Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Jesmyn Ward - Zbieranie kości

Małe miasteczko Bois Sauvage na wybrzeżu zatoki Missisipi, pod Nowym Orleanem. Nastoletnia Esch mieszka w rozsypującym się domu z ojcem-alkoholikiem i trzema braćmi. Jej matka zmarła 7 lat wcześniej po dramatycznym porodzie najmłodszego, Juniora. Jeden z braci interesuje się tylko piłką, drugi tresuje sukę pitbulla, Chinę, do walk, zaś ojciec nie otrząsnął się po śmierci żony, więc to Esch musiała przejąć rolę opiekunki ogniska domowego i jej potrzeby są nieistotne. Radzi sobie z tym, pozwalając uprawiać ze sobą seks kolegom braci, oczywiście w tajemnicy, bo wprawdzie jej wszystko jedno, ale tak naprawdę chciałaby robić to tylko z Mannym, którego kocha. Trzy rzeczy dzieją się jednocześnie - Esch orientuje się, że jest w ciąży, China rodzi oczekiwane szczenięta, a nad zatokę nadciąga huragan Katrina.

To przerażająca historia zaniedbania, zarówno na poziomie rodzinnym, gdzie dzieci przejmują rolę rodziców - jednego zmarłego, drugiego niewydolnego, jak i systemowym - biedne rodziny nie mają żadnego zaplecza poza sobą na takie sytuacje. Akcja dzieje się przez kilka dni tuż przed nadejściem huraganu - ojciec skupia się nad zebraniem żywności i zabezpieczeniem domu, a tuż przed kataklizmem ulega wypadkowi, najstarszy brat zostaje wyrzucony z drużyny, średni nie radzi sobie z opieką nad suką po porodzie, szczenięta umierają, Esch wyznaje prawdę Manny’emu, ale jego reakcja nie jest pozytywna, zaś najmłodszy jest przerażająco straumatyzowany wszystkim, co się dzieje. Finał jest dramatyczny, z perspektywy czasu wiadomo, jak brutalny był huragan, w wyniku którego zginęło lub zaginęło kilka tysięcy osób, a kilkadziesiąt straciło dorobek życia.

Inne tej autorki.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 5, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Jesmyn Ward - Zbieranie kości

Małe miasteczko Bois Sauvage na wybrzeżu zatoki Missisipi, pod Nowym Orleanem. Nastoletnia Esch mieszka w rozsypującym się domu z ojcem-alkoholikiem i trzema braćmi. Jej matka zmarła 7 lat wcześniej po dramatycznym porodzie najmłodszego, Juniora. Jeden z braci interesuje się tylko piłką, drugi tresuje sukę pitbulla, Chinę, do walk, zaś ojciec nie otrząsnął się po śmierci żony, więc to Esch musiała przejąć rolę opiekunki ogniska domowego i jej potrzeby są nieistotne. Radzi sobie z tym, pozwalając uprawiać ze sobą seks kolegom braci, oczywiście w tajemnicy, bo wprawdzie jej wszystko jedno, ale tak naprawdę chciałaby robić to tylko z Mannym, którego kocha. Trzy rzeczy dzieją się jednocześnie - Esch orientuje się, że jest w ciąży, China rodzi oczekiwane szczenięta, a nad zatokę nadciąga huragan Katrina.

To przerażająca historia zaniedbania, zarówno na poziomie rodzinnym, gdzie dzieci przejmują rolę rodziców - jednego zmarłego, drugiego niewydolnego, jak i systemowym - biedne rodziny nie mają żadnego zaplecza poza sobą na takie sytuacje. Akcja dzieje się przez kilka dni tuż przed nadejściem huraganu - ojciec skupia się nad zebraniem żywności i zabezpieczeniem domu, a tuż przed kataklizmem ulega wypadkowi, najstarszy brat zostaje wyrzucony z drużyny, średni nie radzi sobie z opieką nad suką po porodzie, szczenięta umierają, Esch wyznaje prawdę Manny’emu, ale jego reakcja nie jest pozytywna, zaś najmłodszy jest przerażająco straumatyzowany wszystkim, co się dzieje. Finał jest dramatyczny, z perspektywy czasu wiadomo, jak brutalny był huragan, w wyniku którego zginęło lub zaginęło kilka tysięcy osób, a kilkadziesiąt straciło dorobek życia.

Inne tej autorki.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 5, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Rebecca Makkai - Mam do pana kilka pytań

Rodzina Bodie rozsypała się po wypadkach, w których zginął jej ojciec, a kilka lat później starszy brat. Opiekująca się jej matką wspólnota religijna zorganizowała dla nastolatki wyjazd do prestiżowej szkoły z internatem. I owszem, w pewnym sensie to pomogło, bo Bodie skończyła szkołę, studia i została autorką znanego podcastu. Ze szkołą ma raczej złe wspomnienia, a mimo to wraca po 30 latach[1] jako gościnna wykładowczyni, żeby poprowadzić warsztaty z filmoznawstwa i podcastingu. Złe, bo pamięta doskonale, jak nie pasowała do bogatych dzieci, które nie potrzebowały stypendium socjalnego, ani nawet do tych, które miały pełne rodziny. Ale żadna trauma wyśmiewania, złego traktowania, mobbingu czy przemocy nie równa się z pamięcią o losie Thalii, która w 1995 została znaleziona martwa w szkolnym basenie. Czy ja właśnie napisałam o tym, że traumę można stopniować albo się licytować? To tak naprawdę clou tej książki - są ofiary, które po tragicznym końcu stają się własnością publiczną, są ofiary, które biorą sprawy we własne ręce i doprowadzają do cancelowania lub przemocy pod adresem sprawcy, są też ofiary - jak Bodie - którym wydaje się, że poczują się lepiej, jeśli przywrócą sprawiedliwość po tym, co się stało przed laty. Która z nich zasługuje na większe współczucie? Czy można współczuć wszystkim? Co z zemstą? Kto powinien ją wymierzyć? W sprawie Thalii sprawiedliwość w teorii została wymierzona - jeden z pracowników szkoły trafił za kratki po zeznaniach dzieci, czasem dość nieprecyzyjnych, i niejednoznacznych dowodach rzeczowych. Ale im dłużej Bodie przegląda z uczestnikami kursu materiały sprzed lat, tym bardziej widać, że śledztwo było bardzo szczątkowe i możliwe, że czarny trener wcale nie jest sprawcą.

Narratorka/Bodie kieruje swoje przemyślenia do pana Blocha, ukochanego przez nią nauczyciela muzyki, który w nią wierzył, daj jej odpowiedzialne zajęcie i traktował ją jak człowieka. Czemu akurat do niego? Bo z perspektywy 30 lat dociera do niej, że jako nastolatka niekoniecznie prawidłowo interpretowała niektóre wydarzenia i pan Bloch mógł w znacznej mierze przyczynić się do śmierci Thalii. Ale między wierszami to nie opowieść o tym konkretnym wydarzeniu, tylko o odpowiedzialności, rewolucji #metoo i cancel culture, patriarchacie, zmowach milczenia, instynkcie stadnym i dostosowywaniu się wbrew sobie czy wreszcie o motywach, jakie stoją za ujawnianiem (lub nie!) przemocowców, morderców czy zwykłych “żartownisiów” (dystans, kicia, dystans).

[1] Kilka tygodni temu spotkałam się z moją licealną klasą właśnie po 30 latach od matury. Przypadek?

Inne tej autorki.

#43

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 25, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Rebecca Makkai - Mam do pana kilka pytań

Rodzina Bodie rozsypała się po wypadkach, w których zginął jej ojciec, a kilka lat później starszy brat. Opiekująca się jej matką wspólnota religijna zorganizowała dla nastolatki wyjazd do prestiżowej szkoły z internatem. I owszem, w pewnym sensie to pomogło, bo Bodie skończyła szkołę, studia i została autorką znanego podcastu. Ze szkołą ma raczej złe wspomnienia, a mimo to wraca po 30 latach[1] jako gościnna wykładowczyni, żeby poprowadzić warsztaty z filmoznawstwa i podcastingu. Złe, bo pamięta doskonale, jak nie pasowała do bogatych dzieci, które nie potrzebowały stypendium socjalnego, ani nawet do tych, które miały pełne rodziny. Ale żadna trauma wyśmiewania, złego traktowania, mobbingu czy przemocy nie równa się z pamięcią o losie Thalii, która w 1995 została znaleziona martwa w szkolnym basenie. Czy ja właśnie napisałam o tym, że traumę można stopniować albo się licytować? To tak naprawdę clou tej książki - są ofiary, które po tragicznym końcu stają się własnością publiczną, są ofiary, które biorą sprawy we własne ręce i doprowadzają do cancelowania lub przemocy pod adresem sprawcy, są też ofiary - jak Bodie - którym wydaje się, że poczują się lepiej, jeśli przywrócą sprawiedliwość po tym, co się stało przed laty. Która z nich zasługuje na większe współczucie? Czy można współczuć wszystkim? Co z zemstą? Kto powinien ją wymierzyć? W sprawie Thalii sprawiedliwość w teorii została wymierzona - jeden z pracowników szkoły trafił za kratki po zeznaniach dzieci, czasem dość nieprecyzyjnych, i niejednoznacznych dowodach rzeczowych. Ale im dłużej Bodie przegląda z uczestnikami kursu materiały sprzed lat, tym bardziej widać, że śledztwo było bardzo szczątkowe i możliwe, że czarny trener wcale nie jest sprawcą.

Narratorka/Bodie kieruje swoje przemyślenia do pana Blocha, ukochanego przez nią nauczyciela muzyki, który w nią wierzył, daj jej odpowiedzialne zajęcie i traktował ją jak człowieka. Czemu akurat do niego? Bo z perspektywy 30 lat dociera do niej, że jako nastolatka niekoniecznie prawidłowo interpretowała niektóre wydarzenia i pan Bloch mógł w znacznej mierze przyczynić się do śmierci Thalii. Ale między wierszami to nie opowieść o tym konkretnym wydarzeniu, tylko o odpowiedzialności, rewolucji #metoo i cancel culture, patriarchacie, zmowach milczenia, instynkcie stadnym i dostosowywaniu się wbrew sobie czy wreszcie o motywach, jakie stoją za ujawnianiem (lub nie!) przemocowców, morderców czy zwykłych “żartownisiów” (dystans, kicia, dystans).

[1] Kilka tygodni temu spotkałam się z moją licealną klasą właśnie po 30 latach od matury. Przypadek?

Inne tej autorki.

#43

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 25, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Laura Esquivel - Z szybkością pragnienia

Nie byłam zachęcona po lekturze ”Przepiórek”, bo realizm magiczny fujka, ale namawiała mnie moja lektorka hiszpańskiego, który z mozołem, bardzo, ale jeszcze walczę. Więc tutaj też trochę tej magii jest, ale tak minimalnie, więc wytrzymałam i książkę przeczytałam z przyjemnością. W stylu Allende, jak ktoś lubi.

Lluvia zajmuje się bardzo chorym, sparaliżowanym ojcem, który nie może już porozumieć się z nikim. A właśnie jego legendarna umiejętność porozumiewania się była sednem życia - Júbilo był potomkiem Majów, zrozumiał ich mimo skąpych źródeł, został radiotelegrafistą, ale jego celem w życiu było odczytywanie pragnień swojej ukochanej żony, Luchy. Tyle że w tych ciężkich chwilach właśnie Luchy nie ma przy jego łóżku, bo para ostatni raz widziała się na ślubie narratorki 30 lat wcześniej. O tym, co zaszło, że ta uwielbiająca się i kochająca para spędziła kilkadziesiąt lat z dala od siebie, Lluvia dowiaduje się, kiedy wpada na pomysł użycia telegrafu i komputera, żeby jej elokwentny ojciec mógł opowiedzieć swoją historię. A historia zawiera tajemnicę, miłość, złego człowieka, zemstę, śmierć i nieumiejętność wybaczenia mimo tej ogromnej miłości, a także nieco historii Meksyku i telekomunikacji.

PS Oczywiście czytałam po polsku, po hiszpańsku to ciągle jestem na etapie "¿Dónde está la biblioteca?"

Inne tej autorki.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 22, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Laura Esquivel - Z szybkością pragnienia

Nie byłam zachęcona po lekturze ”Przepiórek”, bo realizm magiczny fujka, ale namawiała mnie moja lektorka hiszpańskiego, który z mozołem, bardzo, ale jeszcze walczę. Więc tutaj też trochę tej magii jest, ale tak minimalnie, więc wytrzymałam i książkę przeczytałam z przyjemnością. W stylu Allende, jak ktoś lubi.

Lluvia zajmuje się bardzo chorym, sparaliżowanym ojcem, który nie może już porozumieć się z nikim. A właśnie jego legendarna umiejętność porozumiewania się była sednem życia - Júbilo był potomkiem Majów, zrozumiał ich mimo skąpych źródeł, został radiotelegrafistą, ale jego celem w życiu było odczytywanie pragnień swojej ukochanej żony, Luchy. Tyle że w tych ciężkich chwilach właśnie Luchy nie ma przy jego łóżku, bo para ostatni raz widziała się na ślubie narratorki 30 lat wcześniej. O tym, co zaszło, że ta uwielbiająca się i kochająca para spędziła kilkadziesiąt lat z dala od siebie, Lluvia dowiaduje się, kiedy wpada na pomysł użycia telegrafu i komputera, żeby jej elokwentny ojciec mógł opowiedzieć swoją historię. A historia zawiera tajemnicę, miłość, złego człowieka, zemstę, śmierć i nieumiejętność wybaczenia mimo tej ogromnej miłości, a także nieco historii Meksyku i telekomunikacji.

PS Oczywiście czytałam po polsku, po hiszpańsku to ciągle jestem na etapie "¿Dónde está la biblioteca?"

Inne tej autorki.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 22, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ryszard Ćwirley - Niebiańskie osiedle

Marcin, wybitny dziennikarz śledczy z Poznania, przeflancowany do Warszawy[1], mieszka z piękną modelką Dżesi (pisownia oryginału), ale ich światy się nie spinają poza sypialnią. Pracuje ze swoją koleżanką Kamilą, równie piękną, ale nienachalną, a dodatkowo nadającą na tych samych falach. Trafiają na sprawę domu spokojnej starości, w którym dziwnym trafem pensjonariusze przepisują notarialnie majątki na kościelną wspólnotę i odchodzą we śnie, wcześniej życząc sobie kremacji. Razem ze znajomą emerytowaną funkcjonariuszką milicji, zwaną babcią Matyldą, rozpykują sprawę - a konkretnie babcia wchodzi na wabia i tylko dzięki sprytowi unika pavulonu - ale szef przedsięwzięcia znika. Kilka miesięcy później trafiają na kościelną fundację, która na tytułowym Niebiańskim Osiedlu proponuje ludziom starszym luksusowe domki z ogródkiem na dożywocie w zamian za donacje lub przepisanie mieszkania. Tu również dzieją się podejrzane rzeczy typu rozszerzone samobójstwa czy zabójstwa. Oczywiście do gry wchodzi niezawodna babcia, jej przyszywany wnuczek Franek, policjant z Piły i jego dziewczyna Jowita, również policjantka.

Problem w tym, że mimo rokującej fabuły to półprodukt. Bohaterowie są tak sztampowi, jak tylko można. Modelka Dżesi jest piękna, ale powierzchowna, pojawia się dosłownie raz, żeby zabrać Marcina na seksy, Kamila jest diabelnie inteligentna, sarkastyczna i zawsze ma rozwiązanie w każdej sytuacji, babcia Matylda mimo 70-tki na karku rozwala przestępców jak muchy, popijając dobre alkohole i paląc, dodatkowo dzieląc się tzw. tłem społecznym, czyli jadąc po PISie i TVP Info. Źli są oczywiście brzydcy i głupi. Do tego rozwiązania akcji są nadludzkim wysiłkiem, wszyscy spotykają się cudem w odpowiednich miejscach, dostarczają wygodnie informacji niekoniecznie legalnymi kanałami, brakuje jakiejkolwiek finezji, intrygę przejrzałam już po kilkunastu stronach. Najgorsze jednak jest to, że główny bohater w ogóle nie przejawia żadnych umiejętności śledczych, nie łączy faktów, polega na partnerce, a jego przemyślenia dotyczą głównie własnego szczęścia w życiu i walorów pań. Jest kilka drobnych scen, które są w starym stylu “Milicjantów z Poznania”, ale to nie ratuje całości.

[1] I tu wchodzi mój mąż i pyta, czy to szydera z Kąckiego.

Inne tego autora.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 20, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ryszard Ćwirley - Niebiańskie osiedle

Marcin, wybitny dziennikarz śledczy z Poznania, przeflancowany do Warszawy[1], mieszka z piękną modelką Dżesi (pisownia oryginału), ale ich światy się nie spinają poza sypialnią. Pracuje ze swoją koleżanką Kamilą, równie piękną, ale nienachalną, a dodatkowo nadającą na tych samych falach. Trafiają na sprawę domu spokojnej starości, w którym dziwnym trafem pensjonariusze przepisują notarialnie majątki na kościelną wspólnotę i odchodzą we śnie, wcześniej życząc sobie kremacji. Razem ze znajomą emerytowaną funkcjonariuszką milicji, zwaną babcią Matyldą, rozpykują sprawę - a konkretnie babcia wchodzi na wabia i tylko dzięki sprytowi unika pavulonu - ale szef przedsięwzięcia znika. Kilka miesięcy później trafiają na kościelną fundację, która na tytułowym Niebiańskim Osiedlu proponuje ludziom starszym luksusowe domki z ogródkiem na dożywocie w zamian za donacje lub przepisanie mieszkania. Tu również dzieją się podejrzane rzeczy typu rozszerzone samobójstwa czy zabójstwa. Oczywiście do gry wchodzi niezawodna babcia, jej przyszywany wnuczek Franek, policjant z Piły i jego dziewczyna Jowita, również policjantka.

Problem w tym, że mimo rokującej fabuły to półprodukt. Bohaterowie są tak sztampowi, jak tylko można. Modelka Dżesi jest piękna, ale powierzchowna, pojawia się dosłownie raz, żeby zabrać Marcina na seksy, Kamila jest diabelnie inteligentna, sarkastyczna i zawsze ma rozwiązanie w każdej sytuacji, babcia Matylda mimo 70-tki na karku rozwala przestępców jak muchy, popijając dobre alkohole i paląc, dodatkowo dzieląc się tzw. tłem społecznym, czyli jadąc po PISie i TVP Info. Źli są oczywiście brzydcy i głupi. Do tego rozwiązania akcji są nadludzkim wysiłkiem, wszyscy spotykają się cudem w odpowiednich miejscach, dostarczają wygodnie informacji niekoniecznie legalnymi kanałami, brakuje jakiejkolwiek finezji, intrygę przejrzałam już po kilkunastu stronach. Najgorsze jednak jest to, że główny bohater w ogóle nie przejawia żadnych umiejętności śledczych, nie łączy faktów, polega na partnerce, a jego przemyślenia dotyczą głównie własnego szczęścia w życiu i walorów pań. Jest kilka drobnych scen, które są w starym stylu “Milicjantów z Poznania”, ale to nie ratuje całości.

[1] I tu wchodzi mój mąż i pyta, czy to szydera z Kąckiego.

Inne tego autora.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 20, 2024

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2024 - 0 komentarzy - Skomentuj


Praga, ale bez zdjęć

[20-23.05.2024]

Zdjęcia będą, kiedyś[1]. Ale aktualnie z różnych względów otrząsa mnie, jak mam usiąść i przejrzeć, nie wspominając o delikatnej obróbce, żeby w oko nie kłuły. Nie problem ze zdjęciami, a ze mną i obowiązkami, co się ciągną jak ogonek za liskiem. A napisać chcę teraz już, bo memoria coraz bardziej fragilis est.

Skąd Praga w ogóle? To efekt lekkomyślnego rzucenia na szkolnym czacie, że jak klasa nastolatki będzie chciała jechać do Pragi (tej czeskiej, nie warszawskiej), to ja mogę robić za przewodnika. Rzuć czymś takim i nagle masz do przygotowania plan wyjazdu do zaakceptowania przez kuratorium (zdałam!), budżet do policzenia, komunikację do ogarnięcia i lądujesz na lotnisku Vaclava Havla z 19 nastolatkami. I trzema dorosłymi.

Plan był ambitny, wykonanie nieco mniej. Zamiast spaceru z Dejvic na Wzgórze Petřinskie, wieży, kolejki i powrotu przez Valdštejnską zahradę był park Letna, gdzie niedorostki igrały na trawie oraz plotkowały w skupiskach. Park Letna skądinąd bardzo przyjemny, widok z góry na Wełtawę i Nowe Miasto wart wszystkich pieniędzy. Hradczany udało się obejrzeć w całości, chociaż na Złotej Uliczce już nas złapał deszcz, ale do Muzeum Kafki trafiliśmy w okolicach 17 i nie sprzedano nam biletów, chociaż czynne było do 18. Nie żeby nastolatki narzekały, wystarczająco ich zaskoczyła rzeźba Cernego na podwórku. W Josefovie przeszliśmy przez 4 synagogi z 7, bo konkurencją okazał się sklepik z lodami i kilka sklepików z pamiątkowym badziewkiem. Ominęłam Lucernę ze Świętym Wacławem na zdechłym koniu, za to zaprowadziłam młodzież do Głowy Franza Kafki, zahaczając o Orloj, gdzie niestety święci bynajmniej nie maszerowali. Na Moście Karola nie było tłumów! Miminki na Kampie, Ściana Lennona (“A kto to był Lennon?”), najwęższa uliczka, metro. Nikt się permanentnie nie zgubił, chociaż czasowo i owszem, złośliwie powiem, że tu nie młodzież była problemem, było trochę teenage drama, ktoś skaleczył się w palec, jedną sztukę prowadziłam za rękę przez most, bo się bała, a moja osobista nastolatka kazała mi udawać, że się nie znamy i chyba dobrze się spisałam.

Po tym wyjeździe marzę o Pradze samemu albo z kimś, kto lubi chodzić, jeździć metrem, nie marudzi, nie pyta co 5 minut “a tak w kilometrach to daleko jeszcze i w ogóle zapomniałom, gdzie idziemy, powtórzysz?” i nie chce jadać w KFC.

[1] EDIT: Zdjęcia!

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 17, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Maja - Tagi: czechy, praga - 2 komentarze - Skomentuj


Praga, ale bez zdjęć

[20-23.05.2024]

Zdjęcia będą, kiedyś[1]. Ale aktualnie z różnych względów otrząsa mnie, jak mam usiąść i przejrzeć, nie wspominając o delikatnej obróbce, żeby w oko nie kłuły. Nie problem ze zdjęciami, a ze mną i obowiązkami, co się ciągną jak ogonek za liskiem. A napisać chcę teraz już, bo memoria coraz bardziej fragilis est.

Skąd Praga w ogóle? To efekt lekkomyślnego rzucenia na szkolnym czacie, że jak klasa nastolatki będzie chciała jechać do Pragi (tej czeskiej, nie warszawskiej), to ja mogę robić za przewodnika. Rzuć czymś takim i nagle masz do przygotowania plan wyjazdu do zaakceptowania przez kuratorium (zdałam!), budżet do policzenia, komunikację do ogarnięcia i lądujesz na lotnisku Vaclava Havla z 19 nastolatkami. I trzema dorosłymi.

Plan był ambitny, wykonanie nieco mniej. Zamiast spaceru z Dejvic na Wzgórze Petřinskie, wieży, kolejki i powrotu przez Valdštejnską zahradę był park Letna, gdzie niedorostki igrały na trawie oraz plotkowały w skupiskach. Park Letna skądinąd bardzo przyjemny, widok z góry na Wełtawę i Nowe Miasto wart wszystkich pieniędzy. Hradczany udało się obejrzeć w całości, chociaż na Złotej Uliczce już nas złapał deszcz, ale do Muzeum Kafki trafiliśmy w okolicach 17 i nie sprzedano nam biletów, chociaż czynne było do 18. Nie żeby nastolatki narzekały, wystarczająco ich zaskoczyła rzeźba Cernego na podwórku. W Josefovie przeszliśmy przez 4 synagogi z 7, bo konkurencją okazał się sklepik z lodami i kilka sklepików z pamiątkowym badziewkiem. Ominęłam Lucernę ze Świętym Wacławem na zdechłym koniu, za to zaprowadziłam młodzież do Głowy Franza Kafki, zahaczając o Orloj, gdzie niestety święci bynajmniej nie maszerowali. Na Moście Karola nie było tłumów! Miminki na Kampie, Ściana Lennona (“A kto to był Lennon?”), najwęższa uliczka, metro. Nikt się permanentnie nie zgubił, chociaż czasowo i owszem, złośliwie powiem, że tu nie młodzież była problemem, było trochę teenage drama, ktoś skaleczył się w palec, jedną sztukę prowadziłam za rękę przez most, bo się bała, a moja osobista nastolatka kazała mi udawać, że się nie znamy i chyba dobrze się spisałam.

Po tym wyjeździe marzę o Pradze samemu albo z kimś, kto lubi chodzić, jeździć metrem, nie marudzi, nie pyta co 5 minut “a tak w kilometrach to daleko jeszcze i w ogóle zapomniałom, gdzie idziemy, powtórzysz?” i nie chce jadać w KFC.

[1] EDIT: Zdjęcia!

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 17, 2024

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Maja - Tagi: czechy, praga - 2 komentarze - Skomentuj