Że wódka, wino i co ino przytępiają zdolności. Wiadomo. Pani bardzo sympatyczna, ale opowiadała o tym wszystkim w tonie objawienia. Że jak się wypije wineczka wieczorem, to rano można mieć promile. Że jak się użyje narkotyków, nawet miękkich, to są testy, co wykażą. Że są leki, po których. Plus przykłady z życia. I że ci ludzie, co to ich zgarniają za jazdę pod wpływem, to oni głównie z niewiedzy. I głównie panowie. Takie tam.
Rozbawiły mnie dwie rzeczy. Dziewczę, które - mam wrażenie, że na użytek domowej kłótni - pytało o to, czy to prawda, że jak jej mąż mówi, że może prowadzić po kieliszku wina, to ma rację, czy nie ma? I pani psycholog, wspominająca o kierowcach z syndromem Mad Maksa, stwierdziła, że tak w ogóle to nie wie, skąd dokładnie ta nazwa, ale był taki film z Melem Gibsonem. Ciężki jest żywot człowieka renesansu, który musi objaśniać na kursie pokrótce fabułę klasyki.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 26, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje prawo jazdy -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczęło się zapewne od tego, że w jednym z odcinków "Scrubs" pojawiła się Courtney Cox w roli diabolicznej pani ordynator i od razu zakumplowała się z jędzowatą żoną doktora Coxa, Jordan. Obie panie to ryczące czterdziestki, podrywające w knajpach młodszych mężczyzn (Christa Miller bardziej rycząca, bo ktoś ją skrzywdził botoksem), a że formuła Scrubs się wymydliła, to pewnie twórcom szkoda było tego potencjału marnować i przerzucili je do "Cougar Town", dziejące się w pięknym i słonecznym mieście Sarasota na Florydzie.
Jules (CC) właśnie się rozwiodła z dziecinnym mężem Bobbym, ale pozostając w przyjaźni razem opiekują się prawie pełnoletnim synem Travisem. Jules nie jest przygotowana na to, że świat samotnej kobiety po 40. jest trochę dziwny, trochę straszny. Bardzo boi się, żeby nie dostać etykietki "cougara" (pumy), ale zaczyna ponownie chodzić na randki, usiłując połączyć to z rolą matki.
Ellie ma w miarę świeże dziecko i tęskni za czasami, kiedy była bezdzietną bywalczynią klubów (chociaż nie oszukujmy się - teraz głównie przesiaduje w domu Jules, popijając wino i wygłaszając kąśliwe uwagi). Mąż Ellie, Andy, zazdrości Bobbiemu, który mieszka na parkingu w łódce, ale to są rzeczy, które nie przystoją nawet bardzo infantylnej głowie rodziny. Przynajmniej oficjalnie. Laurie, młodsza współpracowniczka Jules, jest dużą, elokwentną dziewczyną z powodzeniem u mężczyzn, ale niekoniecznie potrafiącą poradzić sobie w nagle dorosłym życiu. Andy, sąsiad Jules, również chwilę temu się rozwiódł i teraz sypia z co noc to inną 20-latką. Kiedy nie sypia, prowadzi bar, w którym się wszyscy znajomi spotykają. W tle pojawia się rasowa puma, Barbara, która komentuje podrywki Jules i emituje swoje poprawione chirurgicznie piersi i brak zmarszczek.
Zaskakująco ciepły, autoironiczny, miejscami niespecjalnie intelektualny, ale zabawny. Godny następca "Scrubs", tyle że pozbawiony szpitalnej dramy i wzruszeń. Jakby nie to, że głównie jest o ryćkaniu, to powiedziałabym, że to serial familijny.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 26, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zaczęło się zapewne od tego, że w jednym z odcinków "Scrubs" pojawiła się Courtney Cox w roli diabolicznej pani ordynator i od razu zakumplowała się z jędzowatą żoną doktora Coxa, Jordan. Obie panie to ryczące czterdziestki, podrywające w knajpach młodszych mężczyzn (Christa Miller bardziej rycząca, bo ktoś ją skrzywdził botoksem), a że formuła Scrubs się wymydliła, to pewnie twórcom szkoda było tego potencjału marnować i przerzucili je do "Cougar Town", dziejące się w pięknym i słonecznym mieście Sarasota na Florydzie.
Jules (CC) właśnie się rozwiodła z dziecinnym mężem Bobbym, ale pozostając w przyjaźni razem opiekują się prawie pełnoletnim synem Travisem. Jules nie jest przygotowana na to, że świat samotnej kobiety po 40. jest trochę dziwny, trochę straszny. Bardzo boi się, żeby nie dostać etykietki "cougara" (pumy), ale zaczyna ponownie chodzić na randki, usiłując połączyć to z rolą matki.
Ellie ma w miarę świeże dziecko i tęskni za czasami, kiedy była bezdzietną bywalczynią klubów (chociaż nie oszukujmy się - teraz głównie przesiaduje w domu Jules, popijając wino i wygłaszając kąśliwe uwagi). Mąż Ellie, Andy, zazdrości Bobbiemu, który mieszka na parkingu w łódce, ale to są rzeczy, które nie przystoją nawet bardzo infantylnej głowie rodziny. Przynajmniej oficjalnie. Laurie, młodsza współpracowniczka Jules, jest dużą, elokwentną dziewczyną z powodzeniem u mężczyzn, ale niekoniecznie potrafiącą poradzić sobie w nagle dorosłym życiu. Andy, sąsiad Jules, również chwilę temu się rozwiódł i teraz sypia z co noc to inną 20-latką. Kiedy nie sypia, prowadzi bar, w którym się wszyscy znajomi spotykają. W tle pojawia się rasowa puma, Barbara, która komentuje podrywki Jules i emituje swoje poprawione chirurgicznie piersi i brak zmarszczek.
Zaskakująco ciepły, autoironiczny, miejscami niespecjalnie intelektualny, ale zabawny. Godny następca "Scrubs", tyle że pozbawiony szpitalnej dramy i wzruszeń. Jakby nie to, że głównie jest o ryćkaniu, to powiedziałabym, że to serial familijny.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 26, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaczęło się zapewne od tego, że w jednym z odcinków "Scrubs" pojawiła się Courtney Cox w roli diabolicznej pani ordynator i od razu zakumplowała się z jędzowatą żoną doktora Coxa, Jordan. Obie panie to ryczące czterdziestki, podrywające w knajpach młodszych mężczyzn (Christa Miller bardziej rycząca, bo ktoś ją skrzywdził botoksem), a że formuła Scrubs się wymydliła, to pewnie twórcom szkoda było tego potencjału marnować i przerzucili je do "Cougar Town", dziejące się w pięknym i słonecznym mieście Sarasota na Florydzie.
Jules (CC) właśnie się rozwiodła z dziecinnym mężem Bobbym, ale pozostając w przyjaźni razem opiekują się prawie pełnoletnim synem Travisem. Jules nie jest przygotowana na to, że świat samotnej kobiety po 40. jest trochę dziwny, trochę straszny. Bardzo boi się, żeby nie dostać etykietki "cougara" (pumy), ale zaczyna ponownie chodzić na randki, usiłując połączyć to z rolą matki.
Ellie ma w miarę świeże dziecko i tęskni za czasami, kiedy była bezdzietną bywalczynią klubów (chociaż nie oszukujmy się - teraz głównie przesiaduje w domu Jules, popijając wino i wygłaszając kąśliwe uwagi). Mąż Ellie, Andy, zazdrości Bobbiemu, który mieszka na parkingu w łódce, ale to są rzeczy, które nie przystoją nawet bardzo infantylnej głowie rodziny. Przynajmniej oficjalnie. Laurie, młodsza współpracowniczka Jules, jest dużą, elokwentną dziewczyną z powodzeniem u mężczyzn, ale niekoniecznie potrafiącą poradzić sobie w nagle dorosłym życiu. Andy, sąsiad Jules, również chwilę temu się rozwiódł i teraz sypia z co noc to inną 20-latką. Kiedy nie sypia, prowadzi bar, w którym się wszyscy znajomi spotykają. W tle pojawia się rasowa puma, Barbara, która komentuje podrywki Jules i emituje swoje poprawione chirurgicznie piersi i brak zmarszczek.
Zaskakująco ciepły, autoironiczny, miejscami niespecjalnie intelektualny, ale zabawny. Godny następca "Scrubs", tyle że pozbawiony szpitalnej dramy i wzruszeń. Jakby nie to, że głównie jest o ryćkaniu, to powiedziałabym, że to serial familijny.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 26, 2010
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Nudno, bo bardzo merytorycznie.
Zirytowały mnie skądinąd współuczestniczące panie. Zajęcia długie, 4 godziny lekcyjne. Ratowniczka sugeruje, żeby było sprawnie i szybko, to szybciej skończymy. Jasne, jasne. Po minucie ogólnego patrzenia w stopy zgłosiłam się do roli ofiary, bo ile można czekać, aż panie przezwyciężą nieśmiałość. Nic nie tracę, jedynie mnie sponiewierają trochę na wykładzinie. To samo przy ćwiczeniu reanimacji na manekinie. Kto teraz? Przedłużająca się cisza i łapanka w wykonaniu ratowniczki. Kto jeszcze nie? Cisza, spojrzenia w sufit. Pytania z testów. Ratowniczka czyta pytanie - cisza, wszystkie panie ślepią w testy. Skończyło się jak zawsze, czyli ratowniczka czytała pytania, a ja odpowiadałam, a panie potakiwały. Nie-na-wi-dzę. Skąd się ten bezwład i "o rany, tylko nie mnie, a sama się nie zgłoszę".
PS Konkurs bez nagród. Która z uczestniczek kursu na pytanie "Czemu nie należy wyciągać z rany ciała obcego, na przykład noża, odpowiedziała: Żeby nie zostawiać odcisków palców"?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 25, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje prawo jazdy -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Nudno, bo bardzo merytorycznie.
Zirytowały mnie skądinąd współuczestniczące panie. Zajęcia długie, 4 godziny lekcyjne. Ratowniczka sugeruje, żeby było sprawnie i szybko, to szybciej skończymy. Jasne, jasne. Po minucie ogólnego patrzenia w stopy zgłosiłam się do roli ofiary, bo ile można czekać, aż panie przezwyciężą nieśmiałość. Nic nie tracę, jedynie mnie sponiewierają trochę na wykładzinie. To samo przy ćwiczeniu reanimacji na manekinie. Kto teraz? Przedłużająca się cisza i łapanka w wykonaniu ratowniczki. Kto jeszcze nie? Cisza, spojrzenia w sufit. Pytania z testów. Ratowniczka czyta pytanie - cisza, wszystkie panie ślepią w testy. Skończyło się jak zawsze, czyli ratowniczka czytała pytania, a ja odpowiadałam, a panie potakiwały. Nie-na-wi-dzę. Skąd się ten bezwład i "o rany, tylko nie mnie, a sama się nie zgłoszę".
PS Konkurs bez nagród. Która z uczestniczek kursu na pytanie "Czemu nie należy wyciągać z rany ciała obcego, na przykład noża, odpowiedziała: Żeby nie zostawiać odcisków palców"?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 25, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nudno, bo bardzo merytorycznie.
Zirytowały mnie skądinąd współuczestniczące panie. Zajęcia długie, 4 godziny lekcyjne. Ratowniczka sugeruje, żeby było sprawnie i szybko, to szybciej skończymy. Jasne, jasne. Po minucie ogólnego patrzenia w stopy zgłosiłam się do roli ofiary, bo ile można czekać, aż panie przezwyciężą nieśmiałość. Nic nie tracę, jedynie mnie sponiewierają trochę na wykładzinie. To samo przy ćwiczeniu reanimacji na manekinie. Kto teraz? Przedłużająca się cisza i łapanka w wykonaniu ratowniczki. Kto jeszcze nie? Cisza, spojrzenia w sufit. Pytania z testów. Ratowniczka czyta pytanie - cisza, wszystkie panie ślepią w testy. Skończyło się jak zawsze, czyli ratowniczka czytała pytania, a ja odpowiadałam, a panie potakiwały. Nie-na-wi-dzę. Skąd się ten bezwład i "o rany, tylko nie mnie, a sama się nie zgłoszę".
PS Konkurs bez nagród. Która z uczestniczek kursu na pytanie "Czemu nie należy wyciągać z rany ciała obcego, na przykład noża, odpowiedziała: Żeby nie zostawiać odcisków palców"?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 25, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje prawo jazdy -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Czasem tak jest, że przypadkiem odkrywa się coś, co się do człowieka przylepia i tak już zostaje. Kupiłam kiedyś za jakieś orzeszki piękną ciemnozieloną aksamitną suknię na Allegrze. Zobaczyłam na metce nazwę "Laura Ashley" i wsiąkłam. Nie we wszystko (bo i nie wszystko mi się podoba), ale zasiliłam szafę w kilka sukni i spódnic. Po czym zobaczyłam chusty i szaliki. Moim usprawiedliwieniem jest, że zajmują mało miejsca i bywają okazyjnie tanie (oczywiście, można iść na ebay i kupować od ręki za sporą kasę, ale to takie niesportowe). Takie hobby na długie lata.
W większości to jedwab bądź sztuczny jedwab (niektóre mną się od samego patrzenia), ale bywają bawełniane (mam jedną, nie jest specjalnie ładna, ale przydaje się do zawinięcia szyi małoletniej). Kwadratowe i podłużne. W większości logowane, co jednak mnie trochę kręci mimo mojej abnegacji markowej (jeden szaliczek nie ma loga, ale jest na tyle podobny w stylu do logowanego, że IMO jest oryginalny, a poza tym uroczy).
I co najważniejsze - bywają podobne w stylu, ale każda jest inna. Nie wiem, czy projektowała je jedna osoba (mam wrażenie, że kwiaciaste chusty z pasem dookoła tak), czy każda pochodzi od innego projektanta, ale mają w sobie coś, co każe mi je mieć pod ręką i szukać takich zestawień odzieży, żeby pasowały.
PS Mam jeszcze jedną chustę, ale mi się znienacka zawieruszyła. A szkoda, bo ładna bardzo. Znajdę, to pokażę).
EDIT: Znalazłam, o:
PSS Do notki przymierzałam się już dawno, ale musiałam się zebrać w sobie, żeby wyjąć żelazko i poprasować. No nie lubię, no. Zmotywował mnie cholerny kapelusik, co go kupiłam dziecku na lato. Cholerny, bo po praniu zamienił się w niekształtną zmiętą kulkę. Nie wiem, z jakiej bawełny był zrobiony, ale więcej do Carrefoura po odzież dziecięcą nie pójdę.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 24, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Czasem tak jest, że przypadkiem odkrywa się coś, co się do człowieka przylepia i tak już zostaje. Kupiłam kiedyś za jakieś orzeszki piękną ciemnozieloną aksamitną suknię na Allegrze. Zobaczyłam na metce nazwę "Laura Ashley" i wsiąkłam. Nie we wszystko (bo i nie wszystko mi się podoba), ale zasiliłam szafę w kilka sukni i spódnic. Po czym zobaczyłam chusty i szaliki. Moim usprawiedliwieniem jest, że zajmują mało miejsca i bywają okazyjnie tanie (oczywiście, można iść na ebay i kupować od ręki za sporą kasę, ale to takie niesportowe). Takie hobby na długie lata.
W większości to jedwab bądź sztuczny jedwab (niektóre mną się od samego patrzenia), ale bywają bawełniane (mam jedną, nie jest specjalnie ładna, ale przydaje się do zawinięcia szyi małoletniej). Kwadratowe i podłużne. W większości logowane, co jednak mnie trochę kręci mimo mojej abnegacji markowej (jeden szaliczek nie ma loga, ale jest na tyle podobny w stylu do logowanego, że IMO jest oryginalny, a poza tym uroczy).
I co najważniejsze - bywają podobne w stylu, ale każda jest inna. Nie wiem, czy projektowała je jedna osoba (mam wrażenie, że kwiaciaste chusty z pasem dookoła tak), czy każda pochodzi od innego projektanta, ale mają w sobie coś, co każe mi je mieć pod ręką i szukać takich zestawień odzieży, żeby pasowały.
PS Mam jeszcze jedną chustę, ale mi się znienacka zawieruszyła. A szkoda, bo ładna bardzo. Znajdę, to pokażę).
EDIT: Znalazłam, o:
PSS Do notki przymierzałam się już dawno, ale musiałam się zebrać w sobie, żeby wyjąć żelazko i poprasować. No nie lubię, no. Zmotywował mnie cholerny kapelusik, co go kupiłam dziecku na lato. Cholerny, bo po praniu zamienił się w niekształtną zmiętą kulkę. Nie wiem, z jakiej bawełny był zrobiony, ale więcej do Carrefoura po odzież dziecięcą nie pójdę.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 24, 2010
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czasem tak jest, że przypadkiem odkrywa się coś, co się do człowieka przylepia i tak już zostaje. Kupiłam kiedyś za jakieś orzeszki piękną ciemnozieloną aksamitną suknię na Allegrze. Zobaczyłam na metce nazwę "Laura Ashley" i wsiąkłam. Nie we wszystko (bo i nie wszystko mi się podoba), ale zasiliłam szafę w kilka sukni i spódnic. Po czym zobaczyłam chusty i szaliki. Moim usprawiedliwieniem jest, że zajmują mało miejsca i bywają okazyjnie tanie (oczywiście, można iść na ebay i kupować od ręki za sporą kasę, ale to takie niesportowe). Takie hobby na długie lata.
W większości to jedwab bądź sztuczny jedwab (niektóre mną się od samego patrzenia), ale bywają bawełniane (mam jedną, nie jest specjalnie ładna, ale przydaje się do zawinięcia szyi małoletniej). Kwadratowe i podłużne. W większości logowane, co jednak mnie trochę kręci mimo mojej abnegacji markowej (jeden szaliczek nie ma loga, ale jest na tyle podobny w stylu do logowanego, że IMO jest oryginalny, a poza tym uroczy).
I co najważniejsze - bywają podobne w stylu, ale każda jest inna. Nie wiem, czy projektowała je jedna osoba (mam wrażenie, że kwiaciaste chusty z pasem dookoła tak), czy każda pochodzi od innego projektanta, ale mają w sobie coś, co każe mi je mieć pod ręką i szukać takich zestawień odzieży, żeby pasowały.
PS Mam jeszcze jedną chustę, ale mi się znienacka zawieruszyła. A szkoda, bo ładna bardzo. Znajdę, to pokażę).
EDIT: Znalazłam, o:
PSS Do notki przymierzałam się już dawno, ale musiałam się zebrać w sobie, żeby wyjąć żelazko i poprasować. No nie lubię, no. Zmotywował mnie cholerny kapelusik, co go kupiłam dziecku na lato. Cholerny, bo po praniu zamienił się w niekształtną zmiętą kulkę. Nie wiem, z jakiej bawełny był zrobiony, ale więcej do Carrefoura po odzież dziecięcą nie pójdę.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 24, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 7 komentarzy
- Skomentuj