Autumn pytała w komentarzu o miejsce, gdzie można zjeść bezmlecznie i bezjajecznie. Ponieważ o żonę trzeba dbać, TŻ zaprowadził mnie dziś do Ekowiarni [2024 - zamknięta] na śniadanie.
Wprawdzie na ekologiczności najmniej mi zależało, ale śniadania są bardzo przyzwoite, a wnętrze ciekawe. W karcie oznaczone są składniki, mleko jest zastępowalne sojowym, ciasta bywają bez jajek. Nie ma dań obiadowych, są sałatki, kanapki (również na pieczywie bezglutenowym), ciasta, soki, koktajle, kawy, herbaty i wina. W sam raz na niedzielny poranek ze zmianą czasu, żeby się spokojnie obudzić, a potem wrócić do domu przez rynek Jeżycki z pączkami żonkili.

Knajpka jest zaraz przy kinie Apollo, w Pasażu. Na cieplejsze dni jest taras z widokiem na "Czerwone sombrero".
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 29, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Autumn pytała w komentarzu o miejsce, gdzie można zjeść bezmlecznie i bezjajecznie. Ponieważ o żonę trzeba dbać, TŻ zaprowadził mnie dziś do Ekowiarni [2024 - zamknięta] na śniadanie.
Wprawdzie na ekologiczności najmniej mi zależało, ale śniadania są bardzo przyzwoite, a wnętrze ciekawe. W karcie oznaczone są składniki, mleko jest zastępowalne sojowym, ciasta bywają bez jajek. Nie ma dań obiadowych, są sałatki, kanapki (również na pieczywie bezglutenowym), ciasta, soki, koktajle, kawy, herbaty i wina. W sam raz na niedzielny poranek ze zmianą czasu, żeby się spokojnie obudzić, a potem wrócić do domu przez rynek Jeżycki z pączkami żonkili.

Knajpka jest zaraz przy kinie Apollo, w Pasażu. Na cieplejsze dni jest taras z widokiem na "Czerwone sombrero".
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 29, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Autumn pytała w komentarzu o miejsce, gdzie można zjeść bezmlecznie i bezjajecznie. Ponieważ o żonę trzeba dbać, TŻ zaprowadził mnie dziś do Ekowiarni [2024 - zamknięta] na śniadanie.
Wprawdzie na ekologiczności najmniej mi zależało, ale śniadania są bardzo przyzwoite, a wnętrze ciekawe. W karcie oznaczone są składniki, mleko jest zastępowalne sojowym, ciasta bywają bez jajek. Nie ma dań obiadowych, są sałatki, kanapki (również na pieczywie bezglutenowym), ciasta, soki, koktajle, kawy, herbaty i wina. W sam raz na niedzielny poranek ze zmianą czasu, żeby się spokojnie obudzić, a potem wrócić do domu przez rynek Jeżycki z pączkami żonkili.

Knajpka jest zaraz przy kinie Apollo, w Pasażu. Na cieplejsze dni jest taras z widokiem na "Czerwone sombrero".
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 29, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wyjątkowo wyszła mi kolejność odwrotna - najpierw obejrzałam ekranizację, potem przeczytałam książkę. I wyjątkowo nie zgodzę się z kozą - film mi się bardziej. Może kwestia uwspółcześnienia? Technika komputerowa się dość szybko starzeje, książka o tym, że w dziwnych komputerach to mało kto się wyznaje, nawet w mitycznej centrali policji i bez błyskotliwego hakera nic się nie da z tymi krzaczkami zrobić (ale zdaję sobie sprawę, jak wygląda praca policji w PL, tak ;-)). Film wyprano trochę ze smętnych kawałków o wzorkach przelatujących po ekranie i skupiono się na akcji - najpierw na morderstwie taksówkarza, którego dokonały dwie nastolatki, potem na kradzieżach ciał i wreszcie o wielkim spisku, który się za tym kryje.
Niestety, im dalej w kolejne tomy, tym Wallander jest bardziej samotny, zgorzkniały i smutny. Wprawdzie na początku wydaje się być bardziej pogodzony ze światem, ale życie dokopuje mu na każdym kroku - dalej nie może się pogodzić z kierunkiem, w jaki zmierza świat, ze śmiercią ojca i przyjaciół, z samotnością i odpowiedzialnością, jaka ciąży na nim na każdym kroku, w każdym śledztwie. Motywem przewodnim tej książki mogłoby być "a może by tak rzucić to wszystko i pojechać do Sudanu?", a Wallander mógłby się nazywać Wallenrod, bo za tyleż cierpi. Nie zmienia to faktu, że każda historia to wizyta u starego przyjaciela, który musi opowiedzieć, co go boli, żeby na ostatnich stronach popatrzeć nieco bardziej optymistycznie na świat, bo dobro zwyciężyło.
Inne tego autora tutaj.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2009, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wyjątkowo wyszła mi kolejność odwrotna - najpierw obejrzałam ekranizację, potem przeczytałam książkę. I wyjątkowo nie zgodzę się z kozą - film mi się bardziej. Może kwestia uwspółcześnienia? Technika komputerowa się dość szybko starzeje, książka o tym, że w dziwnych komputerach to mało kto się wyznaje, nawet w mitycznej centrali policji i bez błyskotliwego hakera nic się nie da z tymi krzaczkami zrobić (ale zdaję sobie sprawę, jak wygląda praca policji w PL, tak ;-)). Film wyprano trochę ze smętnych kawałków o wzorkach przelatujących po ekranie i skupiono się na akcji - najpierw na morderstwie taksówkarza, którego dokonały dwie nastolatki, potem na kradzieżach ciał i wreszcie o wielkim spisku, który się za tym kryje.
Niestety, im dalej w kolejne tomy, tym Wallander jest bardziej samotny, zgorzkniały i smutny. Wprawdzie na początku wydaje się być bardziej pogodzony ze światem, ale życie dokopuje mu na każdym kroku - dalej nie może się pogodzić z kierunkiem, w jaki zmierza świat, ze śmiercią ojca i przyjaciół, z samotnością i odpowiedzialnością, jaka ciąży na nim na każdym kroku, w każdym śledztwie. Motywem przewodnim tej książki mogłoby być "a może by tak rzucić to wszystko i pojechać do Sudanu?", a Wallander mógłby się nazywać Wallenrod, bo za tyleż cierpi. Nie zmienia to faktu, że każda historia to wizyta u starego przyjaciela, który musi opowiedzieć, co go boli, żeby na ostatnich stronach popatrzeć nieco bardziej optymistycznie na świat, bo dobro zwyciężyło.
Inne tego autora tutaj.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2009, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wyjątkowo wyszła mi kolejność odwrotna - najpierw obejrzałam ekranizację, potem przeczytałam książkę. I wyjątkowo nie zgodzę się z kozą - film mi się bardziej. Może kwestia uwspółcześnienia? Technika komputerowa się dość szybko starzeje, książka o tym, że w dziwnych komputerach to mało kto się wyznaje, nawet w mitycznej centrali policji i bez błyskotliwego hakera nic się nie da z tymi krzaczkami zrobić (ale zdaję sobie sprawę, jak wygląda praca policji w PL, tak ;-)). Film wyprano trochę ze smętnych kawałków o wzorkach przelatujących po ekranie i skupiono się na akcji - najpierw na morderstwie taksówkarza, którego dokonały dwie nastolatki, potem na kradzieżach ciał i wreszcie o wielkim spisku, który się za tym kryje.
Niestety, im dalej w kolejne tomy, tym Wallander jest bardziej samotny, zgorzkniały i smutny. Wprawdzie na początku wydaje się być bardziej pogodzony ze światem, ale życie dokopuje mu na każdym kroku - dalej nie może się pogodzić z kierunkiem, w jaki zmierza świat, ze śmiercią ojca i przyjaciół, z samotnością i odpowiedzialnością, jaka ciąży na nim na każdym kroku, w każdym śledztwie. Motywem przewodnim tej książki mogłoby być "a może by tak rzucić to wszystko i pojechać do Sudanu?", a Wallander mógłby się nazywać Wallenrod, bo za tyleż cierpi. Nie zmienia to faktu, że każda historia to wizyta u starego przyjaciela, który musi opowiedzieć, co go boli, żeby na ostatnich stronach popatrzeć nieco bardziej optymistycznie na świat, bo dobro zwyciężyło.
Inne tego autora tutaj.
#7
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 28, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ramach wolnego dnia (który głównie spędziłam z kotami i laptopem w łóżku, gorąco polecam, nawet dentysta stwierdził, że wyglądam na wypoczętą i zadowoloną z życia) udałam się w świat w celu zakupu bielizny, albowiem kobieta musi mieć nowy biustonosz na wiosnę. Po drodze spotkałam kotka[2]. Nawiązała się między nami nić porozumienia, wprawdzie przez siatkę, ale zawsze. Kombinuję sobie, jak tu ładnie kotka sfotografować, kiedy z pobliskiej budki wygląda wściekła i czerwona gęba parkingowego ciecia i drze się na mnie, że mam przestać robić zdjęcia! Uprzejmie zapytałam, czemu. Bo co ja tu fotografuję! Kotka, proszę pana. Jasne, kotka, a tak naprawdę to mi chodzi o te samochody. Zirytowałam się nieco i objaśniłam, że musiałabym na głowę upaść, żeby marnować kartę na brudne i brzydkie kawałki blachy[1]. Pan jeszcze poflugał, wywieszony do połowy z budki, ja z kotem skończyłam sesję i odrzuciwszy wzgardliwie na plecy fuksjowy szal, udałam się na obiad.

[1] Są i takie samochody, na które nie szkoda karty. Ale ten był wyjątkowo byle jaki i brudny. Brudniejszy niż nasz.
[2] Ta końcóweczka ogona, coś pięknego i niedrogo.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 27, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Moje miasto -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
W ramach wolnego dnia (który głównie spędziłam z kotami i laptopem w łóżku, gorąco polecam, nawet dentysta stwierdził, że wyglądam na wypoczętą i zadowoloną z życia) udałam się w świat w celu zakupu bielizny, albowiem kobieta musi mieć nowy biustonosz na wiosnę. Po drodze spotkałam kotka[2]. Nawiązała się między nami nić porozumienia, wprawdzie przez siatkę, ale zawsze. Kombinuję sobie, jak tu ładnie kotka sfotografować, kiedy z pobliskiej budki wygląda wściekła i czerwona gęba parkingowego ciecia i drze się na mnie, że mam przestać robić zdjęcia! Uprzejmie zapytałam, czemu. Bo co ja tu fotografuję! Kotka, proszę pana. Jasne, kotka, a tak naprawdę to mi chodzi o te samochody. Zirytowałam się nieco i objaśniłam, że musiałabym na głowę upaść, żeby marnować kartę na brudne i brzydkie kawałki blachy[1]. Pan jeszcze poflugał, wywieszony do połowy z budki, ja z kotem skończyłam sesję i odrzuciwszy wzgardliwie na plecy fuksjowy szal, udałam się na obiad.

[1] Są i takie samochody, na które nie szkoda karty. Ale ten był wyjątkowo byle jaki i brudny. Brudniejszy niż nasz.
[2] Ta końcóweczka ogona, coś pięknego i niedrogo.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 27, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Moje miasto -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
W ramach wolnego dnia (który głównie spędziłam z kotami i laptopem w łóżku, gorąco polecam, nawet dentysta stwierdził, że wyglądam na wypoczętą i zadowoloną z życia) udałam się w świat w celu zakupu bielizny, albowiem kobieta musi mieć nowy biustonosz na wiosnę. Po drodze spotkałam kotka[2]. Nawiązała się między nami nić porozumienia, wprawdzie przez siatkę, ale zawsze. Kombinuję sobie, jak tu ładnie kotka sfotografować, kiedy z pobliskiej budki wygląda wściekła i czerwona gęba parkingowego ciecia i drze się na mnie, że mam przestać robić zdjęcia! Uprzejmie zapytałam, czemu. Bo co ja tu fotografuję! Kotka, proszę pana. Jasne, kotka, a tak naprawdę to mi chodzi o te samochody. Zirytowałam się nieco i objaśniłam, że musiałabym na głowę upaść, żeby marnować kartę na brudne i brzydkie kawałki blachy[1]. Pan jeszcze poflugał, wywieszony do połowy z budki, ja z kotem skończyłam sesję i odrzuciwszy wzgardliwie na plecy fuksjowy szal, udałam się na obiad.

[1] Są i takie samochody, na które nie szkoda karty. Ale ten był wyjątkowo byle jaki i brudny. Brudniejszy niż nasz.
[2] Ta końcóweczka ogona, coś pięknego i niedrogo.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 27, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czy ja piszę jakoś niewyraźnie? Wiosna. Nie zima. Ciepło. Nie śnieg. A jak mi nie urosną, to pójdę i komuś wtłukę.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 25, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 4 komentarze
- Skomentuj