Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

9 lipca 2006

Nie ma chyba bardziej relaksującego, a przy tym budzącego zazdrość, widoku niż powierzchnia płaska (trawnik, dywan, kafelki na balkonie), a na tym kot podwoziem do góry, radośnie turlający się z boku na bok, liżący leniwie łapę, wyciągający się i ogólnie rozkoszny.

W drodze powrotnej trochę piorunów i kawałek burzy nas zawadził ogonem. Gdzie te czasy, kiedy małe futrzane zwierzątka z Sagittariusa V były małymi futrzanymi zwierzątkami z Sagittariusa V, a burze były burzami. Nawet kiedyś miałam się zapisać do KEMB, ale nie wiem w końcu, czy mnie przyjęli...

12 maja 2000

Przez okno widzę różne rzeczy. W dzień zwykle ludz^Wstudentów biegających w tą i wewtą, drzewa (niebiegające) i akademiki (j.w.). Taki zwyczajny widok na coś w rodzaju skwerku z roślinnością, otoczonym gierkowskimi blokowiszczami. Ale nocą... Nocą dzieją się tu rzeczy magiczne.

Pod akademikiem obok rośnie drzewo. Duże, dziwacznie powyginane. Oświetla je jedna, sodowa latarnia - takim żółtawym światłem. Nie wiem, czy to kwestia powyginania gałęzi, światła czy czynników umykających mojemu małemu rozumkowi, ale wystarczy lekko przymknąć oczy i świat wygląda jak 100 lat temu. Brakuje tylko uliczki z drewnianymi, poczerniałymi od deszczu domkami, malowniczo powycinanych koronek pod drewnianymi nadprożami ganków, ciemnych okien, w których czasem błyśnie swiatło świecy. Tyle że widok ten budzi taki wewnętrzny niepokój - zadziwiająco łatwo można dowyobrazić sobie hammerhorrorne nietoperze (tak, te na gumkach), gałęzie stukające w okiennice, trzaski drewnianej podłogi, uginającej się pod niewidzialnymi stopami jakiegoś nocnego wędrowca.

Ludzie, jaki stamtąd musiałby być widok na prawdziwą burzę... Z rozbłyskami błyskawic na niczym nie zasłoniętym niebie, ze stukotem ciężkich kropel deszczu. Mrrr.

A tu padać nie chce. Nic a nic :-(

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 10, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


9 lipca 2006

Nie ma chyba bardziej relaksującego, a przy tym budzącego zazdrość, widoku niż powierzchnia płaska (trawnik, dywan, kafelki na balkonie), a na tym kot podwoziem do góry, radośnie turlający się z boku na bok, liżący leniwie łapę, wyciągający się i ogólnie rozkoszny.

W drodze powrotnej trochę piorunów i kawałek burzy nas zawadził ogonem. Gdzie te czasy, kiedy małe futrzane zwierzątka z Sagittariusa V były małymi futrzanymi zwierzątkami z Sagittariusa V, a burze były burzami. Nawet kiedyś miałam się zapisać do KEMB, ale nie wiem w końcu, czy mnie przyjęli...

12 maja 2000

Przez okno widzę różne rzeczy. W dzień zwykle ludz^Wstudentów biegających w tą i wewtą, drzewa (niebiegające) i akademiki (j.w.). Taki zwyczajny widok na coś w rodzaju skwerku z roślinnością, otoczonym gierkowskimi blokowiszczami. Ale nocą... Nocą dzieją się tu rzeczy magiczne.

Pod akademikiem obok rośnie drzewo. Duże, dziwacznie powyginane. Oświetla je jedna, sodowa latarnia - takim żółtawym światłem. Nie wiem, czy to kwestia powyginania gałęzi, światła czy czynników umykających mojemu małemu rozumkowi, ale wystarczy lekko przymknąć oczy i świat wygląda jak 100 lat temu. Brakuje tylko uliczki z drewnianymi, poczerniałymi od deszczu domkami, malowniczo powycinanych koronek pod drewnianymi nadprożami ganków, ciemnych okien, w których czasem błyśnie swiatło świecy. Tyle że widok ten budzi taki wewnętrzny niepokój - zadziwiająco łatwo można dowyobrazić sobie hammerhorrorne nietoperze (tak, te na gumkach), gałęzie stukające w okiennice, trzaski drewnianej podłogi, uginającej się pod niewidzialnymi stopami jakiegoś nocnego wędrowca.

Ludzie, jaki stamtąd musiałby być widok na prawdziwą burzę... Z rozbłyskami błyskawic na niczym nie zasłoniętym niebie, ze stukotem ciężkich kropel deszczu. Mrrr.

A tu padać nie chce. Nic a nic :-(

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 10, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


9 lipca 2006

Nie ma chyba bardziej relaksującego, a przy tym budzącego zazdrość, widoku niż powierzchnia płaska (trawnik, dywan, kafelki na balkonie), a na tym kot podwoziem do góry, radośnie turlający się z boku na bok, liżący leniwie łapę, wyciągający się i ogólnie rozkoszny.

W drodze powrotnej trochę piorunów i kawałek burzy nas zawadził ogonem. Gdzie te czasy, kiedy małe futrzane zwierzątka z Sagittariusa V były małymi futrzanymi zwierzątkami z Sagittariusa V, a burze były burzami. Nawet kiedyś miałam się zapisać do KEMB, ale nie wiem w końcu, czy mnie przyjęli...

12 maja 2000

Przez okno widzę różne rzeczy. W dzień zwykle ludz^Wstudentów biegających w tą i wewtą, drzewa (niebiegające) i akademiki (j.w.). Taki zwyczajny widok na coś w rodzaju skwerku z roślinnością, otoczonym gierkowskimi blokowiszczami. Ale nocą... Nocą dzieją się tu rzeczy magiczne.

Pod akademikiem obok rośnie drzewo. Duże, dziwacznie powyginane. Oświetla je jedna, sodowa latarnia - takim żółtawym światłem. Nie wiem, czy to kwestia powyginania gałęzi, światła czy czynników umykających mojemu małemu rozumkowi, ale wystarczy lekko przymknąć oczy i świat wygląda jak 100 lat temu. Brakuje tylko uliczki z drewnianymi, poczerniałymi od deszczu domkami, malowniczo powycinanych koronek pod drewnianymi nadprożami ganków, ciemnych okien, w których czasem błyśnie swiatło świecy. Tyle że widok ten budzi taki wewnętrzny niepokój - zadziwiająco łatwo można dowyobrazić sobie hammerhorrorne nietoperze (tak, te na gumkach), gałęzie stukające w okiennice, trzaski drewnianej podłogi, uginającej się pod niewidzialnymi stopami jakiegoś nocnego wędrowca.

Ludzie, jaki stamtąd musiałby być widok na prawdziwą burzę... Z rozbłyskami błyskawic na niczym nie zasłoniętym niebie, ze stukotem ciężkich kropel deszczu. Mrrr.

A tu padać nie chce. Nic a nic :-(

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 10, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Muchy

Nienawidzę. Niechby sobie latały. Ale oprócz latania brzęczą o szyby i składają jaja w kocim żarciu (oczywiście nie jednocześnie, chyba że mają specjalizowane teamy). Znowu nas lato zaskoczyło (jak co roku), nie wykombinowaliśmy żadnej zasłony antymusznej, nie kupiliśmy tej sprytnej miski z naciskaną łapą klapką (ala kosz na śmieci). Żeby ochronić świeżo włożone kocie żarcie, o które kot wył wniebogłosy, a teraz to w zasadzie nie jest już taki głodny, foliuję michę folią aluminiową. Trzy minuty później koło miski znajduje się biedny głodny kotek, próbuje łapą folię zdjąć i żałośliwie piszczy. Zdejmuję folię, tłumaczę, że to dla dobra koteczka, że musze jaja nie służą, kotek patrzy na mnie, jakby rozumiał, po czym zagląda mi miseczki z suchym żarciem i odchodzi się położyć opodal. Zakrywam michę folią, trzy minuty później...

Szczęśliwie właśnie się chyba zbiera na burzę, grzmi, świerszcze głośno grają, a muchy się pochowały.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Muchy

Nienawidzę. Niechby sobie latały. Ale oprócz latania brzęczą o szyby i składają jaja w kocim żarciu (oczywiście nie jednocześnie, chyba że mają specjalizowane teamy). Znowu nas lato zaskoczyło (jak co roku), nie wykombinowaliśmy żadnej zasłony antymusznej, nie kupiliśmy tej sprytnej miski z naciskaną łapą klapką (ala kosz na śmieci). Żeby ochronić świeżo włożone kocie żarcie, o które kot wył wniebogłosy, a teraz to w zasadzie nie jest już taki głodny, foliuję michę folią aluminiową. Trzy minuty później koło miski znajduje się biedny głodny kotek, próbuje łapą folię zdjąć i żałośliwie piszczy. Zdejmuję folię, tłumaczę, że to dla dobra koteczka, że musze jaja nie służą, kotek patrzy na mnie, jakby rozumiał, po czym zagląda mi miseczki z suchym żarciem i odchodzi się położyć opodal. Zakrywam michę folią, trzy minuty później...

Szczęśliwie właśnie się chyba zbiera na burzę, grzmi, świerszcze głośno grają, a muchy się pochowały.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Muchy

Nienawidzę. Niechby sobie latały. Ale oprócz latania brzęczą o szyby i składają jaja w kocim żarciu (oczywiście nie jednocześnie, chyba że mają specjalizowane teamy). Znowu nas lato zaskoczyło (jak co roku), nie wykombinowaliśmy żadnej zasłony antymusznej, nie kupiliśmy tej sprytnej miski z naciskaną łapą klapką (ala kosz na śmieci). Żeby ochronić świeżo włożone kocie żarcie, o które kot wył wniebogłosy, a teraz to w zasadzie nie jest już taki głodny, foliuję michę folią aluminiową. Trzy minuty później koło miski znajduje się biedny głodny kotek, próbuje łapą folię zdjąć i żałośliwie piszczy. Zdejmuję folię, tłumaczę, że to dla dobra koteczka, że musze jaja nie służą, kotek patrzy na mnie, jakby rozumiał, po czym zagląda mi miseczki z suchym żarciem i odchodzi się położyć opodal. Zakrywam michę folią, trzy minuty później...

Szczęśliwie właśnie się chyba zbiera na burzę, grzmi, świerszcze głośno grają, a muchy się pochowały.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Co by tu sobie obejrzeć

Uważam, że dodatek "Kultura" do Dziennika jest świetny. Natchnął mnie dziś do zajrzenia do kina i do poszukania kilku starszych filmów:

  • Dziewczyny z kalendarza ("Calendar girls") - ma zachęcającą, ciepłą recenzję.
  • Nikotyna - komediodramat meksykańsko-argentyński; po świetnych "I Twoją matkę też" czy "Amores perros" warto.
  • Figurant - z Woody Allenem, dziś o 20.10 na TVP Kultura.
  • Wysokie obcasy - Almodovar w najlepszej formie, jak kto nie widział, koniecznie. Jutro (niedziela) o 20 na Europa (mam DVD, mogę dostarczyć w Poznaniu i okolicach ;-)).
  • Dziewięć żywotów kota Fritza - animowany dla dorosłych, o chędożeniu, paleniu trawki i małych, kocich perwersjach. Poniedziałek na Tele 5 o 23:40.
  • Drewniany różaniec - ekranizacja drastycznej i smutnej powieści Natalii Rolleczek, ciekawa jestem, co z tego wyszło. Wtorek, Ale kino, 20.00.
  • Przed zachodem słońca - jeden z piękniejszych filmów o uczuciach (wielbicieli uczuć w postaci "dobrych pornoli" muszę rozczarować - to gadany film bez momentów), ale warto najpierw obejrzeć "Przed wschodem słońca", gdzie Delpy i Ethan Hawke, 9 lat temu, rozpoczęli historię. Wtorek, Cinamex 20.00.
  • Historie kuchenne - ciepła recenzja, mam od dawna na liście "do obejrzenia". Środa, Canal + 18.20.
  • Zakochany bez pamięci - wbrew tytułowi to nie kolejna komedia romantyczna. Bardzo dobry, na poły sf-owy film o uczuciach. Jak kto widział "Być jak John Malkovich", to ten jest jeszcze lepszy. Czwartek, HBO 2, 15.10. Też mam na DVD.
  • Skok przez płot - animowany z tej samej serii co Shrek i Madagaskar, zapowiada się rodzinnie i tekściarsko. W kinach.
  • Seks w Brnie - bardzo smaczna recenzja, zresztą czeskie filmy same się bronią podejście do życia, humorem i słonecznością świata (trening w nakładaniu prezerwatywy na rogalika). Również w kinach.
Opowiem, jak obejrzę.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Co by tu sobie obejrzeć

Uważam, że dodatek "Kultura" do Dziennika jest świetny. Natchnął mnie dziś do zajrzenia do kina i do poszukania kilku starszych filmów:

  • Dziewczyny z kalendarza ("Calendar girls") - ma zachęcającą, ciepłą recenzję.
  • Nikotyna - komediodramat meksykańsko-argentyński; po świetnych "I Twoją matkę też" czy "Amores perros" warto.
  • Figurant - z Woody Allenem, dziś o 20.10 na TVP Kultura.
  • Wysokie obcasy - Almodovar w najlepszej formie, jak kto nie widział, koniecznie. Jutro (niedziela) o 20 na Europa (mam DVD, mogę dostarczyć w Poznaniu i okolicach ;-)).
  • Dziewięć żywotów kota Fritza - animowany dla dorosłych, o chędożeniu, paleniu trawki i małych, kocich perwersjach. Poniedziałek na Tele 5 o 23:40.
  • Drewniany różaniec - ekranizacja drastycznej i smutnej powieści Natalii Rolleczek, ciekawa jestem, co z tego wyszło. Wtorek, Ale kino, 20.00.
  • Przed zachodem słońca - jeden z piękniejszych filmów o uczuciach (wielbicieli uczuć w postaci "dobrych pornoli" muszę rozczarować - to gadany film bez momentów), ale warto najpierw obejrzeć "Przed wschodem słońca", gdzie Delpy i Ethan Hawke, 9 lat temu, rozpoczęli historię. Wtorek, Cinamex 20.00.
  • Historie kuchenne - ciepła recenzja, mam od dawna na liście "do obejrzenia". Środa, Canal + 18.20.
  • Zakochany bez pamięci - wbrew tytułowi to nie kolejna komedia romantyczna. Bardzo dobry, na poły sf-owy film o uczuciach. Jak kto widział "Być jak John Malkovich", to ten jest jeszcze lepszy. Czwartek, HBO 2, 15.10. Też mam na DVD.
  • Skok przez płot - animowany z tej samej serii co Shrek i Madagaskar, zapowiada się rodzinnie i tekściarsko. W kinach.
  • Seks w Brnie - bardzo smaczna recenzja, zresztą czeskie filmy same się bronią podejście do życia, humorem i słonecznością świata (trening w nakładaniu prezerwatywy na rogalika). Również w kinach.
Opowiem, jak obejrzę.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Co by tu sobie obejrzeć

Uważam, że dodatek "Kultura" do Dziennika jest świetny. Natchnął mnie dziś do zajrzenia do kina i do poszukania kilku starszych filmów:

  • Dziewczyny z kalendarza ("Calendar girls") - ma zachęcającą, ciepłą recenzję.
  • Nikotyna - komediodramat meksykańsko-argentyński; po świetnych "I Twoją matkę też" czy "Amores perros" warto.
  • Figurant - z Woody Allenem, dziś o 20.10 na TVP Kultura.
  • Wysokie obcasy - Almodovar w najlepszej formie, jak kto nie widział, koniecznie. Jutro (niedziela) o 20 na Europa (mam DVD, mogę dostarczyć w Poznaniu i okolicach ;-)).
  • Dziewięć żywotów kota Fritza - animowany dla dorosłych, o chędożeniu, paleniu trawki i małych, kocich perwersjach. Poniedziałek na Tele 5 o 23:40.
  • Drewniany różaniec - ekranizacja drastycznej i smutnej powieści Natalii Rolleczek, ciekawa jestem, co z tego wyszło. Wtorek, Ale kino, 20.00.
  • Przed zachodem słońca - jeden z piękniejszych filmów o uczuciach (wielbicieli uczuć w postaci "dobrych pornoli" muszę rozczarować - to gadany film bez momentów), ale warto najpierw obejrzeć "Przed wschodem słońca", gdzie Delpy i Ethan Hawke, 9 lat temu, rozpoczęli historię. Wtorek, Cinamex 20.00.
  • Historie kuchenne - ciepła recenzja, mam od dawna na liście "do obejrzenia". Środa, Canal + 18.20.
  • Zakochany bez pamięci - wbrew tytułowi to nie kolejna komedia romantyczna. Bardzo dobry, na poły sf-owy film o uczuciach. Jak kto widział "Być jak John Malkovich", to ten jest jeszcze lepszy. Czwartek, HBO 2, 15.10. Też mam na DVD.
  • Skok przez płot - animowany z tej samej serii co Shrek i Madagaskar, zapowiada się rodzinnie i tekściarsko. W kinach.
  • Seks w Brnie - bardzo smaczna recenzja, zresztą czeskie filmy same się bronią podejście do życia, humorem i słonecznością świata (trening w nakładaniu prezerwatywy na rogalika). Również w kinach.
Opowiem, jak obejrzę.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Uwielbiam lato

Lato i letnie zakupy. Truskawki. Poziomki. Cztery woreczki bobu (dwa do zmrożenia i zżarcia w tygodniu przy akompaniamencie jojczenia kota czarno-białego, który Też Chce). Żółte okrągłe śliwki. Jogurt bałkański + zielony ogórek i czosnek. Arbuz. Kawałek pasztetu ze śliwkami. Lody. Czy ja już mówiłam, że lubię jeść i teraz nie mogę się zdecydować, od czego zacząć? Nie wspominając o sosie do spaghetti, karkówce na jutrzejszego grilla, cielęcym gulaszowym na poniedziałkowy obiad i innych takich.

Wyprawa na zakupy zwykle wiąże się z koniecznością zagonienia trzody z balkonu do domu. Dzisiaj przed wyjściem odliczam, czarno-biały na parapecie, czarnego nie ma. Wyglądam na balkon sąsiadów, *miauk*, zdziwione oczka spod cienistej doniczki z czymśtam zielonym. Stoję jak wazon na balkonie i konwersuję z leniwie odmiaukującym kotem, który leży na drewnianej podłodze i mu dobrze. TŻ wykonał fortel nr 1 (trzask drzwiczkami szafki). Nie działa. Fortel nr 2 (otwieranie puszki tuńczyka + 2a głośne trzaśnięcie miską). Tadam, kot czarny się zdecydował. Niestety, w międzyczasie ukradkiem zwiał na balkon kot czarno-biały i aktualnie leży szczęśliwy na sąsiadowym balkonie, dla odmiany na słoneczku (na dowodzie rzeczowym w swoim koszyczku). Fortel nr 3 (zamknięcie drzwi balkonowych) zadziałał. Kot czarny nie zdołał się jeszcze oderwać od miski, więc tym razem na zakupy udało się nam pojechać.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Koty, Fotografia+ - - 3 komentarze - Skomentuj