[4.05.2024]
Tak, właśnie wróciłam z Pragi, ale cierpliwości - będzie i Praga.
Tym razem na Rugii mieszkałam w Göhren, o czym niebawem. Istotne jest to o tyle, że miasteczko mieści się na półwyspie Mönchgut (“Mnichów”), gdzie jest zielono (lub - jak teraz - żółto od rzepaku) i jest sporo miejsc, gdzie malowniczo. Wybrałam się na Aussichtspunkt Reddevitzer Höft, cypelek z którego przy dobrej pogodzie widać dużo i ładnie. Tym razem było pochmurno i spacer, jakkolwiek niemęczący, nie obfitował aż tak. Można dojechać sobie prawie na sam koniec półwyspu, pod restaurację, można też zatrzymać się w miasteczku i zrobić sobie porządną, kilkukilometrową wyprawę.






Do zamku myśliwskiego Granitz wybierałam się już dawno, zwłaszcza że ma tam przystanek kolejka wąskotorowa, ta sama, co odjeżdża z Göhren. Wprawdzie kolejką się nie udało, bo w tzw. niskim sezonie jeździ co dwie godziny, ale udało mi się Reisende Rolanda zobaczyć w pełnej krasie właśnie w drodze do zamku. Bo do zamku się idzie i to pod górę. Się parkuje na parkingu (płatnym), przechodzi przez zagrodę z puchatymi krówkami i mini konikami, mija stację i przez piękny bukowy las, wiosną cały w kwiatach, dociera do zamku. Można zjeść frytki, można zwiedzić zamek i wejść na wieżę widokową po fantastycznych, ażurowych metalowych schodach, kwestionując własny rozsądek w połowie. Widoki piękne, zapewne nieco piękniejsze przy pogodzie, ale - jak wspomniałam - tego dnia nie pykło. Nastolatka, jak pewnie wyłowiłyście między wierszami, nie zwiedzała, tylko miała za złe, bo znowu kazali iść. W drodze powrotnej, z górki, już było lepiej, zwłaszcza że było mnóstwo metalicznych granatowych żuczków. Żuczki są miłe.














GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 26, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, granitz, monchgut
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[4.05.2024]
Tak, właśnie wróciłam z Pragi, ale cierpliwości - będzie i Praga.
Tym razem na Rugii mieszkałam w Göhren, o czym niebawem. Istotne jest to o tyle, że miasteczko mieści się na półwyspie Mönchgut (“Mnichów”), gdzie jest zielono (lub - jak teraz - żółto od rzepaku) i jest sporo miejsc, gdzie malowniczo. Wybrałam się na Aussichtspunkt Reddevitzer Höft, cypelek z którego przy dobrej pogodzie widać dużo i ładnie. Tym razem było pochmurno i spacer, jakkolwiek niemęczący, nie obfitował aż tak. Można dojechać sobie prawie na sam koniec półwyspu, pod restaurację, można też zatrzymać się w miasteczku i zrobić sobie porządną, kilkukilometrową wyprawę.






Do zamku myśliwskiego Granitz wybierałam się już dawno, zwłaszcza że ma tam przystanek kolejka wąskotorowa, ta sama, co odjeżdża z Göhren. Wprawdzie kolejką się nie udało, bo w tzw. niskim sezonie jeździ co dwie godziny, ale udało mi się Reisende Rolanda zobaczyć w pełnej krasie właśnie w drodze do zamku. Bo do zamku się idzie i to pod górę. Się parkuje na parkingu (płatnym), przechodzi przez zagrodę z puchatymi krówkami i mini konikami, mija stację i przez piękny bukowy las, wiosną cały w kwiatach, dociera do zamku. Można zjeść frytki, można zwiedzić zamek i wejść na wieżę widokową po fantastycznych, ażurowych metalowych schodach, kwestionując własny rozsądek w połowie. Widoki piękne, zapewne nieco piękniejsze przy pogodzie, ale - jak wspomniałam - tego dnia nie pykło. Nastolatka, jak pewnie wyłowiłyście między wierszami, nie zwiedzała, tylko miała za złe, bo znowu kazali iść. W drodze powrotnej, z górki, już było lepiej, zwłaszcza że było mnóstwo metalicznych granatowych żuczków. Żuczki są miłe.














GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 26, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, granitz, monchgut
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[3.05.2024]
Bardzo chciałam zobaczyć kredowe klify na półwyspie Jasmund, ale nastolatka na każdą sugestię dłuższego spaceru nie emanowała radością i szczęściem, za to po kilku ostatnich wakacjach wyrażała ostrożną aprobatę dla pływania. Więc rejs. Rejsów jest kilka opcji - są wyprawy małymi jednostkami na obserwację fok, całodziennie opływanie wyspy, a konkretnie na Jasmund można sobie popłynąć z przystankami z Göhren, gdzie mieszkaliśmy, zawijając na mola kolejnych kurortów i spędzić kilka godzin na pokładzie, można też pojechać od razu do Sassnitz i w dwugodzinnym rejsie dopłynąć do klifów i z powrotem. W teorii nasz rejs miał dotrzeć też do Kap Arkona, co mnie bardzo cieszyło, ale nie dotarł, kapitan mówił dużo i tylko po niemiecku, nie do końca zrozumiałam dlaczego, poza tym, że Meeresströmung był nie taki. Płynęliśmy sporym statkiem o dźwięcznej nazwie Lady von Büsum, co oczywiście odczytywałam jako “Lady von Bosom”, bo przecież. Było ciepło, słonecznie (krem obowiązkowo!) ale wiało, więc czapki, bluzy, kaptury i szaliki zdecydowanie się przydały. Widoki - zdjęcia warte tysiąca słów - białe klify, lasy, woda, mewy i przepływające opodal statki. Nastolatka narzekała nieco, że nie był to speedboat i że nie wróciła cała mokra, ale umówmy się, Bałtyk w maju to jednak nie do końca jest ciepłe morze. Mnie się podobało, chociaż przewiało mnie uczciwie. Sama podróż - linią Adler Schiffe - była poprawna, ale bez euforii: w cenie tylko rejs, bez napojów czy poczęstunku. W teorii na pokładzie był bar, ale pusty, może ze względu na niski sezon. Z cyklu CNW: można zwiedzić brytyjski okręt podwodny, chyba że rodzina jest głodna, to wtedy nie.












GALERIA ZDJĘĆ i Sassnitz 2023.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 18, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, sassnitz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[3.05.2024]
Bardzo chciałam zobaczyć kredowe klify na półwyspie Jasmund, ale nastolatka na każdą sugestię dłuższego spaceru nie emanowała radością i szczęściem, za to po kilku ostatnich wakacjach wyrażała ostrożną aprobatę dla pływania. Więc rejs. Rejsów jest kilka opcji - są wyprawy małymi jednostkami na obserwację fok, całodziennie opływanie wyspy, a konkretnie na Jasmund można sobie popłynąć z przystankami z Göhren, gdzie mieszkaliśmy, zawijając na mola kolejnych kurortów i spędzić kilka godzin na pokładzie, można też pojechać od razu do Sassnitz i w dwugodzinnym rejsie dopłynąć do klifów i z powrotem. W teorii nasz rejs miał dotrzeć też do Kap Arkona, co mnie bardzo cieszyło, ale nie dotarł, kapitan mówił dużo i tylko po niemiecku, nie do końca zrozumiałam dlaczego, poza tym, że Meeresströmung był nie taki. Płynęliśmy sporym statkiem o dźwięcznej nazwie Lady von Büsum, co oczywiście odczytywałam jako “Lady von Bosom”, bo przecież. Było ciepło, słonecznie (krem obowiązkowo!) ale wiało, więc czapki, bluzy, kaptury i szaliki zdecydowanie się przydały. Widoki - zdjęcia warte tysiąca słów - białe klify, lasy, woda, mewy i przepływające opodal statki. Nastolatka narzekała nieco, że nie był to speedboat i że nie wróciła cała mokra, ale umówmy się, Bałtyk w maju to jednak nie do końca jest ciepłe morze. Mnie się podobało, chociaż przewiało mnie uczciwie. Sama podróż - linią Adler Schiffe - była poprawna, ale bez euforii: w cenie tylko rejs, bez napojów czy poczęstunku. W teorii na pokładzie był bar, ale pusty, może ze względu na niski sezon. Z cyklu CNW: można zwiedzić brytyjski okręt podwodny, chyba że rodzina jest głodna, to wtedy nie.












GALERIA ZDJĘĆ i Sassnitz 2023.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 18, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, rugia, sassnitz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo schyłkowa historia urlopu detektywa Erlendura - jak zawsze spędza czas wolny w rodzinnej okolicy, gdzie od lat szuka śladu po bracie, który zaginął w wichurze kilkadziesiąt lat wcześniej. Tym razem przy okazji rozmów z myśliwymi, którzy potencjalnie mogli znaleźć dziecięce kości, odkrywa, że podczas podobnej śnieżycy w latach 40. miały miejsce dwa wypadki. Oddział żołnierzy amerykańskich i Matthildur, młoda żona rybaka, wyszli z domu, zaskoczyła ich nagła zmiana pogody i jak wszystkich żołnierzy - a przynajmniej ich ciała - odnaleziono, tak kobiety nie. Erlendur zaczyna drążyć, odpytując kolejnych staruszków o wydarzenia z przeszłości. I sprawę śmierci kobiety wyjaśnia, rozkopując dwa groby, zaś dla uzyskania spokoju zakopuje na grobie matki jakieś przypadkowe kości dziecka, znalezione lata temu w lisiej norze. Może należały do jego brata, może nie. Historia poszukiwań przeplata się z jakimiś wyimaginowanymi (?) dialogami z wędrowcem, a scena sugeruje, że bohater jest w malignie albo zamarza. Tyle że akcja na to nie wskazuje. Nie ma też żadnej dramy, sugerowanej w dwóch poprzednich tomach, że Erlendur jest niedostępny, zwyczajnie odcina się od świata na prowincji. A, wspomniane plaże też się nie pojawiają.
Polski akcent: wyziębiona kobieta z Polski była uznana za zmarłą, ale ocknęła się w momencie przywiezienia do szpitala.
Inne tego autora.
#36
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 16, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo schyłkowa historia urlopu detektywa Erlendura - jak zawsze spędza czas wolny w rodzinnej okolicy, gdzie od lat szuka śladu po bracie, który zaginął w wichurze kilkadziesiąt lat wcześniej. Tym razem przy okazji rozmów z myśliwymi, którzy potencjalnie mogli znaleźć dziecięce kości, odkrywa, że podczas podobnej śnieżycy w latach 40. miały miejsce dwa wypadki. Oddział żołnierzy amerykańskich i Matthildur, młoda żona rybaka, wyszli z domu, zaskoczyła ich nagła zmiana pogody i jak wszystkich żołnierzy - a przynajmniej ich ciała - odnaleziono, tak kobiety nie. Erlendur zaczyna drążyć, odpytując kolejnych staruszków o wydarzenia z przeszłości. I sprawę śmierci kobiety wyjaśnia, rozkopując dwa groby, zaś dla uzyskania spokoju zakopuje na grobie matki jakieś przypadkowe kości dziecka, znalezione lata temu w lisiej norze. Może należały do jego brata, może nie. Historia poszukiwań przeplata się z jakimiś wyimaginowanymi (?) dialogami z wędrowcem, a scena sugeruje, że bohater jest w malignie albo zamarza. Tyle że akcja na to nie wskazuje. Nie ma też żadnej dramy, sugerowanej w dwóch poprzednich tomach, że Erlendur jest niedostępny, zwyczajnie odcina się od świata na prowincji. A, wspomniane plaże też się nie pojawiają.
Polski akcent: wyziębiona kobieta z Polski była uznana za zmarłą, ale ocknęła się w momencie przywiezienia do szpitala.
Inne tego autora.
#36
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 16, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ojciec ratuje synów spod opieki zaburzonej matki dzięki zeznaniu młodszego syna, który trochę naciaga prawdę, bo wprawdzie się z matką nieco szarpał, ale większość śladów zrobił sobie sam. Nie szkodzi, z ojcem będzie lepiej. Wyjeżdżają do Nowego Meksyku, nowy dom, każdy ma swój pokój, ale tylko do pokoju ojca nie można wchodzić. Chwilowa stabilizacja szybko się rozsypuje, bo chłopcy wiedzą, że ojciec znowu bierze. Czasem każe im obserwować otoczenie, ukrywać przed policją, zaczyna wysyłać ich do dilera, a niedługo później pojawia się eskalująca przemoc. Dzieci to racjonalizują, ale coraz bardziej do nich dociera, że nie zostali przez ojca “uratowani”. Próbują uzyskać pomoc matki, licząc na to, że wybaczy im ich zdradę. Finał jest mocno niejednoznaczny, nie wiem, czy rozumieć go w kategorii kolejnej iteracji koszmaru czy jednak to marzenie, co by było gdyby ojciec nie był narkomanem.
Bardzo trudna, przykra opowieść; mogę sobie racjonalizować, że to USA, white trash, brak rozwiązań systemowych, niewydolna policja, którą łatwo okpić, ale to w dalszym ciągu koszmar dzieci, których opoka - rodzice - zawodzą.
#35
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 15, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ojciec ratuje synów spod opieki zaburzonej matki dzięki zeznaniu młodszego syna, który trochę naciaga prawdę, bo wprawdzie się z matką nieco szarpał, ale większość śladów zrobił sobie sam. Nie szkodzi, z ojcem będzie lepiej. Wyjeżdżają do Nowego Meksyku, nowy dom, każdy ma swój pokój, ale tylko do pokoju ojca nie można wchodzić. Chwilowa stabilizacja szybko się rozsypuje, bo chłopcy wiedzą, że ojciec znowu bierze. Czasem każe im obserwować otoczenie, ukrywać przed policją, zaczyna wysyłać ich do dilera, a niedługo później pojawia się eskalująca przemoc. Dzieci to racjonalizują, ale coraz bardziej do nich dociera, że nie zostali przez ojca “uratowani”. Próbują uzyskać pomoc matki, licząc na to, że wybaczy im ich zdradę. Finał jest mocno niejednoznaczny, nie wiem, czy rozumieć go w kategorii kolejnej iteracji koszmaru czy jednak to marzenie, co by było gdyby ojciec nie był narkomanem.
Bardzo trudna, przykra opowieść; mogę sobie racjonalizować, że to USA, white trash, brak rozwiązań systemowych, niewydolna policja, którą łatwo okpić, ale to w dalszym ciągu koszmar dzieci, których opoka - rodzice - zawodzą.
#35
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 15, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wnuk i syn Koreanek, które uciekły do USA po wojnie w Wietnamie, opisuje w listach do starzejącej się matki, jak bardzo ją kocha i jej wdzięczny, chociaż jego życie jest zupełnie inne i matka prawdopodobnie go nie rozumie. Jest obcym w obcym kraju, pierwszym łącznikiem między Koreankami, które nigdy do końca nie nauczyły się mówić po angielsku ani rozumieć kraju, w którym osiadły. Do tego jest poetą i gejem. Wspomina swoje dzieciństwo, czasem trudne, poczucie inności, dojrzewanie, pierwsze uczucia, wreszcie powrót po latach i doświadczanie śmierci babci. I możliwe, że w warstwie fabularnej dzieje się tu więcej, ale jest to tak zagmatwane poetyckimi frazami, że nie dałam rady tego już wyciągnąć poza nieosiągalnym archetypem męskości i brakiem wzorca, również kulturowego.
To krótka książka, ale dość męcząca w lekturze. Symbole, nawiązania, list o prozie życia obudowany jest Barthesem, Freudem i innymi klasykami, trauma przeplatana poezją. Współczesna Ameryka konkuruje z mikroświatem emigranckiej rodziny, gdzie babka kocha przez koreańskie gotowanie, a matka opanowała głównie frazę “I’m sorry”, bo to wystarczy, kiedy latami zajmowała się paznokciami Amerykanek. Wtręty społeczne - narkotyki, przemoc, wojna, epatowanie obrzydliwością - są w kontrze do koreańskiej enklawy w domu narratora. Znużyło mnie czytanie, zabrakło płaszczyzny zrozumienia, a zabawa formą dodatkowo mnie zniechęciła. Wierzę, że to ważna książka i że zaznaczone jest wiele rubryczek różnorodności - emigrant, gej, Azjata, półsierota, poeta, ale niekoniecznie nadaje się to do czytania.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 14, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wnuk i syn Koreanek, które uciekły do USA po wojnie w Wietnamie, opisuje w listach do starzejącej się matki, jak bardzo ją kocha i jej wdzięczny, chociaż jego życie jest zupełnie inne i matka prawdopodobnie go nie rozumie. Jest obcym w obcym kraju, pierwszym łącznikiem między Koreankami, które nigdy do końca nie nauczyły się mówić po angielsku ani rozumieć kraju, w którym osiadły. Do tego jest poetą i gejem. Wspomina swoje dzieciństwo, czasem trudne, poczucie inności, dojrzewanie, pierwsze uczucia, wreszcie powrót po latach i doświadczanie śmierci babci. I możliwe, że w warstwie fabularnej dzieje się tu więcej, ale jest to tak zagmatwane poetyckimi frazami, że nie dałam rady tego już wyciągnąć poza nieosiągalnym archetypem męskości i brakiem wzorca, również kulturowego.
To krótka książka, ale dość męcząca w lekturze. Symbole, nawiązania, list o prozie życia obudowany jest Barthesem, Freudem i innymi klasykami, trauma przeplatana poezją. Współczesna Ameryka konkuruje z mikroświatem emigranckiej rodziny, gdzie babka kocha przez koreańskie gotowanie, a matka opanowała głównie frazę “I’m sorry”, bo to wystarczy, kiedy latami zajmowała się paznokciami Amerykanek. Wtręty społeczne - narkotyki, przemoc, wojna, epatowanie obrzydliwością - są w kontrze do koreańskiej enklawy w domu narratora. Znużyło mnie czytanie, zabrakło płaszczyzny zrozumienia, a zabawa formą dodatkowo mnie zniechęciła. Wierzę, że to ważna książka i że zaznaczone jest wiele rubryczek różnorodności - emigrant, gej, Azjata, półsierota, poeta, ale niekoniecznie nadaje się to do czytania.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 14, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj