osoby w spektrum, ale też pokazują, jak trudno jest z taką osobą żyć. Czyta się świetnie, ale między wierszami czuć, że taka koegzystencja to stąpanie po lawie, ciągłe zagrożenie histerią, ciągle zażegnywanie i uprzedzanie konfliktów czy awantur czy przewidywanie problemów, żeby uniknąć za kogoś konsekwencji. A to już jest kawałek, który uderza mi dość blisko domu. Oczywiście będę szukać kolejnych książek tej autorki.

#32

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Unbreakable / Split / Glass

Unbreakable (2000) to opowieść o niepozornym ochroniarzu Dunnie (Willis), który jest niezniszczalny - jako jedyny przeżywa bez szwanku katastrofę kolejową. Niedługo potem poznaje ekscentrycznego kolekcjonera komiksów, pana Price’a (Jackson), który jest na drugim końcu skali - najmniejszy nacisk łamie jego kości. Okazuje się, że Price ma misję - uważa, że są na świecie superbohaterowie i chce, żeby Dunn uwierzył w swoje supermoce (niezniszczalność i umiejętność wyczuwania zagrożenia). I kiedy go wreszcie przekonuje, Dunn odkrywa straszną prawdę o Price’ie.

Tytułowy Split (2017) dotyczy osobowości Kevina Crumba (doskonały McAvoy), młodego chłopaka, który ma 24 osobowości - od psotnego 9-latka przez kostyczną opiekunkę do Bestii, supersilnego choć niezbyt elokwentnego morderczego nadczłowieka. W teorii Kevin się leczy psychiatrycznie, ale do specjalistki chodzą tylko wybrane osobowości, a te skrywane porywają trzy młode dziewczęta, żeby wydać je bestii na pożarcie. Jedną z dziewcząt jest Casey (Taylor-Joy), introwertyczna dziwaczka, która wydaje się do porywacza docierać i ma mroczną przeszłość.

Wreszcie Glass (2019) to koda całego cyklu. W szpitalu psychiatrycznym spotykają się Dunn, który w międzyczasie został mrocznym mścicielem, polującym na znanego z drugiej części Crumba, zabijającego jako Bestia kolejne nastolatki oraz Price, od 15 lat przebywający w stanie bliskim katatonii po odkryciu przestępstw w finale pierwszej części. I jedyną rzeczą, o jaką tu chodzi, jest potwierdzenie, że trzej mężczyźni są superludźmi, co od lat tuszuje agencja rządowa.

Przede wszystkim nie róbcie tego błędu co ja, i nie zaczynajcie od “Glassa”, bo bez obejrzenia pozostałych części jest bez sensu. A i trzecia część, w założeniu finałowa i spinająca wszystkie wątki, jest delikatnie mówiąc najsłabsza i trzyma się na ślinę, taśmę klejącą i wiarę. Dwie pierwsze są świetne - trzymają w napięciu, bardzo kameralne, a jednocześnie potężne w swojej wymowie, bardzo dobrze zagrane. Trzecia - dzień po obejrzeniu już nie pamiętałam, co się wydarzyło. Najciekawsze wydawało mi się obserwowanie, jak bardzo zmienił się Bruce Willis przez te kilkanaście lat.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Unbreakable / Split / Glass

Unbreakable (2000) to opowieść o niepozornym ochroniarzu Dunnie (Willis), który jest niezniszczalny - jako jedyny przeżywa bez szwanku katastrofę kolejową. Niedługo potem poznaje ekscentrycznego kolekcjonera komiksów, pana Price’a (Jackson), który jest na drugim końcu skali - najmniejszy nacisk łamie jego kości. Okazuje się, że Price ma misję - uważa, że są na świecie superbohaterowie i chce, żeby Dunn uwierzył w swoje supermoce (niezniszczalność i umiejętność wyczuwania zagrożenia). I kiedy go wreszcie przekonuje, Dunn odkrywa straszną prawdę o Price’ie.

Tytułowy Split (2017) dotyczy osobowości Kevina Crumba (doskonały McAvoy), młodego chłopaka, który ma 24 osobowości - od psotnego 9-latka przez kostyczną opiekunkę do Bestii, supersilnego choć niezbyt elokwentnego morderczego nadczłowieka. W teorii Kevin się leczy psychiatrycznie, ale do specjalistki chodzą tylko wybrane osobowości, a te skrywane porywają trzy młode dziewczęta, żeby wydać je bestii na pożarcie. Jedną z dziewcząt jest Casey (Taylor-Joy), introwertyczna dziwaczka, która wydaje się do porywacza docierać i ma mroczną przeszłość.

Wreszcie Glass (2019) to koda całego cyklu. W szpitalu psychiatrycznym spotykają się Dunn, który w międzyczasie został mrocznym mścicielem, polującym na znanego z drugiej części Crumba, zabijającego jako Bestia kolejne nastolatki oraz Price, od 15 lat przebywający w stanie bliskim katatonii po odkryciu przestępstw w finale pierwszej części. I jedyną rzeczą, o jaką tu chodzi, jest potwierdzenie, że trzej mężczyźni są superludźmi, co od lat tuszuje agencja rządowa.

Przede wszystkim nie róbcie tego błędu co ja, i nie zaczynajcie od “Glassa”, bo bez obejrzenia pozostałych części jest bez sensu. A i trzecia część, w założeniu finałowa i spinająca wszystkie wątki, jest delikatnie mówiąc najsłabsza i trzyma się na ślinę, taśmę klejącą i wiarę. Dwie pierwsze są świetne - trzymają w napięciu, bardzo kameralne, a jednocześnie potężne w swojej wymowie, bardzo dobrze zagrane. Trzecia - dzień po obejrzeniu już nie pamiętałam, co się wydarzyło. Najciekawsze wydawało mi się obserwowanie, jak bardzo zmienił się Bruce Willis przez te kilkanaście lat.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 7, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj