Iza, dewizowa kurtyzana, uważa się za szczęściarę - Harold, amerykański producent filmowy, zakochał się w niej i zrobi z niej gwiazdę, musi tylko załatwić paszport i wizę. Piotr, siostrzeniec badylarza Grabieckiego[1], ma w Wołominie zająć się ochroną Amerykanki, Adelajdy, której grozi śmierć z rąk amerykańskiej mafii. Odwołany do - podobno - chorej matki, zostawia dziewczynę, a kiedy wraca, ta już nie żyje, a zwłoki mają zmasakrowaną twarz. Niezależnie, do milicji zgłasza się koleżanka Izy, niespodziewanie atrakcyjna[2], i informuje, że jej współlokatorka zniknęła. Czytelnik już się domyśla, a organa śledcze niebawem również odkrywają, że nastąpiła tu klasyczna podmianka. Ślad prowadzi w przeszłość - mąż córki Grabieckiego pojechał swego czasu do Stanów, gdzie zadał się najpierw ze starszawą milionerką, a potem zakochał w ślicznej i młodej pannie Adzie[3]; niestety po powrocie zginął w tajemniczym wypadku, a wdowa po nim smętnie się kręci po gospodarstwie i odrzuca kwaśną miną. Nie że jest łatwo - Kozielski (ranga nieznana) od pięciu tygodni rzuca palenie, a porucznik Bielak miewa okresy załamania zawodowego[4].
Się wymienia: dolary u cinkciarza.
Się je: stek w Europejskim, kawę i tort w Grand hotelu, kopytka ze słoniną (u p. Marii), barszcz z kartoflami, pierogi ruskie i kompot.
Się przywozi ze wsi: sympatyczną indyczkę, króliczki i porządne warzywa niepryskane żadnymi świństwami, i jabłuszka, i powidła swojej roboty.
Się pije: nalewkę na czarnych porzeczkach.
Się wymiotuje: w restauracji - Pan Terner był taki pijany, że tamten musiał go podtrzymywać. O mało nie upadł. Bałem się, że mi zarzyga cały hol. Ale jak ktoś płaci twardą walutą, to może sobie i rzygnąć.
Się wyjaśnia oczywistości: - liii... - krzywiła się sceptycznie Walicowa. - Gdzie on tam rozumu nabierze. Szkoda gadać. Jak się kto głupim urodzi, to i głupim umrze. Na to nie ma żadnej rady. Kara boska i tyle. A wszystko przez tą przeklętą wódkę. Mój Józek, Panie,
świeć nad jego duszą, wrócił podpity z jarmarku i zaraz do mnie pod pierzynę. A pijanego chłopa nie wolno wpuszczać pod pierzynę. Tak nam pani doktor tłumaczyła. Ale cóż... młoda byłam, głupia, nieuświadomiona.
[1]
Szymon Grabiecki pozował na szlachciurę z dawno minionej epoki. W zimie nosił wszelkiego rodzaju półkożuszki przepasane szerokim pasem, w lecie zaś i na jesieni myśliwskie kurtki, a w razie niepogody jakieś dziwne opończe, peleryny i paltoty w stylu retro. Futrzane kołpaki, włożone na bakier, nadawały mu wygląd starego zawadiaki. Był słusznego wzrostu, tęgi, mocno zbudowany. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby nabrać pewności, że ten wesoły, trochę rubaszny jegomość nie hołduje żadnym odchudzającym, antycholesterolowym kuracjom. Z zadowoleniem klepał się po wydatnym brzuchu i zwykł mawiać, że nim tłusty schudnie, to chudego diabli wezmą. W rozmowie chętnie używał archaizmów zaczerpniętych zapewne z Trylogii Sienkiewicza, która była jego ulubioną i jedyną lekturą. Z prawdziwym upodobaniem wtrącał też co parę zdań „panie dzieju”, podkręcając dziarskim ruchem sumiastego wąsa. Lubił nosić buty z cholewami, w których
nawet nieraz przyjeżdżał do Warszawy, chociaż nie było to zbyt wygodne.
[2]
Nie przypuszczali, że zobaczą tak piękną kobietę. Wysoka, świetnie zbudowana, szczupła, ale nie chuda, miała w sobie coś dostojnego w sposobie poruszania się. Twarz owalna o delikatnie rzeźbionych rysach, okolona ciemnymi, puszystymi włosami, przypominała obrazy z okresu renesansu. Ubrana była bardzo gustownie z dyskretną elegancją.
(...)
- Fantastyczna cizia. Walutowa. Zdaje się, że ci mocno wpadła w oko. Uważaj. Nie próbuj ją motać. A poza tym nie zapominaj, że nie należy spraw służbowych mieszać z dupą.
Kozielski nie zareagował. Nie lubił trywialności.
[3]
- Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że pański zięć znalazł sobie w Stanach jakąś sympatię.
- A mało to tam takich bogatych kurew, które żadnemu mężczyźnie nie przepuszczą. Tfu...
[4]
- A co zrobimy, jeżeli nie damy rady?
Kozielski wzruszył ramionami.
- No cóż... Będziemy musieli podać się do dymisji i zmienić zawód. Ty na przykład zostaniesz kierownikiem sklepu spożywczego, a ja może założę prywatną kwiaciarnię.
- Wolałbym sklep mięsny - powiedział Bielak. - Finansowo to się chyba lepiej kalkuluje. A jakie powodzenie u klientek. „Panie Romeczku... Pan będzie taki miły i odłoży mi dwa kilo polędwicy. Jutro mam imieniny męża. Już ja się panu odwdzięczę.”
Inne tego autora tu.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 17, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021
- 3 komentarze
- Skomentuj
Iza, dewizowa kurtyzana, uważa się za szczęściarę - Harold, amerykański producent filmowy, zakochał się w niej i zrobi z niej gwiazdę, musi tylko załatwić paszport i wizę. Piotr, siostrzeniec badylarza Grabieckiego[1], ma w Wołominie zająć się ochroną Amerykanki, Adelajdy, której grozi śmierć z rąk amerykańskiej mafii. Odwołany do - podobno - chorej matki, zostawia dziewczynę, a kiedy wraca, ta już nie żyje, a zwłoki mają zmasakrowaną twarz. Niezależnie, do milicji zgłasza się koleżanka Izy, niespodziewanie atrakcyjna[2], i informuje, że jej współlokatorka zniknęła. Czytelnik już się domyśla, a organa śledcze niebawem również odkrywają, że nastąpiła tu klasyczna podmianka. Ślad prowadzi w przeszłość - mąż córki Grabieckiego pojechał swego czasu do Stanów, gdzie zadał się najpierw ze starszawą milionerką, a potem zakochał w ślicznej i młodej pannie Adzie[3]; niestety po powrocie zginął w tajemniczym wypadku, a wdowa po nim smętnie się kręci po gospodarstwie i odrzuca kwaśną miną. Nie że jest łatwo - Kozielski (ranga nieznana) od pięciu tygodni rzuca palenie, a porucznik Bielak miewa okresy załamania zawodowego[4].
Się wymienia: dolary u cinkciarza.
Się je: stek w Europejskim, kawę i tort w Grand hotelu, kopytka ze słoniną (u p. Marii), barszcz z kartoflami, pierogi ruskie i kompot.
Się przywozi ze wsi: sympatyczną indyczkę, króliczki i porządne warzywa niepryskane żadnymi świństwami, i jabłuszka, i powidła swojej roboty.
Się pije: nalewkę na czarnych porzeczkach.
Się wymiotuje: w restauracji - Pan Terner był taki pijany, że tamten musiał go podtrzymywać. O mało nie upadł. Bałem się, że mi zarzyga cały hol. Ale jak ktoś płaci twardą walutą, to może sobie i rzygnąć.
Się wyjaśnia oczywistości: - liii... - krzywiła się sceptycznie Walicowa. - Gdzie on tam rozumu nabierze. Szkoda gadać. Jak się kto głupim urodzi, to i głupim umrze. Na to nie ma żadnej rady. Kara boska i tyle. A wszystko przez tą przeklętą wódkę. Mój Józek, Panie,
świeć nad jego duszą, wrócił podpity z jarmarku i zaraz do mnie pod pierzynę. A pijanego chłopa nie wolno wpuszczać pod pierzynę. Tak nam pani doktor tłumaczyła. Ale cóż... młoda byłam, głupia, nieuświadomiona.
[1]
Szymon Grabiecki pozował na szlachciurę z dawno minionej epoki. W zimie nosił wszelkiego rodzaju półkożuszki przepasane szerokim pasem, w lecie zaś i na jesieni myśliwskie kurtki, a w razie niepogody jakieś dziwne opończe, peleryny i paltoty w stylu retro. Futrzane kołpaki, włożone na bakier, nadawały mu wygląd starego zawadiaki. Był słusznego wzrostu, tęgi, mocno zbudowany. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby nabrać pewności, że ten wesoły, trochę rubaszny jegomość nie hołduje żadnym odchudzającym, antycholesterolowym kuracjom. Z zadowoleniem klepał się po wydatnym brzuchu i zwykł mawiać, że nim tłusty schudnie, to chudego diabli wezmą. W rozmowie chętnie używał archaizmów zaczerpniętych zapewne z Trylogii Sienkiewicza, która była jego ulubioną i jedyną lekturą. Z prawdziwym upodobaniem wtrącał też co parę zdań „panie dzieju”, podkręcając dziarskim ruchem sumiastego wąsa. Lubił nosić buty z cholewami, w których
nawet nieraz przyjeżdżał do Warszawy, chociaż nie było to zbyt wygodne.
[2]
Nie przypuszczali, że zobaczą tak piękną kobietę. Wysoka, świetnie zbudowana, szczupła, ale nie chuda, miała w sobie coś dostojnego w sposobie poruszania się. Twarz owalna o delikatnie rzeźbionych rysach, okolona ciemnymi, puszystymi włosami, przypominała obrazy z okresu renesansu. Ubrana była bardzo gustownie z dyskretną elegancją.
(...)
- Fantastyczna cizia. Walutowa. Zdaje się, że ci mocno wpadła w oko. Uważaj. Nie próbuj ją motać. A poza tym nie zapominaj, że nie należy spraw służbowych mieszać z dupą.
Kozielski nie zareagował. Nie lubił trywialności.
[3]
- Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że pański zięć znalazł sobie w Stanach jakąś sympatię.
- A mało to tam takich bogatych kurew, które żadnemu mężczyźnie nie przepuszczą. Tfu...
[4]
- A co zrobimy, jeżeli nie damy rady?
Kozielski wzruszył ramionami.
- No cóż... Będziemy musieli podać się do dymisji i zmienić zawód. Ty na przykład zostaniesz kierownikiem sklepu spożywczego, a ja może założę prywatną kwiaciarnię.
- Wolałbym sklep mięsny - powiedział Bielak. - Finansowo to się chyba lepiej kalkuluje. A jakie powodzenie u klientek. „Panie Romeczku... Pan będzie taki miły i odłoży mi dwa kilo polędwicy. Jutro mam imieniny męża. Już ja się panu odwdzięczę.”
Inne tego autora tu.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 17, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ogródek babci I. brzęczy owadami, szumi wiatrem w liściach, czasem przemknie się kot sąsiadów (i nikt mi nie wierzy, że kot mi się pozwolił wyczochrać oraz wykonał #pokabrzuszek, przecież on taki niedotykalski). Cały rok coś w nim jest, nawet zimą, mimo że babcia I. zawsze mówi "Ale tu nic nie ma ciekawego, pozarastało wszystko, a ogórki mi coś zeżarło". Pozbierałam trochę koloru z ostatnich dwóch lat, mnie bardzo cieszy, chociaż to nie moja praca.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tag:
trzcianka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ogródek babci I. brzęczy owadami, szumi wiatrem w liściach, czasem przemknie się kot sąsiadów (i nikt mi nie wierzy, że kot mi się pozwolił wyczochrać oraz wykonał #pokabrzuszek, przecież on taki niedotykalski). Cały rok coś w nim jest, nawet zimą, mimo że babcia I. zawsze mówi "Ale tu nic nie ma ciekawego, pozarastało wszystko, a ogórki mi coś zeżarło". Pozbierałam trochę koloru z ostatnich dwóch lat, mnie bardzo cieszy, chociaż to nie moja praca.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 16, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tag:
trzcianka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Marek Rymuszko - Sprawa osobista #109
Spis osób:
- prokurator Borowy - narrator, tańczy wyjątkowo podle
- Ela - robi doktorat ze zobowiązań, nadzwyczaj miła dziewczyna i z zasadami
- Tosiek - były woźny sądowy, aktualnie szatniarz w Watrze, ma głos dudniący niczym karabin maszynowy
- Grażyna - była żona prokuratora, projektantka mody, eksplodowała pomysłami (nieistotna dla fabuły)
- porucznik Łabędzki - wezwany przez GOPR do wypadku, ma podejrzenia
- Michał Stępień - GOPR, specjalista od najtrudniejszych albo najmniej wdzięcznych akcji
- doktor Sęporek - patolog, nie ma podejrzeń
- Andrzej Zwoliński - reporter sądowy, kolega ze studiów Borowego
- porucznik Roman Żaczyk - zwany żartobliwie Colombo, ale nie lubi tego przezwiska
- Stanisław (ps. Kalaput) - zatrzymany z pierścionkami ze skoku w Aninie
- Marzena Czajko (ps. Baluba) - wskutek różnych nieporozumień towarzyskich miała na przedzie wybite kilka zębów[1]
- Jan Antolak (ps. Toni) - stary łobuz i szczwany paser
- Czesterfield - nazywany tak nie wiadomo dlaczego, utrzymuje z Balubą tzw. stosunki[2]
- Docent - sąsiad Zwolińskiego, umie zwęszyć okazję i zorganizować sobie alibi
- Anna Siedlecka - długowłosa narzeczona Zwolińskiego
- Szef (zwany Starym) - ma węch psa gończego
- Chrobik (albo Chwaściński) - kombinator z Bukowiny, procesował się ze Zwolińskim
- Marta[3] - sekretarka w redakcji
- Janusz Zimecki - notariusz, kolega Borowego i Zwolińskiego ze studiów
- Maciej Amerski - redaktor, współpracownik Zwolińskiego, analizował warunki pracy polskich załóg budujących cukrownie w Iraku[4]
- Stanisław Chamuczyński - wynajmuje obcokrajowcom lokale za dewizy
- Marian Gajsztler - przedwojenny właściciel posesji Jasielska 8
- Jan Nowak - niespodziewanie brat Chamuczyńskiego, również dokonuje machlojek z mieszkaniami
- Mirosław Górny - syn Nowaka i Górnej, właściciel mieszkania, w którym nie mieszka
- Anna Górna - matka Mirosława, żona Nowaka, kobieta postawna, o wyzywającej, mimo czterdziestu paru lat,
urodzie
- Józef Kaczyński - wraca z emigracji z USA i nieszczęśliwie zażywa środki nasenne ze skutkiem letalnym
Prokurator na “dobrowolnym wygnaniu” w Zakopanem odkrywa, że turysta, który uległ wypadkowi w Sylwestra[5], to jego dawny znajomy, dziennikarz. Podczas śledztwa w sprawie włamania, kradzieży i gwałtu w odnalezionych u włamywaczy fantach znajdują też rzeczy nieżyjącego Zwolińskiego. Niepełnosprytni włamywacze przyznają się, że nadano im mieszkanie po nekrologu w gazetach, ale twierdzą, że mieszkanie było już wcześniej przeszukane. Prokurator upiera się więc, że jego znajomy nie zginął przypadkiem, a został zamordowany. Metodą odpytywania kolejnych znajomych i współpracowników Zwolińskiego udaje się zrekonstruować sprawę, nad którą pracował, a która spowodowała, że stał się niewygodny. Zaskoczka fabularna - zbrodniarzem jest jfcóyal manwbzl cebxhengben v qrangn m pmnfój fghqrapxvpu, pupvjl abgnevhfm. Brakiem zaskoczenia jest natomiast, że prokurator przyatakowuje z przesłuchaniem dziennikarza na lotnisku po powrocie z długiego wyjazdu zagranicznego i nie pozwala mu nacieszyć się rodziną, tylko każe mu robić wizje lokalne (a potem bez skrupułów angażuje go w śledztwo).
Się pije: koniak.
W zdenerwowaniu się mówi: słowa typu “kurcze”.
Bawiąc-uczyć: wyłuszczone prawo własności lokalowej i zasady spekulacji nieruchomościami.
Estetyka: Usiadłem przy stoliku z serwetą we wściekle kolorowe pasy. Taki deseń mógł wymyśleć jedynie ktoś,
kto był chory psychicznie.
[1] Na szczęście szczerby układały się w miarę symetrycznie, co w jakimś stopniu łagodziło
uciążliwość estetyczną objawiania przez nią życzliwości.
[2]
Jak sobie przypominam, Czesterfield przyszedł do mnie koło godziny trzeciej po południu i zaproponował mnie odbycie stosunku płciowego. Ja się na tę propozycję zgodziłam i odbyłam stosunek płciowy z Czesterfieldem. Następnie Czesterfield wyciągnął przyniesione ze sobą pół litra wódki, którą wypiliśmy. Na moją propozycję, żeby Czesterfield dał mnie coś w zamian za stosunek płciowy powiedział on, że chwilowo jest bez forsy, bo cały bank trzyma Kalaput. doradził, żeby zgłosić się po wypłatę do Kalaputa. Ja nie traktowałam tego jako żart, gdyż współżyłam także z Kalaputem, od którego otrzymywałam kilkakrotnie różne prezenty. (...) Następnie udałam się do Kalaputa na ulicę Brzeską, którego zastałam w domu. Była to godzina siódma albo ósma wieczorem. Razem z Kalaputem wypiliśmy około pół litra wódki, a następnie Kalaput jeszcze ćwiartkę, ale już beze mnie, bo czułam się pijana. Po wypiciu tego alkoholu Kalaput zrobił mnie dobrze, po czym zasnął.
[3]
Ciemnowłosa sekretarka uśmiechnęła się na mój widok. Była na oko w szóstym miesiącu ciąży. Boże, kto tak skrzywdził tę piękną dziewczynę? - przemknęło mi przez myśl.
[4] Reportaże Amerskiego były równie budujące, jak nasze eksportowe osiągnięcia.
[5]
Orkiestra po raz któryś z kolei tej nocy grała „Ramaya".(...) Trzeba było dużej sztuki, żeby na sylwestra do „Watry" ściągnąć właśnie tę trupę [Stasiek i Jasiek], tylko pozornie rozrywkową, w rzeczywistości zaś dramatyczną, co z każdą godziną stawało się coraz bardziej oczywiste. Facet, tłukący w bębny, miał oblicze krasnoludka po dużej wódce i z trudem utrzymywał rytm, wyznaczany improwizacją zaplutego saksofonu. Pianista, tępo wpatrzony w pierwszy z brzegu stolik, przy którym kiwała się sennie rozłożysta blondyna, przebierał palcami po klawiaturze w sposób niekoniecznie zgodny z linią melodyczną forsowaną przez basy. Te ostatnie obsługiwał najwyraźniej skołowany grubas. Jeśli chodzi o wokalistkę, to zamilkła definitywnie w okolicach północy; jej chrypnący z minuty na minutę głos już znacznie wcześniej sygnalizował owo szczęśliwe w istocie rzeczy wydarzenie.
Tadeusz Kwiatkowski - Turysta #111
Spis osób:
- kapitan Smulski - interesuje się odmianą nazwisk i wynikami śledztwa
- porucznik Tomaszek - wysoki, barczysty, przywykły do noszenia munduru
- Franciszek Piwiński - zachciało mu się mleka nad ranem, bo we krwi 1.6 promila
- sierżant Zdobycz - pisze na maszynie jednym palcem
- Dańda - przystojny młody człowiek czuły na wdzięki kobiece[1]
- Wieczorek - przyjaciel Piwińskiego z Różanej
- Złotowska - lokatorka z Różanej, starsza pani, głucha, ale co trzeba, to słyszy
- Jan Możdżeń - roznosiciel mleka, nie uczył się, bo rękami więcej zarobi niż głową
- Bolek Siwiec - taki chudy, że same kości
- plutonowy Zięba - bobruje w krzakach za dowodami
- Wojciech Paliwoda - nie zna się na psychologii 10-latków
- Staszek Paliwoda - syn Wojciecha, znalazł zwłoki i nie tylko
- dozorczyni - wścibska baba oraz nie sprawia najlepszego wrażenia
- Sroczyński - ślusarz, fachowiec od delikatnego otwierania drzwi
- doktor Baryczko - patolog
- Janina Barabasz - nogi i inne części ciała miała w najlepszym wydaniu, przyrodnia siostra Siwca
- Kurt Breitner - wojenny lokator Złotowskiej, Gestapo, szrama na lewym policzku i brodawka koło ucha
Piwiński, słomiany wdowiec, udał się do kolegi na przyjęcie. Nad ranem, wracając z promilami do domu, połaszczył się na mleko, niestety zaprawione cyjankiem. Lokatorzy domu, w którym Piwiński spędził ostatni wieczór, skarżyli się, że mleko dostali 2 godziny później niż zwykle. Pani Złotowska się nie skarżyła, bo jakiś czas potem okazało się, że też nie żyje (uderzenie butelką w głowę), podobnie jak roznosiciel mleka, załatwiony cyjankiem w salami. W mieszkaniu Złotowskiej ktoś wykuł dziurę w ścianie i prawdopodobnie zabrał coś cennego. Idąc tropem roznosiciela, milicja znajduje niemiecką zapalniczkę i informację o białym mercedesie, co prowadzi do niejakiego Kurta Breitnera, obywatela RFN, w czasie wojny zatrudnionego w Gestapo, a aktualnie leżącego w ciężkim stanie po wypadku samochodowym w szpitalu. Sprawa kilku morderstw się wyjaśnia, ale zadra po okupacyjnej przeszłości zostaje[2].
Się pali: Tomaszek w samochodzie (ale dmucha dymem przez okno).
Się je: salami (którego milicjanci nie widzieli od kilku lat).
Się pije: Żywiec (bo upał, ale nie na koszt państwa).
Złote myśli: My dzisiaj pracujemy opierając się na nauce, aparaturze i wszelkich zdobyczach technicznych. Kojarzenie jest dobre, ale na podstawie danych naukowych!
W hallu komendy Tomaszek przystanął.
- No i jak będzie?
Dańda podniósł i opuścił ramiona.
- Będzie, jak będzie.
[1]
Wprawdzie charakter jego zawodu wykluczał jakikolwiek wpływ uroków kobiecych na jego pracę, lecz
porucznik nie mógł się oprzeć fascynacji tak piękną dziewczyną.
W południe zadzwoniła do Dańdy Janina Barabasz. (...)
- Umówimy się na randkę, dobrze?
- W biurze pracuję.
- A więc w jakiejś pobliskiej kawiarence.
- Po godzinach pracy.
- Ależ z pani służbistka!
- Przecież mam do czynienia z oficerem milicji.
- Nie jesteśmy tacy straszni. Chyba się pani przekonała. (...)
Odłożył słuchawkę. Nie krył przed sobą, że ucieszył się telefonem od tej dziewczyny. Podszedł do otwartego okna i tak ustawił szybę, by móc zobaczyć w niej swoje odbicie. Przygładził włosy i mrugnął wesoło sam do siebie.
Na szczęście nad morale milicji czuwa kapitan:
- Nie należy wierzyć nikomu. Nieraz trzeba sprawdzić i dziesięć razy to, co mówią świadkowie, aż wyjdzie szydło z worka - kapitan najwyraźniej nie miał najlepszego humoru. - To pewnie ładna kobieta, co?
Tomaszek spojrzał z ukosa na Dańdę. Uśmiechnął się.
- Chyba tak.
Kapitan pokiwał głową i westchnął.
- W waszym wieku wierzy się bardziej kobietom. Ale wbijcie sobie do głowy, że dla milicjanta nie ma ładnych kobiet, oczywiście wśród tych, które łączy coś z dochodzeniem. Nie ma! - klepnął Dańdę po ramieniu. - Ładna jest?
Dańda, nieco zbity z tropu, przyznał półgłosem:
- Ładna.
- I sprawa załatwiona. Ładna nie może kłamać, nie może oszukać. Oj, chłopcy, chłopcy!
Niechcący dotknął kolanem jej uda. Zrobiło mu się gorąco. Chciał jej wierzyć, ale może Smulski miał słuszność, że urodziwe dziewczyny mają większe szanse, by kłamać i zdobyć zaufanie? Podobała mu się i wszystko, co mówiła, wydawało mu się wiarygodne.
[2]
- Przegranych nazywa się zbrodniarzami. Zwycięzców bohaterami - uśmiechnął się Breitner - macie słuszność. Czytałem o kolegach, którym wytoczono procesy. Cóż, byli przecież tylko wykonawcami poleceń swych władz, a odpowiadali, jakby od nich zależało tępienie wrogów. (...) Nie mam do dziś dnia poczucia winy. Byłem żołnierzem.
- Żołnierzem? Gestapowcem. To chyba coś innego?
- Och, to są niuanse, które wy tylko rozróżniacie. Wszyscy Niemcy byli żołnierzami i walczyli dla dobra swego kraju.
Inne z tego cyklu tutaj.
#6 (przeczytałam też po raz kolejny EW110).
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 15, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021
- 2 komentarze
- Skomentuj
Marek Rymuszko - Sprawa osobista #109
Spis osób:
- prokurator Borowy - narrator, tańczy wyjątkowo podle
- Ela - robi doktorat ze zobowiązań, nadzwyczaj miła dziewczyna i z zasadami
- Tosiek - były woźny sądowy, aktualnie szatniarz w Watrze, ma głos dudniący niczym karabin maszynowy
- Grażyna - była żona prokuratora, projektantka mody, eksplodowała pomysłami (nieistotna dla fabuły)
- porucznik Łabędzki - wezwany przez GOPR do wypadku, ma podejrzenia
- Michał Stępień - GOPR, specjalista od najtrudniejszych albo najmniej wdzięcznych akcji
- doktor Sęporek - patolog, nie ma podejrzeń
- Andrzej Zwoliński - reporter sądowy, kolega ze studiów Borowego
- porucznik Roman Żaczyk - zwany żartobliwie Colombo, ale nie lubi tego przezwiska
- Stanisław (ps. Kalaput) - zatrzymany z pierścionkami ze skoku w Aninie
- Marzena Czajko (ps. Baluba) - wskutek różnych nieporozumień towarzyskich miała na przedzie wybite kilka zębów[1]
- Jan Antolak (ps. Toni) - stary łobuz i szczwany paser
- Czesterfield - nazywany tak nie wiadomo dlaczego, utrzymuje z Balubą tzw. stosunki[2]
- Docent - sąsiad Zwolińskiego, umie zwęszyć okazję i zorganizować sobie alibi
- Anna Siedlecka - długowłosa narzeczona Zwolińskiego
- Szef (zwany Starym) - ma węch psa gończego
- Chrobik (albo Chwaściński) - kombinator z Bukowiny, procesował się ze Zwolińskim
- Marta[3] - sekretarka w redakcji
- Janusz Zimecki - notariusz, kolega Borowego i Zwolińskiego ze studiów
- Maciej Amerski - redaktor, współpracownik Zwolińskiego, analizował warunki pracy polskich załóg budujących cukrownie w Iraku[4]
- Stanisław Chamuczyński - wynajmuje obcokrajowcom lokale za dewizy
- Marian Gajsztler - przedwojenny właściciel posesji Jasielska 8
- Jan Nowak - niespodziewanie brat Chamuczyńskiego, również dokonuje machlojek z mieszkaniami
- Mirosław Górny - syn Nowaka i Górnej, właściciel mieszkania, w którym nie mieszka
- Anna Górna - matka Mirosława, żona Nowaka, kobieta postawna, o wyzywającej, mimo czterdziestu paru lat,
urodzie
- Józef Kaczyński - wraca z emigracji z USA i nieszczęśliwie zażywa środki nasenne ze skutkiem letalnym
Prokurator na “dobrowolnym wygnaniu” w Zakopanem odkrywa, że turysta, który uległ wypadkowi w Sylwestra[5], to jego dawny znajomy, dziennikarz. Podczas śledztwa w sprawie włamania, kradzieży i gwałtu w odnalezionych u włamywaczy fantach znajdują też rzeczy nieżyjącego Zwolińskiego. Niepełnosprytni włamywacze przyznają się, że nadano im mieszkanie po nekrologu w gazetach, ale twierdzą, że mieszkanie było już wcześniej przeszukane. Prokurator upiera się więc, że jego znajomy nie zginął przypadkiem, a został zamordowany. Metodą odpytywania kolejnych znajomych i współpracowników Zwolińskiego udaje się zrekonstruować sprawę, nad którą pracował, a która spowodowała, że stał się niewygodny. Zaskoczka fabularna - zbrodniarzem jest jfcóyal manwbzl cebxhengben v qrangn m pmnfój fghqrapxvpu, pupvjl abgnevhfm. Brakiem zaskoczenia jest natomiast, że prokurator przyatakowuje z przesłuchaniem dziennikarza na lotnisku po powrocie z długiego wyjazdu zagranicznego i nie pozwala mu nacieszyć się rodziną, tylko każe mu robić wizje lokalne (a potem bez skrupułów angażuje go w śledztwo).
Się pije: koniak.
W zdenerwowaniu się mówi: słowa typu “kurcze”.
Bawiąc-uczyć: wyłuszczone prawo własności lokalowej i zasady spekulacji nieruchomościami.
Estetyka: Usiadłem przy stoliku z serwetą we wściekle kolorowe pasy. Taki deseń mógł wymyśleć jedynie ktoś,
kto był chory psychicznie.
[1] Na szczęście szczerby układały się w miarę symetrycznie, co w jakimś stopniu łagodziło
uciążliwość estetyczną objawiania przez nią życzliwości.
[2]
Jak sobie przypominam, Czesterfield przyszedł do mnie koło godziny trzeciej po południu i zaproponował mnie odbycie stosunku płciowego. Ja się na tę propozycję zgodziłam i odbyłam stosunek płciowy z Czesterfieldem. Następnie Czesterfield wyciągnął przyniesione ze sobą pół litra wódki, którą wypiliśmy. Na moją propozycję, żeby Czesterfield dał mnie coś w zamian za stosunek płciowy powiedział on, że chwilowo jest bez forsy, bo cały bank trzyma Kalaput. doradził, żeby zgłosić się po wypłatę do Kalaputa. Ja nie traktowałam tego jako żart, gdyż współżyłam także z Kalaputem, od którego otrzymywałam kilkakrotnie różne prezenty. (...) Następnie udałam się do Kalaputa na ulicę Brzeską, którego zastałam w domu. Była to godzina siódma albo ósma wieczorem. Razem z Kalaputem wypiliśmy około pół litra wódki, a następnie Kalaput jeszcze ćwiartkę, ale już beze mnie, bo czułam się pijana. Po wypiciu tego alkoholu Kalaput zrobił mnie dobrze, po czym zasnął.
[3]
Ciemnowłosa sekretarka uśmiechnęła się na mój widok. Była na oko w szóstym miesiącu ciąży. Boże, kto tak skrzywdził tę piękną dziewczynę? - przemknęło mi przez myśl.
[4] Reportaże Amerskiego były równie budujące, jak nasze eksportowe osiągnięcia.
[5]
Orkiestra po raz któryś z kolei tej nocy grała „Ramaya".(...) Trzeba było dużej sztuki, żeby na sylwestra do „Watry" ściągnąć właśnie tę trupę [Stasiek i Jasiek], tylko pozornie rozrywkową, w rzeczywistości zaś dramatyczną, co z każdą godziną stawało się coraz bardziej oczywiste. Facet, tłukący w bębny, miał oblicze krasnoludka po dużej wódce i z trudem utrzymywał rytm, wyznaczany improwizacją zaplutego saksofonu. Pianista, tępo wpatrzony w pierwszy z brzegu stolik, przy którym kiwała się sennie rozłożysta blondyna, przebierał palcami po klawiaturze w sposób niekoniecznie zgodny z linią melodyczną forsowaną przez basy. Te ostatnie obsługiwał najwyraźniej skołowany grubas. Jeśli chodzi o wokalistkę, to zamilkła definitywnie w okolicach północy; jej chrypnący z minuty na minutę głos już znacznie wcześniej sygnalizował owo szczęśliwe w istocie rzeczy wydarzenie.
Tadeusz Kwiatkowski - Turysta #111
Spis osób:
- kapitan Smulski - interesuje się odmianą nazwisk i wynikami śledztwa
- porucznik Tomaszek - wysoki, barczysty, przywykły do noszenia munduru
- Franciszek Piwiński - zachciało mu się mleka nad ranem, bo we krwi 1.6 promila
- sierżant Zdobycz - pisze na maszynie jednym palcem
- Dańda - przystojny młody człowiek czuły na wdzięki kobiece[1]
- Wieczorek - przyjaciel Piwińskiego z Różanej
- Złotowska - lokatorka z Różanej, starsza pani, głucha, ale co trzeba, to słyszy
- Jan Możdżeń - roznosiciel mleka, nie uczył się, bo rękami więcej zarobi niż głową
- Bolek Siwiec - taki chudy, że same kości
- plutonowy Zięba - bobruje w krzakach za dowodami
- Wojciech Paliwoda - nie zna się na psychologii 10-latków
- Staszek Paliwoda - syn Wojciecha, znalazł zwłoki i nie tylko
- dozorczyni - wścibska baba oraz nie sprawia najlepszego wrażenia
- Sroczyński - ślusarz, fachowiec od delikatnego otwierania drzwi
- doktor Baryczko - patolog
- Janina Barabasz - nogi i inne części ciała miała w najlepszym wydaniu, przyrodnia siostra Siwca
- Kurt Breitner - wojenny lokator Złotowskiej, Gestapo, szrama na lewym policzku i brodawka koło ucha
Piwiński, słomiany wdowiec, udał się do kolegi na przyjęcie. Nad ranem, wracając z promilami do domu, połaszczył się na mleko, niestety zaprawione cyjankiem. Lokatorzy domu, w którym Piwiński spędził ostatni wieczór, skarżyli się, że mleko dostali 2 godziny później niż zwykle. Pani Złotowska się nie skarżyła, bo jakiś czas potem okazało się, że też nie żyje (uderzenie butelką w głowę), podobnie jak roznosiciel mleka, załatwiony cyjankiem w salami. W mieszkaniu Złotowskiej ktoś wykuł dziurę w ścianie i prawdopodobnie zabrał coś cennego. Idąc tropem roznosiciela, milicja znajduje niemiecką zapalniczkę i informację o białym mercedesie, co prowadzi do niejakiego Kurta Breitnera, obywatela RFN, w czasie wojny zatrudnionego w Gestapo, a aktualnie leżącego w ciężkim stanie po wypadku samochodowym w szpitalu. Sprawa kilku morderstw się wyjaśnia, ale zadra po okupacyjnej przeszłości zostaje[2].
Się pali: Tomaszek w samochodzie (ale dmucha dymem przez okno).
Się je: salami (którego milicjanci nie widzieli od kilku lat).
Się pije: Żywiec (bo upał, ale nie na koszt państwa).
Złote myśli: My dzisiaj pracujemy opierając się na nauce, aparaturze i wszelkich zdobyczach technicznych. Kojarzenie jest dobre, ale na podstawie danych naukowych!
W hallu komendy Tomaszek przystanął.
- No i jak będzie?
Dańda podniósł i opuścił ramiona.
- Będzie, jak będzie.
[1]
Wprawdzie charakter jego zawodu wykluczał jakikolwiek wpływ uroków kobiecych na jego pracę, lecz
porucznik nie mógł się oprzeć fascynacji tak piękną dziewczyną.
W południe zadzwoniła do Dańdy Janina Barabasz. (...)
- Umówimy się na randkę, dobrze?
- W biurze pracuję.
- A więc w jakiejś pobliskiej kawiarence.
- Po godzinach pracy.
- Ależ z pani służbistka!
- Przecież mam do czynienia z oficerem milicji.
- Nie jesteśmy tacy straszni. Chyba się pani przekonała. (...)
Odłożył słuchawkę. Nie krył przed sobą, że ucieszył się telefonem od tej dziewczyny. Podszedł do otwartego okna i tak ustawił szybę, by móc zobaczyć w niej swoje odbicie. Przygładził włosy i mrugnął wesoło sam do siebie.
Na szczęście nad morale milicji czuwa kapitan:
- Nie należy wierzyć nikomu. Nieraz trzeba sprawdzić i dziesięć razy to, co mówią świadkowie, aż wyjdzie szydło z worka - kapitan najwyraźniej nie miał najlepszego humoru. - To pewnie ładna kobieta, co?
Tomaszek spojrzał z ukosa na Dańdę. Uśmiechnął się.
- Chyba tak.
Kapitan pokiwał głową i westchnął.
- W waszym wieku wierzy się bardziej kobietom. Ale wbijcie sobie do głowy, że dla milicjanta nie ma ładnych kobiet, oczywiście wśród tych, które łączy coś z dochodzeniem. Nie ma! - klepnął Dańdę po ramieniu. - Ładna jest?
Dańda, nieco zbity z tropu, przyznał półgłosem:
- Ładna.
- I sprawa załatwiona. Ładna nie może kłamać, nie może oszukać. Oj, chłopcy, chłopcy!
Niechcący dotknął kolanem jej uda. Zrobiło mu się gorąco. Chciał jej wierzyć, ale może Smulski miał słuszność, że urodziwe dziewczyny mają większe szanse, by kłamać i zdobyć zaufanie? Podobała mu się i wszystko, co mówiła, wydawało mu się wiarygodne.
[2]
- Przegranych nazywa się zbrodniarzami. Zwycięzców bohaterami - uśmiechnął się Breitner - macie słuszność. Czytałem o kolegach, którym wytoczono procesy. Cóż, byli przecież tylko wykonawcami poleceń swych władz, a odpowiadali, jakby od nich zależało tępienie wrogów. (...) Nie mam do dziś dnia poczucia winy. Byłem żołnierzem.
- Żołnierzem? Gestapowcem. To chyba coś innego?
- Och, to są niuanse, które wy tylko rozróżniacie. Wszyscy Niemcy byli żołnierzami i walczyli dla dobra swego kraju.
Inne z tego cyklu tutaj.
#6 (przeczytałam też po raz kolejny EW110).
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 15, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2021
- 2 komentarze
- Skomentuj
... z podtytułem “Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera”. Autorka podejmuje początkowo oczywistą dla niej decyzję o opiece nad starzejącymi się teściami; Morris ma coraz większe problemy z chodzeniem, Nancy jest sprawna fizycznie, ale szwankuje jej umysł. W celu pomieszczenia trzypokoleniowej rodziny (oprócz teściów i męża jest też trójka dorastających dzieci), Nancy i Chris kupują duży dom na północy Szkocji bo tam taniej niż gdzie indziej. Chris pracuje częściowo zdalnie, ale też często wyjeżdża, Nancy jest pisarką, może przecież pisać gdziekolwiek, liczy też na to, że dzikie piękno okolic da jej dobre tło do powstających powieści; dodatkowo planują też w dużym domu urządzić pensjonat dla podratowania budżetu. Rozdziały pokazujące narastające trudności dla całej rodziny[1], spowodowane rozpadem osobowości Nancy pod wpływem choroby, przeplatają się z rozdziałami popularno-naukowymi, opisującymi w miarę (książka wydana była w 2009 roku) aktualny stan badań nad chorobą alzheimera i demencji.
To smutna i niejednoznaczna próba pokazania doświadczenia rozpadu osobowości chorego i wpływu tego na resztę rodziny. Autorka mierzy się z obiegową opinią o wygodzie rodzin wyrzucających chorych krewnych do domu opieki, którą sama początkowo podziela, stąd decyzja; w pewnym momencie psychiczny koszt opieki i obciążenie, jakie ponoszą wszyscy, którzy z Nancy mieszkają, weryfikuje to podejście. Zajmowanie się rozpadającym się psychicznie krewnym porównane jest do odwrotnego procesu wychowania dziecka - osoba traci pamięć (co powoduje permanentny stan paniki i narastającą paranoję, a co za tym idzie nienawiść do opiekunów), umiejętności społeczne (agresja, przeklinanie) czy zrozumienie mechanizmów funkcjonowania świata (niechęć do zabiegów higienicznych, utrata wstrętu do fekaliów, brak zrozumienia działania rzeczy typu sztućce czy klamka), dodatkowo nie ma w finale nagrody ani zwycięstwa jak w przypadku dziecka; sporą rolę odgrywa też to, że cały czas mowa jest o silnej osobie dorosłej, która potrafi reagować agresją na pomoc przy myciu zębów czy przebieraniu. Nie ma tu wygranych - Andrea żałuje zarówno decyzji o podjęciu opieki (pensjonatu nie da się prowadzić profesjonalnie z osobą z demencją, podobnie jak nie da się pisać książek i utrzymać rodziny i siebie w zdrowiu psychicznym), jak i późniejszej decyzji o przekazaniu teściów do domu opieki, bo to też nie jest łatwe i oczywiste.
Dodatkowo artykuł autorki o opiece instytucjonalnej nad pacjentami z demencją.
[1] Sytuacja doprowadza wielokrotnie Chrisa do wściekłości, kiedy Nancy przestaje rozpoznawać najbliższą rodzinę, jest agresywna w stosunku do dzieci oraz coraz bardziej nienawidzi Andrei, słabo znosi wszystko Morris, który - wprawdzie sprawny intelektualnie - poddaje się chorobliwej paranoi i zaczyna obarczać winą za swoje coraz gorsze zdrowie syna i synową oraz ich decyzję o przeprowadzce na prowincję. Cierpią dzieci, obserwując dawniej kochającą babcię, która na nich krzyczy i potrafi uderzyć. Ale największą ofiarą całej sytuacji jest Andrea, która nie jest w stanie pisać, przeładowana dodatkową pracą i ciężarem odpowiedzialności:
Nie wyobrażałam sobie, że moi teściowie tak szybko staną się całkowicie bierni, nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą – ale właśnie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... z podtytułem “Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera”. Autorka podejmuje początkowo oczywistą dla niej decyzję o opiece nad starzejącymi się teściami; Morris ma coraz większe problemy z chodzeniem, Nancy jest sprawna fizycznie, ale szwankuje jej umysł. W celu pomieszczenia trzypokoleniowej rodziny (oprócz teściów i męża jest też trójka dorastających dzieci), Nancy i Chris kupują duży dom na północy Szkocji bo tam taniej niż gdzie indziej. Chris pracuje częściowo zdalnie, ale też często wyjeżdża, Nancy jest pisarką, może przecież pisać gdziekolwiek, liczy też na to, że dzikie piękno okolic da jej dobre tło do powstających powieści; dodatkowo planują też w dużym domu urządzić pensjonat dla podratowania budżetu. Rozdziały pokazujące narastające trudności dla całej rodziny[1], spowodowane rozpadem osobowości Nancy pod wpływem choroby, przeplatają się z rozdziałami popularno-naukowymi, opisującymi w miarę (książka wydana była w 2009 roku) aktualny stan badań nad chorobą alzheimera i demencji.
To smutna i niejednoznaczna próba pokazania doświadczenia rozpadu osobowości chorego i wpływu tego na resztę rodziny. Autorka mierzy się z obiegową opinią o wygodzie rodzin wyrzucających chorych krewnych do domu opieki, którą sama początkowo podziela, stąd decyzja; w pewnym momencie psychiczny koszt opieki i obciążenie, jakie ponoszą wszyscy, którzy z Nancy mieszkają, weryfikuje to podejście. Zajmowanie się rozpadającym się psychicznie krewnym porównane jest do odwrotnego procesu wychowania dziecka - osoba traci pamięć (co powoduje permanentny stan paniki i narastającą paranoję, a co za tym idzie nienawiść do opiekunów), umiejętności społeczne (agresja, przeklinanie) czy zrozumienie mechanizmów funkcjonowania świata (niechęć do zabiegów higienicznych, utrata wstrętu do fekaliów, brak zrozumienia działania rzeczy typu sztućce czy klamka), dodatkowo nie ma w finale nagrody ani zwycięstwa jak w przypadku dziecka; sporą rolę odgrywa też to, że cały czas mowa jest o silnej osobie dorosłej, która potrafi reagować agresją na pomoc przy myciu zębów czy przebieraniu. Nie ma tu wygranych - Andrea żałuje zarówno decyzji o podjęciu opieki (pensjonatu nie da się prowadzić profesjonalnie z osobą z demencją, podobnie jak nie da się pisać książek i utrzymać rodziny i siebie w zdrowiu psychicznym), jak i późniejszej decyzji o przekazaniu teściów do domu opieki, bo to też nie jest łatwe i oczywiste.
Dodatkowo artykuł autorki o opiece instytucjonalnej nad pacjentami z demencją.
[1] Sytuacja doprowadza wielokrotnie Chrisa do wściekłości, kiedy Nancy przestaje rozpoznawać najbliższą rodzinę, jest agresywna w stosunku do dzieci oraz coraz bardziej nienawidzi Andrei, słabo znosi wszystko Morris, który - wprawdzie sprawny intelektualnie - poddaje się chorobliwej paranoi i zaczyna obarczać winą za swoje coraz gorsze zdrowie syna i synową oraz ich decyzję o przeprowadzce na prowincję. Cierpią dzieci, obserwując dawniej kochającą babcię, która na nich krzyczy i potrafi uderzyć. Ale największą ofiarą całej sytuacji jest Andrea, która nie jest w stanie pisać, przeładowana dodatkową pracą i ciężarem odpowiedzialności:
Nie wyobrażałam sobie, że moi teściowie tak szybko staną się całkowicie bierni, nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą – ale właśnie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie.
#5
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 14, 2021
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2021
- 0 komentarzy
- Skomentuj
“Animals” to trzy sezony animacji o nowojorskich zwierzętach, z okolicznościowymi wstawkami nieanimowanymi. Poszczególne odcinki opowiadają niezależne historie, ale całość sezonu spięta jest jakąś klamrą fabularną z perspektywy człowieka - wyborów nieuczciwego burmistrza, laboratorium wytwarzającego szkodliwą substancję, a w efekcie powodującą kataklizm w Nowym Jorku, czy próbę zniwelowania skutków kataklizmu. Każdy odcinek - czy to wśród szczurów, gołębi, psów, kotów czy wiewiórek - to jakaś historia przyjaźni bądź konfliktu między Philem Matarese a Mikiem Luciano (twórców serialu). Głosy podkładają znani aktorzy (i jest ich dużo), w części nie animowanej pojawia się RuPaul czy Demi Moore.
I tu mam pewien zgryz, bo mi ten serial zwyczajnie nie podszedł, ani pod względem animacji, ani humoru. Dużo żartów fekalnych, dialogi mocno wulgarne (a wierzcie mi, nie jestem z tych, których brzydkie słowo jakoś specjalnie uwiera), akcja często dilerska - purnonsens, umowność i absurd, ale w takiej formie, która mi nie pasowała.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 13, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
“Animals” to trzy sezony animacji o nowojorskich zwierzętach, z okolicznościowymi wstawkami nieanimowanymi. Poszczególne odcinki opowiadają niezależne historie, ale całość sezonu spięta jest jakąś klamrą fabularną z perspektywy człowieka - wyborów nieuczciwego burmistrza, laboratorium wytwarzającego szkodliwą substancję, a w efekcie powodującą kataklizm w Nowym Jorku, czy próbę zniwelowania skutków kataklizmu. Każdy odcinek - czy to wśród szczurów, gołębi, psów, kotów czy wiewiórek - to jakaś historia przyjaźni bądź konfliktu między Philem Matarese a Mikiem Luciano (twórców serialu). Głosy podkładają znani aktorzy (i jest ich dużo), w części nie animowanej pojawia się RuPaul czy Demi Moore.
I tu mam pewien zgryz, bo mi ten serial zwyczajnie nie podszedł, ani pod względem animacji, ani humoru. Dużo żartów fekalnych, dialogi mocno wulgarne (a wierzcie mi, nie jestem z tych, których brzydkie słowo jakoś specjalnie uwiera), akcja często dilerska - purnonsens, umowność i absurd, ale w takiej formie, która mi nie pasowała.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 13, 2021
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj