Kategoria:
soa-1
Szarszyk się pochorował po szczepieniu i wróciła cała ta beznadzieja sprzed pół roku, kiedy prawie każdy dzień zaczynałam od sprawdzenia, czy kot Hera jeszcze oddycha, w pracy myślałam tylko o tym, co się dzieje w domu, wracałam i jechałam z kotem do weterynarza, po czym wieczorem i w nocy obserwowałam, jak bardzo kotu jest źle (w wersji optymistycznej - cieszyłam się, że kot zjadł, zamruczał, liznął po ręku czy położył się w sposób bardziej zrelaksowany). Wiem, że szarszej przejdzie, ale i tak martwi mnie to bardziej niż cokolwiek innego (z drugiej strony to takie dobre bardzo, że kot szarsza mimo karmienia na siłę, zawleczenia do weterynarza, trzymania do nieprzyjemnych zastrzyków i mierzenia temperatury przychodzi mi właśnie na kolana, zwija się w precelek i mruczy). Nawet wyprzedzając zwyczajowe Reisefeber, które już powinno mnie ogarniać, bo w piątek o 6:45 mam się zameldować przed zakładem w celu wyjazdu do Pragi. Który skądinąd wypada w kiepskim momencie, bo ostatnią rzeczą, jaką mam ochotę robić w tej chwili, to martwić się o mały kot w Pradze (i martwić się, że TŻ nie jedzie ze mną). Rats. I jeszcze się muszę spakować. Aaa. Proszę mi tu wysyłać fluida kotu szarszej, żeby zdrowa była, dobra?
Przygniata mnie jesienio-zima, jak co roku. Rośnie mi liczba zaległych notek (4 drafty, 5 nawet nie zaczętych), liczba książek oczekujących na przeczytanie i filmów na obejrzenie, zdjęć leżących na dysku, liczba zadań między którymi muszę się przełączać (powiedzcie, czy to jakaś prawidłowość, że jak zaczynam ogarniać w stopniu sprawnym to, czym się zajmuję w pracy, przychodzi korpo-wróżka i dorzuca mi szeroką ręką nowych obowiązków, zabierających mi tak z połowę czasu i sprawia, że automagicznie przestaję się z czymkolwiek wyrabiać, do domu wracam wypruta z energii, oglądam trzy odcinki seriali, czytam trzy kartki książki i padam martwym bykiem?).
Przy okazji wyjazdu do Wrocławia robiłam w kajeciku od siwej notatki na okoliczność blogów i z dużym smutkiem skonstatowałam, że nie umiem pisać na papierze. Nie chodzi o pismo, które skądinąd mam coraz bardziej kaprawe, tylko o umiejętność formułowania myśli na papierze - zdania są porwane, chaotyczne, tracą sens, lekkość i w ogóle powód do bycia zapisanymi. Może za szybko myślę, a za wolno piszę? Może mnie odrzucają moje gryzmoły, które są odczytywalne, ale obrzydliwie nieestetyczne, a jednak jestem pieprzoną estetką (chociaż bałaganiarą)? Cóż, przynajmniej jestem mistrzem klawiatury i umiem wypluwać z szybkością błyskawicy opinie, komentarze, uwagi i inne ciosy w korpo ju-jitsu. I takie tam.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 18, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 14 komentarzy
- Skomentuj
Szarszyk się pochorował po szczepieniu i wróciła cała ta beznadzieja sprzed pół roku, kiedy prawie każdy dzień zaczynałam od sprawdzenia, czy kot Hera jeszcze oddycha, w pracy myślałam tylko o tym, co się dzieje w domu, wracałam i jechałam z kotem do weterynarza, po czym wieczorem i w nocy obserwowałam, jak bardzo kotu jest źle (w wersji optymistycznej - cieszyłam się, że kot zjadł, zamruczał, liznął po ręku czy położył się w sposób bardziej zrelaksowany). Wiem, że szarszej przejdzie, ale i tak martwi mnie to bardziej niż cokolwiek innego (z drugiej strony to takie dobre bardzo, że kot szarsza mimo karmienia na siłę, zawleczenia do weterynarza, trzymania do nieprzyjemnych zastrzyków i mierzenia temperatury przychodzi mi właśnie na kolana, zwija się w precelek i mruczy). Nawet wyprzedzając zwyczajowe Reisefeber, które już powinno mnie ogarniać, bo w piątek o 6:45 mam się zameldować przed zakładem w celu wyjazdu do Pragi. Który skądinąd wypada w kiepskim momencie, bo ostatnią rzeczą, jaką mam ochotę robić w tej chwili, to martwić się o mały kot w Pradze (i martwić się, że TŻ nie jedzie ze mną). Rats. I jeszcze się muszę spakować. Aaa. Proszę mi tu wysyłać fluida kotu szarszej, żeby zdrowa była, dobra?
Przygniata mnie jesienio-zima, jak co roku. Rośnie mi liczba zaległych notek (4 drafty, 5 nawet nie zaczętych), liczba książek oczekujących na przeczytanie i filmów na obejrzenie, zdjęć leżących na dysku, liczba zadań między którymi muszę się przełączać (powiedzcie, czy to jakaś prawidłowość, że jak zaczynam ogarniać w stopniu sprawnym to, czym się zajmuję w pracy, przychodzi korpo-wróżka i dorzuca mi szeroką ręką nowych obowiązków, zabierających mi tak z połowę czasu i sprawia, że automagicznie przestaję się z czymkolwiek wyrabiać, do domu wracam wypruta z energii, oglądam trzy odcinki seriali, czytam trzy kartki książki i padam martwym bykiem?).
Przy okazji wyjazdu do Wrocławia robiłam w kajeciku od siwej notatki na okoliczność blogów i z dużym smutkiem skonstatowałam, że nie umiem pisać na papierze. Nie chodzi o pismo, które skądinąd mam coraz bardziej kaprawe, tylko o umiejętność formułowania myśli na papierze - zdania są porwane, chaotyczne, tracą sens, lekkość i w ogóle powód do bycia zapisanymi. Może za szybko myślę, a za wolno piszę? Może mnie odrzucają moje gryzmoły, które są odczytywalne, ale obrzydliwie nieestetyczne, a jednak jestem pieprzoną estetką (chociaż bałaganiarą)? Cóż, przynajmniej jestem mistrzem klawiatury i umiem wypluwać z szybkością błyskawicy opinie, komentarze, uwagi i inne ciosy w korpo ju-jitsu. I takie tam.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 18, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 14 komentarzy
- Skomentuj
... nowa radość. To już moja ósma (?) przeprowadzka, trzecia w tym budynku. Różnicy jakościowej nie ma, z jednego open space'a do drugiego, tyle że trzy piętra niżej. Na razie nie ma ścianek działowych, co owocuje okrzykami z jednego końca sali na drugi ("Iksiński! Widzenie!") czy wielką akcją stawiania ścianek z kartonowych pudeł ("prowizorka trwa najdłużej, jak postawicie z kartonu, to trzy lata będzie stała").
Przeprowadzka oznacza, że pojawiają się stada ludzi, rozglądających się, gdzie kto siedzi, zwykle w celu służbowym (nie, nie zamierzamy pokazywać palcem, gdzie siedzi Igrekowski, bo fajniej jest, jak się bawi z delikwentem w ciepło-zimno). Ciężko ich odróżnić od szkodników, którzy przychodzą w celu dymka. Ponieważ na zakładzie są same open space'y plus kilka dyrektorskich gabinecików, palacze niechętnie zjeżdżają palić pod budynek do wydzielonej zony (zony, nie żony) dla upośledzonych węchowo, znacznie chętniej bunkrując się na nielicznych balkonikach, umieszczonych mało strategicznie po bokach open space'ów. Pierwszym dekretem był zakaz wstępu dla wygodnych, którzy maszerowali przez całe pomieszczenie, wpuszczali zimno, a potem wymaszerowywali woniejąc tytoniem. Zły dział, zły.
Przy wejściu znajdują się czujniki do kart, rejestrujące czas pracy (są też na piątym i szóstym piętrze). Siedemnastą można poznać po tym, że schodzą kołorkerzy z czwartego piętra, otwierają drzwi, dokonują rytualnego piknięcia, krzyczą "Cześć!", my odkrzykujemy "Cześć!" i wychodzą. Dziś jeszcze mnie to bawiło, ale podejrzewam, że za tydzień wywieszę uprzejmą kartkę z prośbą o zaniechanie zwrotów grzecznościowych.
W międzyczasie jeszcze pracuję.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 5, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 4 komentarze
- Skomentuj
... nowa radość. To już moja ósma (?) przeprowadzka, trzecia w tym budynku. Różnicy jakościowej nie ma, z jednego open space'a do drugiego, tyle że trzy piętra niżej. Na razie nie ma ścianek działowych, co owocuje okrzykami z jednego końca sali na drugi ("Iksiński! Widzenie!") czy wielką akcją stawiania ścianek z kartonowych pudeł ("prowizorka trwa najdłużej, jak postawicie z kartonu, to trzy lata będzie stała").
Przeprowadzka oznacza, że pojawiają się stada ludzi, rozglądających się, gdzie kto siedzi, zwykle w celu służbowym (nie, nie zamierzamy pokazywać palcem, gdzie siedzi Igrekowski, bo fajniej jest, jak się bawi z delikwentem w ciepło-zimno). Ciężko ich odróżnić od szkodników, którzy przychodzą w celu dymka. Ponieważ na zakładzie są same open space'y plus kilka dyrektorskich gabinecików, palacze niechętnie zjeżdżają palić pod budynek do wydzielonej zony (zony, nie żony) dla upośledzonych węchowo, znacznie chętniej bunkrując się na nielicznych balkonikach, umieszczonych mało strategicznie po bokach open space'ów. Pierwszym dekretem był zakaz wstępu dla wygodnych, którzy maszerowali przez całe pomieszczenie, wpuszczali zimno, a potem wymaszerowywali woniejąc tytoniem. Zły dział, zły.
Przy wejściu znajdują się czujniki do kart, rejestrujące czas pracy (są też na piątym i szóstym piętrze). Siedemnastą można poznać po tym, że schodzą kołorkerzy z czwartego piętra, otwierają drzwi, dokonują rytualnego piknięcia, krzyczą "Cześć!", my odkrzykujemy "Cześć!" i wychodzą. Dziś jeszcze mnie to bawiło, ale podejrzewam, że za tydzień wywieszę uprzejmą kartkę z prośbą o zaniechanie zwrotów grzecznościowych.
W międzyczasie jeszcze pracuję.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 5, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Wielki jest. Q. pokazał mi plik leżący w katalogu jednego z kołorkerów, w którym ów kołorker notuje, ile kto razy kichnął danego dnia. Od połowy sierpnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 30, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Wielki jest. Q. pokazał mi plik leżący w katalogu jednego z kołorkerów, w którym ów kołorker notuje, ile kto razy kichnął danego dnia. Od połowy sierpnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 30, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Opowiadam o pewnym koledze wzrostu mizernego, który czynił mi swego czasu awanse, a ja na te awanse nie odpowiadałam chętnie między innymi z tego powodu, że jednak coś jest nie tak, kiedy mężczyzna jest niższy od bardzo niskiej kobiety. Q. się nieco obruszył, że przesądy, bo miał i niższe, i wyższe dziewczyny i zakończył rozmowę kwestią:
Jeśli chodzi o miłość, to centymetry nie są ważne.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 21, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 15 komentarzy
- Skomentuj
Opowiadam o pewnym koledze wzrostu mizernego, który czynił mi swego czasu awanse, a ja na te awanse nie odpowiadałam chętnie między innymi z tego powodu, że jednak coś jest nie tak, kiedy mężczyzna jest niższy od bardzo niskiej kobiety. Q. się nieco obruszył, że przesądy, bo miał i niższe, i wyższe dziewczyny i zakończył rozmowę kwestią:
Jeśli chodzi o miłość, to centymetry nie są ważne.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 21, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 15 komentarzy
- Skomentuj
Dwa dni temu śniło mi się, że się całowałam z jednym kolega z pracy, a dziś pac - coś mi na ustach wyskoczyło. Może i nie kolegi wina, ale niesmak pozostał.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 2, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Dwa dni temu śniło mi się, że się całowałam z jednym kolega z pracy, a dziś pac - coś mi na ustach wyskoczyło. Może i nie kolegi wina, ale niesmak pozostał.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 2, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA#1 -
- 7 komentarzy
- Skomentuj