Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: listy-spod-rozy

Wielkopolska w (jesienny) weekend - Łęczyca

[29.10.2017]

Michelle zdradziła mi, że tuż za Luboniem, w miejscowości o dźwięcznej nazwie Łęczyca (ale nie tej od słynnego diabła) można się pod koniec października wytarzać w ogromnej ilości dyń dowolnego kształtu i koloru, niektóre nawet jadalne. Poznań-style pro-tip: 1 zł za kilogram, za ozdobne 2-3 zł. W tym roku się pewnie nie przyda, ale za rok - polecam.

Adres: Łęczyca, Poznańska 39. Dodatkowo strona na FB.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 29, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wielkopolska w (jesienny) weekend - Łęczyca

[29.10.2017]

Michelle zdradziła mi, że tuż za Luboniem, w miejscowości o dźwięcznej nazwie Łęczyca (ale nie tej od słynnego diabła) można się pod koniec października wytarzać w ogromnej ilości dyń dowolnego kształtu i koloru, niektóre nawet jadalne. Poznań-style pro-tip: 1 zł za kilogram, za ozdobne 2-3 zł. W tym roku się pewnie nie przyda, ale za rok - polecam.

Adres: Łęczyca, Poznańska 39. Dodatkowo strona na FB.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 29, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Sycylia - Giardini-Naxos 2/2

[27.08.2017 Ostatni odcinek, już w drugiej dekadzie października, yay me!]

Ostatni dzień wakacji, taki trochę udawany, bo o 11 musieliśmy opuścić hotel, a samolot wylatywał o 23:50 (skądinąd niespecjalnie polecam, jakby leciał o 21, byłoby idealnie; Majut spał na mnie w samolocie, wyszłam połamana jak paczka paluszków, a do domu dobiliśmy koło 4 nad ranem). Szczęśliwie hotel (Nike) bardzo pro (skądinąd polecam - świeżo po remoncie, cicho!, czysto, bardzo duże pokoje, jedyna wada to powtarzalność śniadań) pozwalał na skorzystanie z basenu do oporu oraz na zostawienie bambetli w recepcji do późnego wieczora.

Żeby nie była moja krzywda, zobaczyliśmy większy kawałek lokalnego muzeum archeologicznego, bo było tuż obok. Kawałek, bo dzień był chyba najbardziej upalny ze wszystkich i pobyt na terenie nieocienionym nie sprawiał specjalnej przyjemności. Szczęśliwie muzeum miało zarówno sporo drzew, jak i nieduży, za to klimatyzowany, budynek z artefaktami sprzed tysiącleci (oraz czarnego kota, ale nie nastawionego towarzysko). Teren spory, kilka stanowisk archeologicznych, obowiązkowy widok na Etnę. Raczej dla fanatyków historii, ale przyjemne miejsce na spacer (sprawdzić, czy nie 35 stopni). Ceny umiarkowane, ok. 4-5 euro za dorosłego, dzieci nie płacą.

Muzeum - artefakty Pozostałości po wykopkach Obowiązkowy widoczek z Etną

Na sam finał poszliśmy w opcję ultra-turystyczną, czyli w wycieczkę łodzią po zatoce. I ubolewam, że dopiero ostatniego dnia, bo była to impreza świetna. Płynęliśmy z Danielem (opinie tutaj), którego zarezerwować można w pierwszej budce po prawej przy nabrzeżu portowym oraz pewnie w okolicy plaży, bo łódka podpływała tam po dodatkowych pasażerów (m.in. Włocha, który wyglądał jak młody Don Draper, Zuzanka #approves). Widoki za milion monet - cała linia brzegowa Giardini-Naxos, widok na Taorminę, Isola Bella, Grota Miłości (gdzie młodzi zwiewali przed blokującymi małżeństwo rodzinami i po trzech nocach razem wracali i już musieli wziąć ślub, żeby poruty nie było), Grota Syreny, Błękitna Grota (z idealnym turkusem wody, przezroczystej na kilkanaście metrów), plaże i hotele luksusowego Mazzaro i Skała ze Słoniem. Przesympatyczny, choć dość apodyktyczny kapitan opowiadał anegdotki po włosku i po angielsku, puszczając nieśmiertelne hiciory z lat 80. i 90. (Bon Jovi ftw), po czym zacumował z zatoczce i kazał pływać (z czego skwapliwie skorzystała Maja, albowiem tylko jej nie przeszkadzało, ze plywa w gatkach, bo przecież po co brać ze sobą kostiumy), w międzyczasie wykonując z dużym doświadczeniem kompozycję ze świeżych owoców. Jak będziecie mieć okazję, płyńcie z Danielem, przemiłe popołudnie.

Giardini-Naxos - marina Scoglio dell-Elefante Mazzaro - luksusowa Taormina Okolice Isola Bella

A na skałach, przy porcie, mieszkała mama kot z trzema pręgatymi kociętami, codziennie się zatrzymywaliśmy, żeby popatrzeć. Ulubione wspomnienie z wakacji Majuta.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 20, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Sycylia - Giardini-Naxos 2/2

[27.08.2017 Ostatni odcinek, już w drugiej dekadzie października, yay me!]

Ostatni dzień wakacji, taki trochę udawany, bo o 11 musieliśmy opuścić hotel, a samolot wylatywał o 23:50 (skądinąd niespecjalnie polecam, jakby leciał o 21, byłoby idealnie; Majut spał na mnie w samolocie, wyszłam połamana jak paczka paluszków, a do domu dobiliśmy koło 4 nad ranem). Szczęśliwie hotel (Nike) bardzo pro (skądinąd polecam - świeżo po remoncie, cicho!, czysto, bardzo duże pokoje, jedyna wada to powtarzalność śniadań) pozwalał na skorzystanie z basenu do oporu oraz na zostawienie bambetli w recepcji do późnego wieczora.

Żeby nie była moja krzywda, zobaczyliśmy większy kawałek lokalnego muzeum archeologicznego, bo było tuż obok. Kawałek, bo dzień był chyba najbardziej upalny ze wszystkich i pobyt na terenie nieocienionym nie sprawiał specjalnej przyjemności. Szczęśliwie muzeum miało zarówno sporo drzew, jak i nieduży, za to klimatyzowany, budynek z artefaktami sprzed tysiącleci (oraz czarnego kota, ale nie nastawionego towarzysko). Teren spory, kilka stanowisk archeologicznych, obowiązkowy widok na Etnę. Raczej dla fanatyków historii, ale przyjemne miejsce na spacer (sprawdzić, czy nie 35 stopni). Ceny umiarkowane, ok. 4-5 euro za dorosłego, dzieci nie płacą.

Muzeum - artefakty Pozostałości po wykopkach Obowiązkowy widoczek z Etną

Na sam finał poszliśmy w opcję ultra-turystyczną, czyli w wycieczkę łodzią po zatoce. I ubolewam, że dopiero ostatniego dnia, bo była to impreza świetna. Płynęliśmy z Danielem (opinie tutaj), którego zarezerwować można w pierwszej budce po prawej przy nabrzeżu portowym oraz pewnie w okolicy plaży, bo łódka podpływała tam po dodatkowych pasażerów (m.in. Włocha, który wyglądał jak młody Don Draper, Zuzanka #approves). Widoki za milion monet - cała linia brzegowa Giardini-Naxos, widok na Taorminę, Isola Bella, Grota Miłości (gdzie młodzi zwiewali przed blokującymi małżeństwo rodzinami i po trzech nocach razem wracali i już musieli wziąć ślub, żeby poruty nie było), Grota Syreny, Błękitna Grota (z idealnym turkusem wody, przezroczystej na kilkanaście metrów), plaże i hotele luksusowego Mazzaro i Skała ze Słoniem. Przesympatyczny, choć dość apodyktyczny kapitan opowiadał anegdotki po włosku i po angielsku, puszczając nieśmiertelne hiciory z lat 80. i 90. (Bon Jovi ftw), po czym zacumował z zatoczce i kazał pływać (z czego skwapliwie skorzystała Maja, albowiem tylko jej nie przeszkadzało, ze plywa w gatkach, bo przecież po co brać ze sobą kostiumy), w międzyczasie wykonując z dużym doświadczeniem kompozycję ze świeżych owoców. Jak będziecie mieć okazję, płyńcie z Danielem, przemiłe popołudnie.

Giardini-Naxos - marina Scoglio dell-Elefante Mazzaro - luksusowa Taormina Okolice Isola Bella

A na skałach, przy porcie, mieszkała mama kot z trzema pręgatymi kociętami, codziennie się zatrzymywaliśmy, żeby popatrzeć. Ulubione wspomnienie z wakacji Majuta.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 20, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Koszuty - Szlachcin - Winna Góra - Środa Wielkopolska

[7.10.2017]

Dzień miał być słoneczny i piękny, złota polska jesień w październiku, a wyszło jak zwykle - kilka minut słońca, chwilę później ulewny deszcz. Dwór w Koszutach zupełnie się nie zmienił od czasu odwiedzin w trzy lata temu (a schodzący kominiarz nieustająco cieszył tym razem prawie-ośmiolatkę). Tym razem zaskoczyła nas pogoda, bo ulewny deszcz zagonił nas do altanki w ogrodzie, gdzie spędziliśmy kilkanaście minut, czekając, aż przestanie. I przestał, ale i tam wyjściowe obuwie udało mi się przemoczyć.

GALERIA ZDJĘĆ.

Potem nastąpił tzw. rekonesans, bo do pałacu w Winnej Górze się spóźniliśmy - był otwarty dla zwiedzających do 14, a opuszczony dwór w Szlachcinie wprawdzie miał zachęcająco dziurawy płot, ale właśnie zaczęło lać i obuwie wyjściowe jednak było mi potrzebne w stanie mniej ubłoconym niż bardziej.

Głównym celem wyprawy była Środa Wielkopolska, gdzie M. z biura brała ślub (stąd obuwie i mniej casual strój niż zazwyczaj). Nie zdziwicie się zapewne, jak wspomnę, że padało. Przemknęliśmy się na obiad, potem kilka kroków dookoła rynku, wreszcie do kościoła. Urocze miasteczko, ale śluby jednak lepiej się sprawdzają latem (na przykład pod koniec sierpnia, kiedy to podczas mojego ślubu padało i było mokro).

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 7, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 3 komentarze - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Koszuty - Szlachcin - Winna Góra - Środa Wielkopolska

[7.10.2017]

Dzień miał być słoneczny i piękny, złota polska jesień w październiku, a wyszło jak zwykle - kilka minut słońca, chwilę później ulewny deszcz. Dwór w Koszutach zupełnie się nie zmienił od czasu odwiedzin w trzy lata temu (a schodzący kominiarz nieustająco cieszył tym razem prawie-ośmiolatkę). Tym razem zaskoczyła nas pogoda, bo ulewny deszcz zagonił nas do altanki w ogrodzie, gdzie spędziliśmy kilkanaście minut, czekając, aż przestanie. I przestał, ale i tam wyjściowe obuwie udało mi się przemoczyć.

GALERIA ZDJĘĆ.

Potem nastąpił tzw. rekonesans, bo do pałacu w Winnej Górze się spóźniliśmy - był otwarty dla zwiedzających do 14, a opuszczony dwór w Szlachcinie wprawdzie miał zachęcająco dziurawy płot, ale właśnie zaczęło lać i obuwie wyjściowe jednak było mi potrzebne w stanie mniej ubłoconym niż bardziej.

Głównym celem wyprawy była Środa Wielkopolska, gdzie M. z biura brała ślub (stąd obuwie i mniej casual strój niż zazwyczaj). Nie zdziwicie się zapewne, jak wspomnę, że padało. Przemknęliśmy się na obiad, potem kilka kroków dookoła rynku, wreszcie do kościoła. Urocze miasteczko, ale śluby jednak lepiej się sprawdzają latem (na przykład pod koniec sierpnia, kiedy to podczas mojego ślubu padało i było mokro).

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 7, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 3 komentarze - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Szamotuły

[13.08.2017]

Do Szamotuł wybrałam się głównie na wystawę ilustracji Janusza Grabiańskiego (niestety zakończoną, dostępna do 31.08[1]), a poza tym dlatego, że nie byłam. Uroczy ryneczek (obowiązkowo lody!), kawałek dalej Zamek Górków z ekspozycją stałą i czasową wystawą. Kustoszka przeprosiła nas za niewygody, ponieważ przez zamkiem intensywnie i głośno próbował zespół, jak to się kiedyś mówiło, młodzieżowy. Nie żeby to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, słońce, ciepło, muzyka. Wystawę oczywiście trzeba było zobaczyć - powrót do dzieciństwa, pierzaste akwarele z kotami, piękne, szlachetne twarze dzieci, delikatne szkice budynków; Rogaś z Doliny Roztoki i Ryży Placek. Część dla dorosłych równie fantastyczna - kalendarze modowe ze zwiewnymi, rozmarzonymi modelkami w pracowicie co do oczka odrobionych swetrach czy okładki do "Sagi rodu Forsythe'ów", które natychmiast wypierają serialowych aktorów z lat 60.

Dookoła zamku piękny park z fontanną, zabudowania przyzamkowe i wąska Baszta Halszki[2], gdzie po wąskich schodach przechodzi się z sali do sali, od piwnicznych wykopalisk z regionu do prawie współczesnej wojskowej techniki. Chyba najciekawsze muzeum dla dziecka - maszyna do pisania, lornetki, welocyped czy etapy powstawania kolorowych dagerotypów; szkoda, że nie interaktywne.

Gorącą zwolenniczką chłodu gotyckich katedr (i przeciwniczką barokizacji budowli gotyckich, oczywiście) będąc, zajrzałam i do bazyliki kolegiackiej; mnie się podobało (i zdobnie, i chłodno), młodzież skupiła się na zbieraniu plastikowych kulek, które ktoś rozsypał pod kościelną bramą.

Fontanna / Wieża Halszki Wystawa + garderoba, za otwartymi drzwiami balkonowymi próba Wieża Halszki / Welocyped (ale jak się wsiada?!) Bazylika Bazylika, wnętrze / Pejzażyk - Wargowo / Bazylika, detal Puszyste Galsworthy, Irene Galsworthy, Fleur Galsworthy, młody Jolyon Puszyste Moda inaczej oraz puszyste

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Wiem, minął ponad miesiąc, ale kompletnie przestałam się zgadzać z kalendarzem, poza tym skoro nikt nie komentuje, to i nikt nie czyta, i nikt i tak by nie pojechał (czy mam focha? ależ).

[2] Elżbiety Ostrogskiej, która straciła rozum po śmierci męża i niedługo potem też umarła. Fajna baszta, ale nie idźcie tą drogą.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 26, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 13 komentarzy - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Szamotuły

[13.08.2017]

Do Szamotuł wybrałam się głównie na wystawę ilustracji Janusza Grabiańskiego (niestety zakończoną, dostępna do 31.08[1]), a poza tym dlatego, że nie byłam. Uroczy ryneczek (obowiązkowo lody!), kawałek dalej Zamek Górków z ekspozycją stałą i czasową wystawą. Kustoszka przeprosiła nas za niewygody, ponieważ przez zamkiem intensywnie i głośno próbował zespół, jak to się kiedyś mówiło, młodzieżowy. Nie żeby to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, słońce, ciepło, muzyka. Wystawę oczywiście trzeba było zobaczyć - powrót do dzieciństwa, pierzaste akwarele z kotami, piękne, szlachetne twarze dzieci, delikatne szkice budynków; Rogaś z Doliny Roztoki i Ryży Placek. Część dla dorosłych równie fantastyczna - kalendarze modowe ze zwiewnymi, rozmarzonymi modelkami w pracowicie co do oczka odrobionych swetrach czy okładki do "Sagi rodu Forsythe'ów", które natychmiast wypierają serialowych aktorów z lat 60.

Dookoła zamku piękny park z fontanną, zabudowania przyzamkowe i wąska Baszta Halszki[2], gdzie po wąskich schodach przechodzi się z sali do sali, od piwnicznych wykopalisk z regionu do prawie współczesnej wojskowej techniki. Chyba najciekawsze muzeum dla dziecka - maszyna do pisania, lornetki, welocyped czy etapy powstawania kolorowych dagerotypów; szkoda, że nie interaktywne.

Gorącą zwolenniczką chłodu gotyckich katedr (i przeciwniczką barokizacji budowli gotyckich, oczywiście) będąc, zajrzałam i do bazyliki kolegiackiej; mnie się podobało (i zdobnie, i chłodno), młodzież skupiła się na zbieraniu plastikowych kulek, które ktoś rozsypał pod kościelną bramą.

Fontanna / Wieża Halszki Wystawa + garderoba, za otwartymi drzwiami balkonowymi próba Wieża Halszki / Welocyped (ale jak się wsiada?!) Bazylika Bazylika, wnętrze / Pejzażyk - Wargowo / Bazylika, detal Puszyste Galsworthy, Irene Galsworthy, Fleur Galsworthy, młody Jolyon Puszyste Moda inaczej oraz puszyste

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Wiem, minął ponad miesiąc, ale kompletnie przestałam się zgadzać z kalendarzem, poza tym skoro nikt nie komentuje, to i nikt nie czyta, i nikt i tak by nie pojechał (czy mam focha? ależ).

[2] Elżbiety Ostrogskiej, która straciła rozum po śmierci męża i niedługo potem też umarła. Fajna baszta, ale nie idźcie tą drogą.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 26, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 13 komentarzy - Skomentuj


Przez Kobylniki do Włocławka

[23.09.2017]

Kobylniki zwykle są przystankiem w połowie drogi, tak na rozprostowanie nóg. Może kiedyś wejdę do środka, na razie zawsze trafiam na jakąś imprezę zamkniętą albo przygotowania do.

Poprzednia wizyta tutaj.

Do Włocławka wyjątkowo jechałam tym razem też na ślub A., współpracowniczki TŻ. A. ofiarnie wytłumaczyła mi, jak trafić do kościoła, który był moim kościołem parafialnym[1]; dwie przecznice od domu, w którym spędziłam pierwsze kilkanaście lat mojego życia. Ślub uroczy, choć wrześniowy dzień zimny; ze względu na obfitość kasztanów tylko rozsądek zakazał mi sugestii, że może parę na dobry początek by obrzucić. Rozbawiła mnie rozmowa z żoną jednego z gości ślubnych, której wyjaśniłam, że w zasadzie niczego z tego, co właśnie oglądamy, za "moich czasów" nie było. Niby bez zmian - na ulicy te same drzewa, w parku Łokietka asfalt popękany jak lata temu, górka wprawdzie mniejsza, ale to może ja urosłam, natomiast kościół raczej świeży[1], pomnik obok ma raptem kilkanaście lat, a tuż za parkiem WTEM pojawił się prawdziwie zabytkowy pałac o niespełna 10-letniej historii. Przy okazji wizyty we Włocławku polecam, zwłaszcza jak kto docenia kontrasty estetyczne.

Park Łokietka. W tle Pałac Bursztynowy, nowy zabytek Pałac Bursztynowy Plac Wolności, na wprost DH Kujawiak Po prawej pomnik, niegdyś Żołnierzy Polskich i Radzieckich, dziś Żołnierza Polskiego[2]

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] To znaczy nie był, bo wtedy się chodziło do innego, a ten obecny się dopiero budował. Ale tak, wiedziałam, gdzie iść.

[2] Kolejna świeżynka - kiedyś pomnik miał na ścianach ludyczne płaskorzeźby z damą dzielącą się z żołnierzem zasobami z koszyka i inne, co to już ich nie pamiętam, dzisiaj - skromną okładzinę, że niby nic pod spodem nie ma.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 23, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 2 komentarze - Skomentuj


Przez Kobylniki do Włocławka

[23.09.2017]

Kobylniki zwykle są przystankiem w połowie drogi, tak na rozprostowanie nóg. Może kiedyś wejdę do środka, na razie zawsze trafiam na jakąś imprezę zamkniętą albo przygotowania do.

Poprzednia wizyta tutaj.

Do Włocławka wyjątkowo jechałam tym razem też na ślub A., współpracowniczki TŻ. A. ofiarnie wytłumaczyła mi, jak trafić do kościoła, który był moim kościołem parafialnym[1]; dwie przecznice od domu, w którym spędziłam pierwsze kilkanaście lat mojego życia. Ślub uroczy, choć wrześniowy dzień zimny; ze względu na obfitość kasztanów tylko rozsądek zakazał mi sugestii, że może parę na dobry początek by obrzucić. Rozbawiła mnie rozmowa z żoną jednego z gości ślubnych, której wyjaśniłam, że w zasadzie niczego z tego, co właśnie oglądamy, za "moich czasów" nie było. Niby bez zmian - na ulicy te same drzewa, w parku Łokietka asfalt popękany jak lata temu, górka wprawdzie mniejsza, ale to może ja urosłam, natomiast kościół raczej świeży[1], pomnik obok ma raptem kilkanaście lat, a tuż za parkiem WTEM pojawił się prawdziwie zabytkowy pałac o niespełna 10-letniej historii. Przy okazji wizyty we Włocławku polecam, zwłaszcza jak kto docenia kontrasty estetyczne.

Park Łokietka. W tle Pałac Bursztynowy, nowy zabytek Pałac Bursztynowy Plac Wolności, na wprost DH Kujawiak Po prawej pomnik, niegdyś Żołnierzy Polskich i Radzieckich, dziś Żołnierza Polskiego[2]

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] To znaczy nie był, bo wtedy się chodziło do innego, a ten obecny się dopiero budował. Ale tak, wiedziałam, gdzie iść.

[2] Kolejna świeżynka - kiedyś pomnik miał na ścianach ludyczne płaskorzeźby z damą dzielącą się z żołnierzem zasobami z koszyka i inne, co to już ich nie pamiętam, dzisiaj - skromną okładzinę, że niby nic pod spodem nie ma.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 23, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Listy spod róży - - 2 komentarze - Skomentuj