Nowy Jork, upalne lato 1969. Czwórka rodzeństwa Goldów - Varya, Daniel, Klara i Simon - zostają namówieni przez Daniela na pójście do wróżki, która przepowiada przyszłość. Okazuje się, że wróżka zdradza tylko jeden szczegół - datę śmierci, nie wyjaśnia, czemu, jak i czy można tego uniknąć. Najstarsza Varya traktuje to jako zabawę, wszak wróżka przepowiedziała jej, że przeżyje 88 lat, ale pozostali są wyraźnie sfrustrowani tym, co usłyszeli, chociaż nie dzielą się swoją wiedzą z innymi. Mija kilka lat, rodzeństwo dorasta, wtem po nagłej śmierci seniora rodu, Saula, pojawia się konieczność decyzji, kto ma przejąć jego zakład krawiecki; Varya i Daniel rozpoczęli już kariery akademickie, Klara oznajmia, że chce zostać iluzjonistką, jak jej babka, a 17-letni Simon - naturalny kandydat na przejęcie biznesu - decyduje się na desperacki krok i ucieka do San Francisco, gdzie może otwarcie być gejem. To wydarzenie rozpoczyna łańcuszek kolejnych, które doprowadzają do wypełnienia się kolejnych przepowiedni wróżki - rodzina Goldów z roku na rok się zmniejsza.
To z jednej strony nietypowy sposób przedstawienia sagi rodzinnej, gdzie losy poszczególnych potomków Saula i Gertie Gold nakładają się na pewne zmiany obyczajowe w latach 1980-2000, z drugiej strony to ciekawe podejście do teorii predestynacji. Czy wiedza o tym, kiedy przypada dzień śmierci daje w życiu, pozwala przeżyć życie w sposób wartościowy, czy wręcz przeciwnie - ogranicza i napawa ogromnym strachem? Czy wpływa to na podejmowanie życiowych decyzji, większe ryzykanctwo czy wręcz przeciwnie zmusza do nadmiernej ostrożności? Czy podjęcie kontrowersyjnej decyzji życiowej ze świadomością, że czas przeznaczony jest krótki, może zaowocować wczesną śmiercią, czego na przykład można byłoby uniknąć, wybierając inną ścieżkę życiową? Autorka nie odpowiada na to jednoznacznie, aczkolwiek w przypadku śmierci samobójczej jednej z osób, odpowiedź jest jednak zbyt oczywista i dla mnie nieakceptowalna.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 18, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nowy Jork, upalne lato 1969. Czwórka rodzeństwa Goldów - Varya, Daniel, Klara i Simon - zostają namówieni przez Daniela na pójście do wróżki, która przepowiada przyszłość. Okazuje się, że wróżka zdradza tylko jeden szczegół - datę śmierci, nie wyjaśnia, czemu, jak i czy można tego uniknąć. Najstarsza Varya traktuje to jako zabawę, wszak wróżka przepowiedziała jej, że przeżyje 88 lat, ale pozostali są wyraźnie sfrustrowani tym, co usłyszeli, chociaż nie dzielą się swoją wiedzą z innymi. Mija kilka lat, rodzeństwo dorasta, wtem po nagłej śmierci seniora rodu, Saula, pojawia się konieczność decyzji, kto ma przejąć jego zakład krawiecki; Varya i Daniel rozpoczęli już kariery akademickie, Klara oznajmia, że chce zostać iluzjonistką, jak jej babka, a 17-letni Simon - naturalny kandydat na przejęcie biznesu - decyduje się na desperacki krok i ucieka do San Francisco, gdzie może otwarcie być gejem. To wydarzenie rozpoczyna łańcuszek kolejnych, które doprowadzają do wypełnienia się kolejnych przepowiedni wróżki - rodzina Goldów z roku na rok się zmniejsza.
To z jednej strony nietypowy sposób przedstawienia sagi rodzinnej, gdzie losy poszczególnych potomków Saula i Gertie Gold nakładają się na pewne zmiany obyczajowe w latach 1980-2000, z drugiej strony to ciekawe podejście do teorii predestynacji. Czy wiedza o tym, kiedy przypada dzień śmierci daje w życiu, pozwala przeżyć życie w sposób wartościowy, czy wręcz przeciwnie - ogranicza i napawa ogromnym strachem? Czy wpływa to na podejmowanie życiowych decyzji, większe ryzykanctwo czy wręcz przeciwnie zmusza do nadmiernej ostrożności? Czy podjęcie kontrowersyjnej decyzji życiowej ze świadomością, że czas przeznaczony jest krótki, może zaowocować wczesną śmiercią, czego na przykład można byłoby uniknąć, wybierając inną ścieżkę życiową? Autorka nie odpowiada na to jednoznacznie, aczkolwiek w przypadku śmierci samobójczej jednej z osób, odpowiedź jest jednak zbyt oczywista i dla mnie nieakceptowalna.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 18, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czy może być ktoś bardziej żałosny niż postarzały gwiazdor sitcomu sprzed lat, aktualnie głównie grający ogony, a znany z ekscesów wyczynianych pod wpływem obficie zażywanych używek? Pewnie może być, ale BoJack - koń znany z “Rozbrykanych” - znajduje się na pewno dość wysoko na tym podium. W celu ratowania podupadającej sławy, jego agentka, kotka Princess Carolyn, wynajmuje ghost writerkę Diane w celu napisania pochlebnej biografii BoJacka. Podczas prób wyciągnięcia z rozsypującego się aktora jakiejś spójnej historii, powoli zaczyna do niego docierać, że chyba nie odniósł aż takiego sukcesu, jak mu się do tej pory w alkoholowym i narkotykowym przytępieniu wydawało. Nie będę streszczać kolejnych sezonów, które pokazują długą i bolesną drogę BoJacka do zrozumienia siebie, swoich wyborów, wzięcia odpowiedzialności za wszystkie złe uczynki, jakie w życiu zrobił, wyjaśnię tylko, że jest to czarna komedia, która elementy absurdalne i groteskowe i to nie zawsze wynikające z tego, że część postaci to zwierzęta, przeplata momentami absolutnie walącymi po nerkach i poniewierającymi widzów. I, tak jak Waltera White’a, Dextera czy Tommy’ego Gavina, szybko się zaczyna sponiewieranego i zmęczonego życiem i byciem sobą BoJacka lubić.
Jaka tu jest obsada, nawet jeśli wszyscy występują tylko głosami! Will Arnett, Wendy Malick, Stephanie Beatriz, Rami Malek, Angela Basset czy epizodycznie pojawiający się np. Zach Braff (w roli znanego aktora Zacha Braffa). Poziom szydery na Hollywood i ogólnie przemysł filmowo-serialowy jest ogromny, ze wszystkimi patologiami i trendami jak #meetoo i konsekwencje, przeprosiny non-apologies, ukrywanie afer dla celów biznesowych, szybkie romanse i zerwania, stręczenie dzieci czy podporządkowanie wszystkiego karierze. Doskonały drugi plan z meta-żartami dla spostrzegawczych, czasem aż się prosi, żeby zatrzymać oglądanie, żeby złapać wszelkie nawiązania. Co ciekawe, serial nie zachwycił mnie początkowo, odrzuciła mnie animacja, humor też niespecjalnie przyciągnął, ale dość szybko się wciągnęłam i wiernie zostałam przez całe 6 sezonów.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 17, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Czy może być ktoś bardziej żałosny niż postarzały gwiazdor sitcomu sprzed lat, aktualnie głównie grający ogony, a znany z ekscesów wyczynianych pod wpływem obficie zażywanych używek? Pewnie może być, ale BoJack - koń znany z “Rozbrykanych” - znajduje się na pewno dość wysoko na tym podium. W celu ratowania podupadającej sławy, jego agentka, kotka Princess Carolyn, wynajmuje ghost writerkę Diane w celu napisania pochlebnej biografii BoJacka. Podczas prób wyciągnięcia z rozsypującego się aktora jakiejś spójnej historii, powoli zaczyna do niego docierać, że chyba nie odniósł aż takiego sukcesu, jak mu się do tej pory w alkoholowym i narkotykowym przytępieniu wydawało. Nie będę streszczać kolejnych sezonów, które pokazują długą i bolesną drogę BoJacka do zrozumienia siebie, swoich wyborów, wzięcia odpowiedzialności za wszystkie złe uczynki, jakie w życiu zrobił, wyjaśnię tylko, że jest to czarna komedia, która elementy absurdalne i groteskowe i to nie zawsze wynikające z tego, że część postaci to zwierzęta, przeplata momentami absolutnie walącymi po nerkach i poniewierającymi widzów. I, tak jak Waltera White’a, Dextera czy Tommy’ego Gavina, szybko się zaczyna sponiewieranego i zmęczonego życiem i byciem sobą BoJacka lubić.
Jaka tu jest obsada, nawet jeśli wszyscy występują tylko głosami! Will Arnett, Wendy Malick, Stephanie Beatriz, Rami Malek, Angela Basset czy epizodycznie pojawiający się np. Zach Braff (w roli znanego aktora Zacha Braffa). Poziom szydery na Hollywood i ogólnie przemysł filmowo-serialowy jest ogromny, ze wszystkimi patologiami i trendami jak #meetoo i konsekwencje, przeprosiny non-apologies, ukrywanie afer dla celów biznesowych, szybkie romanse i zerwania, stręczenie dzieci czy podporządkowanie wszystkiego karierze. Doskonały drugi plan z meta-żartami dla spostrzegawczych, czasem aż się prosi, żeby zatrzymać oglądanie, żeby złapać wszelkie nawiązania. Co ciekawe, serial nie zachwycił mnie początkowo, odrzuciła mnie animacja, humor też niespecjalnie przyciągnął, ale dość szybko się wciągnęłam i wiernie zostałam przez całe 6 sezonów.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 17, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zbiór dygresyjnych esejów, składających się na pamiętnik czasu dorastania niespełna 30-letniej autorki i scenarzystki, znanej m. in. z serialu “Dziewczyny” (nie mnie osobiście, chcę obejrzeć?). To nie jest pierwsza tego typu książka, jaką czytałam - przypomina mi eseje i pseudobiografię Caitlin Moran i coś jeszcze, czego nie mogę sobie teraz przypomnieć. Nie sugeruję, że jest to wtórne czy mało odkrywcze, nie - Dunham pokazuje perspektywę na życie osoby z pokolenia milenijnego, a to pokolenie ma swoją specyficzną wizję życia - dorosłości (czy niedorosłości), zakochiwania się i związków, samotności, ciałopozytywności zwłaszcza w ujęciu kariery w przemyśle filmowym, radzenia sobie z chorobami psychicznymi czy używek. Jednocześnie to cenna wypowiedź kobiety, która nie wstydzi się być kobietą i mimo podprogowej sugestii, że nie napisała o niczym ważnym, wszak w kulturze patriarchalnej świadectwo dojrzewającej i młodej kobiety nie jest niczym wartościowym, pokazuje, że to ważne, żeby o sobie mówić. Nie nazwałabym książki przezabawną, ale jest dobrze zbilansowana przez lżejsze, nieco ironiczne ujęcie trudnych tematów typu przemoc seksualna.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2022
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zbiór dygresyjnych esejów, składających się na pamiętnik czasu dorastania niespełna 30-letniej autorki i scenarzystki, znanej m. in. z serialu “Dziewczyny” (nie mnie osobiście, chcę obejrzeć?). To nie jest pierwsza tego typu książka, jaką czytałam - przypomina mi eseje i pseudobiografię Caitlin Moran i coś jeszcze, czego nie mogę sobie teraz przypomnieć. Nie sugeruję, że jest to wtórne czy mało odkrywcze, nie - Dunham pokazuje perspektywę na życie osoby z pokolenia milenijnego, a to pokolenie ma swoją specyficzną wizję życia - dorosłości (czy niedorosłości), zakochiwania się i związków, samotności, ciałopozytywności zwłaszcza w ujęciu kariery w przemyśle filmowym, radzenia sobie z chorobami psychicznymi czy używek. Jednocześnie to cenna wypowiedź kobiety, która nie wstydzi się być kobietą i mimo podprogowej sugestii, że nie napisała o niczym ważnym, wszak w kulturze patriarchalnej świadectwo dojrzewającej i młodej kobiety nie jest niczym wartościowym, pokazuje, że to ważne, żeby o sobie mówić. Nie nazwałabym książki przezabawną, ale jest dobrze zbilansowana przez lżejsze, nieco ironiczne ujęcie trudnych tematów typu przemoc seksualna.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, felietony, 2022
- 2 komentarze
- Skomentuj
[30.04-2.05.2022]
O tym, czemu zaczynam od Radebeul, a nie Drezna, chociaż wybierałam się do Drezna - w Radebeul znalazłam świetny nocleg, a miasteczko to w zasadzie przedmieścia stolicy Saksonii. I okazało się, że w samym miasteczku jest dużo uroczych rzeczy, między innymi dlatego, że jest jednym z przystanków na Saksońskim Szlaku Wina (Sächsische Weinstraße), a sama okolica bywa nazywana Saksońską Niceą (Sächsisches Nizza). W Nicei nie byłam, ale w majowy weekend to przepiękna okolica, zwłaszcza o zachodzie słońca. Do samego Radebeul jeszcze wrócę, dziś winnica założona na polecenie hrabiego Augusta von Wackerbartha, kumpla Augusta Mocnego (tego drugiego możecie pamiętać z podręczników historii Polski). Na parkingu akurat miał miejsce mini zlot trabantów (por. Saksonia - kolebka trabanta), ale stwierdziłam, że nie uciekną i jak wrócę z winnicy, to jeszcze będą. Niestety, uciekły. Po winnicy pospacerować można gratis, płaci się za eventy biletowane, pewnie za zwiedzanie zamku (tylko w określonych godzinach, mam wrażenie, że w sobotni poranek szykowała się jakaś impreza i opcji zwiedzania nie było), można też coś zjeść (na przykład tort czekoladowo-malinowy) i bardzo różnorodnie wypić, czy to w restauracji czy na wynos w sklepiku przy wejściu/wyjściu. Lokalne wina od Wackerbartów można też kupić w normalnej sprzedaży w sklepie spożywczym w Radebeul. Winnica, jak widać poniżej, jest malowniczo rozplanowana na terasach wzgórza, można pokręcić się po parku, można pochyłymi ścieżkami pochodzić między winoroślą, co raczej polecam jesienią, bo wiosną to tylko drzewa owocowe i rododendrony, winorośl jeszcze nie wypuściła zielonego.
Parking (można z plakietką[1])
Belweder z dwóch stron
Schloss Wackerbarth
Zamek / kłącza przed sezonem
Jak w Rogalinie
Zamek / godło Wackerbarthów
Wzgórza przed sezonem
Winnica z dali / z bliży
Widok na Spitzhaus
Winnicę (nie tylko tę, w okolicy jest kilka) można podziwiać również z góry. Dla wytrwałych można się tam wspiąć po 108-metrowych schodach, zwanych Spitzhaustreppe, którymi dociera się do pawilonu nad winnicą, wieży widokowej Bismarcka (na którą podobno też się można wspiąć, ale nie wstrzeliłam się, otwarte 10-17 sobota/niedziela) i restauracji Spitzhaus. Na schodach uprawiane są jakieś straszliwe zawody typu “przebiec w górę i w dół 100 razy” (rekord mężczyzn to ponad 13 godzin, rekord kobiet - 16, podziwiam, nie rozumiem), ale dla ludzi jak ja, który schody i owszem, ale w moderacji, można tam podjechać samochodem, żeby podziwiać zachód słońca czy zjeść pyszny strudel śliwkowy (zdjęcia nie ma, był za dobry) pod drinka czy lokalne piwo.
Bismarckturm
Widok na winnicę / Panorama Drezna
Radebeul i Drezno
Wieża Bismarcka / Spitzhaustreppe
Winnica z widokiem na wieżę
Panorama z opisem / zachód słońca
Terasy winnicy
Spitzhaus / Hugo w kieliszku
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Wreszcie udało mi się dostać tzw. zegar parkingowy, czyli kartonowe gizmo z obracającym się 12-godzinnym zegarem, który na niektórych parkingach można ustawiać na konkretną godzinę i legitnie się parkuje darmo w ramach wyznaczonego czasu - zwykle od pół do 3 godzin. Zegar pozyskuje się np. w REWE, zadając pytanie przy kasie, obsługa się początkowo dziwi (może mojej niemczyźnie), potem po naradzie z kolegą z kasy obok, przynosi z zaplecza. Również darmo. Na stacjach benzynowych też podobno są, ale udało nam się uniknąć tankowania po niemieckiej stronie, benzyna POWYŻEJ 2 euro za litr, a ja narzekałam na ceny u nas.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 15, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, radebeul, majowka2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.04-2.05.2022]
O tym, czemu zaczynam od Radebeul, a nie Drezna, chociaż wybierałam się do Drezna - w Radebeul znalazłam świetny nocleg, a miasteczko to w zasadzie przedmieścia stolicy Saksonii. I okazało się, że w samym miasteczku jest dużo uroczych rzeczy, między innymi dlatego, że jest jednym z przystanków na Saksońskim Szlaku Wina (Sächsische Weinstraße), a sama okolica bywa nazywana Saksońską Niceą (Sächsisches Nizza). W Nicei nie byłam, ale w majowy weekend to przepiękna okolica, zwłaszcza o zachodzie słońca. Do samego Radebeul jeszcze wrócę, dziś winnica założona na polecenie hrabiego Augusta von Wackerbartha, kumpla Augusta Mocnego (tego drugiego możecie pamiętać z podręczników historii Polski). Na parkingu akurat miał miejsce mini zlot trabantów (por. Saksonia - kolebka trabanta), ale stwierdziłam, że nie uciekną i jak wrócę z winnicy, to jeszcze będą. Niestety, uciekły. Po winnicy pospacerować można gratis, płaci się za eventy biletowane, pewnie za zwiedzanie zamku (tylko w określonych godzinach, mam wrażenie, że w sobotni poranek szykowała się jakaś impreza i opcji zwiedzania nie było), można też coś zjeść (na przykład tort czekoladowo-malinowy) i bardzo różnorodnie wypić, czy to w restauracji czy na wynos w sklepiku przy wejściu/wyjściu. Lokalne wina od Wackerbartów można też kupić w normalnej sprzedaży w sklepie spożywczym w Radebeul. Winnica, jak widać poniżej, jest malowniczo rozplanowana na terasach wzgórza, można pokręcić się po parku, można pochyłymi ścieżkami pochodzić między winoroślą, co raczej polecam jesienią, bo wiosną to tylko drzewa owocowe i rododendrony, winorośl jeszcze nie wypuściła zielonego.
Parking (można z plakietką[1])
Belweder z dwóch stron
Schloss Wackerbarth
Zamek / kłącza przed sezonem
Jak w Rogalinie
Zamek / godło Wackerbarthów
Wzgórza przed sezonem
Winnica z dali / z bliży
Widok na Spitzhaus
Winnicę (nie tylko tę, w okolicy jest kilka) można podziwiać również z góry. Dla wytrwałych można się tam wspiąć po 108-metrowych schodach, zwanych Spitzhaustreppe, którymi dociera się do pawilonu nad winnicą, wieży widokowej Bismarcka (na którą podobno też się można wspiąć, ale nie wstrzeliłam się, otwarte 10-17 sobota/niedziela) i restauracji Spitzhaus. Na schodach uprawiane są jakieś straszliwe zawody typu “przebiec w górę i w dół 100 razy” (rekord mężczyzn to ponad 13 godzin, rekord kobiet - 16, podziwiam, nie rozumiem), ale dla ludzi jak ja, który schody i owszem, ale w moderacji, można tam podjechać samochodem, żeby podziwiać zachód słońca czy zjeść pyszny strudel śliwkowy (zdjęcia nie ma, był za dobry) pod drinka czy lokalne piwo.
Bismarckturm
Widok na winnicę / Panorama Drezna
Radebeul i Drezno
Wieża Bismarcka / Spitzhaustreppe
Winnica z widokiem na wieżę
Panorama z opisem / zachód słońca
Terasy winnicy
Spitzhaus / Hugo w kieliszku
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Wreszcie udało mi się dostać tzw. zegar parkingowy, czyli kartonowe gizmo z obracającym się 12-godzinnym zegarem, który na niektórych parkingach można ustawiać na konkretną godzinę i legitnie się parkuje darmo w ramach wyznaczonego czasu - zwykle od pół do 3 godzin. Zegar pozyskuje się np. w REWE, zadając pytanie przy kasie, obsługa się początkowo dziwi (może mojej niemczyźnie), potem po naradzie z kolegą z kasy obok, przynosi z zaplecza. Również darmo. Na stacjach benzynowych też podobno są, ale udało nam się uniknąć tankowania po niemieckiej stronie, benzyna POWYŻEJ 2 euro za litr, a ja narzekałam na ceny u nas.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 15, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, radebeul, majowka2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Anglia, początek XIX wieku. Eliza Acton, 36-letnia stara panna z bogatej rodziny, wydała jeden tomik wierszy, niestety jej marzenia o wydaniu kolejnego rozbija w pył najpierw wydawca, twierdząc, że wiersze nie przystoją damie i sugeruje powieść romantyczną albo wręcz książkę kucharską, potem nagłe bankructwo ojca. Wyjeżdża więc z matką do małego miasteczka, gdzie utrzymują się z prowadzenia pensjonatu. Zatrudniają 17-letnią Annę, córkę alkoholika i przedwcześnie podstarzałej kobiety z silną demencją; Anna okazuje się być świetną kucharką, umie czytać i staje się natchnieniem dla Elizy. Obie w kuchni znajdują ukojenie, chociaż tymczasowo, bo życie toczy się dalej i u obu pań nie zawsze są to róże. Krótkie rozdziały pokazują na zmianę perspektywę Anny i Elizy na różne sytuacje, dodatkowo wprowadzając czytelniczkę w świat, o którym nie mówi się głośno: nieślubne, ukrywane dzieci, kłamstwa i pozory, małżeństwa aranżowane dla zysku z jednej strony, a dramatyczne ubóstwo, przemoc seksualna wobec służby, przechowalnie dla psychicznie chorych i wstyd z drugiej.
Eliza Acton była postacią autentyczną i rzeczywiście wydała pierwszą dokładną i przetestowaną książkę kucharską, zawierającą spis i ilości składników, przepis wykonania wraz z zalecanym czasem gotowania czy pieczenia. Czy istniała Anna i mała Lizzie - nie wiadomo, ale ich postacie dodają dramatyzmu dość miałkiej w zasadzie historii emancypacji w trudnym okresie historii. Na końcu książki autorka dodaje kilka faktów i przepisów kulinarnych. A ja pozostaję dość obojętna - nie czytało się źle, ale w sumie nie było to zbyt ciekawa lektura.
#64
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Anglia, początek XIX wieku. Eliza Acton, 36-letnia stara panna z bogatej rodziny, wydała jeden tomik wierszy, niestety jej marzenia o wydaniu kolejnego rozbija w pył najpierw wydawca, twierdząc, że wiersze nie przystoją damie i sugeruje powieść romantyczną albo wręcz książkę kucharską, potem nagłe bankructwo ojca. Wyjeżdża więc z matką do małego miasteczka, gdzie utrzymują się z prowadzenia pensjonatu. Zatrudniają 17-letnią Annę, córkę alkoholika i przedwcześnie podstarzałej kobiety z silną demencją; Anna okazuje się być świetną kucharką, umie czytać i staje się natchnieniem dla Elizy. Obie w kuchni znajdują ukojenie, chociaż tymczasowo, bo życie toczy się dalej i u obu pań nie zawsze są to róże. Krótkie rozdziały pokazują na zmianę perspektywę Anny i Elizy na różne sytuacje, dodatkowo wprowadzając czytelniczkę w świat, o którym nie mówi się głośno: nieślubne, ukrywane dzieci, kłamstwa i pozory, małżeństwa aranżowane dla zysku z jednej strony, a dramatyczne ubóstwo, przemoc seksualna wobec służby, przechowalnie dla psychicznie chorych i wstyd z drugiej.
Eliza Acton była postacią autentyczną i rzeczywiście wydała pierwszą dokładną i przetestowaną książkę kucharską, zawierającą spis i ilości składników, przepis wykonania wraz z zalecanym czasem gotowania czy pieczenia. Czy istniała Anna i mała Lizzie - nie wiadomo, ale ich postacie dodają dramatyzmu dość miałkiej w zasadzie historii emancypacji w trudnym okresie historii. Na końcu książki autorka dodaje kilka faktów i przepisów kulinarnych. A ja pozostaję dość obojętna - nie czytało się źle, ale w sumie nie było to zbyt ciekawa lektura.
#64
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj