Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: rozne

Niedzielny poranek

Kłębimy się po łóżku z Majem i Mateuszem lat 4. Pytam uprzejmie Maja, czy mogę ugryźć ją w śliczną stopkę. Wtrąca się Mateusz: "Mnie też możesz ugryźć". No to ugryzłam.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 22, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Niedzielny poranek

Kłębimy się po łóżku z Majem i Mateuszem lat 4. Pytam uprzejmie Maja, czy mogę ugryźć ją w śliczną stopkę. Wtrąca się Mateusz: "Mnie też możesz ugryźć". No to ugryzłam.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 22, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Miau, hau, jak to było...

Jedną z Zabaw Odwracających Uwagę jest zabawa w zwierzątka. Że wąż robi "sss", kotek "miau", konik "ihaha", wiadomo. Ponieważ po jakimś czasie wyczerpuje mi się repertuar, pytam TŻ-a, jakie zna jeszcze zwierzęta i bywam zaskakiwana na przykład ichneumonem wężojadem.

Mam kilka odgłosów odautorskich ("Jak robi japońska rybka? Koi-koi-koi"), jeden podsłuchany od znajomej ("A jak robi rolnik? Kurde, kurde, kurde") i dwie książeczki. Jedna, już częściowo zjedzona, ma zdjęcia kotka, pieska, konika, owieczki i... samolotu. Do niedawna samolot robił "wziuuuum", teraz to sama nie wiem - czy "Jezu, Jezu" czy mniej cenzuralnie. Druga książeczka wprawiła mnie w stupor, bo przyznam, że nie wiem, jaki odgłos (chodzi o odgłos paszczą) wydaje miś polarny, pingwin, koala, jeżyk, delfinek, panda, kangurek, hipcio czy żyrafka. I tak trochę jestem marakuja.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 13, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 8 komentarzy - Skomentuj


Miau, hau, jak to było...

Jedną z Zabaw Odwracających Uwagę jest zabawa w zwierzątka. Że wąż robi "sss", kotek "miau", konik "ihaha", wiadomo. Ponieważ po jakimś czasie wyczerpuje mi się repertuar, pytam TŻ-a, jakie zna jeszcze zwierzęta i bywam zaskakiwana na przykład ichneumonem wężojadem.

Mam kilka odgłosów odautorskich ("Jak robi japońska rybka? Koi-koi-koi"), jeden podsłuchany od znajomej ("A jak robi rolnik? Kurde, kurde, kurde") i dwie książeczki. Jedna, już częściowo zjedzona, ma zdjęcia kotka, pieska, konika, owieczki i... samolotu. Do niedawna samolot robił "wziuuuum", teraz to sama nie wiem - czy "Jezu, Jezu" czy mniej cenzuralnie. Druga książeczka wprawiła mnie w stupor, bo przyznam, że nie wiem, jaki odgłos (chodzi o odgłos paszczą) wydaje miś polarny, pingwin, koala, jeżyk, delfinek, panda, kangurek, hipcio czy żyrafka. I tak trochę jestem marakuja.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 13, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 8 komentarzy - Skomentuj


Kiedyś wymyśliłam google street view

Tylko u mnie się nie nazywało street view. W ogóle się nie nazywało. Ale idea była taka, że jak już będę miała cyfrówkę (a było to w czasach, jak cyfrówka to nie było, że ot tak się idzie i kupuje), to będę chodzić wzdłuż ulic i robić zdjęcia jedno obok drugiego, a potem z tego zmontuję stronę www. I będzie można chodzić tymi ulicami. I jakby mnie google nie ubiegło, to miałabym już ho-ho, tyle grubych milionów na koncie.

I od dawna chodzi za mną drugi pomysł, który chętnie sprzedam i za uzyskane walory kupię sobie domek na Sołaczu. Że można by zrobić mapy z osią czasową i na podstawie zezwoleń na budowę i takich tam śledzić rozwój miast. I wsi. Jeszcze nie wiem, na co to komu, ale jak się sprzedał Facebook (a teraz, sądząc z trailera, sprzedał się ponownie, bo ktoś o Facebooku nakręcił film), to czemu mają się nie sprzedać moje czterowymiarowe mapy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 7, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


Kiedyś wymyśliłam google street view

Tylko u mnie się nie nazywało street view. W ogóle się nie nazywało. Ale idea była taka, że jak już będę miała cyfrówkę (a było to w czasach, jak cyfrówka to nie było, że ot tak się idzie i kupuje), to będę chodzić wzdłuż ulic i robić zdjęcia jedno obok drugiego, a potem z tego zmontuję stronę www. I będzie można chodzić tymi ulicami. I jakby mnie google nie ubiegło, to miałabym już ho-ho, tyle grubych milionów na koncie.

I od dawna chodzi za mną drugi pomysł, który chętnie sprzedam i za uzyskane walory kupię sobie domek na Sołaczu. Że można by zrobić mapy z osią czasową i na podstawie zezwoleń na budowę i takich tam śledzić rozwój miast. I wsi. Jeszcze nie wiem, na co to komu, ale jak się sprzedał Facebook (a teraz, sądząc z trailera, sprzedał się ponownie, bo ktoś o Facebooku nakręcił film), to czemu mają się nie sprzedać moje czterowymiarowe mapy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 7, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


Przezroczystość

Kiedy mnie widzisz, cieszysz się. Uśmiech, powitania, co u Ciebie, świetnie wyglądasz, koniecznie musimy. Po czym odchodzisz w swoją stronę i kiedy znikam za Twoim ramieniem, już o mnie nie pamiętasz, płynnie przechodząc myślą do tramwaju, pogody, dzisiejszego obiadu i że trzeba znowu zapłacić za telefon, rachunek wczoraj przyszedł.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 6, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Przezroczystość

Kiedy mnie widzisz, cieszysz się. Uśmiech, powitania, co u Ciebie, świetnie wyglądasz, koniecznie musimy. Po czym odchodzisz w swoją stronę i kiedy znikam za Twoim ramieniem, już o mnie nie pamiętasz, płynnie przechodząc myślą do tramwaju, pogody, dzisiejszego obiadu i że trzeba znowu zapłacić za telefon, rachunek wczoraj przyszedł.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 6, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Na północ

Już się mogę uśmiechać, chociaż raczej powściągliwie. Po półtora dnia pakowania spakowałam siebie (cztery sukienki, trzy bluzki, dwie pary spodni, kilka apaszek i bielizna) i dziecko (wielka skrzynia ubrań, pieluch, jedzenia, zabawek, ręczników, kosmetyków, butelek i bynajmniej nie jestem pewna, czy czegoś nie zapomniałam). Jak zawsze po spakowaniu i zgrubnym oporządzeniu domu mam ochotę rzucić wszystko i nie wyjeżdżać, bo w domu najlepiej. Ale. Na drugim końcu tęczy zawsze zieleńsza trawa. Nawet jeśli tylko na dwa dni.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 9, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Na północ

Już się mogę uśmiechać, chociaż raczej powściągliwie. Po półtora dnia pakowania spakowałam siebie (cztery sukienki, trzy bluzki, dwie pary spodni, kilka apaszek i bielizna) i dziecko (wielka skrzynia ubrań, pieluch, jedzenia, zabawek, ręczników, kosmetyków, butelek i bynajmniej nie jestem pewna, czy czegoś nie zapomniałam). Jak zawsze po spakowaniu i zgrubnym oporządzeniu domu mam ochotę rzucić wszystko i nie wyjeżdżać, bo w domu najlepiej. Ale. Na drugim końcu tęczy zawsze zieleńsza trawa. Nawet jeśli tylko na dwa dni.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 9, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj