Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Marie Aubert - Dorośli

Ida jedzie do domku letniego, gdzie wraz z siostrą Marthe, jej mężem Kristoffem i jego 6-letnią córką będzie świętować 65. urodziny matki. Bardzo się cieszy, bo z domkiem ma same miłe wspomnienia, a dodatkowo chce się pochwalić siostrze, że podjęła decyzję umożliwiającą jej potencjalnie zostanie matką, o czym marzy. I świetnie się dogaduje ze szwagrem i jego córką. Tyle że im bliżej innych, tym bardziej wychodzą na jaw zadawnione pretensje, lęki i rozczarowania: Ida, starsza, zawsze czuła się mniej kłopotliwa i bardziej wartościowa niż młodsza siostra, a mimo to cała uwaga rodziny skupiała się i skupia w dalszym ciągu na Marthe. To Marthe boli brzuch, to Marthe jest wreszcie w upragnionej ciąży, to Marthe pomalowała domek na wybrany przez siebie kolor bez konsultacji z Idą, to Marthe zaplanowała imprezę matki, to Marthe matka bardziej kocha. Frustracja narasta i Ida zaczyna odrzucać swoją latami pielęgnowaną łagodność w stosunku do reszty rodziny. Może zwyczajnie nie szanuje matki i wini ją za rozwód przed laty, a swojej siostrze zazdrości nieuzasadnionej atencji otoczenia, męża i ciąży; może jest zwyczajnie rozczarowana samą sobą?

To kompaktowa, ale pełna emocji historia o nieprzepracowanych problemach w rodzinie, o nierównym rozdzieleniu uczuć i odczuwanej niesprawiedliwości. Wali w miękkie, bo oczywiście możemy traktować Idę jako emanację zła, ale z drugiej strony ile w każdej z nas siedzi takich zadr, które kiedyś wreszcie chciałybyśmy wyjąć, żeby się dookoła nich przestało jątrzyć. Klimatycznie pokrewne do prozy Soukupovej, chociaż autorka jest Norweżką; jak widać, gęsto skłębiona rodzina nie zależy od geografii.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 14, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Marie Aubert - Dorośli

Ida jedzie do domku letniego, gdzie wraz z siostrą Marthe, jej mężem Kristoffem i jego 6-letnią córką będzie świętować 65. urodziny matki. Bardzo się cieszy, bo z domkiem ma same miłe wspomnienia, a dodatkowo chce się pochwalić siostrze, że podjęła decyzję umożliwiającą jej potencjalnie zostanie matką, o czym marzy. I świetnie się dogaduje ze szwagrem i jego córką. Tyle że im bliżej innych, tym bardziej wychodzą na jaw zadawnione pretensje, lęki i rozczarowania: Ida, starsza, zawsze czuła się mniej kłopotliwa i bardziej wartościowa niż młodsza siostra, a mimo to cała uwaga rodziny skupiała się i skupia w dalszym ciągu na Marthe. To Marthe boli brzuch, to Marthe jest wreszcie w upragnionej ciąży, to Marthe pomalowała domek na wybrany przez siebie kolor bez konsultacji z Idą, to Marthe zaplanowała imprezę matki, to Marthe matka bardziej kocha. Frustracja narasta i Ida zaczyna odrzucać swoją latami pielęgnowaną łagodność w stosunku do reszty rodziny. Może zwyczajnie nie szanuje matki i wini ją za rozwód przed laty, a swojej siostrze zazdrości nieuzasadnionej atencji otoczenia, męża i ciąży; może jest zwyczajnie rozczarowana samą sobą?

To kompaktowa, ale pełna emocji historia o nieprzepracowanych problemach w rodzinie, o nierównym rozdzieleniu uczuć i odczuwanej niesprawiedliwości. Wali w miękkie, bo oczywiście możemy traktować Idę jako emanację zła, ale z drugiej strony ile w każdej z nas siedzi takich zadr, które kiedyś wreszcie chciałybyśmy wyjąć, żeby się dookoła nich przestało jątrzyć. Klimatycznie pokrewne do prozy Soukupovej, chociaż autorka jest Norweżką; jak widać, gęsto skłębiona rodzina nie zależy od geografii.

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 14, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Magdalena Samozwaniec - Młodość nie radość

Jak się poniewczasie zorientowałam, ten tomik poprzedza czytane wcześniej "Komu dziecko, komu?"; jak już musicie, to zacznijcie od tego. Autorka wprowadza tu rodzinę Hanki, która mieszka z dwiema dorosłymi córkami - artystką Basią i polonistką Moniką; trzecia, Jagna, wyszła za mąż i mieszka z mężem i 4-letnim upiornym Maciusiem; do tego dochodzi sklerotyczna i przygłucha babcia, stanowiąca w tej grotesce element komiczny. Każda z pań ma swoje problemy - Hankę zostawia wprawdzie pogardzany, ale wieloletni kochanek, do tego dla młodszej, więc mimo że jeszcze nie jest taka stara, irytują ją młodzi. Jagna nie może się dogadać z mężem, bo ten bardziej niż żony potrzebuje mamusi, a dodatkowo oboje nie są wielkimi fanami bycia rodzicami. Monika dowiaduje się, że jej śliczny i grzeczny narzeczony jest taki kulturalny, bo woli panów. Na szczęście poznaje równie przystojnego, choć nieco nieokrzesanego piłkarza. Barbara, po próbie odbicia Monice chłopaka, poznaje swojego kuzyna z Ameryki i znęcona wizją dolarów wyjeżdża z nim za granicę.

Jaka to jest przykra książka, jak wszyscy w niej się serdecznie nie cierpią. I tak, wiem, to w założeniu taki humor, ale absolutnie do mnie trafia. Wszyscy wszystkich zdradzają, głównym sposobem komunikacji jest złośliwość i szydera, zwłaszcza jeśli drugiej osobie zbywa na błyskotliwości[1]. Pełno szowinizmu (“ Inny człowiek! — zachwycał się pan domu. — O ile, oczywiście, kobieta może uchodzić za człowieka, he-he-he!”), wyższości i pogardy dla innych, do tego dochodzą żarciki z gwałtu, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu. Możliwe, że autorka się świetnie bawiła, ale ja już zdecydowanie mniej.

Się je: indyka w galarecie, pierożki z wiśniami, cytryny, jałowcową kiełbasę, chleb, schabowe popijane piwem, pomidory z solą, czekoladki Wedla, owoce, bułkę z szynką, parówki z kwaśnym mlekiem, kaszankę z ogórkiem; kakao, bułki z masłem, salami, pomarańcze (na śniadanie we Włoszech); mleczną kawę, jajka, bułki, banany i mandarynki (śniadanie w Egipcie); amerykańską sałatkę - małe raczki, kawałki ananasa z puszki, pokrajane w plasterki banany, zieloną sałatę, groszek i kawałki szynki; befsztyk tatarski, i śledzika w śmietanie, śliwki w occie i sałatkę z sosem majonezowym, i rybę w galarecie, karpia po żydowsku, kiszone ogórki i sałatkę z mrożonych pomidorów, zimne mięsa (na weselu).

Się pije: francuski koniak, kawę ze szczyptą czekolady, wanilii i sproszkowanej gałki muszkatołowej, prawdziwą whisky z wodą sodową „White Horse“ (sic!), dobre wino, herbatę z termosu, cytrynówkę, czystą, jarzębiak, eksportową, herbatę z cytryną, wino jugosłowiańskie, słodką wiśniówkę.

Się pali: amerykańskie Chesterfieldy i polskie Giewonty.

[1] Miss Czegośtam, tak piękna, jak głupia:

- To futro z etoli... - odparła Danusia, ale widząc ironiczny uśmieszek wuja i obu młodzieńców, zarumieniła się lekko i zmieszana dodała. - Nie wiem zresztą dokładnie, jak się nazywają.
- No, nareszcie jakieś ludzkie słowo z pani ust. Czy maleńka pozwoli, żebym się stał jej cicisbeo?
- Tylko proszę: niech pan się nie wyraża! Nie znoszę tego.
- Oh! - zaśmiał się radośnie. - Ta cudna ignorancja! Ten uroczy brak erudycji! Widzisz, maleńka, cicisbeo znaczy po włosku tyle co opiekun, przewodnik...

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 12, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, prl, z-jamnikiem, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Magdalena Samozwaniec - Młodość nie radość

Jak się poniewczasie zorientowałam, ten tomik poprzedza czytane wcześniej "Komu dziecko, komu?"; jak już musicie, to zacznijcie od tego. Autorka wprowadza tu rodzinę Hanki, która mieszka z dwiema dorosłymi córkami - artystką Basią i polonistką Moniką; trzecia, Jagna, wyszła za mąż i mieszka z mężem i 4-letnim upiornym Maciusiem; do tego dochodzi sklerotyczna i przygłucha babcia, stanowiąca w tej grotesce element komiczny. Każda z pań ma swoje problemy - Hankę zostawia wprawdzie pogardzany, ale wieloletni kochanek, do tego dla młodszej, więc mimo że jeszcze nie jest taka stara, irytują ją młodzi. Jagna nie może się dogadać z mężem, bo ten bardziej niż żony potrzebuje mamusi, a dodatkowo oboje nie są wielkimi fanami bycia rodzicami. Monika dowiaduje się, że jej śliczny i grzeczny narzeczony jest taki kulturalny, bo woli panów. Na szczęście poznaje równie przystojnego, choć nieco nieokrzesanego piłkarza. Barbara, po próbie odbicia Monice chłopaka, poznaje swojego kuzyna z Ameryki i znęcona wizją dolarów wyjeżdża z nim za granicę.

Jaka to jest przykra książka, jak wszyscy w niej się serdecznie nie cierpią. I tak, wiem, to w założeniu taki humor, ale absolutnie do mnie trafia. Wszyscy wszystkich zdradzają, głównym sposobem komunikacji jest złośliwość i szydera, zwłaszcza jeśli drugiej osobie zbywa na błyskotliwości[1]. Pełno szowinizmu (“ Inny człowiek! — zachwycał się pan domu. — O ile, oczywiście, kobieta może uchodzić za człowieka, he-he-he!”), wyższości i pogardy dla innych, do tego dochodzą żarciki z gwałtu, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu. Możliwe, że autorka się świetnie bawiła, ale ja już zdecydowanie mniej.

Się je: indyka w galarecie, pierożki z wiśniami, cytryny, jałowcową kiełbasę, chleb, schabowe popijane piwem, pomidory z solą, czekoladki Wedla, owoce, bułkę z szynką, parówki z kwaśnym mlekiem, kaszankę z ogórkiem; kakao, bułki z masłem, salami, pomarańcze (na śniadanie we Włoszech); mleczną kawę, jajka, bułki, banany i mandarynki (śniadanie w Egipcie); amerykańską sałatkę - małe raczki, kawałki ananasa z puszki, pokrajane w plasterki banany, zieloną sałatę, groszek i kawałki szynki; befsztyk tatarski, i śledzika w śmietanie, śliwki w occie i sałatkę z sosem majonezowym, i rybę w galarecie, karpia po żydowsku, kiszone ogórki i sałatkę z mrożonych pomidorów, zimne mięsa (na weselu).

Się pije: francuski koniak, kawę ze szczyptą czekolady, wanilii i sproszkowanej gałki muszkatołowej, prawdziwą whisky z wodą sodową „White Horse“ (sic!), dobre wino, herbatę z termosu, cytrynówkę, czystą, jarzębiak, eksportową, herbatę z cytryną, wino jugosłowiańskie, słodką wiśniówkę.

Się pali: amerykańskie Chesterfieldy i polskie Giewonty.

[1] Miss Czegośtam, tak piękna, jak głupia:

- To futro z etoli... - odparła Danusia, ale widząc ironiczny uśmieszek wuja i obu młodzieńców, zarumieniła się lekko i zmieszana dodała. - Nie wiem zresztą dokładnie, jak się nazywają.
- No, nareszcie jakieś ludzkie słowo z pani ust. Czy maleńka pozwoli, żebym się stał jej cicisbeo?
- Tylko proszę: niech pan się nie wyraża! Nie znoszę tego.
- Oh! - zaśmiał się radośnie. - Ta cudna ignorancja! Ten uroczy brak erudycji! Widzisz, maleńka, cicisbeo znaczy po włosku tyle co opiekun, przewodnik...

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 12, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, prl, z-jamnikiem, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Kawałki Poznania odcinek 19

[30.05.2024 - 5.05.2025]

To nie jest tak, że im człowiek starszy, tym mniej snu potrzebuje. Wręcz przeciwnie, potrzebuje tego snu więcej, ale zwyczajnie nie może spać. Z przynajmniej ja. Doskonale zasypiam, ale mimo wsparcia farmakologicznego budzę się w nocy, zasypiam, ale jak już przyjdzie ranek, to bez względu na to, jak wcześnie jest, mój mózg oświadcza, że wstał i tyle spania. Dlatego nauczyłam się korzystać z poranków: czasem czytam, czasem klikam w gry i doomscrolluję (staram się nie, ale wiecie, jak jest), czasem - tak jak dziś - przygotowuję zdjęcia i piszę. Ale moim ulubionym sposobem na nierobocze poranki jest wyjść z domu GDZIEŚ. Czasem kręcę się po fyrtlu, czasem wsiadam w samochód i gdzieś jadę. Ależ oczywiście, że robię sobie listy miejsc, gdzie bym chciała, po czym je gubię albo o nich nie pamiętam i o 7:53 w sobotę, często zawinięta w kocyk, myślę, że może jednak zostanę. Ale nie. Nie żałuję żadnej okazji, kiedy wyszłam z domu bladym lub mniej bladym świtem. Świat o poranku jest tylko dla mnie, często prawie pusty - jak na przykład w wielkanocny poniedziałek, często jasny i czysty po nocy, mało aut, mało hałasu, światło i miasto. Dziś szczególnie jestem zadowolona ze zdjęć, które poniżej i w galerii, moje miasto jest piękne. Z nowości - Kładki Berdychowskie i okolice mojej Alma Mater, trochę murali i tradycyjnie już - centrum, Wilda i Łazarz.

GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8) luty 2022 (9), marzec 2022 (10), październik 2022 (11), styczeń 2023 (12), kwiecień 2023 (13), styczeń 2024 (14), grudzień 2024 (15), grudzień 2024 (16), marzec 2025 (17), luty 2026 (18).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 11, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 1 komentarz - Skomentuj


Kawałki Poznania odcinek 19

[30.05.2024 - 5.05.2025]

To nie jest tak, że im człowiek starszy, tym mniej snu potrzebuje. Wręcz przeciwnie, potrzebuje tego snu więcej, ale zwyczajnie nie może spać. Z przynajmniej ja. Doskonale zasypiam, ale mimo wsparcia farmakologicznego budzę się w nocy, zasypiam, ale jak już przyjdzie ranek, to bez względu na to, jak wcześnie jest, mój mózg oświadcza, że wstał i tyle spania. Dlatego nauczyłam się korzystać z poranków: czasem czytam, czasem klikam w gry i doomscrolluję (staram się nie, ale wiecie, jak jest), czasem - tak jak dziś - przygotowuję zdjęcia i piszę. Ale moim ulubionym sposobem na nierobocze poranki jest wyjść z domu GDZIEŚ. Czasem kręcę się po fyrtlu, czasem wsiadam w samochód i gdzieś jadę. Ależ oczywiście, że robię sobie listy miejsc, gdzie bym chciała, po czym je gubię albo o nich nie pamiętam i o 7:53 w sobotę, często zawinięta w kocyk, myślę, że może jednak zostanę. Ale nie. Nie żałuję żadnej okazji, kiedy wyszłam z domu bladym lub mniej bladym świtem. Świat o poranku jest tylko dla mnie, często prawie pusty - jak na przykład w wielkanocny poniedziałek, często jasny i czysty po nocy, mało aut, mało hałasu, światło i miasto. Dziś szczególnie jestem zadowolona ze zdjęć, które poniżej i w galerii, moje miasto jest piękne. Z nowości - Kładki Berdychowskie i okolice mojej Alma Mater, trochę murali i tradycyjnie już - centrum, Wilda i Łazarz.

GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania: listopad 2020 (1), listopad 2020 (2), listopad 2020 (3), grudzień 2020 (4), luty 2021 (5), maj 2021 (6), maj 2021 (7), październik 2021 (8) luty 2022 (9), marzec 2022 (10), październik 2022 (11), styczeń 2023 (12), kwiecień 2023 (13), styczeń 2024 (14), grudzień 2024 (15), grudzień 2024 (16), marzec 2025 (17), luty 2026 (18).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 11, 2026

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 1 komentarz - Skomentuj


Barbara Gordon - Czy pan istnieje, mecenasie?

To zaskakująca książka, bo nie jest typowym kryminałem, tylko gawędami, jakie ciężko chorująca redaktorka Barbara uprawia z mecenasem Zamorskim, bohaterem jej kilku innych książek. Wspomina pobyt w szpitalu, depresję, wreszcie rekonwalescencję w ukochanej Brzozowej (Podkowie Leśnej). Jest słuchaczką elokwentnego mecenasa, który dzieli się historiami z przeszłości, niektóre z nich są osobiste, w innych występował jako widz, a głównym motywem jest kwestia ukarania winnego, zwłaszcza w sytuacji, kiedy prawo zawodzi. Czy powinno się karać mordercę osoby, która niszczyła go przez kilkadziesiąt lat, zostawiając wrak człowieka? Czy karma istnieje? Do czego może doprowadzić zazdrość i zawiść? I na końcu finał, który jest zasugerowany tytułem: czy mecenas Zamorski jest postacią realną?

Się je: konfitury truskawkowe, lody, czekoladę z pączkiem (?), domowe ciasto; kanapki, sałatki, galaretki, bulion z francuskimi pasztecikami, indyka z najlepszym nadzieniem, owocową surówkę, torty z kremem jak puch (na weselu); czereśnie, bułeczki z masłem, tort mocca albo fedora, kartoflankę z zacierkami, słone patyczki do pogryzania (sic!), bigos, żółty ser i kiszone ogórki (pod wódkę).

Się pije: mocną herbatę, włoski biały wermut “Cora”, kawę z różanym likierem, whisky (chociaż to świństwo).

Się czyta: Agathę Christie, “Zapałkę na zakręcie” Siesickiej.

Się ogląda: “Czterdziestolatka”, serial o “angielskiej kapitalistycznej rodzinie Forsythe’ów”.

Się słucha: “Matysiaków” w radio.

Się przerabia: musztardówki na znicze w okresie Zaduszek.

E-book kupiłam w legalnej księgarni, ale to ewidentnie samoróbka, pełna literówek i błędów formatowania. Szkoda.

Inne tej autorki.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 10, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, kryminal, opowiadania, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Barbara Gordon - Czy pan istnieje, mecenasie?

To zaskakująca książka, bo nie jest typowym kryminałem, tylko gawędami, jakie ciężko chorująca redaktorka Barbara uprawia z mecenasem Zamorskim, bohaterem jej kilku innych książek. Wspomina pobyt w szpitalu, depresję, wreszcie rekonwalescencję w ukochanej Brzozowej (Podkowie Leśnej). Jest słuchaczką elokwentnego mecenasa, który dzieli się historiami z przeszłości, niektóre z nich są osobiste, w innych występował jako widz, a głównym motywem jest kwestia ukarania winnego, zwłaszcza w sytuacji, kiedy prawo zawodzi. Czy powinno się karać mordercę osoby, która niszczyła go przez kilkadziesiąt lat, zostawiając wrak człowieka? Czy karma istnieje? Do czego może doprowadzić zazdrość i zawiść? I na końcu finał, który jest zasugerowany tytułem: czy mecenas Zamorski jest postacią realną?

Się je: konfitury truskawkowe, lody, czekoladę z pączkiem (?), domowe ciasto; kanapki, sałatki, galaretki, bulion z francuskimi pasztecikami, indyka z najlepszym nadzieniem, owocową surówkę, torty z kremem jak puch (na weselu); czereśnie, bułeczki z masłem, tort mocca albo fedora, kartoflankę z zacierkami, słone patyczki do pogryzania (sic!), bigos, żółty ser i kiszone ogórki (pod wódkę).

Się pije: mocną herbatę, włoski biały wermut “Cora”, kawę z różanym likierem, whisky (chociaż to świństwo).

Się czyta: Agathę Christie, “Zapałkę na zakręcie” Siesickiej.

Się ogląda: “Czterdziestolatka”, serial o “angielskiej kapitalistycznej rodzinie Forsythe’ów”.

Się słucha: “Matysiaków” w radio.

Się przerabia: musztardówki na znicze w okresie Zaduszek.

E-book kupiłam w legalnej księgarni, ale to ewidentnie samoróbka, pełna literówek i błędów formatowania. Szkoda.

Inne tej autorki.

#44

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 10, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, kryminal, opowiadania, 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Life of Brian

Jest coś w tym, że filmy w kinie cieszą bardziej. Z radością powitałam w kinach obecność rzeczy dawno zapomnianych, czaję się na “Kill Billa” i “Dogmę”, a tymczasem w wielkanocny poniedziałek zabrałam do kina nastolatkę na “Żywot Briana”. To był jej pierwszy kontakt z Monty Pythonem i chyba, pomijając okazjonalne elementy pokoleniowej żenady, całkiem udany.

Nie będę streszczać fabuły, kto widział, ten wie, kto nie widział, cóż, idźcie obejrzeć, nie musi być w kinie. Za podsumowanie może być rozmowa dwóch pań 60+ w toalecie po seansie, zakończona wnioskiem, że “nie było aż takie kontrowersyjne”. Dla mnie, osoby z prozopagnozją, najgorszym elementem było wieczne napięcie, czy te same osoby grające inne postaci, to jakieś drugie dno, czy jednak tylko kwestia budżetowa. Poza tym obśmiałam się jak norka, nie pamiętałam niektórych wątków (gillamowski statek kosmiczny!), ale pozostałe były zaskakująco aktualne. Dalej trudno wybrać, czy się idzie za tykwą, czy za sandałem i do jakiego stronnictwa Judejczyków warto należeć; ta wersja mitu jest tak samo dobra, jak inne. A do tego śmieszniejsza.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 8, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 3 komentarze - Skomentuj


Life of Brian

Jest coś w tym, że filmy w kinie cieszą bardziej. Z radością powitałam w kinach obecność rzeczy dawno zapomnianych, czaję się na “Kill Billa” i “Dogmę”, a tymczasem w wielkanocny poniedziałek zabrałam do kina nastolatkę na “Żywot Briana”. To był jej pierwszy kontakt z Monty Pythonem i chyba, pomijając okazjonalne elementy pokoleniowej żenady, całkiem udany.

Nie będę streszczać fabuły, kto widział, ten wie, kto nie widział, cóż, idźcie obejrzeć, nie musi być w kinie. Za podsumowanie może być rozmowa dwóch pań 60+ w toalecie po seansie, zakończona wnioskiem, że “nie było aż takie kontrowersyjne”. Dla mnie, osoby z prozopagnozją, najgorszym elementem było wieczne napięcie, czy te same osoby grające inne postaci, to jakieś drugie dno, czy jednak tylko kwestia budżetowa. Poza tym obśmiałam się jak norka, nie pamiętałam niektórych wątków (gillamowski statek kosmiczny!), ale pozostałe były zaskakująco aktualne. Dalej trudno wybrać, czy się idzie za tykwą, czy za sandałem i do jakiego stronnictwa Judejczyków warto należeć; ta wersja mitu jest tak samo dobra, jak inne. A do tego śmieszniejsza.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 8, 2026

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 3 komentarze - Skomentuj