Oczywiście, że jadłam
- Maju, nie zżeraj paragonu, królewno. Papier nie jest smaczny i się go nie je. Mama nie je papieru, prawda?
- A jak mama była majutką dzidzią, to nie jadła?
Touche, córko.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
- Maju, nie zżeraj paragonu, królewno. Papier nie jest smaczny i się go nie je. Mama nie je papieru, prawda?
- A jak mama była majutką dzidzią, to nie jadła?
Touche, córko.
- Maju, nie zżeraj paragonu, królewno. Papier nie jest smaczny i się go nie je. Mama nie je papieru, prawda?
- A jak mama była majutką dzidzią, to nie jadła?
Touche, córko.
Wyjeżdżałam dziś z placówki edukacyjnej Maja i niespecjalnie sprytnie zawadziłam lusterkiem o znak drogowy (rzadko bo rzadko, ale mi się zdarza). Wysiadłam, żeby oszacować szkody. Szkód nie było, znak niedraśnięty, lusterko się złożyło. Obserwująca mnie z podwórka babcia jednego ze współuczestników edukacji zasugerowała: "Pani da mężowi samochód i zwali to na niego".
Na niebie klucze kaczek, wiosna idzie, a mężczyzna niech się czuje winny potencjalnego oskrobania lusterka.
Wyjeżdżałam dziś z placówki edukacyjnej Maja i niespecjalnie sprytnie zawadziłam lusterkiem o znak drogowy (rzadko bo rzadko, ale mi się zdarza). Wysiadłam, żeby oszacować szkody. Szkód nie było, znak niedraśnięty, lusterko się złożyło. Obserwująca mnie z podwórka babcia jednego ze współuczestników edukacji zasugerowała: "Pani da mężowi samochód i zwali to na niego".
Na niebie klucze kaczek, wiosna idzie, a mężczyzna niech się czuje winny potencjalnego oskrobania lusterka.
Historie, które się śnią, są ważne tylko dla śniącego. Wolę więc te historie, które pojawiają mi się w głowie przed zaśnięciem. Na początku myślałam, że budowany w głowie obraz starej zabytkowej willi tuż przy plaży, raczej przy jeziorze niż nadmorskiej, w gęstym, nieco zaniedbanym ogrodzie, powstaje na potrzeby książki, którą kiedyś napiszę[1]. Że wymyślę miejsce, a potem zupełnie przypadkiem je znajdę, dokładnie takie, jakie mam w głowie i tam się zacznie (w miejscu, nie w głowie) coś dziać. Nie znalazłam. Nie zadziało się. Kiedy obraz willi (obowiązkowo kolumny, ale nie takie nowomieszczańskie à la wieś ulicówka, tylko klasyczne) zaczął mi się rozmywać na korzyść oszklonej werandy, ciepłej i przytulnej, z fotelem, pledami, stolikiem na parujący dzbanek z herbatą, stosem książek, ciepłym światłem zza szyb, dotarło do mnie, że szukam azylu we własnej głowie. Miejsca z zatrzymanym czasem. Tu i teraz. Gdzie wstaje się rano głównie po to, żeby celebrować cały poranek śniadanie[2]. I nie trzeba wychodzić, ani z przymusu zewnętrznego, ani wewnętrznego. Świat ze zrobionymi zakupami, praniem ułożonym w szafach, kwiatami w wazonie na stole, bez krzątaniny i z ciszą przerywaną szelestem przewracanych kartek. Z tego wszystkiego miewam czasem zakupy, pranie, często kwiaty i nawet zdarza się, że zapada cisza. Tylko ostatnio światło jest nie takie jak trzeba. I ciągle zostaje przymus wychodzenia.
[1] I jeśli będzie to kryminał, to bez denatów, bo nie umiem z denatami.
[2] Oczywiście grzanki z czedarem. I twarożek ze szczypiorkiem. I kiełbaski dla TŻ-a. I jajo dla Maja. I słodkie bułeczki, miód i dżemy. I trochę wędzonego łososia. Dobry pasztet i domowe ogórki kiszone. I herbata, morze dobrej, aromatycznej herbaty. Kiedyś pokażę.
Historie, które się śnią, są ważne tylko dla śniącego. Wolę więc te historie, które pojawiają mi się w głowie przed zaśnięciem. Na początku myślałam, że budowany w głowie obraz starej zabytkowej willi tuż przy plaży, raczej przy jeziorze niż nadmorskiej, w gęstym, nieco zaniedbanym ogrodzie, powstaje na potrzeby książki, którą kiedyś napiszę[1]. Że wymyślę miejsce, a potem zupełnie przypadkiem je znajdę, dokładnie takie, jakie mam w głowie i tam się zacznie (w miejscu, nie w głowie) coś dziać. Nie znalazłam. Nie zadziało się. Kiedy obraz willi (obowiązkowo kolumny, ale nie takie nowomieszczańskie à la wieś ulicówka, tylko klasyczne) zaczął mi się rozmywać na korzyść oszklonej werandy, ciepłej i przytulnej, z fotelem, pledami, stolikiem na parujący dzbanek z herbatą, stosem książek, ciepłym światłem zza szyb, dotarło do mnie, że szukam azylu we własnej głowie. Miejsca z zatrzymanym czasem. Tu i teraz. Gdzie wstaje się rano głównie po to, żeby celebrować cały poranek śniadanie[2]. I nie trzeba wychodzić, ani z przymusu zewnętrznego, ani wewnętrznego. Świat ze zrobionymi zakupami, praniem ułożonym w szafach, kwiatami w wazonie na stole, bez krzątaniny i z ciszą przerywaną szelestem przewracanych kartek. Z tego wszystkiego miewam czasem zakupy, pranie, często kwiaty i nawet zdarza się, że zapada cisza. Tylko ostatnio światło jest nie takie jak trzeba. I ciągle zostaje przymus wychodzenia.
[1] I jeśli będzie to kryminał, to bez denatów, bo nie umiem z denatami.
[2] Oczywiście grzanki z czedarem. I twarożek ze szczypiorkiem. I kiełbaski dla TŻ-a. I jajo dla Maja. I słodkie bułeczki, miód i dżemy. I trochę wędzonego łososia. Dobry pasztet i domowe ogórki kiszone. I herbata, morze dobrej, aromatycznej herbaty. Kiedyś pokażę.
Z tępego zdziwienia przeszłam do łagodnej rezygnacji. Komisariat, przejażdżka radiowozem ("pani siądzie z przodu, bo z tyłu jest miejsce dla aresztantów, tylko plastik, nie ma tapicerki"), protokół, PZU, telefony w mojej głowie. Wczoraj jeszcze drżałam na dźwięk wesołej melodyjki, że może się znalazł. Dziś już nie. Umie ktoś policzyć, jaka jest statystyczna szansa na to, że jak kupię kolejną C3, to mi ją też ukradną?
Sytuacja ma plusy, ale o tym za czas jakiś.
Tymczasem, 7 lutego w SPOT. na ul. Dolna Wilda 87 odbędzie się spotkanie o "[ANTY]Macierzyństwie", organizowane przez Czas Kultury. Więcej szczegółów tu. Można z dzieckiem. Będę rozdawać wizytówki, jak ich nie zapomnę.
Z tępego zdziwienia przeszłam do łagodnej rezygnacji. Komisariat, przejażdżka radiowozem ("pani siądzie z przodu, bo z tyłu jest miejsce dla aresztantów, tylko plastik, nie ma tapicerki"), protokół, PZU, telefony w mojej głowie. Wczoraj jeszcze drżałam na dźwięk wesołej melodyjki, że może się znalazł. Dziś już nie. Umie ktoś policzyć, jaka jest statystyczna szansa na to, że jak kupię kolejną C3, to mi ją też ukradną?
Sytuacja ma plusy, ale o tym za czas jakiś.
Tymczasem, 7 lutego w SPOT. na ul. Dolna Wilda 87 odbędzie się spotkanie o "[ANTY]Macierzyństwie", organizowane przez Czas Kultury. Więcej szczegółów tu. Można z dzieckiem. Będę rozdawać wizytówki, jak ich nie zapomnę.
Nie mam już trzech par butów, które bardzo lubiłam. Zniknęła czapka mojego dziecka, prezent od J. Dwie pary rękawiczek, zostały mi jedne do pary i kilka nie do. Pierścienie powiększające do aparatu. Skrzynka z zabawkami i książkami dziecka. Nowa paczka pieluch rozmiar 5. Karta dostępowa do służbowego parkingu. A, i samochodu też już nie mam.
Nie mam już trzech par butów, które bardzo lubiłam. Zniknęła czapka mojego dziecka, prezent od J. Dwie pary rękawiczek, zostały mi jedne do pary i kilka nie do. Pierścienie powiększające do aparatu. Skrzynka z zabawkami i książkami dziecka. Nowa paczka pieluch rozmiar 5. Karta dostępowa do służbowego parkingu. A, i samochodu też już nie mam.