Doktor Sanders, patolog, zostaje zaproszony na weekend przez znajomego do Fourways, domu Miny i Sama Constable, poczytnej autorki i jej męża-zgryźliwca. Jak się okazuje, oprócz niego zaproszono też dwójkę przyjaciół - Larry’ego i jego narzeczoną Vicky oraz niejako Pennika, niepozornego człowieka, który twierdzi, że umie czytać w myślach. Oczywiście Sanders, jako człowiek nauki, neguje te umiejętności, ale sytuacja się zagęszcza, kiedy Pennik przewiduje śmierć gospodarza i jego ostrzeżenie, początkowo obśmiane przez Constable’a, okazuje się prawdą. W posiadłości w krytycznej chwili znajduje się 6 wspomnianych osób plus dwie dochodzące, służby nie było, bo tego dnia miał miejsce wypadek samochodowy, który - wprawdzie bez ofiar - ale zmusił całą służbę do pozostania w szpitalu. Nadinspektor Scotlandu Yardu Masters włącza się do śledztwa, ale się poddaje, bo nie ma żadnego sposobu, żeby Pennik rzeczywiście zabił Sama. Do śledztwa dołącza sir Henry Merrivale, człowiek o wielkiej przenikliwości i równie wielkim ego[1], dla którego sprawa jest priorytetowa, bo jeśli jej nie rozwiąże, “ każą mi wystroić się w togę i hrabiowską koronę, skóra na mnie cierpnie! Jeżeli to nie są plotki, że ta sępia zgraja czyha na mnie i czeka tylko na pierwszy lepszy pretekst, żeby mnie wsadzić do Izby Lordów”. Kiedy Pennik zapowiada kolejną śmierć i znowu jego przewidywania się spełniają, zaczyna pławić się we własnym sukcesie, twierdząc, że panuje and tzw. Teleforce, największą zdalną bronią ludzkości. H.M. planuje więc prowokację, w wyniku której morderca zostaje ujęty na gorącym uczynku.
Ech, jaka to zła i pretensjonalna historia. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak Teleforce, a moc, jaką nadaje sobie Pennik jest efektem jego wychowania - wrfg Zhyngrz v jlpubjljnal olł an fmnznan, fgąq tłęobxn jvnen jr jłnfar fvłl v jpubqmravr j genaf. Morderca sprytnie korzysta z zadufania Pennika, żeby załatwić swoje prywatne porachunki, a jest trudny do wykrycia, bo gb xbovrgn. N xbovrgl fą molg tłhcvr, żrol olć ołlfxbgyvjlzv moebqavnexnzv. Narrator kilkukrotnie wyzywa czytelnika na pojedynek dedukcji, twierdząc iż można się domyślić, kto zabił. Tyle że nie.
[1]
Potem, po starej znajomości mówię: słuchaj, Tom, przesuń się i daj mi poprowadzić to pudło. Tom na to: „A wiesz jak?” Na to ja: „Oczywiście, że wiem”. Obaj musicie przyznać, że mam mechaniczne zdolności, co, a może nie? No to Tom powiedział: „Dobra, tylko prowadź ją jak karawan, powolutku”.
Masters wpatrywał się w niego zafascynowany.
— Chyba nie rozwalił pan pociągu, sir?
— Oczywiście, że nie rozwaliłem! — powiedział H. M. tak, jak gdyby to był właśnie najważniejszy powód do żalu. — Stuknąłem tylko jakąś głupią krowę.
Inne z tej serii.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 29, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, z-jamnikiem, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Doktor Sanders, patolog, zostaje zaproszony na weekend przez znajomego do Fourways, domu Miny i Sama Constable, poczytnej autorki i jej męża-zgryźliwca. Jak się okazuje, oprócz niego zaproszono też dwójkę przyjaciół - Larry’ego i jego narzeczoną Vicky oraz niejako Pennika, niepozornego człowieka, który twierdzi, że umie czytać w myślach. Oczywiście Sanders, jako człowiek nauki, neguje te umiejętności, ale sytuacja się zagęszcza, kiedy Pennik przewiduje śmierć gospodarza i jego ostrzeżenie, początkowo obśmiane przez Constable’a, okazuje się prawdą. W posiadłości w krytycznej chwili znajduje się 6 wspomnianych osób plus dwie dochodzące, służby nie było, bo tego dnia miał miejsce wypadek samochodowy, który - wprawdzie bez ofiar - ale zmusił całą służbę do pozostania w szpitalu. Nadinspektor Scotlandu Yardu Masters włącza się do śledztwa, ale się poddaje, bo nie ma żadnego sposobu, żeby Pennik rzeczywiście zabił Sama. Do śledztwa dołącza sir Henry Merrivale, człowiek o wielkiej przenikliwości i równie wielkim ego[1], dla którego sprawa jest priorytetowa, bo jeśli jej nie rozwiąże, “ każą mi wystroić się w togę i hrabiowską koronę, skóra na mnie cierpnie! Jeżeli to nie są plotki, że ta sępia zgraja czyha na mnie i czeka tylko na pierwszy lepszy pretekst, żeby mnie wsadzić do Izby Lordów”. Kiedy Pennik zapowiada kolejną śmierć i znowu jego przewidywania się spełniają, zaczyna pławić się we własnym sukcesie, twierdząc, że panuje and tzw. Teleforce, największą zdalną bronią ludzkości. H.M. planuje więc prowokację, w wyniku której morderca zostaje ujęty na gorącym uczynku.
Ech, jaka to zła i pretensjonalna historia. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak Teleforce, a moc, jaką nadaje sobie Pennik jest efektem jego wychowania - wrfg Zhyngrz v jlpubjljnal olł an fmnznan, fgąq tłęobxn jvnen jr jłnfar fvłl v jpubqmravr j genaf. Morderca sprytnie korzysta z zadufania Pennika, żeby załatwić swoje prywatne porachunki, a jest trudny do wykrycia, bo gb xbovrgn. N xbovrgl fą molg tłhcvr, żrol olć ołlfxbgyvjlzv moebqavnexnzv. Narrator kilkukrotnie wyzywa czytelnika na pojedynek dedukcji, twierdząc iż można się domyślić, kto zabił. Tyle że nie.
[1]
Potem, po starej znajomości mówię: słuchaj, Tom, przesuń się i daj mi poprowadzić to pudło. Tom na to: „A wiesz jak?” Na to ja: „Oczywiście, że wiem”. Obaj musicie przyznać, że mam mechaniczne zdolności, co, a może nie? No to Tom powiedział: „Dobra, tylko prowadź ją jak karawan, powolutku”.
Masters wpatrywał się w niego zafascynowany.
— Chyba nie rozwalił pan pociągu, sir?
— Oczywiście, że nie rozwaliłem! — powiedział H. M. tak, jak gdyby to był właśnie najważniejszy powód do żalu. — Stuknąłem tylko jakąś głupią krowę.
Inne z tej serii.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 29, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, z-jamnikiem, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[6.12.2023]
Jedną z zalet firmy, w której pracuję, jest organizacja przestrzeni na coś poza pracą, również w dzień roboczy. Można wziąć udział, można nie. W tym roku poza okołoświątecznym wsparciem jednej ze świetlic dla dzieci, wybrałam się z grupą współpracowników pod Oborniki Wielkopolskie do Niemieczkowa, gdzie dobrzy ludzie prowadzą azyl dla psów odebranych z interwencji, zaniedbanych i takich, które straciły dom. To miejsce tymczasowe, głównym celem jest przywrócenie zwierzaka do zdrowia, często odkarmienie, zsocjalizowanie i znalezienie domu. Można pomóc na różne sposoby - finansowo, wyprowadzać zwierzaki, wziąć udział w wiecznym remoncie budynku oraz oczywiście zostać domem tymczasowym dla któregoś z pensjonariuszy; jeśli macie w sobie wolę robienie dobrego, możecie się dowiedzieć, czego akurat im brak. Ja wyprowadzałam na długi spacery czterech panów - Ozziego, który miał plan oznaczyć każdy krzak na trasie; Majora, który przegonił mnie sprintem po śniegu; Buddiego, uśmiechniętego i rozbrykanego; wreszcie Milo, który kilka dni potem trafił do domu jednego z moich kolegów i jest już Kubusiem. Widać na zdjęciach, że był śnieg i szaro, ale że okolica urokliwa. Nie widać, że był przeraźliwy wiatr i zimno, przymroziłam sobie twarz i ręce, niczego nie żałuję. W lesie widziałam sarny! Planuję odwiedzić azyl również na wiosnę, już bez współpracowników.
Ozzie

Major
Buddie
Milo, aktualnie zwany Kubusiem
Buddie, portrety
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 28, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tag:
niemieczkowo
- 2 komentarze
- Skomentuj
[6.12.2023]
Jedną z zalet firmy, w której pracuję, jest organizacja przestrzeni na coś poza pracą, również w dzień roboczy. Można wziąć udział, można nie. W tym roku poza okołoświątecznym wsparciem jednej ze świetlic dla dzieci, wybrałam się z grupą współpracowników pod Oborniki Wielkopolskie do Niemieczkowa, gdzie dobrzy ludzie prowadzą azyl dla psów odebranych z interwencji, zaniedbanych i takich, które straciły dom. To miejsce tymczasowe, głównym celem jest przywrócenie zwierzaka do zdrowia, często odkarmienie, zsocjalizowanie i znalezienie domu. Można pomóc na różne sposoby - finansowo, wyprowadzać zwierzaki, wziąć udział w wiecznym remoncie budynku oraz oczywiście zostać domem tymczasowym dla któregoś z pensjonariuszy; jeśli macie w sobie wolę robienie dobrego, możecie się dowiedzieć, czego akurat im brak. Ja wyprowadzałam na długi spacery czterech panów - Ozziego, który miał plan oznaczyć każdy krzak na trasie; Majora, który przegonił mnie sprintem po śniegu; Buddiego, uśmiechniętego i rozbrykanego; wreszcie Milo, który kilka dni potem trafił do domu jednego z moich kolegów i jest już Kubusiem. Widać na zdjęciach, że był śnieg i szaro, ale że okolica urokliwa. Nie widać, że był przeraźliwy wiatr i zimno, przymroziłam sobie twarz i ręce, niczego nie żałuję. W lesie widziałam sarny! Planuję odwiedzić azyl również na wiosnę, już bez współpracowników.
Ozzie

Major
Buddie
Milo, aktualnie zwany Kubusiem
Buddie, portrety
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 28, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tag:
niemieczkowo
- 2 komentarze
- Skomentuj
Will i Phoebe, oboje Amerykanie pochodzenia koreańskiego, spotykają się na studiach i się w sobie zakochują. Oboje są po traumie: Phoebe spowodowała wypadek, w którym zginęła jej matka, zaś Will - po latach bycia fanatycznym wyznawcą kościoła - stracił wiarę. W pewnym momencie w życiu Phoebe pojawia się John Leal, charyzmatyczny guru, który twierdzi, że był zamknięty w północnokoreańskim gułagu i tam zaczął do niego przemawiać bóg. Will w imię miłości próbuje wejść do sekty, głównie w celu znalezienia argumentów, żeby Phoebe z niej wyciągnąć, ale nie udaje mu się to. Potem sytuacja wymyka się spod kontroli, a Phoebe trafia na listy gończe jako osoba, która wysadziła ciężarówkę-pułapkę pod kliniką świadomego macierzyństwa, zabijając przypadkowych świadków. Narracja Willa przeplata się z fragmentami zwierzeń Phoebe i krótkich przemyśleń Leala na temat męczeństwa i poświęcenia.
Zamysł autorki jest to dla mnie absolutnie niezrozumiały, nie wiem, o czym jest ta książka. O tym, że koreańskie pochodzenie to bagaż, bo zmusza ludzi do nadludzkiego perfekcjonizmu czy ślepej wiary? O tym, że miłość nie zwycięża wszystkiego, a już zwłaszcza w sytuacji, kiedy mężczyzna próbuje zatrzymać kobietę wymuszając na niej stosunek płciowy (TW)? Że sekty, w których guru odcina wiernych od rodzin, wymaga posłuszeństwa i każe im oddać wszystkie pieniądze, to niekoniecznie zdrowe organizacje? Rozumiem, skąd miejsce tej książki na nagradzanych amerykańskich listach, wszak ma wszystkie słowa kluczowe - terroryzm, imigranci, osoby innej rasy niż biała, od pucybuta do milionera, ale nie widzę sensu jej czytania.
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 24, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Will i Phoebe, oboje Amerykanie pochodzenia koreańskiego, spotykają się na studiach i się w sobie zakochują. Oboje są po traumie: Phoebe spowodowała wypadek, w którym zginęła jej matka, zaś Will - po latach bycia fanatycznym wyznawcą kościoła - stracił wiarę. W pewnym momencie w życiu Phoebe pojawia się John Leal, charyzmatyczny guru, który twierdzi, że był zamknięty w północnokoreańskim gułagu i tam zaczął do niego przemawiać bóg. Will w imię miłości próbuje wejść do sekty, głównie w celu znalezienia argumentów, żeby Phoebe z niej wyciągnąć, ale nie udaje mu się to. Potem sytuacja wymyka się spod kontroli, a Phoebe trafia na listy gończe jako osoba, która wysadziła ciężarówkę-pułapkę pod kliniką świadomego macierzyństwa, zabijając przypadkowych świadków. Narracja Willa przeplata się z fragmentami zwierzeń Phoebe i krótkich przemyśleń Leala na temat męczeństwa i poświęcenia.
Zamysł autorki jest to dla mnie absolutnie niezrozumiały, nie wiem, o czym jest ta książka. O tym, że koreańskie pochodzenie to bagaż, bo zmusza ludzi do nadludzkiego perfekcjonizmu czy ślepej wiary? O tym, że miłość nie zwycięża wszystkiego, a już zwłaszcza w sytuacji, kiedy mężczyzna próbuje zatrzymać kobietę wymuszając na niej stosunek płciowy (TW)? Że sekty, w których guru odcina wiernych od rodzin, wymaga posłuszeństwa i każe im oddać wszystkie pieniądze, to niekoniecznie zdrowe organizacje? Rozumiem, skąd miejsce tej książki na nagradzanych amerykańskich listach, wszak ma wszystkie słowa kluczowe - terroryzm, imigranci, osoby innej rasy niż biała, od pucybuta do milionera, ale nie widzę sensu jej czytania.
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 24, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo przyjemne do czytania eseje o chyba wszystkim - innych autorach (w tym Kapuścińskim), o ekologii, swoich książkach, starzeniu się, wieloletnim partnerze, Graemie Gibsonie, obserwacji świata i jego emanacji w swoich książkach, dotykaniu zimnymi stopami partnera czy udzielaniu niechcianych rad obcym ludziom czy idei długu. Każdy jest inny, ale wszystkie łączy głęboka mądrość autorki, jej humanizm i empatia, nawet o zjawiskach na wskroś przykrych potrafi pisać z czułością. Jest przy tym zabawna w niezłośliwy sposób. Niestety, nie wyjaśniła, czy pudełeczko z jej rodzinnymi przepisami się odnalazło, czy podsmyczył je jakiś wielbiciel jej talentu.
Odpisałam na wiele maili. Myślałam o tym, ile mogłabym napisać, gdyby nie te maile.
Inne tej autorki tutaj.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2024
- 1 komentarz
- Skomentuj
Bardzo przyjemne do czytania eseje o chyba wszystkim - innych autorach (w tym Kapuścińskim), o ekologii, swoich książkach, starzeniu się, wieloletnim partnerze, Graemie Gibsonie, obserwacji świata i jego emanacji w swoich książkach, dotykaniu zimnymi stopami partnera czy udzielaniu niechcianych rad obcym ludziom czy idei długu. Każdy jest inny, ale wszystkie łączy głęboka mądrość autorki, jej humanizm i empatia, nawet o zjawiskach na wskroś przykrych potrafi pisać z czułością. Jest przy tym zabawna w niezłośliwy sposób. Niestety, nie wyjaśniła, czy pudełeczko z jej rodzinnymi przepisami się odnalazło, czy podsmyczył je jakiś wielbiciel jej talentu.
Odpisałam na wiele maili. Myślałam o tym, ile mogłabym napisać, gdyby nie te maile.
Inne tej autorki tutaj.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 21, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2024
- 1 komentarz
- Skomentuj
Oliver Quick, niepozorny młody mężczyzna, rozpoczyna studia w Oxfordzie. Szybko odkrywa, że odstaje - nie ma przyjaciół, a dookoła pełno jest tzw. starych pieniędzy: potomków tzw. starych pieniędzy i udokumentowaną historią od setek lat. Dlatego marzeniem Olivera jest przyjaźń z Felixem Catton, dziedzicem ogromnego majątku, najpopularniejszym chłopakiem na roku. I, mimo różnic, udaje się to zupełnym przypadkiem - Felix łapie gumę, Oliver pożycza mu rower, więc z wdzięczności zostaje zaproszony do pubu, co przeradza się w dołączenie na stałe do świty Felixa. Cattonowi juniorowi jest dziwnego chłopaka żal, zwłaszcza kiedy dowiaduje się, że wychowywał się w patologicznej rodzinie oraz w wypadku zginął jego ojciec, zaprasza go na wakacje do posiadłości rodziców. Początkowy zachwyt mija szybko, bo Oliver widzi, że traktowany jest jako kolejna zabawka uprzywilejowanych ludzi, którzy są ponad wszystko - zasady grzeczności, ciekawość świata czy w ogóle ludzką przyzwoitość. Gorzej, są nieempatyczni, pretensjonalni, a do tego zwyczajnie nudni. Absurdalnie, Oliver wydaje się być całkiem zadowolony ze swojej roli i powoli zaczyna drobnymi krokami wchodzić w rodzinę - tu namówi lady Elspeth do pozbycia się obciążającej przyjaciółki, tam zdominuje zbyt sprytnego kuzyna, ówdzie uwiedzie w wyrafinowany sposób siostrę Felixa, cały czas patrząc z zachwytem (i nie tylko patrząc, scena z wanną) na swojego idola. I wszystko wygląda cudownie, szykuje się urodzinowe przyjęcie dla Olivera na 200 osób, gdy wtem Felix zabiera swojego przyjaciela na przejażdżkę niespodziankę i wszystko się zmienia.
To bardzo ładny estetycznie film, z adekwantną muzyką i bardzo dobrymi kreacjami aktorskimi, bo nawet absolutnie antypatyczne postacie zepsutych bogaczy są czasem ludzkie. I tak do trzech czwartych świetnie się go ogląda, chociaż niektóre tropy są oczywiste. Po czym następuje psująca wszystko, niewiarygodna końcówka, której mogłoby nie być. W pewnym momencie też znika też zniuansowanie i film w założeniu satyryczny nagle staje się przegięty z odchyłem w kierunku obrzydliwości (i nie myślę tu o ostatniej scenie z tańcem, to spoko, męskie ciało nie parzy). Można obejrzeć, acz niekoniecznie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 20, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Oliver Quick, niepozorny młody mężczyzna, rozpoczyna studia w Oxfordzie. Szybko odkrywa, że odstaje - nie ma przyjaciół, a dookoła pełno jest tzw. starych pieniędzy: potomków tzw. starych pieniędzy i udokumentowaną historią od setek lat. Dlatego marzeniem Olivera jest przyjaźń z Felixem Catton, dziedzicem ogromnego majątku, najpopularniejszym chłopakiem na roku. I, mimo różnic, udaje się to zupełnym przypadkiem - Felix łapie gumę, Oliver pożycza mu rower, więc z wdzięczności zostaje zaproszony do pubu, co przeradza się w dołączenie na stałe do świty Felixa. Cattonowi juniorowi jest dziwnego chłopaka żal, zwłaszcza kiedy dowiaduje się, że wychowywał się w patologicznej rodzinie oraz w wypadku zginął jego ojciec, zaprasza go na wakacje do posiadłości rodziców. Początkowy zachwyt mija szybko, bo Oliver widzi, że traktowany jest jako kolejna zabawka uprzywilejowanych ludzi, którzy są ponad wszystko - zasady grzeczności, ciekawość świata czy w ogóle ludzką przyzwoitość. Gorzej, są nieempatyczni, pretensjonalni, a do tego zwyczajnie nudni. Absurdalnie, Oliver wydaje się być całkiem zadowolony ze swojej roli i powoli zaczyna drobnymi krokami wchodzić w rodzinę - tu namówi lady Elspeth do pozbycia się obciążającej przyjaciółki, tam zdominuje zbyt sprytnego kuzyna, ówdzie uwiedzie w wyrafinowany sposób siostrę Felixa, cały czas patrząc z zachwytem (i nie tylko patrząc, scena z wanną) na swojego idola. I wszystko wygląda cudownie, szykuje się urodzinowe przyjęcie dla Olivera na 200 osób, gdy wtem Felix zabiera swojego przyjaciela na przejażdżkę niespodziankę i wszystko się zmienia.
To bardzo ładny estetycznie film, z adekwantną muzyką i bardzo dobrymi kreacjami aktorskimi, bo nawet absolutnie antypatyczne postacie zepsutych bogaczy są czasem ludzkie. I tak do trzech czwartych świetnie się go ogląda, chociaż niektóre tropy są oczywiste. Po czym następuje psująca wszystko, niewiarygodna końcówka, której mogłoby nie być. W pewnym momencie też znika też zniuansowanie i film w założeniu satyryczny nagle staje się przegięty z odchyłem w kierunku obrzydliwości (i nie myślę tu o ostatniej scenie z tańcem, to spoko, męskie ciało nie parzy). Można obejrzeć, acz niekoniecznie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 20, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj