Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Jakub Małecki - Nikt nie idzie

To książka o znikaniu i o tym, co zostaje po zniknięciu. Marzena poznaje Antoniego, mają syna, coś z nim jest nie tak chyba; Antoni - pilot myśliwców - ginie, kiedy Klemens ma rok. Po Antonim zostaje ogromna wyrwa w życiu obojga, załatana prowizorycznie albumem z wycinkami, który zawsze ze sobą nosi Klemens. Olga od zawsze kocha Igora, ale pewnego dnia odrzuca oświadczyny i wyprowadza się ze wspólnego mieszkania. Po Igorze zostaje jej album ze zdjęciami, który maniakalnie przegląda i zastanawia się, co było, gdyby. Los rzuca Olgę niespodziewanie w miejsce, gdzie może zaopiekować się Klemensem, kiedy Marzena traci przytomność na ulicy. To wszystko obudowane jest taką masą detali, które wzajemnie wszystko ze sobą łączą, nawet jeśli pozornie do niczego nie prowadzą - bilet na lot balonem, fortepian z kaliskiej fabryki, tatuaż. Każdy z bohaterów jest unikalny i żywy. Czytelnikowi znika finał opowieści, która wtem urywa się, pozwalając - jak w życiu - postaciom wrócić do anonimowości codziennego życia. Nieco zmienionym przez to, co się stało. Bardzo ładna, bardzo trudna do opisania książka.

Inne książki tego autora.

#63

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 9, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Jakub Małecki - Nikt nie idzie

To książka o znikaniu i o tym, co zostaje po zniknięciu. Marzena poznaje Antoniego, mają syna, coś z nim jest nie tak chyba; Antoni - pilot myśliwców - ginie, kiedy Klemens ma rok. Po Antonim zostaje ogromna wyrwa w życiu obojga, załatana prowizorycznie albumem z wycinkami, który zawsze ze sobą nosi Klemens. Olga od zawsze kocha Igora, ale pewnego dnia odrzuca oświadczyny i wyprowadza się ze wspólnego mieszkania. Po Igorze zostaje jej album ze zdjęciami, który maniakalnie przegląda i zastanawia się, co było, gdyby. Los rzuca Olgę niespodziewanie w miejsce, gdzie może zaopiekować się Klemensem, kiedy Marzena traci przytomność na ulicy. To wszystko obudowane jest taką masą detali, które wzajemnie wszystko ze sobą łączą, nawet jeśli pozornie do niczego nie prowadzą - bilet na lot balonem, fortepian z kaliskiej fabryki, tatuaż. Każdy z bohaterów jest unikalny i żywy. Czytelnikowi znika finał opowieści, która wtem urywa się, pozwalając - jak w życiu - postaciom wrócić do anonimowości codziennego życia. Nieco zmienionym przez to, co się stało. Bardzo ładna, bardzo trudna do opisania książka.

Inne książki tego autora.

#63

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 9, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Łazarz

[23.04.2020]

Znajdowanie znajomych, kiedy się już nie ma 20 lat i nie wychodzi co wieczór na miasto, a do tego jest introwertyczką i domatorką, jest nieco skomplikowane. Dlatego bardzo cenię sobie spotykanie się z ludźmi, których - uwaga - poznałam przez Instagram. Piękny sobotni poranek, przez Łazarz, który niby znam, ale nieustająco odkrywam nowe, urokliwe zakątki, przeprowadził mnie (i tylko) Zbyszek, przewodnik i znawca Poznania. Park Wilsona, niemieccy architekci, ukryta willa na Limanowskiego, dolny Łazarz i górny Łazarz, trochę historii i sporo ciekawostek; trochę pokręciliśmy się po klatkach schodowych i podwórkach, trochę po ulicach, bardzo miłe przedpołudnie.

GALERIA ZDJĘĆ, dodatkowo warto zajrzeć na tag wydarzenia #instameet_łazarz.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 8, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj


Igerspoznan Photowalk - Łazarz

[23.04.2020]

Znajdowanie znajomych, kiedy się już nie ma 20 lat i nie wychodzi co wieczór na miasto, a do tego jest introwertyczką i domatorką, jest nieco skomplikowane. Dlatego bardzo cenię sobie spotykanie się z ludźmi, których - uwaga - poznałam przez Instagram. Piękny sobotni poranek, przez Łazarz, który niby znam, ale nieustająco odkrywam nowe, urokliwe zakątki, przeprowadził mnie (i tylko) Zbyszek, przewodnik i znawca Poznania. Park Wilsona, niemieccy architekci, ukryta willa na Limanowskiego, dolny Łazarz i górny Łazarz, trochę historii i sporo ciekawostek; trochę pokręciliśmy się po klatkach schodowych i podwórkach, trochę po ulicach, bardzo miłe przedpołudnie.

GALERIA ZDJĘĆ, dodatkowo warto zajrzeć na tag wydarzenia #instameet_łazarz.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 8, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: photowalk - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kormik - Kto się bał Stefana Szaleja

Chronologicznie to pierwszy tom, w którym pojawiają się milicjanci z klasą - profesor Andrzej Bartosz, zwany kolekcjonerem fakultetów - filolog klasyczny z doskonałą znajomością łaciny, prawnik i psycholog oraz jego uczeń i pupil - porucznik Stanisław Kawecki, erudyta i błyskotliwy śledczy, do tego obowiązkowo przystojny. Krystyna Jaremko właśnie się rozwiodła, wyprowadziła z mieszkania, zostawiając je dla męża i syna oraz w wyniku redukcji straciła pracę, która była dla niej wszystkim, co poniekąd też wyjaśnia rozwód, jej egoistyczny mąż czuł się za mało doinwestowany, bo żona śmiała mieć jakieś życie poza domem. Ucieka więc do Kazimierza nad Wisłą, żeby odciąć się od zmartwień i potencjalnie współczujących znajomych i ku swojej wielkiej radości spotyka tam profesora Bartosza, ukochanego nauczyciela łaciny z liceum (gdzie pracował po odejściu z milicji), któremu bezpiecznie może się zwierzyć z życiowego kryzysu. Problem w tym, że życie ją dogania i do kawiarni wpadają nie dość, że znajomi, to jeszcze znany literat, Stefan Szalej, z przepiękną żoną Werą i - jak się okazuje - zakochany właśnie w Werze eks-mąż Krystyny, Henryk. Wieczór, mimo powierzchownej zabawy, nie jest najweselszy nie tylko dla Krystyny, ale wszystko staje się jeszcze straszniejsze, kiedy wtem Szalej pada martwy. Mimo że profesor Bartosz jest bezpośrednim świadkiem zbrodni, wykrycie mordercy (nie do końca wiadomo, czy nie podwójnego, bo to nie jest jasne) nie jest oczywiste. Całe otoczenie denata to ludzie znani (między wierszami pojawia się informacja o naciskach “z góry”, żeby łagodnie!), inteligentni, niepospolici, a mimo to każdy z nich coś ukrywa (alkoholizm czy trauma wojenna).

Podobno pierwowzorem Szaleja był Jan Brzechwa, w książce opisany jako człowiek wielu talentów, do tego uroczy kompan, dyskretny i sympatyczny, wierny małżonek. Stąd jednym z podejrzanych jest właśnie eks-mąż narratorki, dla którego zabicie Szaleja może być jedną opcją na uwolnienie od niego pięknej Wery. Ja z kolei odkryłam alter ego autorki w zakochanej w Szaleju Zofii, doskonałej tłumaczki z angielskiego. Nie wiem, na ile zbieżne z losami Brzechwy były losy bohatera, ale ten po stalagu uciekł za granicę do Włoch, gdzie spędził ponad 10 lat i dopiero na usilne naleganie rodziny powrócił do kraju.

Się pije: smorodinówkę.

Szowinizm: z założenia to kobiety oczywiście histeryzują, kiedy tymczasem tu panowie okazują się mieć spore problemy psychiczne.

Się opowiada anegdotki: o utonięciu 40 Żydów, bo się modlili, zamiast pływać bądź o gorliwym katoliku, który oderwał rękę od kierownicy, żeby się przeżegnać i zginął przez to w karambolu.

Bawiąc-uczyć: czym jest geridon oraz jak malował Raoul Dufy.

Kulinarnie: przepis na ciasto z wiśniami oraz śledzie.

Oznaki zamożności: “Miał HV, adapter, wspaniały pokój, najmodniejsze swetry i spodnie — choć nie żeby mu na tym zależało. Na wakacje jeździł zawsze za granicę. Siedem razy był za granicą. Nie tylko w Jugosławii i Bułgarii, ale w Anglii i Francji też”.

Inne tej autorki, inne z serii Klub Srebrnego Klucza.

#62

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 7, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, klub-srebrnego-klucza, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kormik - Kto się bał Stefana Szaleja

Chronologicznie to pierwszy tom, w którym pojawiają się milicjanci z klasą - profesor Andrzej Bartosz, zwany kolekcjonerem fakultetów - filolog klasyczny z doskonałą znajomością łaciny, prawnik i psycholog oraz jego uczeń i pupil - porucznik Stanisław Kawecki, erudyta i błyskotliwy śledczy, do tego obowiązkowo przystojny. Krystyna Jaremko właśnie się rozwiodła, wyprowadziła z mieszkania, zostawiając je dla męża i syna oraz w wyniku redukcji straciła pracę, która była dla niej wszystkim, co poniekąd też wyjaśnia rozwód, jej egoistyczny mąż czuł się za mało doinwestowany, bo żona śmiała mieć jakieś życie poza domem. Ucieka więc do Kazimierza nad Wisłą, żeby odciąć się od zmartwień i potencjalnie współczujących znajomych i ku swojej wielkiej radości spotyka tam profesora Bartosza, ukochanego nauczyciela łaciny z liceum (gdzie pracował po odejściu z milicji), któremu bezpiecznie może się zwierzyć z życiowego kryzysu. Problem w tym, że życie ją dogania i do kawiarni wpadają nie dość, że znajomi, to jeszcze znany literat, Stefan Szalej, z przepiękną żoną Werą i - jak się okazuje - zakochany właśnie w Werze eks-mąż Krystyny, Henryk. Wieczór, mimo powierzchownej zabawy, nie jest najweselszy nie tylko dla Krystyny, ale wszystko staje się jeszcze straszniejsze, kiedy wtem Szalej pada martwy. Mimo że profesor Bartosz jest bezpośrednim świadkiem zbrodni, wykrycie mordercy (nie do końca wiadomo, czy nie podwójnego, bo to nie jest jasne) nie jest oczywiste. Całe otoczenie denata to ludzie znani (między wierszami pojawia się informacja o naciskach “z góry”, żeby łagodnie!), inteligentni, niepospolici, a mimo to każdy z nich coś ukrywa (alkoholizm czy trauma wojenna).

Podobno pierwowzorem Szaleja był Jan Brzechwa, w książce opisany jako człowiek wielu talentów, do tego uroczy kompan, dyskretny i sympatyczny, wierny małżonek. Stąd jednym z podejrzanych jest właśnie eks-mąż narratorki, dla którego zabicie Szaleja może być jedną opcją na uwolnienie od niego pięknej Wery. Ja z kolei odkryłam alter ego autorki w zakochanej w Szaleju Zofii, doskonałej tłumaczki z angielskiego. Nie wiem, na ile zbieżne z losami Brzechwy były losy bohatera, ale ten po stalagu uciekł za granicę do Włoch, gdzie spędził ponad 10 lat i dopiero na usilne naleganie rodziny powrócił do kraju.

Się pije: smorodinówkę.

Szowinizm: z założenia to kobiety oczywiście histeryzują, kiedy tymczasem tu panowie okazują się mieć spore problemy psychiczne.

Się opowiada anegdotki: o utonięciu 40 Żydów, bo się modlili, zamiast pływać bądź o gorliwym katoliku, który oderwał rękę od kierownicy, żeby się przeżegnać i zginął przez to w karambolu.

Bawiąc-uczyć: czym jest geridon oraz jak malował Raoul Dufy.

Kulinarnie: przepis na ciasto z wiśniami oraz śledzie.

Oznaki zamożności: “Miał HV, adapter, wspaniały pokój, najmodniejsze swetry i spodnie — choć nie żeby mu na tym zależało. Na wakacje jeździł zawsze za granicę. Siedem razy był za granicą. Nie tylko w Jugosławii i Bułgarii, ale w Anglii i Francji też”.

Inne tej autorki, inne z serii Klub Srebrnego Klucza.

#62

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 7, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, klub-srebrnego-klucza, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kormik - Cicha śmierć

Ewa, utalentowana malarka, od zawsze się bała - prowadzić samochód, pływać, być wśród ludzi; teraz zapewne nikt by się z tego nie wyśmiewał i nie sugerował “rzucenia na głęboką wodę”, ale zaproponował terapię i/lub wsparcie farmakologiczne. Udawało się jej to ukrywać pod pozorami artystycznej nieprzewidywalności zarówno przed znajomymi, jak i przed mężem, Krzysztofem, który - niestety - nieustająco próbował ją namawiać na różne ryzykowne eskapady. Tym razem udało jej się wymówić z uczestnictwa w wyprawie kajakowej, ale gdy o mało co nie umarła ze strachu po tym, kiedy w jej pracowni wtem pojawił się nietoperz, jednak zdecydowała się dołączyć do grupy przyjaciół. To zapoczątkowało niespodziewany ciąg wydarzeń - dziwną chorobę Krzysztofa, w wyniku której Ewa musiała przepłynąć kajakiem jezioro, żeby uratować mu życie, zmianę jego stosunku do żony, a jakiś czas później niespodziewane samobójstwo jej przyjaciółki Jadwigi. Do akcji włącza się dwóch funkcjonariuszy - kapitan Kawecki i emerytowany już, ponad 80-letni profesor Bartosz - którzy zaczynają dwa dziwne wydarzenia ze sobą łączyć i zadają zaskakujące pytania, a w dramatycznym finale ratują Ewie życie.

Społecznie to trochę szydera na aktywne kobiety, które zarabiają na dom, zajmują się tymże domem, robią na drutach, nawlekają zebrane własnoręcznie grzyby oraz czytają Heideggera, w kontraście do panów, którzy “zawsze bardziej dbający o urodę, wystawili twarze i torsy na słońce”. Brak ambicji zawodowej Krzysztofa jest powodem niesnasek w związku z Ewą.

Się je: zupę cebulową, krem brule z migdałami, musakę (jest kombinowany przepis, jak radzić sobie bez płatów makaronu, zastępując je surowymi ziemniakami, a bakłażany kabaczkiem, pieczarkami lub marchewką), sałatkę grecką (również co czym zastępować w epoce niedoboru), lody z Hortexu, szarlotkę.

Się dyskutuje: o mitologii.

Się pije: Remy Martin (a konkretnie fine a l’eau — koniak z wodą i lodem), herbatę, czerwone wino.

Inne z serii z Jamnikiem, inne tej autorki:

#61

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 5, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, kryminal, 2022, z-jamnikiem - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kormik - Cicha śmierć

Ewa, utalentowana malarka, od zawsze się bała - prowadzić samochód, pływać, być wśród ludzi; teraz zapewne nikt by się z tego nie wyśmiewał i nie sugerował “rzucenia na głęboką wodę”, ale zaproponował terapię i/lub wsparcie farmakologiczne. Udawało się jej to ukrywać pod pozorami artystycznej nieprzewidywalności zarówno przed znajomymi, jak i przed mężem, Krzysztofem, który - niestety - nieustająco próbował ją namawiać na różne ryzykowne eskapady. Tym razem udało jej się wymówić z uczestnictwa w wyprawie kajakowej, ale gdy o mało co nie umarła ze strachu po tym, kiedy w jej pracowni wtem pojawił się nietoperz, jednak zdecydowała się dołączyć do grupy przyjaciół. To zapoczątkowało niespodziewany ciąg wydarzeń - dziwną chorobę Krzysztofa, w wyniku której Ewa musiała przepłynąć kajakiem jezioro, żeby uratować mu życie, zmianę jego stosunku do żony, a jakiś czas później niespodziewane samobójstwo jej przyjaciółki Jadwigi. Do akcji włącza się dwóch funkcjonariuszy - kapitan Kawecki i emerytowany już, ponad 80-letni profesor Bartosz - którzy zaczynają dwa dziwne wydarzenia ze sobą łączyć i zadają zaskakujące pytania, a w dramatycznym finale ratują Ewie życie.

Społecznie to trochę szydera na aktywne kobiety, które zarabiają na dom, zajmują się tymże domem, robią na drutach, nawlekają zebrane własnoręcznie grzyby oraz czytają Heideggera, w kontraście do panów, którzy “zawsze bardziej dbający o urodę, wystawili twarze i torsy na słońce”. Brak ambicji zawodowej Krzysztofa jest powodem niesnasek w związku z Ewą.

Się je: zupę cebulową, krem brule z migdałami, musakę (jest kombinowany przepis, jak radzić sobie bez płatów makaronu, zastępując je surowymi ziemniakami, a bakłażany kabaczkiem, pieczarkami lub marchewką), sałatkę grecką (również co czym zastępować w epoce niedoboru), lody z Hortexu, szarlotkę.

Się dyskutuje: o mitologii.

Się pije: Remy Martin (a konkretnie fine a l’eau — koniak z wodą i lodem), herbatę, czerwone wino.

Inne z serii z Jamnikiem, inne tej autorki:

#61

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 5, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, kryminal, 2022, z-jamnikiem - 0 komentarzy - Skomentuj


Colson Whitehead - Miedziaki

Lata 60. Elwood doskonale radzi sobie w szkole, wspierany przez ciężko pracującą babkę; rodzice wprawdzie zniknęli, kiedy miał 3 lata, ale chłopak jest ambitny i rozważny, więc ma szansę na otrzymanie dobrej edukacji mimo bagażu swojej rasy. Bo Elwood jest czarny, a kiedy dzieciak jest czarny, to ma znacznie mniejsze szanse na uniknięcie kłopotów niż dzieciak o białej skórze. Czasem wystarczy, że wda się w bójkę. Czasem zostaje zgarnięty przez policję, gdy przenocuje w czyimś garażu, żeby nie zamarznąć. A czasem - jak Elwood - w drodze na wymarzoną uczelnię wsiądzie na stopa do samochodu, który okazuje się kradziony, co czyni z niego współwinnego kradzieży. Tak Elwood ląduje w placówce edukacyjnej zwanej Miedziakiem, miejscu, gdzie “kłopotliwi” chłopcy mają szansę nauczyć się, jak prawidłowo postępować - ”Chłopców nazywano „uczniami”, a nie „osadzonymi”, aby odróżnić ich od agresywnych przestępców zaludniających więzienia. Tutaj, dodał Elwood w myśli, agresywni przestępcy są zatrudnieni jako personel. (...) Jeśli chciałoby się scharakteryzować ogólną tendencję, należałoby stwierdzić, że miedziaki miały przejebane wcześniej, w trakcie i potem.”

Narratorem jest na zmianę nastoletni Elwood i Elwood dorosły, dość szybko więc wiadomo, że nie zrobił kariery akademickiej, podobnie jak wielu innych “absolwentów” Miedziaka - “wszyscy oni mogliby być innymi ludźmi, gdyby nie zniszczył ich Miedziak. Lekarzami, którzy leczą ludzi z chorób albo operują mózg, wynalazcami jakiegoś gówna ratującego życie. Kandydatami na prezydenta. Ci zmarnowani geniusze – jasne, nie wszyscy byli geniuszami, a Chickie Pete nie zajmował się teorią względności Einsteina – ale odmówiono im nawet przyjemności bycia zwykłymi chłopcami. Okaleczeni i kulawi, zanim wyścig się rozpoczął, nigdy nie mieli poznać, jak to jest być normalnym człowiekiem”. Jest też, oczywiście, drugie dno historii Elwooda, acz dla autora najważniejsze jest pokazanie, że problem nie dotyczył jednej konkretnej placówki “naprawczej”, a wieloletniej, celowej polityki niszczenia pokoleń czarnych, którzy - bez względu na to, czy rzeczywiście popełnili przestępstwo, czy nie, mogli zwyczajnie zniknąć i nikt nie dochodził, co się z nimi stało. Współcześnie, po odkryciu niezliczonych szczątków zakatowanych na śmierć chłopców, Elwood staje przed dylematem, czy chce opowiedzieć o tym, czego był świadkiem lata wcześniej.

Inne tego autora.

#60

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 4, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Colson Whitehead - Miedziaki

Lata 60. Elwood doskonale radzi sobie w szkole, wspierany przez ciężko pracującą babkę; rodzice wprawdzie zniknęli, kiedy miał 3 lata, ale chłopak jest ambitny i rozważny, więc ma szansę na otrzymanie dobrej edukacji mimo bagażu swojej rasy. Bo Elwood jest czarny, a kiedy dzieciak jest czarny, to ma znacznie mniejsze szanse na uniknięcie kłopotów niż dzieciak o białej skórze. Czasem wystarczy, że wda się w bójkę. Czasem zostaje zgarnięty przez policję, gdy przenocuje w czyimś garażu, żeby nie zamarznąć. A czasem - jak Elwood - w drodze na wymarzoną uczelnię wsiądzie na stopa do samochodu, który okazuje się kradziony, co czyni z niego współwinnego kradzieży. Tak Elwood ląduje w placówce edukacyjnej zwanej Miedziakiem, miejscu, gdzie “kłopotliwi” chłopcy mają szansę nauczyć się, jak prawidłowo postępować - ”Chłopców nazywano „uczniami”, a nie „osadzonymi”, aby odróżnić ich od agresywnych przestępców zaludniających więzienia. Tutaj, dodał Elwood w myśli, agresywni przestępcy są zatrudnieni jako personel. (...) Jeśli chciałoby się scharakteryzować ogólną tendencję, należałoby stwierdzić, że miedziaki miały przejebane wcześniej, w trakcie i potem.”

Narratorem jest na zmianę nastoletni Elwood i Elwood dorosły, dość szybko więc wiadomo, że nie zrobił kariery akademickiej, podobnie jak wielu innych “absolwentów” Miedziaka - “wszyscy oni mogliby być innymi ludźmi, gdyby nie zniszczył ich Miedziak. Lekarzami, którzy leczą ludzi z chorób albo operują mózg, wynalazcami jakiegoś gówna ratującego życie. Kandydatami na prezydenta. Ci zmarnowani geniusze – jasne, nie wszyscy byli geniuszami, a Chickie Pete nie zajmował się teorią względności Einsteina – ale odmówiono im nawet przyjemności bycia zwykłymi chłopcami. Okaleczeni i kulawi, zanim wyścig się rozpoczął, nigdy nie mieli poznać, jak to jest być normalnym człowiekiem”. Jest też, oczywiście, drugie dno historii Elwooda, acz dla autora najważniejsze jest pokazanie, że problem nie dotyczył jednej konkretnej placówki “naprawczej”, a wieloletniej, celowej polityki niszczenia pokoleń czarnych, którzy - bez względu na to, czy rzeczywiście popełnili przestępstwo, czy nie, mogli zwyczajnie zniknąć i nikt nie dochodził, co się z nimi stało. Współcześnie, po odkryciu niezliczonych szczątków zakatowanych na śmierć chłopców, Elwood staje przed dylematem, czy chce opowiedzieć o tym, czego był świadkiem lata wcześniej.

Inne tego autora.

#60

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 4, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj