Kategoria:
listy-spod-rozy
Pierwszy raz na zamku w Tucznie byłam (i nocowałam na poddaszu) 13 lat temu, w 2004 roku. I wyobraźcie sobie, nie miałam wtedy aparatu fotograficznego. Nawet w telefonie, który zamiast aparatu (i setki innych rzeczy) posiadał antenkę i można było z niego dzwonić. Wracając do zamku, odbywała się w nim wtedy firmowa impreza integracyjna, największą atrakcją okazały się fajerwerki w okolicach północy; dawno nie widziałam ludzi tak ambiwalentnie rozdartych między urokiem światełek i wybuchów a smutkiem zrozumienia, że właśnie w powietrze idzie ich premia.
Tym razem do Tuczna zabraliśmy rodzinę TŻ, bo mają blisko. Piękna jesień, kasztany, słoneczne popołudnie. Zamek wyglądał, jakby się w ogóle nie zmienił.
Rozchodnik i motyle z ogródka babci I.
Trzcianka, jezioro Sarcz
Tuczno - Zamek Wedlów
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tucznie
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 16, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Pierwszy raz na zamku w Tucznie byłam (i nocowałam na poddaszu) 13 lat temu, w 2004 roku. I wyobraźcie sobie, nie miałam wtedy aparatu fotograficznego. Nawet w telefonie, który zamiast aparatu (i setki innych rzeczy) posiadał antenkę i można było z niego dzwonić. Wracając do zamku, odbywała się w nim wtedy firmowa impreza integracyjna, największą atrakcją okazały się fajerwerki w okolicach północy; dawno nie widziałam ludzi tak ambiwalentnie rozdartych między urokiem światełek i wybuchów a smutkiem zrozumienia, że właśnie w powietrze idzie ich premia.
Tym razem do Tuczna zabraliśmy rodzinę TŻ, bo mają blisko. Piękna jesień, kasztany, słoneczne popołudnie. Zamek wyglądał, jakby się w ogóle nie zmienił.
Rozchodnik i motyle z ogródka babci I.
Trzcianka, jezioro Sarcz
Tuczno - Zamek Wedlów
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tucznie
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 16, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Poprzednio (we wrześniu 2014) wybraliśmy się po sezonie, tym razem trafiliśmy na festyn na pożegnanie lata. Po zdjęciach widać, jak bardzo umowne to lato było - przemoczyłam pantofelki, nieco zziębliśmy, Maj przegnał nas po wszystkich straganach w celu wyboru "pamiątki"[1], chwilę (dłuższą) zajęła nam nauka chodzenia na szczudłach, ale - czego się można było spodziewać - większość czasu spędziliśmy karmiąc owce i kozy chmielem. Tym razem nie wyszliśmy poza skansen, ale odkryliśmy ominiętą poprzednio kapliczkę z cmentarzem i dwór. Dwór można zwiedzać, a pod dworem zbierać kasztany.

Wiele kroków później obiad w Kwiecie Peonii na pl. Wielkopolskim, warto poczekać dłuższą chwilę (ale lepiej się wybrać, jak nie ma promocji na grouponie).
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Staramy się ograniczać zakupy na tego typu imprezach, zwłaszcza kurzołapów i durnostojek, ale frakcja "chcę jakąś pamiątkę" robi się coraz silniejsza. Tym razem wróciliśmy z ptaszkiem wypchanym lawendą i dwoma pudełkami krówek. Jednym pudełkiem, bo drugie zeżarliśmy w drodze do domu. Przy okazji chciałam pochwalić zdolności marketingowe jednej z pań wystawiających się na stoiskach, która na widok 8-latki patrzącej na korale i kolczyki wrzasnęła "To dla dorosłych, nie dla dzieci, dla dzieci są spineczki i bransoletki" i wskazała na tackę z czymś, czego wysiedlonemu jeżowi nikt by nie dał. Czy moje dziecko oddaliło się natychmiast od stoiska? Pod rozwagę podaję, z 8-latków szybko wyrastają konsumenci.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 10, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Poprzednio (we wrześniu 2014) wybraliśmy się po sezonie, tym razem trafiliśmy na festyn na pożegnanie lata. Po zdjęciach widać, jak bardzo umowne to lato było - przemoczyłam pantofelki, nieco zziębliśmy, Maj przegnał nas po wszystkich straganach w celu wyboru "pamiątki"[1], chwilę (dłuższą) zajęła nam nauka chodzenia na szczudłach, ale - czego się można było spodziewać - większość czasu spędziliśmy karmiąc owce i kozy chmielem. Tym razem nie wyszliśmy poza skansen, ale odkryliśmy ominiętą poprzednio kapliczkę z cmentarzem i dwór. Dwór można zwiedzać, a pod dworem zbierać kasztany.

Wiele kroków później obiad w Kwiecie Peonii na pl. Wielkopolskim, warto poczekać dłuższą chwilę (ale lepiej się wybrać, jak nie ma promocji na grouponie).
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Staramy się ograniczać zakupy na tego typu imprezach, zwłaszcza kurzołapów i durnostojek, ale frakcja "chcę jakąś pamiątkę" robi się coraz silniejsza. Tym razem wróciliśmy z ptaszkiem wypchanym lawendą i dwoma pudełkami krówek. Jednym pudełkiem, bo drugie zeżarliśmy w drodze do domu. Przy okazji chciałam pochwalić zdolności marketingowe jednej z pań wystawiających się na stoiskach, która na widok 8-latki patrzącej na korale i kolczyki wrzasnęła "To dla dorosłych, nie dla dzieci, dla dzieci są spineczki i bransoletki" i wskazała na tackę z czymś, czego wysiedlonemu jeżowi nikt by nie dał. Czy moje dziecko oddaliło się natychmiast od stoiska? Pod rozwagę podaję, z 8-latków szybko wyrastają konsumenci.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 10, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Będąc turystką skupioną na patrzeniu (o tym w poprzednich i następnych odcinkach) i jedzeniu, zostawiłam w bagażu miejsce na lokalne zakupy. Część zjadłam na miejscu, część przywiozłam do domu (a części żałuję, że nie kupiłam). Można te wszystkie rzeczy kupować w miejscach turystycznych, na lotnisku tuż przed odlotem (ceny wyższe, ale w przypadku alkoholi czy kremów można przewieźć w wolnocłowym worku) albo w dobrze wyposażonych marketach, gdzie zwykle są standy z lokalnymi produktami w cenach o kilka euro korzystniejszych.
- Pistacje - bo lokalne.
- Provolone al pistaccio - wersja łagodna sera z krowiego mleka, o specyficznym kształcie (efekt wiązania sznurkiem), z lokalnymi pistacjami.
- Miody (miele) - głównie z okolic Etny: kasztanowy, cytrynowy, eukaliptusowy i z pomarańczy. Sprzedający są najczęściej dobrze przygotowani i mają wskazania "zdrowotne" dla poszczególnych rodzajów miodu również po polsku.
- Kremy - z pistacji i migdałów. Warto patrzeć na skład, bywają takie, które zawierają tylko pistacje, cukier i tłuszcz, są takie z dłuższą listą składników.
- Pasty - z migdałów i pistacji. To w zasadzie elastyczny marcepan (czysty) albo z pistacjami. Uwaga - ma kształt mydła, warto czytać, żeby kupić pastę (pasta), a nie mydło (sapone), które występuje w wielu owocowych zapachach.
- Czekolady - różne smaki z lokalnymi dodatkami, wybierałam raczej gorzkie. Mam mieszane uczucia - są bardzo intensywne, raczej kruche (50% miazgi kakaowej), ale jako jedna kostka do kawy niż pół tabliczki do zjedzenia w chwili słabości.
- Nugaty - sporo smaków (pistacja, migdały, czekolada, pomarańcza, cytryna), w sklepach turystycznych zwykle są wystawione kawałki do próbowania. Spodobała mi się wersja cytrynowa.
- Likiery (cremoncelli) - fantastyczne kolory, niewielki woltaż (kilkanaście %), czasem absurdalne kształty butelek, rzecz typowo deserowo-prezentowa (zwłaszcza w butelkach w kształcie włoskiego buta czy wyspy). Pistacja zielona, melon pomarańczowy, białawe migdały. W najbardziej unikalnych kształtach butelek (w jakże zabawnym kształcie penisa z jądrami czy w butelce z lawy) sprzedawany jest mocny, 70% czerwony likier Fuoco dell'Etna (Ogień z Etny).
- Oliwki - wiadomo, część zjedliśmy na miejscu, część się dowiozła, ale jutro zjemy.

Dodatkowo lista restauracji, w których jedliśmy. Żadna nie rozczarowała, niektóre droższe, niektóre tańsze, wszystko było świeże i smaczne. Uwaga - Sycylijczycy bardzo przestrzegają pory sjesty i większość restauracji w godzinach 13-16 może być nieczynna. W okolicach turystycznych bywają otwarte, ale to raczej wyjątek. Nie ma napiwków, za to płaci się za "nakrycie" - 1-3,5e (w zależności od restauracji) od osoby.
- Syrakuzy: Al Mayari, Via Giovanni Torres 7, Syracuse
- Zafferana Etnea: Ristorante Pizzeria Orchidea, 1, Via Liberta, Zafferana Etnea.
- Giardini Naxos: La Sirena Ristorante Pizzeria, Via Jannuzzo Schiso 36, Giardini Naxos; La Conchiglia, Via Naxos, Giardini Naxos; Golden Blue, Via Calcide Eubea 10, Giardini-Naxos
- Taormina: Trattoria Piazza Badia, Piazza Santa Caterina 13, Taormina
- Lipari: Ristorante Filippino, Piazza Mazzini.
PS Oczywiście wróciłyśmy też z lokalnymi wytworami niespożywczymi - bransoletkami z lawy (Maj i ja) oraz lawowym kotkiem, glinianym delfinkiem i kawałkiem obsydianu (Maj).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 2, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Będąc turystką skupioną na patrzeniu (o tym w poprzednich i następnych odcinkach) i jedzeniu, zostawiłam w bagażu miejsce na lokalne zakupy. Część zjadłam na miejscu, część przywiozłam do domu (a części żałuję, że nie kupiłam). Można te wszystkie rzeczy kupować w miejscach turystycznych, na lotnisku tuż przed odlotem (ceny wyższe, ale w przypadku alkoholi czy kremów można przewieźć w wolnocłowym worku) albo w dobrze wyposażonych marketach, gdzie zwykle są standy z lokalnymi produktami w cenach o kilka euro korzystniejszych.
- Pistacje - bo lokalne.
- Provolone al pistaccio - wersja łagodna sera z krowiego mleka, o specyficznym kształcie (efekt wiązania sznurkiem), z lokalnymi pistacjami.
- Miody (miele) - głównie z okolic Etny: kasztanowy, cytrynowy, eukaliptusowy i z pomarańczy. Sprzedający są najczęściej dobrze przygotowani i mają wskazania "zdrowotne" dla poszczególnych rodzajów miodu również po polsku.
- Kremy - z pistacji i migdałów. Warto patrzeć na skład, bywają takie, które zawierają tylko pistacje, cukier i tłuszcz, są takie z dłuższą listą składników.
- Pasty - z migdałów i pistacji. To w zasadzie elastyczny marcepan (czysty) albo z pistacjami. Uwaga - ma kształt mydła, warto czytać, żeby kupić pastę (pasta), a nie mydło (sapone), które występuje w wielu owocowych zapachach.
- Czekolady - różne smaki z lokalnymi dodatkami, wybierałam raczej gorzkie. Mam mieszane uczucia - są bardzo intensywne, raczej kruche (50% miazgi kakaowej), ale jako jedna kostka do kawy niż pół tabliczki do zjedzenia w chwili słabości.
- Nugaty - sporo smaków (pistacja, migdały, czekolada, pomarańcza, cytryna), w sklepach turystycznych zwykle są wystawione kawałki do próbowania. Spodobała mi się wersja cytrynowa.
- Likiery (cremoncelli) - fantastyczne kolory, niewielki woltaż (kilkanaście %), czasem absurdalne kształty butelek, rzecz typowo deserowo-prezentowa (zwłaszcza w butelkach w kształcie włoskiego buta czy wyspy). Pistacja zielona, melon pomarańczowy, białawe migdały. W najbardziej unikalnych kształtach butelek (w jakże zabawnym kształcie penisa z jądrami czy w butelce z lawy) sprzedawany jest mocny, 70% czerwony likier Fuoco dell'Etna (Ogień z Etny).
- Oliwki - wiadomo, część zjedliśmy na miejscu, część się dowiozła, ale jutro zjemy.

Dodatkowo lista restauracji, w których jedliśmy. Żadna nie rozczarowała, niektóre droższe, niektóre tańsze, wszystko było świeże i smaczne. Uwaga - Sycylijczycy bardzo przestrzegają pory sjesty i większość restauracji w godzinach 13-16 może być nieczynna. W okolicach turystycznych bywają otwarte, ale to raczej wyjątek. Nie ma napiwków, za to płaci się za "nakrycie" - 1-3,5e (w zależności od restauracji) od osoby.
- Syrakuzy: Al Mayari, Via Giovanni Torres 7, Syracuse
- Zafferana Etnea: Ristorante Pizzeria Orchidea, 1, Via Liberta, Zafferana Etnea.
- Giardini Naxos: La Sirena Ristorante Pizzeria, Via Jannuzzo Schiso 36, Giardini Naxos; La Conchiglia, Via Naxos, Giardini Naxos; Golden Blue, Via Calcide Eubea 10, Giardini-Naxos
- Taormina: Trattoria Piazza Badia, Piazza Santa Caterina 13, Taormina
- Lipari: Ristorante Filippino, Piazza Mazzini.
PS Oczywiście wróciłyśmy też z lokalnymi wytworami niespożywczymi - bransoletkami z lawy (Maj i ja) oraz lawowym kotkiem, glinianym delfinkiem i kawałkiem obsydianu (Maj).
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 2, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rok odpowiedzi na wszystkie pytania?
(zdjęcie - TŻ)
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 28, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Rok odpowiedzi na wszystkie pytania?
(zdjęcie - TŻ)
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 28, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[20-27.08.2017]
Podobno ulubiona letniskowa miejscowość Wisławy Szymborskiej; typowo turystyczna, takie sycylijskie Mielno. Deptak, po jednej stronie marina i plaże, po drugiej hotele i sklepy, rejsy po zatoce[1], wieczorem w klubach mecze na telebimach i głośna muzyka. Nasz hotel był kawałek w głębi, do plaży był spory spacer, ale wieczorem słychać było tylko morze. To tak naprawdę dwie miejscowości - młodsze włoskie Giardini i starsze greckie Naxos, zbudowane na helleńskich ruinach[2], z piękną zatoką i widokami a to na Etnę, a to na Taorminę na wzgórzach. Miejsce, w którym warto wstać o wschodzie słońca.
Marina / Nike w porcie
Deptak
Imponujący wycieczkowiec / Avatar
Widok na Taorminę (wczesny wieczór)
Skrystalizowana sól na wulkanicznych skałkach / Plażing
Widok na Taorminę (późny wieczór)
Widok na Giardini-Naxos z serpentyny do Taorminy
Krótką chwilę po wschodzie słońca
Dłuższą chwilę po wschodzie słońca
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Rejs zdecydowanie warto, chociaż to rozrywka typowo turystyczna, widoki niesamowite, okażę niebawem.
[2] Muzeum Archeologiczne warto również, aczkolwiek może nie w najgorętszy dzień sierpnia. Również niebawem.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 27, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 1 komentarz
- Skomentuj
[20-27.08.2017]
Podobno ulubiona letniskowa miejscowość Wisławy Szymborskiej; typowo turystyczna, takie sycylijskie Mielno. Deptak, po jednej stronie marina i plaże, po drugiej hotele i sklepy, rejsy po zatoce[1], wieczorem w klubach mecze na telebimach i głośna muzyka. Nasz hotel był kawałek w głębi, do plaży był spory spacer, ale wieczorem słychać było tylko morze. To tak naprawdę dwie miejscowości - młodsze włoskie Giardini i starsze greckie Naxos, zbudowane na helleńskich ruinach[2], z piękną zatoką i widokami a to na Etnę, a to na Taorminę na wzgórzach. Miejsce, w którym warto wstać o wschodzie słońca.
Marina / Nike w porcie
Deptak
Imponujący wycieczkowiec / Avatar
Widok na Taorminę (wczesny wieczór)
Skrystalizowana sól na wulkanicznych skałkach / Plażing
Widok na Taorminę (późny wieczór)
Widok na Giardini-Naxos z serpentyny do Taorminy
Krótką chwilę po wschodzie słońca
Dłuższą chwilę po wschodzie słońca
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Rejs zdecydowanie warto, chociaż to rozrywka typowo turystyczna, widoki niesamowite, okażę niebawem.
[2] Muzeum Archeologiczne warto również, aczkolwiek może nie w najgorętszy dzień sierpnia. Również niebawem.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 27, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
- 1 komentarz
- Skomentuj