Kategoria:
moje-miasto
Dawno, dawno temu Otfried Preussler napisał uroczą książeczkę o tym, że pewna 127-letnia czarownica miała w rok zostać Dobrą Czarownicą. A w Teatrze Animacji w Zamku można było o tej czarownicy obejrzeć przedstawienie. Pierwszym założeniem, jakie zrobiłam, było "w każdej chwili możemy wyjść". I tu niespodzianka - pół widowni zajmowały dzieci, a ćwierć - zupełne maluchy. Można było biegać dookoła widowni w czasie przerwy, kiedy świecą jampki, mama, ziejone, niebieskie, cierwone i ziójte, a kiedy zgasło światło i zagrała muzyka, można było wydawać radosne okrzyki, klaskać, śmiać się i tańczyć. Rozsądny kruk tłumaczył czarownicy, jak ma postępować, czarownica tańczyła i skakała, ale uczyła się powoli, że miło być dobrym. Minimalna scenografia w ogóle nie przeszkadzała dziecku, przecież wiadomo, że miotła może być drzewem, a aktorka niosąca lalkę jest złą ciotką Rrum-Brum-Trrach. Sama mam mieszane uczucia co do spektakli teatralnych - nie umiem poczuć, oglądam technikę i scenografię; tymczasem pierwszy raz z dzieckiem jest świetny, świeży i głęboki. Maj wierzy w historię, powtarza: udało się, mama, ciarownici i abjakadabja! i nie zastanawia się, jak aktorzy dają radę nie roześmiać się po którymś dziecięcym komentarzu z widowni.
Dawno nie byłam w Zamku w dzień. A warto. Bo wieczorem i nocą to ponure korytarze, ciemne sale i odgłos kroków w oddali. W pełnym słońcu jest ciepłe drewno, rzeźby i schody pod sam dach.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dawno, dawno temu Otfried Preussler napisał uroczą książeczkę o tym, że pewna 127-letnia czarownica miała w rok zostać Dobrą Czarownicą. A w Teatrze Animacji w Zamku można było o tej czarownicy obejrzeć przedstawienie. Pierwszym założeniem, jakie zrobiłam, było "w każdej chwili możemy wyjść". I tu niespodzianka - pół widowni zajmowały dzieci, a ćwierć - zupełne maluchy. Można było biegać dookoła widowni w czasie przerwy, kiedy świecą jampki, mama, ziejone, niebieskie, cierwone i ziójte, a kiedy zgasło światło i zagrała muzyka, można było wydawać radosne okrzyki, klaskać, śmiać się i tańczyć. Rozsądny kruk tłumaczył czarownicy, jak ma postępować, czarownica tańczyła i skakała, ale uczyła się powoli, że miło być dobrym. Minimalna scenografia w ogóle nie przeszkadzała dziecku, przecież wiadomo, że miotła może być drzewem, a aktorka niosąca lalkę jest złą ciotką Rrum-Brum-Trrach. Sama mam mieszane uczucia co do spektakli teatralnych - nie umiem poczuć, oglądam technikę i scenografię; tymczasem pierwszy raz z dzieckiem jest świetny, świeży i głęboki. Maj wierzy w historię, powtarza: udało się, mama, ciarownici i abjakadabja! i nie zastanawia się, jak aktorzy dają radę nie roześmiać się po którymś dziecięcym komentarzu z widowni.
Dawno nie byłam w Zamku w dzień. A warto. Bo wieczorem i nocą to ponure korytarze, ciemne sale i odgłos kroków w oddali. W pełnym słońcu jest ciepłe drewno, rzeźby i schody pod sam dach.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 29, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zaparowana szyba, zamknięty przejazd kolejowy, słońce i poranna mgła. Wystarczy kilkanaście sekund, żeby mieć poczucie bycia tu i teraz.
Stacje kolejowe mają coś w sobie, zwłaszcza jak się patrzy od strony zaplecza.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 26, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zaparowana szyba, zamknięty przejazd kolejowy, słońce i poranna mgła. Wystarczy kilkanaście sekund, żeby mieć poczucie bycia tu i teraz.
Stacje kolejowe mają coś w sobie, zwłaszcza jak się patrzy od strony zaplecza.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek styczeń 26, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ostatnio wszędzie je widzę.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 17, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ostatnio wszędzie je widzę.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 17, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Mówią wyraźnie, umieją świetnie opowiadać, robią co 45 minut przerwę, podczas której puszczają filmy (dziś zawiesiłam się po raz nie wiem który na bohaterze tragicznym - wiewiórze z "Ice Age"), o 15 wyjmują czekoladki i oznajmiają, że tego nam wszystkim potrzeba. Za oknem słońce przeplatane deszczem, a kto nie nosi aparatu, ten głuptas.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Mówią wyraźnie, umieją świetnie opowiadać, robią co 45 minut przerwę, podczas której puszczają filmy (dziś zawiesiłam się po raz nie wiem który na bohaterze tragicznym - wiewiórze z "Ice Age"), o 15 wyjmują czekoladki i oznajmiają, że tego nam wszystkim potrzeba. Za oknem słońce przeplatane deszczem, a kto nie nosi aparatu, ten głuptas.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Się buduje. Tymczasem ciekawa jestem, czy ktoś wpadnie na pomysł zagospodarowania fantastycznego, urokliwego dojścia z ulicy 23 Lutego (skądinąd, podoba mi się idea mówienia "idę z 23 Lutego na 27 Grudnia", możliwe chyba tylko w Poznaniu) do nowopowstałego zamku. Od kiedy pamiętam, za brzydkim płotem były krzaki i drzewa i ścieżka, obiecująco prowadząca "gdzieś w górę". Może więc, drogie miasto?
Maj wszedł w świat dialogu z pluszakami. Podpuszczamy go nieco, włączając w samochodzie "O dwóch takich, co ukradli księżyc" Lady Pank i powodując liczne pytania z tylnej kanapy: "Ciemu nas tam nie ma, mamo? Bo zia daleko?". Wczoraj odbiłam pytanie: "No właśnie, czemu nas tam nie ma, Maju?" i usłyszałam: "Wewióko, ciemu nas tam nie ma?".
Poza tym TŻ mnie po raz trzeci ograł w Memory, a ryba w Palmiarni ochlapała.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 9, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Się buduje. Tymczasem ciekawa jestem, czy ktoś wpadnie na pomysł zagospodarowania fantastycznego, urokliwego dojścia z ulicy 23 Lutego (skądinąd, podoba mi się idea mówienia "idę z 23 Lutego na 27 Grudnia", możliwe chyba tylko w Poznaniu) do nowopowstałego zamku. Od kiedy pamiętam, za brzydkim płotem były krzaki i drzewa i ścieżka, obiecująco prowadząca "gdzieś w górę". Może więc, drogie miasto?
Maj wszedł w świat dialogu z pluszakami. Podpuszczamy go nieco, włączając w samochodzie "O dwóch takich, co ukradli księżyc" Lady Pank i powodując liczne pytania z tylnej kanapy: "Ciemu nas tam nie ma, mamo? Bo zia daleko?". Wczoraj odbiłam pytanie: "No właśnie, czemu nas tam nie ma, Maju?" i usłyszałam: "Wewióko, ciemu nas tam nie ma?".
Poza tym TŻ mnie po raz trzeci ograł w Memory, a ryba w Palmiarni ochlapała.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 9, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 9 komentarzy
- Skomentuj