Jedna z XIX-wiecznych przodkiń Joanny została wydziedziczona za ucieczkę z fatygantem, przez co bardzo obfity spadek został formalnie przeznaczony dla jej (licznych) dzieci po śmierci wydziedziczonej. Problem w tym, że dama dożyła aż do 1954 roku, przeżywszy strażników skarby oraz dwie wojny i drastyczną zmianę ustrojową. Dokumenty spadkowe wraz z dokładnym opisem przechowywanego gdzieś skarbu znalazły się przypadkiem w piwnicy pewnego badylarza, zapoczątkowując poszukiwania skarbu, prowadzone w zbożnym celu przez kustosza lokalnego muzeum oraz - już bardziej egoistycznie - przez cwaniaka z zagranicy, niejakiego Capustę. Chaotyczna rodzina Joanny została wplątana w sprawę, gdy znaleziono blisko jednej z rodzinnych wsi zwłoki, a w kieszeni przyodziewy zwłok - kartkę z adresami Teresy, Lucyny i matki Joanny. Jak się łatwo domyślić z tytułu, skarb jest w jednej ze studni na rodzinnej posesji, pół książki zajmuje odkopanie go, drugie pół - poszukiwanie po brawurowej kradzieży Capusty.
Ta historia jest mniej chaotyczna niż “Boczne drogi”, bardziej przygodowa niż typowo humorystyczna. W drugiej części akcja przenosi się do Paryża, gdzie młody kustosz z Teresą, jako jedyni posiadający paszporty, udają się w poszukiwaniu Capusty, wygrywają - fuksem, jak zaplanowała Joanna - na wyścigach, a po dramatycznym finale w cyrku wracają z pewnymi zdobyczami, uzyskanymi za pomocą wygranych walorów. Mniej jest zabawnych w założeniu dialogów, które przy kolejnym czytaniu jednak nużą, a nie bawią.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jedna z XIX-wiecznych przodkiń Joanny została wydziedziczona za ucieczkę z fatygantem, przez co bardzo obfity spadek został formalnie przeznaczony dla jej (licznych) dzieci po śmierci wydziedziczonej. Problem w tym, że dama dożyła aż do 1954 roku, przeżywszy strażników skarby oraz dwie wojny i drastyczną zmianę ustrojową. Dokumenty spadkowe wraz z dokładnym opisem przechowywanego gdzieś skarbu znalazły się przypadkiem w piwnicy pewnego badylarza, zapoczątkowując poszukiwania skarbu, prowadzone w zbożnym celu przez kustosza lokalnego muzeum oraz - już bardziej egoistycznie - przez cwaniaka z zagranicy, niejakiego Capustę. Chaotyczna rodzina Joanny została wplątana w sprawę, gdy znaleziono blisko jednej z rodzinnych wsi zwłoki, a w kieszeni przyodziewy zwłok - kartkę z adresami Teresy, Lucyny i matki Joanny. Jak się łatwo domyślić z tytułu, skarb jest w jednej ze studni na rodzinnej posesji, pół książki zajmuje odkopanie go, drugie pół - poszukiwanie po brawurowej kradzieży Capusty.
Ta historia jest mniej chaotyczna niż “Boczne drogi”, bardziej przygodowa niż typowo humorystyczna. W drugiej części akcja przenosi się do Paryża, gdzie młody kustosz z Teresą, jako jedyni posiadający paszporty, udają się w poszukiwaniu Capusty, wygrywają - fuksem, jak zaplanowała Joanna - na wyścigach, a po dramatycznym finale w cyrku wracają z pewnymi zdobyczami, uzyskanymi za pomocą wygranych walorów. Mniej jest zabawnych w założeniu dialogów, które przy kolejnym czytaniu jednak nużą, a nie bawią.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak w większości dokumentacji, na początku powinna pojawić się sekcja "tło". "Diunę" przeczytałam dawno, a nawet dawniej (i chyba kolejne dwa albo i trzy tomy cyklu), bardzo mi się podobała, ale nigdy nie byłam fanatyczną wyznawczynią. Może przeszkadzały mi zatracające coelhizmem frazy, krążące jako cytaty motywacyjne? (zwłaszcza ta inwokacja o strachu, wyeksploatowana co cna). Ekranizacja Lyncha nie zmartwiła mnie jakoś specjalnie, po "Twin Peaks" wszystko, co z MacLachlanem, musiało być dobre. I Sting był. Nie czekałam na kolejną, aczkolwiek przy nazwiska Chalameta, Isaaca, a już na pewno Momoy już mi wzbierało zainteresowanie. Trailer mną pozamiatał.
Problem w tym, że ten ponad dwugodzinny odcinek nie pokazał dużo więcej niż trailer. Był śliczny, majestatyczny, wizualnie majstersztyk, scenografia, pojazdy, wreszcie obsada idealna w swoich rolach, muzyka wywołująca dreszcze (aczkolwiek do dud się nie przekonałam, mogę strawestować anegdotę o dżentelmenie i harmonii, że można umieć, ale można nie grać), złego słowa też nie powiem na samą fabułę. Spójna, logiczna, bez natrętnych ekspozycji. Tyle że to kawałek - skąd się wzięli Atrydzi na Arrakis, czemu zirytowało to Harkonnena i spowodowało desant Sardaukarów, zakończony pokotem zwłok i ucieczką dwójki głównych bohaterów na pustynię, gdzie Paul i Chani wymienili znaczące spojrzenia. Zapomnę, co obejrzałam do czasu, aż pojawi się kolejna część. Bardzo przyjemnie się oglądało, ale nieco żałuję, że nie poczekałam na całość. Pytanie, oczywiście, ile trzeba będzie czekać.
Oraz absolutnie shipuję Duncana i Paula, jaka chemia!
Druga część.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 14, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak w większości dokumentacji, na początku powinna pojawić się sekcja "tło". "Diunę" przeczytałam dawno, a nawet dawniej (i chyba kolejne dwa albo i trzy tomy cyklu), bardzo mi się podobała, ale nigdy nie byłam fanatyczną wyznawczynią. Może przeszkadzały mi zatracające coelhizmem frazy, krążące jako cytaty motywacyjne? (zwłaszcza ta inwokacja o strachu, wyeksploatowana co cna). Ekranizacja Lyncha nie zmartwiła mnie jakoś specjalnie, po "Twin Peaks" wszystko, co z MacLachlanem, musiało być dobre. I Sting był. Nie czekałam na kolejną, aczkolwiek przy nazwiska Chalameta, Isaaca, a już na pewno Momoy już mi wzbierało zainteresowanie. Trailer mną pozamiatał.
Problem w tym, że ten ponad dwugodzinny odcinek nie pokazał dużo więcej niż trailer. Był śliczny, majestatyczny, wizualnie majstersztyk, scenografia, pojazdy, wreszcie obsada idealna w swoich rolach, muzyka wywołująca dreszcze (aczkolwiek do dud się nie przekonałam, mogę strawestować anegdotę o dżentelmenie i harmonii, że można umieć, ale można nie grać), złego słowa też nie powiem na samą fabułę. Spójna, logiczna, bez natrętnych ekspozycji. Tyle że to kawałek - skąd się wzięli Atrydzi na Arrakis, czemu zirytowało to Harkonnena i spowodowało desant Sardaukarów, zakończony pokotem zwłok i ucieczką dwójki głównych bohaterów na pustynię, gdzie Paul i Chani wymienili znaczące spojrzenia. Zapomnę, co obejrzałam do czasu, aż pojawi się kolejna część. Bardzo przyjemnie się oglądało, ale nieco żałuję, że nie poczekałam na całość. Pytanie, oczywiście, ile trzeba będzie czekać.
Oraz absolutnie shipuję Duncana i Paula, jaka chemia!
Druga część.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 14, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[4-6.03.2022]
Niespodziewanie, bo i owszem, w marcu się zdarza, ale jednak epizodycznie. Oraz, jak pewnie nie raz wspominałam, jestem fanką przez dzień, potem uprzejmie proszę oddalić się rączo. Korzystając więc z okazji, że firma w której pracuję, organizuje zupełnie udane wyjazdy integracyjne (kto zna inne firmy, ten wie, że nie zawsze to reguła), przeniosłam się na weekend do Czech. Gdzie śnieg dosłownie po pas. Na szczęście formuła "zupełnie udanego wyjazdu" pozwala na to, żeby osoby obdarzone antytalentem do sportu nie szły na siłę zjeżdżać na nartach, tylko oddaliły się w podgrupach na z góry upatrzone pozycje. W moim przypadku była to znajdująca się tuż obok hotelu zapora na Łabie, hotelowy basen oraz masaż w spa. Pełnej integracji dokonałam wieczorem, ogrywając - jako mistrzyni wiedzy nikomu niepotrzebnej, chyba że sport, to zupełnie nie - współpracowników w polską wersję "Trivial Pursuit" (chyba się to nazywa "Domówka"). Do samego Szpindlerowego Młyna nie dotarłam, bo śnieg skutecznie zasypał chodniki, a hotel był wybrany ze względu na stoki narciarskie, a nie miasteczko, więc kawałek. Absolutnie planuję przejechać się latem, bo uroda okolic zapory jest zdecydowanie jeszcze większa, gdy zielono i kolorowo.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, szpindlerowy-mlyn, spindleruv-mlyn
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[4-6.03.2022]
Niespodziewanie, bo i owszem, w marcu się zdarza, ale jednak epizodycznie. Oraz, jak pewnie nie raz wspominałam, jestem fanką przez dzień, potem uprzejmie proszę oddalić się rączo. Korzystając więc z okazji, że firma w której pracuję, organizuje zupełnie udane wyjazdy integracyjne (kto zna inne firmy, ten wie, że nie zawsze to reguła), przeniosłam się na weekend do Czech. Gdzie śnieg dosłownie po pas. Na szczęście formuła "zupełnie udanego wyjazdu" pozwala na to, żeby osoby obdarzone antytalentem do sportu nie szły na siłę zjeżdżać na nartach, tylko oddaliły się w podgrupach na z góry upatrzone pozycje. W moim przypadku była to znajdująca się tuż obok hotelu zapora na Łabie, hotelowy basen oraz masaż w spa. Pełnej integracji dokonałam wieczorem, ogrywając - jako mistrzyni wiedzy nikomu niepotrzebnej, chyba że sport, to zupełnie nie - współpracowników w polską wersję "Trivial Pursuit" (chyba się to nazywa "Domówka"). Do samego Szpindlerowego Młyna nie dotarłam, bo śnieg skutecznie zasypał chodniki, a hotel był wybrany ze względu na stoki narciarskie, a nie miasteczko, więc kawałek. Absolutnie planuję przejechać się latem, bo uroda okolic zapory jest zdecydowanie jeszcze większa, gdy zielono i kolorowo.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, szpindlerowy-mlyn, spindleruv-mlyn
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ionel i Doru są technikami, konserwującymi sygnalizatory drogowe. Nie cieszą się specjalną estymą ani wśród użytkowników dróg, ani wśród innych służb. Ba, nawet w ulubionym barze nie dostają stolika, z którego widać telewizor z meczem. Żartują sobie, że mogliby ze spokojem napaść na samochód przewożący do banku pieniądze, mając wiedzę i możliwość ingerowania w ruch uliczny. I teoretycznie na tym by się rzecz zakończyła, ale podsłuchał ich lokalny mafiozo, pan Adi, który szantażem i obietnicą przemocy zmusił ich do zaplanowania napadu na serio. Przerażeni technicy zgłosili się na policję, do banku i do prasy, ale ku ich zdziwieniu okazało się, że zarówno lokalny szef policji, jak i prezeska banku byli bardziej zainteresowani przeprowadzeniem napadu i zyskami niż zapobieżeniu przestępstwa, zaś dziennikarka została przekupiona możliwością pracy w ratuszu.
Są pewne zestawienia słów, na które trzeba uważać. W tym przypadku to “rumuńska komedia kryminalna”. To, co się zgadza, to że serial jest rumuński, miewa elementy komediowe oraz pokazuje historię udanego napadu na konwój z pieniędzmi i śledztwo, ale są pewne drobne detale, które wszystko zmieniają. Bohaterowie wcale nie chcą brać udziału w napadzie, są do tego zmuszeni, skala korupcji w miasteczku jest ogromna. I jak już widzka myśli, że im się jednak ślizgnie, do miasteczka wjeżdża ekspert śledczy ze stolicy, który nie przymyka oczu jak lokalne władze. Finał jest co najmniej dwuznaczny, wygląda jak przygotowanie pod drugi sezon, ale nie wiem, czy to wytrzymam. Tyle że Rumunia ładna.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 12, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ionel i Doru są technikami, konserwującymi sygnalizatory drogowe. Nie cieszą się specjalną estymą ani wśród użytkowników dróg, ani wśród innych służb. Ba, nawet w ulubionym barze nie dostają stolika, z którego widać telewizor z meczem. Żartują sobie, że mogliby ze spokojem napaść na samochód przewożący do banku pieniądze, mając wiedzę i możliwość ingerowania w ruch uliczny. I teoretycznie na tym by się rzecz zakończyła, ale podsłuchał ich lokalny mafiozo, pan Adi, który szantażem i obietnicą przemocy zmusił ich do zaplanowania napadu na serio. Przerażeni technicy zgłosili się na policję, do banku i do prasy, ale ku ich zdziwieniu okazało się, że zarówno lokalny szef policji, jak i prezeska banku byli bardziej zainteresowani przeprowadzeniem napadu i zyskami niż zapobieżeniu przestępstwa, zaś dziennikarka została przekupiona możliwością pracy w ratuszu.
Są pewne zestawienia słów, na które trzeba uważać. W tym przypadku to “rumuńska komedia kryminalna”. To, co się zgadza, to że serial jest rumuński, miewa elementy komediowe oraz pokazuje historię udanego napadu na konwój z pieniędzmi i śledztwo, ale są pewne drobne detale, które wszystko zmieniają. Bohaterowie wcale nie chcą brać udziału w napadzie, są do tego zmuszeni, skala korupcji w miasteczku jest ogromna. I jak już widzka myśli, że im się jednak ślizgnie, do miasteczka wjeżdża ekspert śledczy ze stolicy, który nie przymyka oczu jak lokalne władze. Finał jest co najmniej dwuznaczny, wygląda jak przygotowanie pod drugi sezon, ale nie wiem, czy to wytrzymam. Tyle że Rumunia ładna.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 12, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kentuki to drogie, acz niespecjalnie ładne samobieżne pluszaki. Nie mają jednak w środku autonomicznej jednostki, tylko po włączeniu nawiązują połączenie z pewnym rodzajem operatora - osobą, która zyskuje losowo dostęp do manipulowania urządzeniem i podgląd przez kamery. Można nawiązać tylko jedno połączenie, zerwane przez którąś ze stron nienaprawialnie blokuje kentukiego. Kentukim można tylko poruszać, teoretycznie komunikacja jest jednostronna - posiadacz urządzenia może rozmawiać z obserwującym, szybko jednak się okazuje, że nie do końca. Książka jest wielowątkowa, choć wątki nie przenikają się ze sobą, pokazuje sytuacje, w których kentuki łączą ze sobą dziwne pary - nastolatka z Karaibów i żonę właściciela sklepu ze starociami w Norwegii, młodą Niemkę z południowo-amerykańską emerytką, sprytnego Chorwata, który chce zarobić na sprzedaży poszukiwanych lokalizacji kentukich. Teoretycznie kentuki są bezpieczne dla posiadaczy, jako że połączenie jest losowe, operatorzy nie znają lokalizacji miejsca, które obserwują, ale szybko okazuje się, że jednostronność komunikacji można ominąć, używając pomocy typu alfabet Morse’a czy pokazując wiadomość wypisaną na kartce, a ludzka niefrasobliwość pozwala zapomnieć, że kamera obserwuje, a czujniki rejestrują dźwięk.
To raczej posępna opowieść o technice, która poszła w złą stronę. Niewinne zabawki mogą stać się tak niebezpieczne, jak niebezpieczna jest osoba po którejś ze stron. Czasem jedna osoba łamie drugiej serce, ktoś kogoś szantażuje, rozpada się czyjś związek, intymność zostaje wystawiona na widok publiczny, ktoś jest świadkiem przestępstwa, a ma ograniczone możliwości pomocy. Dziwny, ale ciekawy świat.
Inne tej autorki:
#33
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kentuki to drogie, acz niespecjalnie ładne samobieżne pluszaki. Nie mają jednak w środku autonomicznej jednostki, tylko po włączeniu nawiązują połączenie z pewnym rodzajem operatora - osobą, która zyskuje losowo dostęp do manipulowania urządzeniem i podgląd przez kamery. Można nawiązać tylko jedno połączenie, zerwane przez którąś ze stron nienaprawialnie blokuje kentukiego. Kentukim można tylko poruszać, teoretycznie komunikacja jest jednostronna - posiadacz urządzenia może rozmawiać z obserwującym, szybko jednak się okazuje, że nie do końca. Książka jest wielowątkowa, choć wątki nie przenikają się ze sobą, pokazuje sytuacje, w których kentuki łączą ze sobą dziwne pary - nastolatka z Karaibów i żonę właściciela sklepu ze starociami w Norwegii, młodą Niemkę z południowo-amerykańską emerytką, sprytnego Chorwata, który chce zarobić na sprzedaży poszukiwanych lokalizacji kentukich. Teoretycznie kentuki są bezpieczne dla posiadaczy, jako że połączenie jest losowe, operatorzy nie znają lokalizacji miejsca, które obserwują, ale szybko okazuje się, że jednostronność komunikacji można ominąć, używając pomocy typu alfabet Morse’a czy pokazując wiadomość wypisaną na kartce, a ludzka niefrasobliwość pozwala zapomnieć, że kamera obserwuje, a czujniki rejestrują dźwięk.
To raczej posępna opowieść o technice, która poszła w złą stronę. Niewinne zabawki mogą stać się tak niebezpieczne, jak niebezpieczna jest osoba po którejś ze stron. Czasem jedna osoba łamie drugiej serce, ktoś kogoś szantażuje, rozpada się czyjś związek, intymność zostaje wystawiona na widok publiczny, ktoś jest świadkiem przestępstwa, a ma ograniczone możliwości pomocy. Dziwny, ale ciekawy świat.
Inne tej autorki:
#33
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj