Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2021, reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.
Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.
Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).
#4
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 11, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2021, reportaz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ruth, salowa w domu opieki, wraca do domu po ciężkim dniu, żeby odkryć, że ktoś ją okradł - zniknął laptop rodzinne srebra odziedziczone po babci. Policja nie wydaje się tym specjalnie przejmować, co gorsza zrzuca na Ruth odpowiedzialność za słabe zabezpieczenie domu. Rozczarowana kobieta zaczyna własne śledztwo od przejścia się po dzielnicy i ankietowania sąsiadów, czy może coś widzieli (nie, nie widzieli). Tak trafia do domu Tony’ego, z którym jakiś czas wcześniej miała spięcie w kwestii defekacji jego psa na trawniku. Nieporozumienie z psem się wyjaśnia, a Tony okazuje się mieć dla Ruth najwięcej współczucia ze wszystkich. Kiedy w telefonie Ruth pojawia się alert o lokalizacji laptopa, ponownie zignorowana przez policję prosi o wsparcie Tony’ego. Po odzyskaniu laptopa kolejnym tropem jest targowisko ze starociami, gdzie Ruth odnajduje swoje srebra i trafia na złodzieja, dzięki czemu może podać policji dane jego samochodu. A co policja? Oczywiście, ignoruje sprawę, traktując ją coraz mniej poważnie, co - nie dziwmy się coraz bardziej wściekłej i rozczarowanej do świata Ruth - daje kobiecie asumpt do walki o swoje.
Film był dla mnie sporym zaskoczeniem, bo spodziewałam się łagodnej historii o niedostosowaniu łagodnej bohaterki do świata, a dostałam krwisty - choć pełen humoru - thriller w klimacie “Fargo”, z gęsto ścielącymi się trupami. Co wcale nie było wadą, bardzo przyjemna rozrywka na zimowy wieczór.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 10, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Ruth, salowa w domu opieki, wraca do domu po ciężkim dniu, żeby odkryć, że ktoś ją okradł - zniknął laptop rodzinne srebra odziedziczone po babci. Policja nie wydaje się tym specjalnie przejmować, co gorsza zrzuca na Ruth odpowiedzialność za słabe zabezpieczenie domu. Rozczarowana kobieta zaczyna własne śledztwo od przejścia się po dzielnicy i ankietowania sąsiadów, czy może coś widzieli (nie, nie widzieli). Tak trafia do domu Tony’ego, z którym jakiś czas wcześniej miała spięcie w kwestii defekacji jego psa na trawniku. Nieporozumienie z psem się wyjaśnia, a Tony okazuje się mieć dla Ruth najwięcej współczucia ze wszystkich. Kiedy w telefonie Ruth pojawia się alert o lokalizacji laptopa, ponownie zignorowana przez policję prosi o wsparcie Tony’ego. Po odzyskaniu laptopa kolejnym tropem jest targowisko ze starociami, gdzie Ruth odnajduje swoje srebra i trafia na złodzieja, dzięki czemu może podać policji dane jego samochodu. A co policja? Oczywiście, ignoruje sprawę, traktując ją coraz mniej poważnie, co - nie dziwmy się coraz bardziej wściekłej i rozczarowanej do świata Ruth - daje kobiecie asumpt do walki o swoje.
Film był dla mnie sporym zaskoczeniem, bo spodziewałam się łagodnej historii o niedostosowaniu łagodnej bohaterki do świata, a dostałam krwisty - choć pełen humoru - thriller w klimacie “Fargo”, z gęsto ścielącymi się trupami. Co wcale nie było wadą, bardzo przyjemna rozrywka na zimowy wieczór.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 10, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Da się w 2015 wydać książkę o II wojnie światowej, która wzrusza i wciąga tak, jak niewiele innych. W konstrukcji (i klimatem) podobna jest do Cryptonomikonu, w dwóch, a potem w trzech wątkach łącząc ze sobą losy kilkorga osób.
Lata 30. Marie-Laure straciła wzrok, kiedy miała 7 lat. Jej ojciec, Daniel, ślusarz w paryskim Muzeum Historii Naturalnej, nie ustaje w wysiłkach, żeby mimo niepełnosprawności mogła funkcjonować - uczy ją alfabetu Braille’a, konstruuje miniaturowy model dzielnicy, żeby nauczyć ją, jak trafić samodzielnie do domu. Werner, sierota z górniczych okolic Essen, ma zaskakujący naturalny talent do elektroniki. Naprawia znalezione na śmietniku radio i skacząc przypadkowo po częstotliwościach trafia na powtarzającą się audycję popularnonaukową, kończącą się dźwiękami “Clair de Lune” Debussy’ego. Jego ciekawość wyszarpywanej ukradkiem nauki owocuje zaproszeniem do Narodowo-Politycznego Zakładu Wychowawczego, choć oznacza to rozstanie z ukochaną siostrą, Juttą. W 1940, gdy Niemcy mają wkroczyć do Paryża, Daniel ucieka z córką do Saint-Malo, do brata Etienne’a, który nie opuszczał swojego domu od traumy podczas I wojny światowej. Werner, zaprzęgnięty w szkole do projektu pelengacyjnego, jest już w wojsku, gdzie pomaga w namierzaniu nielegalnych radiostacji partyzanckich. Los kieruje go do Saint-Malo, gdzie działa sprawny ruch oporu, a działająca tam radiostacja przysparza sporych szkód okupantowi. Trzecim wątkiem jest śledztwo sierżanta von Rumpera, przed wojną znanego gemmologa, który usiłuje wyśledzić, gdzie jest cenny klejnot, ewakuowany z paryskiego muzeum tuż po rozpoczęciu wojny.
Króciutkie, przeplatające się rozdziały, pokazujące przed- i wojenną rzeczywistość Francji i Niemiec; przypadek, zbiegi okoliczności i celowe działania są zgrabnie zebrane w opowieść o rodzinnej miłości, uporze, cierpliwości i smutku. Ciekawe postaci drugoplanowe - łagodny Frederick, którego interesowały tylko ptaki; madame Manec, zwykła gospodyni, która zorganizowała ruch oporu; ogromny, milczący Volkheimer, który wspierał Wernera - są świetnym tłem, podobnie jak miasta: Paryż i Saint-Malo, które zapisuję na listę podróżniczych marzeń.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 9, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2021
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Da się w 2015 wydać książkę o II wojnie światowej, która wzrusza i wciąga tak, jak niewiele innych. W konstrukcji (i klimatem) podobna jest do Cryptonomikonu, w dwóch, a potem w trzech wątkach łącząc ze sobą losy kilkorga osób.
Lata 30. Marie-Laure straciła wzrok, kiedy miała 7 lat. Jej ojciec, Daniel, ślusarz w paryskim Muzeum Historii Naturalnej, nie ustaje w wysiłkach, żeby mimo niepełnosprawności mogła funkcjonować - uczy ją alfabetu Braille’a, konstruuje miniaturowy model dzielnicy, żeby nauczyć ją, jak trafić samodzielnie do domu. Werner, sierota z górniczych okolic Essen, ma zaskakujący naturalny talent do elektroniki. Naprawia znalezione na śmietniku radio i skacząc przypadkowo po częstotliwościach trafia na powtarzającą się audycję popularnonaukową, kończącą się dźwiękami “Clair de Lune” Debussy’ego. Jego ciekawość wyszarpywanej ukradkiem nauki owocuje zaproszeniem do Narodowo-Politycznego Zakładu Wychowawczego, choć oznacza to rozstanie z ukochaną siostrą, Juttą. W 1940, gdy Niemcy mają wkroczyć do Paryża, Daniel ucieka z córką do Saint-Malo, do brata Etienne’a, który nie opuszczał swojego domu od traumy podczas I wojny światowej. Werner, zaprzęgnięty w szkole do projektu pelengacyjnego, jest już w wojsku, gdzie pomaga w namierzaniu nielegalnych radiostacji partyzanckich. Los kieruje go do Saint-Malo, gdzie działa sprawny ruch oporu, a działająca tam radiostacja przysparza sporych szkód okupantowi. Trzecim wątkiem jest śledztwo sierżanta von Rumpera, przed wojną znanego gemmologa, który usiłuje wyśledzić, gdzie jest cenny klejnot, ewakuowany z paryskiego muzeum tuż po rozpoczęciu wojny.
Króciutkie, przeplatające się rozdziały, pokazujące przed- i wojenną rzeczywistość Francji i Niemiec; przypadek, zbiegi okoliczności i celowe działania są zgrabnie zebrane w opowieść o rodzinnej miłości, uporze, cierpliwości i smutku. Ciekawe postaci drugoplanowe - łagodny Frederick, którego interesowały tylko ptaki; madame Manec, zwykła gospodyni, która zorganizowała ruch oporu; ogromny, milczący Volkheimer, który wspierał Wernera - są świetnym tłem, podobnie jak miasta: Paryż i Saint-Malo, które zapisuję na listę podróżniczych marzeń.
#3
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 9, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2021
- 6 komentarzy
- Skomentuj
[15.09.2020]
Bo skarżyłam się, że nie ma wiewiórek na Cytadeli, nieprawdaż? W lipcu podjęłam nieudaną próbę, kiedy to tuż po wejściu na Cytadelę przepłoszył mnie rzęsisty (i jak mam na myśli rzęsisty, to taki, że wszystko płynęło, mokra byłam do majtek) letni deszcz. Za to pewnego jesiennego popołudnia, kiedy od późnych róż przeszliśmy do Ogrodu Kwiatów, znienacka, w złotej godzinie, wyskoczyło na mnie stado wiewiórek. Bardzo szczęśliwym człowiekiem byłam tamtego popołudnia.
GALERIA ZDJĘĆ (również z wiosny).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 7, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
cytadela
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[15.09.2020]
Bo skarżyłam się, że nie ma wiewiórek na Cytadeli, nieprawdaż? W lipcu podjęłam nieudaną próbę, kiedy to tuż po wejściu na Cytadelę przepłoszył mnie rzęsisty (i jak mam na myśli rzęsisty, to taki, że wszystko płynęło, mokra byłam do majtek) letni deszcz. Za to pewnego jesiennego popołudnia, kiedy od późnych róż przeszliśmy do Ogrodu Kwiatów, znienacka, w złotej godzinie, wyskoczyło na mnie stado wiewiórek. Bardzo szczęśliwym człowiekiem byłam tamtego popołudnia.
GALERIA ZDJĘĆ (również z wiosny).
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 7, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
cytadela
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Angela, opuszczona 10 lat temu przez męża matka trójki dzieci[1], której w wychowaniu pomaga szwagier, dowiaduje się nagle od komornika, że jej mąż obciążył długami mieszkanie i mają się natychmiast wyprowadzić. Jedyną szansą na pożyczkę są jej rodzice, ale - jak się okazuje - wyrzucili ją 25 lat temu z domu, kiedy zaszła w pierwszą ciążę. W domu rodzinnym nieco się pozmieniało - matka z demencją jest w domu opieki, jej miejsce zajęła nowa partnerka ojca, przebrzmiała aktorka, a ojciec - nie, on się nie zmienił. Ponownie wyrzuca niewdzięczne dorosłe dziecko z domu, tyle że przerywa mu w tym atak serca. Już dzwonią na pogotowie, ale Angela wpada na pomysł, żeby znaleźć testament przed zgłoszeniem zgonu. I to jest powodem, że senior Navarro ląduje w zardzewiałej zamrażarce, skradzionej ze stacji benzynowej; testament nie obejmuje ani córki, ani drugiej żony, a wszystkie walory przypadają bratu Angeli.
To taki serial, że trzeba zaakceptować konwencję purnonsensu - absurdalne zwroty akcji, wprowadzenie kolejnych odjechanych bohaterów - wścibskiej sąsiadki-tenisistki, zakochanej w denacie, adwokata-cwaniaka, zakochanego w Angeli kolegi z liceum, który okazuje się być policjantem, byłej dziewczyny Nando - kłamczuchy czy wreszcie aktora, który za bardzo wciela się w swoją rolę. Niektóre sceny są slapstickowe, niektóre wzruszają, całość przypomina skrzyżowanie ”Lepszego życia” z wczesnym Almodovarem. Ja konwencję niespecjalnie lubię, więc konsekwentnie narzekałam podczas oglądania, TŻ-owi się bardziej podobało.
[1] Przyznam, że nie do końca zrozumiałam kwestię ojcostwa, jako że trójka dzieci do siebie zupełnie nie podobna, a młodszy syn - w przeciwieństwie do reszty - ma czarną skórę. Na swoje usprawiedliwienie mam, że serial jest kataloński i nie rozumiem prawie nic.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 6, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Angela, opuszczona 10 lat temu przez męża matka trójki dzieci[1], której w wychowaniu pomaga szwagier, dowiaduje się nagle od komornika, że jej mąż obciążył długami mieszkanie i mają się natychmiast wyprowadzić. Jedyną szansą na pożyczkę są jej rodzice, ale - jak się okazuje - wyrzucili ją 25 lat temu z domu, kiedy zaszła w pierwszą ciążę. W domu rodzinnym nieco się pozmieniało - matka z demencją jest w domu opieki, jej miejsce zajęła nowa partnerka ojca, przebrzmiała aktorka, a ojciec - nie, on się nie zmienił. Ponownie wyrzuca niewdzięczne dorosłe dziecko z domu, tyle że przerywa mu w tym atak serca. Już dzwonią na pogotowie, ale Angela wpada na pomysł, żeby znaleźć testament przed zgłoszeniem zgonu. I to jest powodem, że senior Navarro ląduje w zardzewiałej zamrażarce, skradzionej ze stacji benzynowej; testament nie obejmuje ani córki, ani drugiej żony, a wszystkie walory przypadają bratu Angeli.
To taki serial, że trzeba zaakceptować konwencję purnonsensu - absurdalne zwroty akcji, wprowadzenie kolejnych odjechanych bohaterów - wścibskiej sąsiadki-tenisistki, zakochanej w denacie, adwokata-cwaniaka, zakochanego w Angeli kolegi z liceum, który okazuje się być policjantem, byłej dziewczyny Nando - kłamczuchy czy wreszcie aktora, który za bardzo wciela się w swoją rolę. Niektóre sceny są slapstickowe, niektóre wzruszają, całość przypomina skrzyżowanie ”Lepszego życia” z wczesnym Almodovarem. Ja konwencję niespecjalnie lubię, więc konsekwentnie narzekałam podczas oglądania, TŻ-owi się bardziej podobało.
[1] Przyznam, że nie do końca zrozumiałam kwestię ojcostwa, jako że trójka dzieci do siebie zupełnie nie podobna, a młodszy syn - w przeciwieństwie do reszty - ma czarną skórę. Na swoje usprawiedliwienie mam, że serial jest kataloński i nie rozumiem prawie nic.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 6, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj