Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: p-jak-posesja

O tym, że niespodziewane

Nie miałam co robić, więc przyszłam wcześniej.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy niewiele się działo, ale jak ruszyło, to spektakularnie. Protokół przekazania, klucze, udało mi się przepisać bez problemu licznik wody oraz dwa liczniki gazu z nieco większą papierkologią, albowiem to niespotykane, że są dwa, a nie jeden. Na prądzie utknęłam, albowiem okazało się, że Enea ma biuro obsługi nie na Strzeszyńskiej, a na Polnej w Poznaniu. Następnym razem trafię.

Dwa liczniki gazu (i dwie umowy z dwoma opłatami przesyłowymi co miesiąc, bhawo!) są efektem dziwnej koncepcji, dzięki której jednym gazem zasilany był bardzo egzotyczny kocioł (EL-KA, 1987) w piwnicy, a drugim - kuchenka gazowa i tzw. junkers, a konkretnie równie egzotyczny Termet, służący do grzania wody w łazience. Nie, nie były to różne taryfy, co od biedy by kombinację usprawiedliwiało. Szybka konsultacja z dobrą firmą wykazała, że robimy nową instalację grzewczą teraz już, żeby nie wrąbać się w remont za rok-dwa, rozwalając podłogi i ściany. Kwota nieco przeładowuje i tak już niespinający się budżet. Ale za to pozbędę się rur kaloryferowych w dość egzotycznych miejscach. Plus więc jest.

Licznik gazowy, stanowiący przyczynek do kolumny między kuchnią a salonem, okazał się być drobiazgiem, albowiem okazało się, że ściana, nie dość, że nośna, to zawiera jeszcze dwa kominy, prawdopodobnie należące do mieszkania w piwnicy. Nie występowały na planach. Nie będzie więc otwartej przestrzeni, chociaż pewnie dużym nakładem środków, konsultacjami z kominiarzem i nadzorem budowlanym oraz modyfikacjami w lokalu poniżej (który z kolei jest aktualnie niedostępny) by się dało. Zamiast tego spróbujemy prześwitów, potencjalnie do wykorzystania na półki.

Jest za to i jaskółeczka. Do tej pory kosztem wysoko na liście (zanim wyszło ogrzewanie, co nieco zmieniło perspektywę) była podłoga. Zdejmowanie kolejnych warstw wykazało istnienie bardzo przyjemnych desek pod rozsypaną mozaiką i płytą wiórową. Do ustalenia jest, jak bardzo taka podłoga będzie nieizolowana i jak dużo wysiłku trzeba będzie włożyć w doczyszczenie jej po latach ukrycia. Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać efekt jak w tym pięknym wnętrzu:

Spodziewaj się niespodziewanego. Na przykład pajęczyn.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 22, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że niespodziewane

Nie miałam co robić, więc przyszłam wcześniej.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy niewiele się działo, ale jak ruszyło, to spektakularnie. Protokół przekazania, klucze, udało mi się przepisać bez problemu licznik wody oraz dwa liczniki gazu z nieco większą papierkologią, albowiem to niespotykane, że są dwa, a nie jeden. Na prądzie utknęłam, albowiem okazało się, że Enea ma biuro obsługi nie na Strzeszyńskiej, a na Polnej w Poznaniu. Następnym razem trafię.

Dwa liczniki gazu (i dwie umowy z dwoma opłatami przesyłowymi co miesiąc, bhawo!) są efektem dziwnej koncepcji, dzięki której jednym gazem zasilany był bardzo egzotyczny kocioł (EL-KA, 1987) w piwnicy, a drugim - kuchenka gazowa i tzw. junkers, a konkretnie równie egzotyczny Termet, służący do grzania wody w łazience. Nie, nie były to różne taryfy, co od biedy by kombinację usprawiedliwiało. Szybka konsultacja z dobrą firmą wykazała, że robimy nową instalację grzewczą teraz już, żeby nie wrąbać się w remont za rok-dwa, rozwalając podłogi i ściany. Kwota nieco przeładowuje i tak już niespinający się budżet. Ale za to pozbędę się rur kaloryferowych w dość egzotycznych miejscach. Plus więc jest.

Licznik gazowy, stanowiący przyczynek do kolumny między kuchnią a salonem, okazał się być drobiazgiem, albowiem okazało się, że ściana, nie dość, że nośna, to zawiera jeszcze dwa kominy, prawdopodobnie należące do mieszkania w piwnicy. Nie występowały na planach. Nie będzie więc otwartej przestrzeni, chociaż pewnie dużym nakładem środków, konsultacjami z kominiarzem i nadzorem budowlanym oraz modyfikacjami w lokalu poniżej (który z kolei jest aktualnie niedostępny) by się dało. Zamiast tego spróbujemy prześwitów, potencjalnie do wykorzystania na półki.

Jest za to i jaskółeczka. Do tej pory kosztem wysoko na liście (zanim wyszło ogrzewanie, co nieco zmieniło perspektywę) była podłoga. Zdejmowanie kolejnych warstw wykazało istnienie bardzo przyjemnych desek pod rozsypaną mozaiką i płytą wiórową. Do ustalenia jest, jak bardzo taka podłoga będzie nieizolowana i jak dużo wysiłku trzeba będzie włożyć w doczyszczenie jej po latach ukrycia. Mam nadzieję, że uda mi się uzyskać efekt jak w tym pięknym wnętrzu:

Spodziewaj się niespodziewanego. Na przykład pajęczyn.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 22, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że zapewne to się nada do prozy

Z jednej strony, w związku z drgnięciem na posesji - pan A. się wyprowadził, ekipa weszła), z drugiej w związku z brakiem sukcesów w tzw. procesie rekrutacji - firma e-bookarska oraz znany HR-konsultant nie są w stanie od miesiąca powiedzieć mi, czy mnie chcą, nie chcą, masaj, odpuściłam czynne szukanie pracy, skupiając się na etacie Pani Inwestor. Tyle że kiedy w sobotę odebraliśmy klucze, w piękny słoneczny dzień pozostając sami w pustym mieszkaniu, kiedy zaczepiając o kawę i lody wróciliśmy szczęśliwi do domu, dowiedzieliśmy się o śmierci Piotra. Piotr poza rodziną, na myśl o czym jest mi źle przeraźliwie, zostawił liczne niedokończone projekty, które - sorry to say - zapewne wydajnie przyczyniły się do jego zawału. I nagle jednego dnia pogrzeb, drugiego dnia jadę na spotkanie w sprawie przejęcia tych i innych projektach na moich warunkach. Na część etatu, z częścią pracy z domu/zdalnie, kilka ulic od przedszkola, do którego zdążę na 16. I z przyzwoitym uposażeniem (aczkolwiek, oczywiście, bywało lepiej (ale i gorzej też)). Praca, nie wypieram się, po znajomości, co jest dla mnie pewnym zgryzem. W agencji reklamowej. Tej, co wielokrotnie dokonywała wymiany faktur z A. Więc z jednej strony nie opuszcza mnie poczucie porażki, bo w końcu jakoś nie zrobiłam furory na rynku pracy jako specjalistka z kilkunastoletnim doświadczeniem, certyfikatami i wdrożeniami dla milionów użytkowników, z drugiej - co tam, najwyżej za jakiś czas poszukam ponownie.

To powyżej to bardzo duże uproszczenie, pomijające wiele aspektów sytuacji. Long story, od poniedziałku zaczynam zarabiać na nowe ogrzewanie, wyliczone skromnie na 35k zł.

A to, co będzie się działo, przyda mi się do prozy. Może.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 20, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 4 komentarze - Skomentuj


O tym, że zapewne to się nada do prozy

Z jednej strony, w związku z drgnięciem na posesji - pan A. się wyprowadził, ekipa weszła), z drugiej w związku z brakiem sukcesów w tzw. procesie rekrutacji - firma e-bookarska oraz znany HR-konsultant nie są w stanie od miesiąca powiedzieć mi, czy mnie chcą, nie chcą, masaj, odpuściłam czynne szukanie pracy, skupiając się na etacie Pani Inwestor. Tyle że kiedy w sobotę odebraliśmy klucze, w piękny słoneczny dzień pozostając sami w pustym mieszkaniu, kiedy zaczepiając o kawę i lody wróciliśmy szczęśliwi do domu, dowiedzieliśmy się o śmierci Piotra. Piotr poza rodziną, na myśl o czym jest mi źle przeraźliwie, zostawił liczne niedokończone projekty, które - sorry to say - zapewne wydajnie przyczyniły się do jego zawału. I nagle jednego dnia pogrzeb, drugiego dnia jadę na spotkanie w sprawie przejęcia tych i innych projektach na moich warunkach. Na część etatu, z częścią pracy z domu/zdalnie, kilka ulic od przedszkola, do którego zdążę na 16. I z przyzwoitym uposażeniem (aczkolwiek, oczywiście, bywało lepiej (ale i gorzej też)). Praca, nie wypieram się, po znajomości, co jest dla mnie pewnym zgryzem. W agencji reklamowej. Tej, co wielokrotnie dokonywała wymiany faktur z A. Więc z jednej strony nie opuszcza mnie poczucie porażki, bo w końcu jakoś nie zrobiłam furory na rynku pracy jako specjalistka z kilkunastoletnim doświadczeniem, certyfikatami i wdrożeniami dla milionów użytkowników, z drugiej - co tam, najwyżej za jakiś czas poszukam ponownie.

To powyżej to bardzo duże uproszczenie, pomijające wiele aspektów sytuacji. Long story, od poniedziałku zaczynam zarabiać na nowe ogrzewanie, wyliczone skromnie na 35k zł.

A to, co będzie się działo, przyda mi się do prozy. Może.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 20, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 4 komentarze - Skomentuj


O tym, że kuchnia i salon

Wizja lokalna, poza określeniem stanu podłogi (jeśli ktoś chce w okolicach marca około 90 m2 drewnianej mozaiki, którą podobno świetnie się pali w piecu, proszę się zgłaszać) wyjaśniła też, że z przebiciem się między kuchnią z salonem nie będzie tak zupełnie prosto. I to nie dlatego, że ściana nośna, chociaż i owszem. Ale pierwsze: aktualnie od strony kuchni stoi przy niej kaloryfer, jedyny w kuchni. Kaloryfery i rury do nich prowadzące to w ogóle temat-rzeka, albowiem w mieszkaniu był swego czasu piec węglowy, który na przestrzeni dziejów został zastąpiony kaloryferami i rurami puszczonymi metodą full-disclosure po ścianach. Zapewne to rozwiązanie bardzo wygodne w realizacji, natomiast wygląd nieco mnie boli w estetykę (tak, wiem, w aktualnym mieszkaniu mam idącą przez środek przedpokoju rurę gazową, z którą nic nie zrobiłam).

Ale kaloryfer da się zapewne przestawić pod okno w miarę bezkonfliktowo, natomiast pojawia się ale drugie. W rogu za drzwiami, na ścianie między kuchnią a salonem został błyskotliwie umieszczony licznik gazowy.
Idea była, żeby zniknąć całkowicie ścianę oraz dwie pary drzwi, uzyskując otwarcie korytarza na przestrzeń kuchnio-salonu, prawdopodobnie zakończoną stołem. Zapewne da się to zrobić dokonując wymagających wielostronnych konsultacji z firmą dostarczającą gaz, żeby przesunąć rury gazowe omijając ścianę i przenosząc licznik. Wygląda mi to na przygodę mało zabawną, dość kosztowną i czasochłonną. Wyjściem alternatywnym jest pozostawienie licznika i rur tam, gdzie je błyskotliwy inaczej monter umieścił, zostawiając kawałek ściany w formie kolumny. Może nawet użytkowej lub chociaż ozdobnej.

Inspiracje otwartej kuchni:

Źródło: homedsgn.com (warto zobaczyć cały projekt, bardzo ciekawy).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 12, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że kuchnia i salon

Wizja lokalna, poza określeniem stanu podłogi (jeśli ktoś chce w okolicach marca około 90 m2 drewnianej mozaiki, którą podobno świetnie się pali w piecu, proszę się zgłaszać) wyjaśniła też, że z przebiciem się między kuchnią z salonem nie będzie tak zupełnie prosto. I to nie dlatego, że ściana nośna, chociaż i owszem. Ale pierwsze: aktualnie od strony kuchni stoi przy niej kaloryfer, jedyny w kuchni. Kaloryfery i rury do nich prowadzące to w ogóle temat-rzeka, albowiem w mieszkaniu był swego czasu piec węglowy, który na przestrzeni dziejów został zastąpiony kaloryferami i rurami puszczonymi metodą full-disclosure po ścianach. Zapewne to rozwiązanie bardzo wygodne w realizacji, natomiast wygląd nieco mnie boli w estetykę (tak, wiem, w aktualnym mieszkaniu mam idącą przez środek przedpokoju rurę gazową, z którą nic nie zrobiłam).

Ale kaloryfer da się zapewne przestawić pod okno w miarę bezkonfliktowo, natomiast pojawia się ale drugie. W rogu za drzwiami, na ścianie między kuchnią a salonem został błyskotliwie umieszczony licznik gazowy.
Idea była, żeby zniknąć całkowicie ścianę oraz dwie pary drzwi, uzyskując otwarcie korytarza na przestrzeń kuchnio-salonu, prawdopodobnie zakończoną stołem. Zapewne da się to zrobić dokonując wymagających wielostronnych konsultacji z firmą dostarczającą gaz, żeby przesunąć rury gazowe omijając ścianę i przenosząc licznik. Wygląda mi to na przygodę mało zabawną, dość kosztowną i czasochłonną. Wyjściem alternatywnym jest pozostawienie licznika i rur tam, gdzie je błyskotliwy inaczej monter umieścił, zostawiając kawałek ściany w formie kolumny. Może nawet użytkowej lub chociaż ozdobnej.

Inspiracje otwartej kuchni:

Źródło: homedsgn.com (warto zobaczyć cały projekt, bardzo ciekawy).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 12, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj




O tym, czemu nie kocham w tym tygodniu mojego kraju

Od środy, już oficjalnie, jestem współwłaścicielką mieszkania. Niby od podpisania aktu notarialnego (i uiszczenia za zakup) do przeprowadzki jeszcze trochę minie, ale już na 100% mogę planować, projektować i myśleć. To wprawia mnie w nieco przytępioną, bo listopad, ale jednak euforię. Z drugiej strony przy okazji przypomniałam sobie frustrację sprzed kilkunastu lat przy zakupie poprzedniego mieszkania.

Jeden z paragrafów aktu notarialnego, wyjaśnia, że:

Za dokonanie niniejszej czynności pobrano:
a) podatek od czynności cywilnoprawnych z art.7 ust.1 pkt 1) lit.a) ustawy z dnia 09.09.2000r o podatku od czynności cywilnoprawnych (t.j. Dz.U. nr 101/2010 poz. 649 z późniejszymi zmianami) w wysokości 2% wartości lokalu,
b) taksę notarialną z §§ 3 i 5 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28.06. 2004r. (Dz.U.2013 poz.237) 1.100,00 zł
c) taksę notarialną z § 16 w/w rozporządzenia 200,00 zł
d) taksę notarialną z § 12 w/w rozporządzenia za sześć wypisów pod odrębnymi numerami Repertorium 324,00 zł
e) podatek VAT 23% od kwoty b), c ) i d) z art. 41 ust. 1 ustawy z dnia 11.03.2004r o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2011 nr 177 poz.1054) 373,52 zł
f) opłatę sądową z art. 42 ustawy z dnia 28 lipca 2005r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. nr 167 poz.1398 ze zm.) 200,00 zł.

Rozumiem ideę notariusza jako gwaranta, rozumiem, że za wpis w księdze wieczystej należy ciężko pracującym ludziom w urzędzie zapłacić. Niespecjalnie rozumiem, czemu dodatkowo należy zapłacić podatek VAT, ale jakoś to przeżyję. Natomiast kwota, jaką oddałam lekką ręką tytułem podatku od czynności cywilno-prawnych, wymazuje we mnie resztki patriotyzmu, który rokrocznie podsycam sobie obchodami Powstania Wielkopolskiego. Wiecie, ile bym za to miała ładnej, drewnianej podłogi? Kafelków? Regałów na książki na wymiar, obowiązkowo z drabinką do sięgania na półkę na wysokości 2,70 metra? Dużo bym miała. W tym tygodniu mam taki nastrój, że jakby szykował się marsz protestacyjny w sprawie zmiany ustawy podatkowej, to bym włączyła telewizor i wznosiła z fotela okrzyki zagrzewające do zapalania pochodni.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 28, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, czemu nie kocham w tym tygodniu mojego kraju

Od środy, już oficjalnie, jestem współwłaścicielką mieszkania. Niby od podpisania aktu notarialnego (i uiszczenia za zakup) do przeprowadzki jeszcze trochę minie, ale już na 100% mogę planować, projektować i myśleć. To wprawia mnie w nieco przytępioną, bo listopad, ale jednak euforię. Z drugiej strony przy okazji przypomniałam sobie frustrację sprzed kilkunastu lat przy zakupie poprzedniego mieszkania.

Jeden z paragrafów aktu notarialnego, wyjaśnia, że:

Za dokonanie niniejszej czynności pobrano:
a) podatek od czynności cywilnoprawnych z art.7 ust.1 pkt 1) lit.a) ustawy z dnia 09.09.2000r o podatku od czynności cywilnoprawnych (t.j. Dz.U. nr 101/2010 poz. 649 z późniejszymi zmianami) w wysokości 2% wartości lokalu,
b) taksę notarialną z §§ 3 i 5 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28.06. 2004r. (Dz.U.2013 poz.237) 1.100,00 zł
c) taksę notarialną z § 16 w/w rozporządzenia 200,00 zł
d) taksę notarialną z § 12 w/w rozporządzenia za sześć wypisów pod odrębnymi numerami Repertorium 324,00 zł
e) podatek VAT 23% od kwoty b), c ) i d) z art. 41 ust. 1 ustawy z dnia 11.03.2004r o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2011 nr 177 poz.1054) 373,52 zł
f) opłatę sądową z art. 42 ustawy z dnia 28 lipca 2005r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. nr 167 poz.1398 ze zm.) 200,00 zł.

Rozumiem ideę notariusza jako gwaranta, rozumiem, że za wpis w księdze wieczystej należy ciężko pracującym ludziom w urzędzie zapłacić. Niespecjalnie rozumiem, czemu dodatkowo należy zapłacić podatek VAT, ale jakoś to przeżyję. Natomiast kwota, jaką oddałam lekką ręką tytułem podatku od czynności cywilno-prawnych, wymazuje we mnie resztki patriotyzmu, który rokrocznie podsycam sobie obchodami Powstania Wielkopolskiego. Wiecie, ile bym za to miała ładnej, drewnianej podłogi? Kafelków? Regałów na książki na wymiar, obowiązkowo z drabinką do sięgania na półkę na wysokości 2,70 metra? Dużo bym miała. W tym tygodniu mam taki nastrój, że jakby szykował się marsz protestacyjny w sprawie zmiany ustawy podatkowej, to bym włączyła telewizor i wznosiła z fotela okrzyki zagrzewające do zapalania pochodni.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 28, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: P jak Posesja - - 0 komentarzy - Skomentuj