Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: moje-miasto



Szpital Świętej Rodziny II

Musiało minąć ponad dwa i pół roku, zanim świadomie wróciłam w okolice miejsca urodzenia mojej córki. Nie będę opowiadać o traumusiach szpitalnych, nie jestem z frakcji obrzydzania przyszłym matkom tego, co i tak będzie. Wolę patrzeć na szpital Świętej Rodziny jak na miejsce, z którego wróciłam ze zdrową, ciekawą wszystkiego, inteligentną i łobuzerską Mają. Wyjątkowo zamiast postępującego zniszczenia - świeża farba, remont i powrót do okresu świetności.


(i półprodukt w wersji szamańsko-niebiańskiej)

Wyznam też, tak na marginesie, że wysłałam dziś do TŻ MMS-a ze zdjęciem żółtego sera (w opakowaniu, żeby nie było), a on (TŻ, nie ser) się ucieszył. Wzbudziłam też śmiech, opowiadając o jednym z moich fantastycznych pomysłów, żeby znaleźć kawiarenkę i napić się kawy w okolicach rynku Łazarskiego.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 7, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 4 komentarze - Skomentuj


Szpital Świętej Rodziny II

Musiało minąć ponad dwa i pół roku, zanim świadomie wróciłam w okolice miejsca urodzenia mojej córki. Nie będę opowiadać o traumusiach szpitalnych, nie jestem z frakcji obrzydzania przyszłym matkom tego, co i tak będzie. Wolę patrzeć na szpital Świętej Rodziny jak na miejsce, z którego wróciłam ze zdrową, ciekawą wszystkiego, inteligentną i łobuzerską Mają. Wyjątkowo zamiast postępującego zniszczenia - świeża farba, remont i powrót do okresu świetności.


(i półprodukt w wersji szamańsko-niebiańskiej)

Wyznam też, tak na marginesie, że wysłałam dziś do TŻ MMS-a ze zdjęciem żółtego sera (w opakowaniu, żeby nie było), a on (TŻ, nie ser) się ucieszył. Wzbudziłam też śmiech, opowiadając o jednym z moich fantastycznych pomysłów, żeby znaleźć kawiarenkę i napić się kawy w okolicach rynku Łazarskiego.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 7, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 4 komentarze - Skomentuj


Między Jelonkiem a Złotnikami

Zostawiłam Maja z TŻ-em (albowiem dziecko me odmawia zabaw na dworze), wyszłam w śnieg. Poranne zakupy - znowu kupiłam samochód (niestety w przeciwieństwie do bułek nie można dostać od razu do ręki, tylko trzeba czekać do kwietnia i to przy dobrych wiatrach). I wróciłam okrężną drogą.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 15, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 5 komentarzy - Skomentuj


Między Jelonkiem a Złotnikami

Zostawiłam Maja z TŻ-em (albowiem dziecko me odmawia zabaw na dworze), wyszłam w śnieg. Poranne zakupy - znowu kupiłam samochód (niestety w przeciwieństwie do bułek nie można dostać od razu do ręki, tylko trzeba czekać do kwietnia i to przy dobrych wiatrach). I wróciłam okrężną drogą.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 15, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 5 komentarzy - Skomentuj


Lans właściwy, czyli ja i moja poziomica

Jest zima, nie? Bardziej ciemno niż jasno, ostatnio tak zimno, że wszystko urywa, ręce odmrożone, a w nosie kisiel. I to jest czas, kiedy trzeba wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym. Moja propozycja jest taka: idźcie do Paderewski Restaurant i przy okazji rozgrzewania się herbatą (albo przy okazji ręcznie robionego świeżego makaronu czy właśnie wyjętej z pieca pizzy) obejrzyjcie moje lato na zdjęciach. Wreszcie. Mimo niespodziewanego braku taśmy dwustronnej, przez co TŻ wykonał misję specjalną i oprócz taśmy znalazł w Empiku nowo wydane "Przygody Misia Uszatka". Mimo trudności z wyborem z dziesiątków tysięcy zdjęć. Mimo. I wreszcie. Bardzo się cieszę, wiecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 4, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 11 komentarzy - Skomentuj


Lans właściwy, czyli ja i moja poziomica

Jest zima, nie? Bardziej ciemno niż jasno, ostatnio tak zimno, że wszystko urywa, ręce odmrożone, a w nosie kisiel. I to jest czas, kiedy trzeba wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym. Moja propozycja jest taka: idźcie do Paderewski Restaurant i przy okazji rozgrzewania się herbatą (albo przy okazji ręcznie robionego świeżego makaronu czy właśnie wyjętej z pieca pizzy) obejrzyjcie moje lato na zdjęciach. Wreszcie. Mimo niespodziewanego braku taśmy dwustronnej, przez co TŻ wykonał misję specjalną i oprócz taśmy znalazł w Empiku nowo wydane "Przygody Misia Uszatka". Mimo trudności z wyborem z dziesiątków tysięcy zdjęć. Mimo. I wreszcie. Bardzo się cieszę, wiecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 4, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 11 komentarzy - Skomentuj


High noon

W Trójce była dyskusja o tym, kiedy jest "złota godzina", z najlepszym światłem, że godzinę po wschodzie słońca i godzinę przed zachodem. Dla mnie w mieście każde światło jest dobre. Byle by było.

Odbudowuję kawałki dzieciństwa. Do dziś pamiętam, jakie książki miałam. Pamiętam te, które rozsypywały się z zaczytania i były sklejone taśmą, która po latach ciągnęła się cieniutkimi nitkami kleju przy odrywaniu. I jakoś przytłacza mnie wybór książek współczesnych. Nie chcę wchodzić w kilometrowe serie, w zeszyty z naklejkami, w brandy - w Miffy, strażaka Sama i świnkę Peppę. Szukam książek starych, niekoniecznie pierwszych wydań, ale takich, które zapadają w głowę. Których ilustracje się zapamiętuje. Wiem, kupuję teraz książki dla siebie, ale czuję się jak dziecko, kiedy otwieram nieznane mi wcześniej tomy Saska czy znaleziony w antykwariacie[1] tomik Winklowej "Śmiesznie makaron rośnie" z ilustracjami Wandy Orlińskiej. Mam naiwne przekonanie, że wykreuję córce w jej życiu miejsce na te książki. I inne.

[1] Wydawało mi się, że już wyczerpał się urok antykwariatów, że wygodniej wyklikać. Ale jednak. W zimowy dzień, kiedy już można założyć z powrotem zaparowane okulary i zdjąć rękawiczki, fajnie pobyć w antykwariacie. Mogliby jeszcze kawę dawać. Chociaż oczywiście zawsze można pójść gdzie indziej na herbatę z cytryną i syropem malinowym. To był dobry dzień i dobra herbata.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 3, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 7 komentarzy - Skomentuj


High noon

W Trójce była dyskusja o tym, kiedy jest "złota godzina", z najlepszym światłem, że godzinę po wschodzie słońca i godzinę przed zachodem. Dla mnie w mieście każde światło jest dobre. Byle by było.

Odbudowuję kawałki dzieciństwa. Do dziś pamiętam, jakie książki miałam. Pamiętam te, które rozsypywały się z zaczytania i były sklejone taśmą, która po latach ciągnęła się cieniutkimi nitkami kleju przy odrywaniu. I jakoś przytłacza mnie wybór książek współczesnych. Nie chcę wchodzić w kilometrowe serie, w zeszyty z naklejkami, w brandy - w Miffy, strażaka Sama i świnkę Peppę. Szukam książek starych, niekoniecznie pierwszych wydań, ale takich, które zapadają w głowę. Których ilustracje się zapamiętuje. Wiem, kupuję teraz książki dla siebie, ale czuję się jak dziecko, kiedy otwieram nieznane mi wcześniej tomy Saska czy znaleziony w antykwariacie[1] tomik Winklowej "Śmiesznie makaron rośnie" z ilustracjami Wandy Orlińskiej. Mam naiwne przekonanie, że wykreuję córce w jej życiu miejsce na te książki. I inne.

[1] Wydawało mi się, że już wyczerpał się urok antykwariatów, że wygodniej wyklikać. Ale jednak. W zimowy dzień, kiedy już można założyć z powrotem zaparowane okulary i zdjąć rękawiczki, fajnie pobyć w antykwariacie. Mogliby jeszcze kawę dawać. Chociaż oczywiście zawsze można pójść gdzie indziej na herbatę z cytryną i syropem malinowym. To był dobry dzień i dobra herbata.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 3, 2012

Link bezpośredni - Kategoria: Moje miasto - - 7 komentarzy - Skomentuj