Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: rozne

On a verge of indecision

Czasem budynek Fabryki przypomina mi L-wymiarową bibliotekę z książek Pratchetta. Idę z czwartego piętra na trzecie, nagle okazuje się, że jestem na piątym. Zjeżdżam windą na trzecie, czytam e-mail z informacją, że jest coś dla mnie na piątym. Wracam do windy, tym razem schodzę schodami. Co gorsza zawartość mojej głowy przechodzi swobodnie z jednego wymiaru w drugi, myśli zakręcają za czwartym regałem, niektóre po drodze chowają się w uchylonej książce, nie wszystkie więc docierają do drzwi oznaczonych jako EXIT. Czy dziwi mnie zatem, że przy okazji wyjmowania segregatorów z czasopismami znalazłam w pudełku po dawno zarzuconym koncie w banku węgierskie, słowackie i europejskie walory w banknotach i monetach, które co najmniej dwa, a nawet może i trzy lata temu sprzątnęłam tam skrzętnie w jakimś mało zrozumiałym teraz dla mnie celu. Odpowiadając na zadane na początku tego długiego zdania pytanie - nie, nie dziwi mnie.

W niedzielę pojechaliśmy w dzikie ostępy na Maltę i mimo moich obaw, że wilki, bagna, ognie św. Elma i duchy-zjawy-upiory, znaleźliśmy hindusko-tajską restaurację Taj India. Karmią tak dobrze, że nie przeszkadza szpitalny wystrój późno-PRL-owskiego ośrodka sportowego, wyzierający spod narzuconych na ściany indyjskich chust, makatek i dywanów. Może te prosektoryjne kafle to taki sam zabieg estetyczny co basen wymurowany na środku restauracji w hotelu Rzymskim, jednakowoż chciałam zauważyć, że nie wyszedł chyba tak, jak miał wyjść.

Malta ze spuszczoną wodą to smutny widok. Nawet po ciemku.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 9, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 1 komentarz - Skomentuj


On a verge of indecision

Czasem budynek Fabryki przypomina mi L-wymiarową bibliotekę z książek Pratchetta. Idę z czwartego piętra na trzecie, nagle okazuje się, że jestem na piątym. Zjeżdżam windą na trzecie, czytam e-mail z informacją, że jest coś dla mnie na piątym. Wracam do windy, tym razem schodzę schodami. Co gorsza zawartość mojej głowy przechodzi swobodnie z jednego wymiaru w drugi, myśli zakręcają za czwartym regałem, niektóre po drodze chowają się w uchylonej książce, nie wszystkie więc docierają do drzwi oznaczonych jako EXIT. Czy dziwi mnie zatem, że przy okazji wyjmowania segregatorów z czasopismami znalazłam w pudełku po dawno zarzuconym koncie w banku węgierskie, słowackie i europejskie walory w banknotach i monetach, które co najmniej dwa, a nawet może i trzy lata temu sprzątnęłam tam skrzętnie w jakimś mało zrozumiałym teraz dla mnie celu. Odpowiadając na zadane na początku tego długiego zdania pytanie - nie, nie dziwi mnie.

W niedzielę pojechaliśmy w dzikie ostępy na Maltę i mimo moich obaw, że wilki, bagna, ognie św. Elma i duchy-zjawy-upiory, znaleźliśmy hindusko-tajską restaurację Taj India. Karmią tak dobrze, że nie przeszkadza szpitalny wystrój późno-PRL-owskiego ośrodka sportowego, wyzierający spod narzuconych na ściany indyjskich chust, makatek i dywanów. Może te prosektoryjne kafle to taki sam zabieg estetyczny co basen wymurowany na środku restauracji w hotelu Rzymskim, jednakowoż chciałam zauważyć, że nie wyszedł chyba tak, jak miał wyjść.

Malta ze spuszczoną wodą to smutny widok. Nawet po ciemku.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 9, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 1 komentarz - Skomentuj


Początek, rozwinięcie, zakończenie.

Nie lubię faz schyłkowych. Jestem hurraoptymistycznie nastawiona na początku. Poznaję, zanurzam się po uszy, myślę, pielęgnuję i układam, najpierw formując brzegi. Daję radę w części stabilizacyjnej - planuję, negocjuję, rozwiązuję problemy, dokładam elementy i popycham, żeby się koła toczyły. Mimo *dziesięciu lat nie nauczyłam się parkować, zawiązywać kokardki i odkładać na półkę.

I chociaż mam świadomość, że po lecie następuje jesień, po nocy przychodzi krab, a po burzy raki, dziwię się, że to już. Znowu zostałam zaskoczona.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 28, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Początek, rozwinięcie, zakończenie.

Nie lubię faz schyłkowych. Jestem hurraoptymistycznie nastawiona na początku. Poznaję, zanurzam się po uszy, myślę, pielęgnuję i układam, najpierw formując brzegi. Daję radę w części stabilizacyjnej - planuję, negocjuję, rozwiązuję problemy, dokładam elementy i popycham, żeby się koła toczyły. Mimo *dziesięciu lat nie nauczyłam się parkować, zawiązywać kokardki i odkładać na półkę.

I chociaż mam świadomość, że po lecie następuje jesień, po nocy przychodzi krab, a po burzy raki, dziwię się, że to już. Znowu zostałam zaskoczona.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 28, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Wprowadzono mnie w błąd

Jeśli ktoś Wam powie, że w maszynie do chleba wystarczy zagnieść ciasto, a potem wystarczy "wyjąć, uformować w ładny kształt i wsadzić do piekarnika, gdzie się upiecze z chrupiącą skórką", to jest to taka prawda jak opisywanie programowania jako "zaimplementować według projektu, wdrożyć". Owszem, ciasto jest wyrobione i urośnięte, ale wyjmowanie wygląda tak, że wkłada się ręce w ciepłą kluchę, która jak żarłoczny obcy oblepia ręce po łokcie i nie chce ani się wyjąć z naczynia, ani uformować w kształty frywolne, jak również oderwać od wspomnianych rąk. Oprócz tego naczynie, w którym się ciasto wyrabiało - mimo że pokryte czymś nie pozwalającym na przyleganie - zostaje radośnie oblepione ciastem i wymaga szorowania, bo surowe ciasto jakoś nie chce schodzić po spłukaniu wodą. Zgadza się tylko ta chrupiąca skórka. Ale chyba jestem za leniwa na chrupiącą skórkę.

EDIT: Niestety, chleb wyszedł wyjątkowo dobry. I co ja mam, biedny leniwy żuczek, zrobić?

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 14, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 5 komentarzy - Skomentuj


Wprowadzono mnie w błąd

Jeśli ktoś Wam powie, że w maszynie do chleba wystarczy zagnieść ciasto, a potem wystarczy "wyjąć, uformować w ładny kształt i wsadzić do piekarnika, gdzie się upiecze z chrupiącą skórką", to jest to taka prawda jak opisywanie programowania jako "zaimplementować według projektu, wdrożyć". Owszem, ciasto jest wyrobione i urośnięte, ale wyjmowanie wygląda tak, że wkłada się ręce w ciepłą kluchę, która jak żarłoczny obcy oblepia ręce po łokcie i nie chce ani się wyjąć z naczynia, ani uformować w kształty frywolne, jak również oderwać od wspomnianych rąk. Oprócz tego naczynie, w którym się ciasto wyrabiało - mimo że pokryte czymś nie pozwalającym na przyleganie - zostaje radośnie oblepione ciastem i wymaga szorowania, bo surowe ciasto jakoś nie chce schodzić po spłukaniu wodą. Zgadza się tylko ta chrupiąca skórka. Ale chyba jestem za leniwa na chrupiącą skórkę.

EDIT: Niestety, chleb wyszedł wyjątkowo dobry. I co ja mam, biedny leniwy żuczek, zrobić?

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 14, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 5 komentarzy - Skomentuj


Logika

P. (inny P.) opowiada: Dzwoni kolega, pyta się: "W pracy jesteś?". Po czym sam sobie odpowiada: "Jasne, przecież w domu byś nie ziewał".

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 29, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Logika

P. (inny P.) opowiada: Dzwoni kolega, pyta się: "W pracy jesteś?". Po czym sam sobie odpowiada: "Jasne, przecież w domu byś nie ziewał".

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 29, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Zaorać Pocztę Polską

Mam dwa awiza (jedno zgaduję, że od Iss, drugie od A. albo z brytyjskiego sklepiku). Stoi na nich, że przesyłki mogę odebrać między 9 rano a 18. Pracuję od 9:30 do 17:30. Jadę rano na pocztę - o 9:05 na 4 okienka czynne jest jedno, przede mną czeka już 6 osób, z czego dwie z workami przesyłek do wysłania. Serdecznie życzę instytucji Poczty Polskiej, żeby ją obesrało, zwłaszcza że nie mam opcji przekazania moich listów na inną pocztę w okolicy, czynną w sensowniejszych godzinach.

PS Czy wspominałam, że podczas wakacji urząd PP w Suchym Lesie był czynny od 11 do 18, a w soboty wcale?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 21, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 23 komentarzy - Skomentuj


Zaorać Pocztę Polską

Mam dwa awiza (jedno zgaduję, że od Iss, drugie od A. albo z brytyjskiego sklepiku). Stoi na nich, że przesyłki mogę odebrać między 9 rano a 18. Pracuję od 9:30 do 17:30. Jadę rano na pocztę - o 9:05 na 4 okienka czynne jest jedno, przede mną czeka już 6 osób, z czego dwie z workami przesyłek do wysłania. Serdecznie życzę instytucji Poczty Polskiej, żeby ją obesrało, zwłaszcza że nie mam opcji przekazania moich listów na inną pocztę w okolicy, czynną w sensowniejszych godzinach.

PS Czy wspominałam, że podczas wakacji urząd PP w Suchym Lesie był czynny od 11 do 18, a w soboty wcale?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 21, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 23 komentarzy - Skomentuj