Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Terry Pratchett - Ruchome obrazki

Umiera ostatni strażnik Świętego Gaju, dawniej zwanego Holy Wood. Ponieważ braknie tajemniczych rytuałów, z pogrzebanego w piaskach pustyni miasta zaczyna przesączać się do świata Idea, trafia do Ankh Morpork i powoduje szereg wydarzeń, w wyniku których w Gildii Alchemików zostaje wynaleziona celuloidowa taśma. Trzeba uważać, bo łatwo się zapala, ale jak się nie zapali, to można zarejestrować na niej film, co daje początek kina w Świecie Dysku (powiedzmy, że początek, bo ze strażnika i rytuałów można wnioskować, że coś już się kiedyś takiego działo). Do Świętego Gaju zaczynają ciągnąć różne osoby - nieudany mag Victor, Ginger, która marzy o sławie, Gardło Sobie Podrzynam Dibbler, trolle, krasnoludy i mówiący pies Gaspode. Oraz tysiąc słoni.

Cokolwiek nie rozumiem, czemu ten tom nie trafił do cyklu o Magach; powód, że jakoby brakuje tam Rincewinda, odrzucam jako niezorganizowaną. Mnóstwo nawiązań do filmu - “Przeminęło z wiatrem”, “King Konga” (z gościnnym udziałem Bibliotekarza), “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, “Deszczowej piosenki” i innych klasyków, oczywiście w dyskowym sztafażu. Magowie może nie grają pierwszych skrzypiec, ale z dużym udziałem Windle Poonsa pomagają przywrócić bazowy poziom rzeczywistości.

Inne tego autora.

#100

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 12, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2022 - 3 komentarze - Skomentuj


Terry Pratchett - Ruchome obrazki

Umiera ostatni strażnik Świętego Gaju, dawniej zwanego Holy Wood. Ponieważ braknie tajemniczych rytuałów, z pogrzebanego w piaskach pustyni miasta zaczyna przesączać się do świata Idea, trafia do Ankh Morpork i powoduje szereg wydarzeń, w wyniku których w Gildii Alchemików zostaje wynaleziona celuloidowa taśma. Trzeba uważać, bo łatwo się zapala, ale jak się nie zapali, to można zarejestrować na niej film, co daje początek kina w Świecie Dysku (powiedzmy, że początek, bo ze strażnika i rytuałów można wnioskować, że coś już się kiedyś takiego działo). Do Świętego Gaju zaczynają ciągnąć różne osoby - nieudany mag Victor, Ginger, która marzy o sławie, Gardło Sobie Podrzynam Dibbler, trolle, krasnoludy i mówiący pies Gaspode. Oraz tysiąc słoni.

Cokolwiek nie rozumiem, czemu ten tom nie trafił do cyklu o Magach; powód, że jakoby brakuje tam Rincewinda, odrzucam jako niezorganizowaną. Mnóstwo nawiązań do filmu - “Przeminęło z wiatrem”, “King Konga” (z gościnnym udziałem Bibliotekarza), “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, “Deszczowej piosenki” i innych klasyków, oczywiście w dyskowym sztafażu. Magowie może nie grają pierwszych skrzypiec, ale z dużym udziałem Windle Poonsa pomagają przywrócić bazowy poziom rzeczywistości.

Inne tego autora.

#100

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 12, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2022 - 3 komentarze - Skomentuj


O tym, co jeszcze się nie rozsypało

[20.08.2022]

(Nie, nie będzie o mojej wyremontowanej łazience, no chyba że chcecie).

Kiedyś można było w niektóre soboty na Targ Staroci, dziś Starą Rzeźnię można oglądać przy wyjątkowych okazjach, a i to nie wiadomo, jak długo, zanim się nie rozpadnie. Tym razem wyjątkową okazją była akcja pt. Zabytek Otwarty, więc - z K. i M. oraz niestety również z tłumem ludzi - poszłam obejrzeć, co z zabytku zostało. Nie wszędzie można było wejść, przewodnika mimo nagłośnienia niestety nie było słychać, upał oraz wspominałam, że tłumy ludzi? W połowie zwiedzania więc poddałam się i poszłam z dziewczynami na (bezalkoholowego) drinka do Orzo. Kilka zdjęć jest z pobliskiej równie zabytkowej uliczki o nietypowej nazwie Grochowe Łąki.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 11, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, co jeszcze się nie rozsypało

[20.08.2022]

(Nie, nie będzie o mojej wyremontowanej łazience, no chyba że chcecie).

Kiedyś można było w niektóre soboty na Targ Staroci, dziś Starą Rzeźnię można oglądać przy wyjątkowych okazjach, a i to nie wiadomo, jak długo, zanim się nie rozpadnie. Tym razem wyjątkową okazją była akcja pt. Zabytek Otwarty, więc - z K. i M. oraz niestety również z tłumem ludzi - poszłam obejrzeć, co z zabytku zostało. Nie wszędzie można było wejść, przewodnika mimo nagłośnienia niestety nie było słychać, upał oraz wspominałam, że tłumy ludzi? W połowie zwiedzania więc poddałam się i poszłam z dziewczynami na (bezalkoholowego) drinka do Orzo. Kilka zdjęć jest z pobliskiej równie zabytkowej uliczki o nietypowej nazwie Grochowe Łąki.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 11, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj


Sandman

Z jednej strony mój stosunek do Gaimana jest, oględnie mówiąc, skomplikowany. Czytam, często z przyjemnością, bo umie chłopak pisać, jest niespodziewanie, eklektycznie, nikt tak nie umie w łączenie rzeczy, których wcześniej inni ze sobą nie łączyli. Jednocześnie po lekturze nie zostaje mi zwykle albo nic, albo takie smętne “meh”, żadnych emocji. Z drugiej strony równie skomplikowany stosunek mam do samego “Sandmana”: od lat wszystkie chyba wydane w Polsce tomy oczekują na półce, bo przeczytałam jeden czy dwa, potem - zmęczona oczekiwaniem na wydanie kolejnych - odłożyłam sprawę, jak wyszedł kolejny, zapomniałam, co czytałam, w efekcie nigdy nie przeczytałam w całości. Teraz, skoro serial, mam przynajmniej pretekst, żeby wreszcie kultowy komiks nadrobić, a żeby się nie przepracować, to wybrałam sobie opcję czytania w tempie oglądania, dla mnie i mojej coraz krótszej pamięci optymalną.

Najpierw komiks - dla porządku zanotuję, że przeczytałam 4 i ½ tomu - “Sen Sprawiedliwych”, “Nadzieję w piekle”, dwa tomy “Domu Lalki” i pół “Krainy snów”[1]. Wspomniałam, że kultowy? Więc niestety, jak to u Gaimana, wyszłam z lektury raczej z poczuciem, że o co ten cały hałas. To jest przyzwoita, ciekawa historia, należycie wielowątkowa, problem w tym, że… miałka. Zabawa mitami, element nadnaturalny zestawiony z ludzkim życiem, nikt się niczemu nie dziwi, niby te dwa światy są ze sobą połączone, ale nikt nie wnika, czemu coś się stało. Dodatkowo niektóre wątki w komiksie mocno się zestarzały, są niektóre dialogi, od których wiało krindżem. Możliwe, że zweryfikuję moją opinię po przeczytaniu kolejnych tomów, ale to trochę potrwa.

Dlatego nie ukrywam, że jestem zachwycona, jak kreatywnie serial podszedł do otrzymanego materiału. Wygładził krindż, dopisał fabułę tam, gdzie jej zabrakło, czasem zwyczajnie nieestetyczne rysunki zastąpił świetnymi aktorami. Niestety, najsłabsza jest postać głównego protagonisty - Króla Snu, Morfeusza - jeśli go nie ma, są emocje, wzrasta moje zainteresowanie tym, co się dzieje, kiedy wchodzi Morfeusz, zaczynam tracić zainteresowanie. I tak, za najlepszy epizod uznaję ostatni, składający się z przepięknie animowanego, przejmującego “Snu tysiąca kotów” i mrocznej “Kalliope”. Fabuła pierwszego sezonu to trzy powiązane ze sobą historie - przypadkowe uwięzienie Morfeusza przez ezoteryka Burgessa i w efekcie uśpienie na 70/100 lat grupy ludzi, w tym Unity Kincaid; poszukiwanie przez Króla Snu skradzionych mu artefaktów; wreszcie, próba przywrócenia świetności Królestwa i walka z Wirem Snów, a przy okazji przywrócenie do świata snu zbiegłych pod nieobecność władcy marzeń i koszmarów sennych.

PS Oczywiście nie przeszkadza mi, że postacie białe w komiksie grają czarni aktorzy czy że zamiast Johna Constantine’a jest Johanna, a Gwiazda Zaranna czy Lucienne grane są przez kobiety. Niestety, moja przyjaciółka H. zepsuła mnie bezpowrotnie, mówiąc, że rolę Pożądania (Desire) gra Agata Kornhauser-Duda i niestety to mi przysłaniało wszystko podczas oglądania, więc nie umiem docenić uroku tej osoby, której nie umiem prawidłowo zdeklinować (Mason Alexander Park).

[1] Czemu pół, zapytacie. Albowiem, zanim wyjdzie kolejny sezon, zapomnę, co przeczytałam i będę czytać ponownie, a trochę szkoda mi czasu.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 10, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Czytam, Seriale - Tagi: panowie, komiks, 2022 - 2 komentarze - Skomentuj


Sandman

Z jednej strony mój stosunek do Gaimana jest, oględnie mówiąc, skomplikowany. Czytam, często z przyjemnością, bo umie chłopak pisać, jest niespodziewanie, eklektycznie, nikt tak nie umie w łączenie rzeczy, których wcześniej inni ze sobą nie łączyli. Jednocześnie po lekturze nie zostaje mi zwykle albo nic, albo takie smętne “meh”, żadnych emocji. Z drugiej strony równie skomplikowany stosunek mam do samego “Sandmana”: od lat wszystkie chyba wydane w Polsce tomy oczekują na półce, bo przeczytałam jeden czy dwa, potem - zmęczona oczekiwaniem na wydanie kolejnych - odłożyłam sprawę, jak wyszedł kolejny, zapomniałam, co czytałam, w efekcie nigdy nie przeczytałam w całości. Teraz, skoro serial, mam przynajmniej pretekst, żeby wreszcie kultowy komiks nadrobić, a żeby się nie przepracować, to wybrałam sobie opcję czytania w tempie oglądania, dla mnie i mojej coraz krótszej pamięci optymalną.

Najpierw komiks - dla porządku zanotuję, że przeczytałam 4 i ½ tomu - “Sen Sprawiedliwych”, “Nadzieję w piekle”, dwa tomy “Domu Lalki” i pół “Krainy snów”[1]. Wspomniałam, że kultowy? Więc niestety, jak to u Gaimana, wyszłam z lektury raczej z poczuciem, że o co ten cały hałas. To jest przyzwoita, ciekawa historia, należycie wielowątkowa, problem w tym, że… miałka. Zabawa mitami, element nadnaturalny zestawiony z ludzkim życiem, nikt się niczemu nie dziwi, niby te dwa światy są ze sobą połączone, ale nikt nie wnika, czemu coś się stało. Dodatkowo niektóre wątki w komiksie mocno się zestarzały, są niektóre dialogi, od których wiało krindżem. Możliwe, że zweryfikuję moją opinię po przeczytaniu kolejnych tomów, ale to trochę potrwa.

Dlatego nie ukrywam, że jestem zachwycona, jak kreatywnie serial podszedł do otrzymanego materiału. Wygładził krindż, dopisał fabułę tam, gdzie jej zabrakło, czasem zwyczajnie nieestetyczne rysunki zastąpił świetnymi aktorami. Niestety, najsłabsza jest postać głównego protagonisty - Króla Snu, Morfeusza - jeśli go nie ma, są emocje, wzrasta moje zainteresowanie tym, co się dzieje, kiedy wchodzi Morfeusz, zaczynam tracić zainteresowanie. I tak, za najlepszy epizod uznaję ostatni, składający się z przepięknie animowanego, przejmującego “Snu tysiąca kotów” i mrocznej “Kalliope”. Fabuła pierwszego sezonu to trzy powiązane ze sobą historie - przypadkowe uwięzienie Morfeusza przez ezoteryka Burgessa i w efekcie uśpienie na 70/100 lat grupy ludzi, w tym Unity Kincaid; poszukiwanie przez Króla Snu skradzionych mu artefaktów; wreszcie, próba przywrócenia świetności Królestwa i walka z Wirem Snów, a przy okazji przywrócenie do świata snu zbiegłych pod nieobecność władcy marzeń i koszmarów sennych.

PS Oczywiście nie przeszkadza mi, że postacie białe w komiksie grają czarni aktorzy czy że zamiast Johna Constantine’a jest Johanna, a Gwiazda Zaranna czy Lucienne grane są przez kobiety. Niestety, moja przyjaciółka H. zepsuła mnie bezpowrotnie, mówiąc, że rolę Pożądania (Desire) gra Agata Kornhauser-Duda i niestety to mi przysłaniało wszystko podczas oglądania, więc nie umiem docenić uroku tej osoby, której nie umiem prawidłowo zdeklinować (Mason Alexander Park).

[1] Czemu pół, zapytacie. Albowiem, zanim wyjdzie kolejny sezon, zapomnę, co przeczytałam i będę czytać ponownie, a trochę szkoda mi czasu.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 10, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Czytam, Seriale - Tagi: panowie, komiks, 2022 - 2 komentarze - Skomentuj


O wspinaniu się

[19.08.2022]

Jeśli widziałyście 3 zdjęcia z Berlina, to jest duża szansa, że jedno z nich przedstawiało właśnie złotą figurę kobiety w zwiewnej szacie (pozostałe to Brama Brandenburska i Wieża Telewizyjna). Jeśli byłyście w Berlinie, to jest równie duża szansa, że wjechałyście na rondo na środku Tiergarten i wspomnianą złotą damę zobaczyłyście z jednej z gwiaździście układających się dróg dojazdowych. To właśnie jest Siegessäule, Nike/Wiktoria na szczycie 60-metrowego postumentu, postawiona w drugiej połowie XIX wieku w celu upamiętnienia zwycięstwa nad Danią, które zaowocowało przyłączeniem do Prus Szlezwiku-Holsztyna. Tyle historii. Wspominałam parokrotnie, że zasadzałam się na wspinaczkę na Statuę Zwycięstwa od dawna, ale zawsze coś stawało na drodze - a to zima i ciężka przyodziewa, a to covid, a to protesty Q-Anon. Tym razem się udało, na środek ronda wbija się tunelem, w środku nabywa niedrogi bilet i drogą butelkę wody (przydaje się, można wziąć własną) i się wspina 285 stopni do góry. Wbrew przypuszczeniom, rodzina nie narzekała mocno, wspina się dość wygodnie, klatka schodowa malowniczo skręcona w różnego typu ślimaczki, można sobie przysiąść po drodze i zrobić postój na platformie, gdzie ściany wyłożone są mozaiką z kafelków Villeroya-Boscha. Na samej górze obowiązkowo wieje, miejsca jest mniej, ale za to widoki przepiękne - można obejrzeć panoramę 360 Berlina przez skromne złote barierki albo zajrzeć Nike pod szatę. Bardzo przyjemne doświadczenie, polecam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 6, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - 0 komentarzy - Skomentuj


O wspinaniu się

[19.08.2022]

Jeśli widziałyście 3 zdjęcia z Berlina, to jest duża szansa, że jedno z nich przedstawiało właśnie złotą figurę kobiety w zwiewnej szacie (pozostałe to Brama Brandenburska i Wieża Telewizyjna). Jeśli byłyście w Berlinie, to jest równie duża szansa, że wjechałyście na rondo na środku Tiergarten i wspomnianą złotą damę zobaczyłyście z jednej z gwiaździście układających się dróg dojazdowych. To właśnie jest Siegessäule, Nike/Wiktoria na szczycie 60-metrowego postumentu, postawiona w drugiej połowie XIX wieku w celu upamiętnienia zwycięstwa nad Danią, które zaowocowało przyłączeniem do Prus Szlezwiku-Holsztyna. Tyle historii. Wspominałam parokrotnie, że zasadzałam się na wspinaczkę na Statuę Zwycięstwa od dawna, ale zawsze coś stawało na drodze - a to zima i ciężka przyodziewa, a to covid, a to protesty Q-Anon. Tym razem się udało, na środek ronda wbija się tunelem, w środku nabywa niedrogi bilet i drogą butelkę wody (przydaje się, można wziąć własną) i się wspina 285 stopni do góry. Wbrew przypuszczeniom, rodzina nie narzekała mocno, wspina się dość wygodnie, klatka schodowa malowniczo skręcona w różnego typu ślimaczki, można sobie przysiąść po drodze i zrobić postój na platformie, gdzie ściany wyłożone są mozaiką z kafelków Villeroya-Boscha. Na samej górze obowiązkowo wieje, miejsca jest mniej, ale za to widoki przepiękne - można obejrzeć panoramę 360 Berlina przez skromne złote barierki albo zajrzeć Nike pod szatę. Bardzo przyjemne doświadczenie, polecam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 6, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - 0 komentarzy - Skomentuj


O niemieckim kąpielisku

[17.08.2022]

Od zawsze marzyłam, żeby pojechać do kurortu - plaża, kosze plażowe, pomost, przebieralnie, elegancki podwieczorek z obrusem i porcelaną. Absurdalnie najbliżej tego byłam ostatnio podczas majówki na Uznamie, kontynuując więc tradycję nietypowych niemieckich zakątków, przy okazji wyjazdu do Berlina, pojechałam sobie na plażę. Wannsee wygląda jak taka lepsza miejscowość nadmorska - sosny, domy wczasowe, ludzie w słomkowych kapeluszach obwieszeni kółkami do pływania, bogato wyglądające domy letniskowe, tylko zamiast morza jest jezioro, a nawet dwa - Wielkie Wannsee i Małe Wannsee. Strandbad Wannsee, kąpielisko z początku XX wieku, jest płatne, ale niedramatycznie (bilet rodzinny 9 euro), w środku piękna, szeroka plaża ze złotym piaskiem, zapewne nie zdziwi Was, że przywiezionym znad Bałtyku, koszami, parasolami i tłumem ludzi, mimo że było to popołudnie w środku tygodnia. Płycizna ciągnie się wiele metrów, można też zbierać muszelki. Bardzo przyjemne miejsce na upały. Na późny obiad trafiłam do uroczej meksykańskiej restauracji w leżącej nieopodal miejscowości Kleinmachow.

Adresy:

  • Kąpielisko - Wannseebadweg 25, Berlin
  • El Tampico - restauracja meksykańska, Karl-Marx-Straße 20, Kleinmachnow

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 4, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, wannsee - 0 komentarzy - Skomentuj


O niemieckim kąpielisku

[17.08.2022]

Od zawsze marzyłam, żeby pojechać do kurortu - plaża, kosze plażowe, pomost, przebieralnie, elegancki podwieczorek z obrusem i porcelaną. Absurdalnie najbliżej tego byłam ostatnio podczas majówki na Uznamie, kontynuując więc tradycję nietypowych niemieckich zakątków, przy okazji wyjazdu do Berlina, pojechałam sobie na plażę. Wannsee wygląda jak taka lepsza miejscowość nadmorska - sosny, domy wczasowe, ludzie w słomkowych kapeluszach obwieszeni kółkami do pływania, bogato wyglądające domy letniskowe, tylko zamiast morza jest jezioro, a nawet dwa - Wielkie Wannsee i Małe Wannsee. Strandbad Wannsee, kąpielisko z początku XX wieku, jest płatne, ale niedramatycznie (bilet rodzinny 9 euro), w środku piękna, szeroka plaża ze złotym piaskiem, zapewne nie zdziwi Was, że przywiezionym znad Bałtyku, koszami, parasolami i tłumem ludzi, mimo że było to popołudnie w środku tygodnia. Płycizna ciągnie się wiele metrów, można też zbierać muszelki. Bardzo przyjemne miejsce na upały. Na późny obiad trafiłam do uroczej meksykańskiej restauracji w leżącej nieopodal miejscowości Kleinmachow.

Adresy:

  • Kąpielisko - Wannseebadweg 25, Berlin
  • El Tampico - restauracja meksykańska, Karl-Marx-Straße 20, Kleinmachnow

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 4, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, wannsee - 0 komentarzy - Skomentuj