Nie lubię opowiadań, nie lubię opowiadań - powtarzałam sobie, po czym okazało się, że Bator zrobiła całkiem udany crossover powieści i zbioru historii, wiążąc je bohaterami. Każde ma inną narratorkę/narratora, epizodycznie pojawiają się postaci z innych opowiadań, czasem nawet wskakują osoby z innych książek (Violetta przez v i dwa t), przewija się greckie Karpathos czy Wałbrzych. Oczywiście to nie jest tak, że buduje się z tego spójna i wyczerpująca historia z określonym finałem, nie, aczkolwiek oczywiście to już by było mistrzostwo, ale i tak jestem zachwycona, jak można tak zgrabnie stworzyć całą pajęczynę powiązań między z pozoru nieznającymi się ludźmi. Poetka Marianna Polna na zimno planuje swoją śmierć w Szwajcarii, bo nie chce stać się ciężarem dla innych z powodu występującej w rodzinie demencji. Jej przyrodnia siostra, pisarka Ewa Niecała, ucieka do Grecji, a jej mieszkania pilnuje śmiertelnie chora Aldona. W Grecji pozostaje też żona, której mąż zniknął pierwszego dnia wakacji i nikt nie był w stanie go znaleźć. Opuszczone mieszkanie tej pary kupuje marszandka sztuki, która opowiada o tajemnicy malarki A. W najbardziej chyba przejmujących “Trzech i pół godzinach” narratorka, samotna matka dorosłego syna z niepełnosprawnością intelektualną, co tydzień zostawia swoje dziecko opiekunce, Sylwii, a sama - przebrana w drogie ubrania, od których nie odcina metek - szuka idealnego mieszkania dla swojej idealnej rodziny: dorastającego syna, męża-pisarza i siebie, zamożnej kobiety sukcesu. Sylwia wspomina swojego ojca, który wyszedł po karpia i wrócił kilkanaście lat później. Brat Sylwii, któremu nie wiedzie się życiu, trafia do opuszczonego hotelu “Sudety” w Wałbrzychu…
Dees nieco narzeka, ale mnie się bardzo podoba taka zabawa w spostrzegawczość. Nie męczą mnie też powtarzające się motywy magiczne - nadnaturalnie szybko rosnące włosy, ogromny sum-lewiatan czy żółw żywiący się smutkiem, a nie lubię wszak realizmu magicznego. Nostalgiczny, jesienny klimat historii, czasem mających pointę w innym opowiadaniu, wolne tempo narracji i wreszcie bogaty język Bator, wszystko tu się spina. Bardzo dobra książka na jesień.
Inne tej autorki.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 16, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, opowiadania, 2023
- 1 komentarz
- Skomentuj
Nie lubię opowiadań, nie lubię opowiadań - powtarzałam sobie, po czym okazało się, że Bator zrobiła całkiem udany crossover powieści i zbioru historii, wiążąc je bohaterami. Każde ma inną narratorkę/narratora, epizodycznie pojawiają się postaci z innych opowiadań, czasem nawet wskakują osoby z innych książek (Violetta przez v i dwa t), przewija się greckie Karpathos czy Wałbrzych. Oczywiście to nie jest tak, że buduje się z tego spójna i wyczerpująca historia z określonym finałem, nie, aczkolwiek oczywiście to już by było mistrzostwo, ale i tak jestem zachwycona, jak można tak zgrabnie stworzyć całą pajęczynę powiązań między z pozoru nieznającymi się ludźmi. Poetka Marianna Polna na zimno planuje swoją śmierć w Szwajcarii, bo nie chce stać się ciężarem dla innych z powodu występującej w rodzinie demencji. Jej przyrodnia siostra, pisarka Ewa Niecała, ucieka do Grecji, a jej mieszkania pilnuje śmiertelnie chora Aldona. W Grecji pozostaje też żona, której mąż zniknął pierwszego dnia wakacji i nikt nie był w stanie go znaleźć. Opuszczone mieszkanie tej pary kupuje marszandka sztuki, która opowiada o tajemnicy malarki A. W najbardziej chyba przejmujących “Trzech i pół godzinach” narratorka, samotna matka dorosłego syna z niepełnosprawnością intelektualną, co tydzień zostawia swoje dziecko opiekunce, Sylwii, a sama - przebrana w drogie ubrania, od których nie odcina metek - szuka idealnego mieszkania dla swojej idealnej rodziny: dorastającego syna, męża-pisarza i siebie, zamożnej kobiety sukcesu. Sylwia wspomina swojego ojca, który wyszedł po karpia i wrócił kilkanaście lat później. Brat Sylwii, któremu nie wiedzie się życiu, trafia do opuszczonego hotelu “Sudety” w Wałbrzychu…
Dees nieco narzeka, ale mnie się bardzo podoba taka zabawa w spostrzegawczość. Nie męczą mnie też powtarzające się motywy magiczne - nadnaturalnie szybko rosnące włosy, ogromny sum-lewiatan czy żółw żywiący się smutkiem, a nie lubię wszak realizmu magicznego. Nostalgiczny, jesienny klimat historii, czasem mających pointę w innym opowiadaniu, wolne tempo narracji i wreszcie bogaty język Bator, wszystko tu się spina. Bardzo dobra książka na jesień.
Inne tej autorki.
#84
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 16, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, opowiadania, 2023
- 1 komentarz
- Skomentuj
[14-18.08.2023]
Miejscowość Putbus na punkt wypadowy wybrałam nieco przypadkowo - szukałam sensownego hotelu z basenem i ze śniadaniem, który zapewniłby nastolatce separację od rodziców. Z basenem, bo woda w Bałtyku ma temperaturę ma taką, jaką każdy czuje (kolega z Irlandii wyznał, że u nich na coś komfortowego temperaturowo inaczej mówi się, że “it’s f* baltic!”; serio, że niby Morze Irlandzkie to tropiki), a nastolatka lubi pływać. Ze śniadaniem, bo nic tak nie motywuje do zwleczenia się rano jak porcja kalorii. Hotel Badehaus Goor w pobliskim Lauterbach dostarczył 3/3 - oddzielny pokój tuż obok naszego, klasyczny basen, a nawet trzy baseny, z czego dwa słone (oraz ręczniki i szlafroki), a o śniadaniach mogłabym napisać wypracowanie, bo było WSZYSTKO, tak, śledzie też. Żałowałam, że nie mam dwóch żołądków oraz że 7:30-11:00 to przedział, a nie że siedzi się trzy i pół godziny. Plaży w bardzo bliskiej okolicy nie było, ale była marina jachtowa i port, oba nadobne zarówno o poranku, jak i wieczorem. Można się wybrać na pobliską wysepkę Vilm, odleglą o kilometr, widać ją na horyzoncie na niektórych zdjęciach.
Samo Putbus jest ładnym, zadbanym miastem-ogrodem, unikalnie ulokowanym na planie koła. Z poziomu wzroku tego specjalnie nie widać, pewnie z drona cieszyłoby bardziej, ale kolisty plac zwany Circus jest zielony i otoczony śnieżnobiałymi kamieniczkami. Wzmiankowanych w przewodnikach ogrodów różanych nie zlokalizowałam. Drugą zaletą Putbus (i Lauterbach) jest stacja kolejki wąskotorowej, obsługiwanej przez lokomotywy parowe, w tym Pędzącego Rolanda. Kilkakrotnie mijaliśmy w drodze, ale jakoś nie starczyło czasu na przejażdżkę. Następnym razem.

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 15, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, putbus, lauterbach
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[14-18.08.2023]
Miejscowość Putbus na punkt wypadowy wybrałam nieco przypadkowo - szukałam sensownego hotelu z basenem i ze śniadaniem, który zapewniłby nastolatce separację od rodziców. Z basenem, bo woda w Bałtyku ma temperaturę ma taką, jaką każdy czuje (kolega z Irlandii wyznał, że u nich na coś komfortowego temperaturowo inaczej mówi się, że “it’s f* baltic!”; serio, że niby Morze Irlandzkie to tropiki), a nastolatka lubi pływać. Ze śniadaniem, bo nic tak nie motywuje do zwleczenia się rano jak porcja kalorii. Hotel Badehaus Goor w pobliskim Lauterbach dostarczył 3/3 - oddzielny pokój tuż obok naszego, klasyczny basen, a nawet trzy baseny, z czego dwa słone (oraz ręczniki i szlafroki), a o śniadaniach mogłabym napisać wypracowanie, bo było WSZYSTKO, tak, śledzie też. Żałowałam, że nie mam dwóch żołądków oraz że 7:30-11:00 to przedział, a nie że siedzi się trzy i pół godziny. Plaży w bardzo bliskiej okolicy nie było, ale była marina jachtowa i port, oba nadobne zarówno o poranku, jak i wieczorem. Można się wybrać na pobliską wysepkę Vilm, odleglą o kilometr, widać ją na horyzoncie na niektórych zdjęciach.
Samo Putbus jest ładnym, zadbanym miastem-ogrodem, unikalnie ulokowanym na planie koła. Z poziomu wzroku tego specjalnie nie widać, pewnie z drona cieszyłoby bardziej, ale kolisty plac zwany Circus jest zielony i otoczony śnieżnobiałymi kamieniczkami. Wzmiankowanych w przewodnikach ogrodów różanych nie zlokalizowałam. Drugą zaletą Putbus (i Lauterbach) jest stacja kolejki wąskotorowej, obsługiwanej przez lokomotywy parowe, w tym Pędzącego Rolanda. Kilkakrotnie mijaliśmy w drodze, ale jakoś nie starczyło czasu na przejażdżkę. Następnym razem.

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 15, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, putbus, lauterbach
- 0 komentarzy
- Skomentuj
I tak jak byłam zachwycona sezonem pierwszym, tak drugi mi zupełnie nie zażarł. Rzecz się dzieje po wydarzeniach poprzedniego sezonu (istotne), to samo miasteczko; przejeżdżająca przypadkie Annie Wilkes (znaczące) z nastoletnią córką Joy ulega wypadkowi. Muszą zostać do czasu naprawy auta. Ewidentnie uciekają przed kimś, widać, że to nie jest pierwsze rodeo Annie - ma zestaw fałszywych tablic rejestracyjnych, broń, dokumenty pielęgniarki i rozpoczyna pracę w kolejnych szpitalach, żeby pozyskać leki psychotropowe. Próbuje tego i tutaj, ale nie jest łatwo ukraść i zwiać, dodatkowo jej córka ma dość przemieszczania się i chce się zadomowić. Wynajmujący im mieszkanie lokalny gangster próbuje zastraszyć Annie, bo Joy widziała, jak szykuje się do przestępstwa, kończy martwy z łyżką do lodów w gardle. Annie go ukrywa na opuszczonej budowie nad starym cmentarzyskiem (oho), tyle że po jakimś czasie zaczyna go widywać. I tu wchodzi druga opowieść o zombie/porywaczach ciał sprzed 400 lat, którzy w ramach dziwnego kultu Anioła odradzają się i planują czystkę wśród niewiernych.
Wprawdzie niektórzy bohaterowie pierwszego sezonu pojawiają się i tutaj, ale nie ma inteligentnej zabawy w zgadywanki, jest tylko ordynarny gore. Są lepsze odcinki (ostatni podnosi poziom), są mocno takie sobie, ale całościowo mocno szwankuje spójne złączenie kilku różnych wątków (zaburzonej nastolatki z chorą psychicznie matką i ojcem-lekkoduchem; szemranego weterana, który adoptował dwójkę somalijskich dzieci i dwóch siostrzeńców; więzionego młodego człowieka z pierwszej części; kultu zła sprzed wieków; kobiety z przeszłością).
Poprzedni sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 13, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
I tak jak byłam zachwycona sezonem pierwszym, tak drugi mi zupełnie nie zażarł. Rzecz się dzieje po wydarzeniach poprzedniego sezonu (istotne), to samo miasteczko; przejeżdżająca przypadkie Annie Wilkes (znaczące) z nastoletnią córką Joy ulega wypadkowi. Muszą zostać do czasu naprawy auta. Ewidentnie uciekają przed kimś, widać, że to nie jest pierwsze rodeo Annie - ma zestaw fałszywych tablic rejestracyjnych, broń, dokumenty pielęgniarki i rozpoczyna pracę w kolejnych szpitalach, żeby pozyskać leki psychotropowe. Próbuje tego i tutaj, ale nie jest łatwo ukraść i zwiać, dodatkowo jej córka ma dość przemieszczania się i chce się zadomowić. Wynajmujący im mieszkanie lokalny gangster próbuje zastraszyć Annie, bo Joy widziała, jak szykuje się do przestępstwa, kończy martwy z łyżką do lodów w gardle. Annie go ukrywa na opuszczonej budowie nad starym cmentarzyskiem (oho), tyle że po jakimś czasie zaczyna go widywać. I tu wchodzi druga opowieść o zombie/porywaczach ciał sprzed 400 lat, którzy w ramach dziwnego kultu Anioła odradzają się i planują czystkę wśród niewiernych.
Wprawdzie niektórzy bohaterowie pierwszego sezonu pojawiają się i tutaj, ale nie ma inteligentnej zabawy w zgadywanki, jest tylko ordynarny gore. Są lepsze odcinki (ostatni podnosi poziom), są mocno takie sobie, ale całościowo mocno szwankuje spójne złączenie kilku różnych wątków (zaburzonej nastolatki z chorą psychicznie matką i ojcem-lekkoduchem; szemranego weterana, który adoptował dwójkę somalijskich dzieci i dwóch siostrzeńców; więzionego młodego człowieka z pierwszej części; kultu zła sprzed wieków; kobiety z przeszłością).
Poprzedni sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 13, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To zdecydowanie nie jest książka dla młodych rodziców, nie czytajcie dalej.
Sierpień 1987. Nastoletnia Hana spędza wakacje u swojej przyjaciółki, Zuzanki i jej starszej kuzynki Magdy, w domu dziadków Třebovických. W poprzednich latach było świetnie, niestety w tym roku posesja została okrojona z wielkiego ogrodu, który dziadek sprzedał, żeby załatwić w spółdzielni mieszkanie dla swojego najmłodszego syna, Petra. Do czasu zakupu Petr z żoną Drahą i kilkumiesięcznym Lukáškiem również mieszka w rodzinnym domu, co wkurza Magdę, bo nie dość, że ukochany ogród zniknął, to jeszcze mały kuzyn bez przerwy się drze, a Draha jest ciągle wściekła i wyładowuje złość na każdym. W tak nabrzmiałej atmosferze nagła cisza pewnego popołudnia powitana jest z ulgą, tyle że ulga szybko zamienia się w tragedię - ktoś piłą tarczową uciął niemowlakowi głowę. Babcia umiera na zawał, Petr trafia do szpitala psychiatrycznego, a tymczasowo aresztowana Draha popełnia dramatyczne samobójstwo, co zamyka śledztwo, jako że według ustaleń milicji nikt nie mógł wejść na posesję, a jedyną osobą z krwią na ubraniu była niestabilna emocjonalnie matka. Mija 25 lat, do emerytowanego szefa Marie Výrovej zgłasza się pisarz, prywatnie mąż Hany, który chciałby opisać tragedię sprzed lat, zwłaszcza że tragedia odbiła się na życiu jego żony, która przypisuje sobie winę za całą sytuację. Kiedy policjantka zaczyna przeglądać akta, szybko wykrywa sporo nieścisłości i równie szybko zaczyna wątpić, że to Draha - w depresji poporodowej i pozbawiona snu od kilku miesięcy - była morderczynią. Wprawdzie śledztwo nie jest wznowione, ale mimo upływu czasu wizja lokalna i ponowne mozolne przepytywanie, które bynajmniej nie przypada do gustu rodzinie Třebovických, przyzwyczajonych już do myśli, że było-minęło, doprowadza do mordercy.
Podobnie jak poprzedni tom, świetnie się czyta; autor ma inteligentny, lekko sarkastyczny sposób opowiadania o wydarzeniach. Saga rodziny Třebovických, swego czasu znanych i wpływowych, pokazuje sporo smaczków na styku przemian systemowych, ale też wchodzi w układy niby idealnej rodziny. Śledztwo prowadzi półprywatnie (w ramach urlopu, serio) tylko Marie, z drobnym wsparciem patologa, który ofiarnie na tuszce królika testuje, jak trudne jest przecięcie cienkiej szyi piłą tarczową.
Inne tego autora.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
To zdecydowanie nie jest książka dla młodych rodziców, nie czytajcie dalej.
Sierpień 1987. Nastoletnia Hana spędza wakacje u swojej przyjaciółki, Zuzanki i jej starszej kuzynki Magdy, w domu dziadków Třebovických. W poprzednich latach było świetnie, niestety w tym roku posesja została okrojona z wielkiego ogrodu, który dziadek sprzedał, żeby załatwić w spółdzielni mieszkanie dla swojego najmłodszego syna, Petra. Do czasu zakupu Petr z żoną Drahą i kilkumiesięcznym Lukáškiem również mieszka w rodzinnym domu, co wkurza Magdę, bo nie dość, że ukochany ogród zniknął, to jeszcze mały kuzyn bez przerwy się drze, a Draha jest ciągle wściekła i wyładowuje złość na każdym. W tak nabrzmiałej atmosferze nagła cisza pewnego popołudnia powitana jest z ulgą, tyle że ulga szybko zamienia się w tragedię - ktoś piłą tarczową uciął niemowlakowi głowę. Babcia umiera na zawał, Petr trafia do szpitala psychiatrycznego, a tymczasowo aresztowana Draha popełnia dramatyczne samobójstwo, co zamyka śledztwo, jako że według ustaleń milicji nikt nie mógł wejść na posesję, a jedyną osobą z krwią na ubraniu była niestabilna emocjonalnie matka. Mija 25 lat, do emerytowanego szefa Marie Výrovej zgłasza się pisarz, prywatnie mąż Hany, który chciałby opisać tragedię sprzed lat, zwłaszcza że tragedia odbiła się na życiu jego żony, która przypisuje sobie winę za całą sytuację. Kiedy policjantka zaczyna przeglądać akta, szybko wykrywa sporo nieścisłości i równie szybko zaczyna wątpić, że to Draha - w depresji poporodowej i pozbawiona snu od kilku miesięcy - była morderczynią. Wprawdzie śledztwo nie jest wznowione, ale mimo upływu czasu wizja lokalna i ponowne mozolne przepytywanie, które bynajmniej nie przypada do gustu rodzinie Třebovických, przyzwyczajonych już do myśli, że było-minęło, doprowadza do mordercy.
Podobnie jak poprzedni tom, świetnie się czyta; autor ma inteligentny, lekko sarkastyczny sposób opowiadania o wydarzeniach. Saga rodziny Třebovických, swego czasu znanych i wpływowych, pokazuje sporo smaczków na styku przemian systemowych, ale też wchodzi w układy niby idealnej rodziny. Śledztwo prowadzi półprywatnie (w ramach urlopu, serio) tylko Marie, z drobnym wsparciem patologa, który ofiarnie na tuszce królika testuje, jak trudne jest przecięcie cienkiej szyi piłą tarczową.
Inne tego autora.
#83
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 11, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dawno temu czytałam chyba trzy książki Jamesa Herriota o przygodach weterynarza w małym miasteczku. Jeśli również je czytałyście, to serial z 1978 roku jest bardzo dokładną, prawie że literalną ekranizacją. Obejrzałam pierwszy sezon i pełnometrażowy “Brotherly Love” (już z lat 90.), po czym nieco już mnie znużyły regularnie powtarzające się wątki. Nie ma suspensu dłużej niż odcinek, całość niestety robi już nieco teatralne wrażenie, przez co emocje tracą na sile. Mocny jest brak efektów specjalnych - aktorzy realnie wkładali gołe (chociaż umyte) ręce w różnorakie otwory zwierząt, tarnikowali koniom zęby, trzymali rozwścieczone koty; bez dublerów i gumowych pozorantów. Angielska prowincja jest niespecjalnie urokliwa, raczej wygląda na biedną i zaniedbaną, może to kwestia stonowanych, nieco wyblakniętych kolorów. Bardzo sympatycznie się ogląda, ale jednak 90 odcinków ramotki to zbyt duże zaangażowanie jak dla mnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dawno temu czytałam chyba trzy książki Jamesa Herriota o przygodach weterynarza w małym miasteczku. Jeśli również je czytałyście, to serial z 1978 roku jest bardzo dokładną, prawie że literalną ekranizacją. Obejrzałam pierwszy sezon i pełnometrażowy “Brotherly Love” (już z lat 90.), po czym nieco już mnie znużyły regularnie powtarzające się wątki. Nie ma suspensu dłużej niż odcinek, całość niestety robi już nieco teatralne wrażenie, przez co emocje tracą na sile. Mocny jest brak efektów specjalnych - aktorzy realnie wkładali gołe (chociaż umyte) ręce w różnorakie otwory zwierząt, tarnikowali koniom zęby, trzymali rozwścieczone koty; bez dublerów i gumowych pozorantów. Angielska prowincja jest niespecjalnie urokliwa, raczej wygląda na biedną i zaniedbaną, może to kwestia stonowanych, nieco wyblakniętych kolorów. Bardzo sympatycznie się ogląda, ale jednak 90 odcinków ramotki to zbyt duże zaangażowanie jak dla mnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 9, 2023
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj