Trzcianka to najbardziej chyba zaniedbane fotograficzne miejsce na moim blogu. Bywam tam kilka razy w ciągu roku - wiosną, zimą, latem i jesienią, a jedyne zdjęcia, jakie pokazałam, to ogród mojej teściowej, który - oczywiście - jest przepiękny, ale niekoniecznie dostępny dla szerszej widowni. Dziś garstka widoków z okolic 11 listopada - patriotyczne parasolki na ul. Kościuszki, mural przy Rondzie Solidarności i Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela ze scenką rodzajową.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 3, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
murale, trzcianka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Trzcianka to najbardziej chyba zaniedbane fotograficzne miejsce na moim blogu. Bywam tam kilka razy w ciągu roku - wiosną, zimą, latem i jesienią, a jedyne zdjęcia, jakie pokazałam, to ogród mojej teściowej, który - oczywiście - jest przepiękny, ale niekoniecznie dostępny dla szerszej widowni. Dziś garstka widoków z okolic 11 listopada - patriotyczne parasolki na ul. Kościuszki, mural przy Rondzie Solidarności i Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela ze scenką rodzajową.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 3, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
murale, trzcianka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nastia Kamieńska przeszła na emeryturę (stąd tytuł), a że się nudziła, to zatrudniła się w prywatnej agencji Stasowa jako detektyw. Stasow wysyła ją na prowincję, do (fikcyjnego) Tomilina, gdzie ma - na prośbę znajomego Stasowa, oligarchy-społecznika Biegorskiego - ma ponownie przeprowadzić śledztwo w sprawie dwóch morderstw starszych kobiet, zamordowanych w podobny, nietypowy sposób. Nastia się oczywiście najeża, bo jako prywatny detektyw będzie odrzucona przez lokalną milicję, ale oligarcha i na nich wywiera wpływ; odrzuca natomiast polecenie oligarchy w kwestii spakowania rzeczy oraz - potem - jego rady w kwestiach żywieniowych[1]. W ogóle osoba Nastii budzi chyba odruchy opiekuńcze - narzeczona oligarchy, Tamara, namawia ją na korzystniejsze strzyżenie oraz odzież, w której nie wygląda jak abnegatka. Po wielu unikach Kamieńska się zgadza, a jej nowym wyglądem zachwyca się Cziestiakow. W ogóle to czas przemian - Nastia odkrywa, że istnieje życie poza pracą, świat jest piękny, a ona sama ma wtem smykałkę do fotografowania.
Wracając do śledztwa, na miejscu okazuje się, że obie panie były członkiniami klubu dla emerytów, mieszczącym się w pałacu, należącym do Biegorskiego. Ich morderstwa zostały rozdmuchane przez prasę jako zbrodnie szaleńca, ostatniego potomka dawnych właścicieli posiadłości, przez co miejsce traci na popularności. Dodatkowo, w pałacu dzieją się dziwne rzeczy, związane z legendami o dawnych właścicielach - pęka lustro w zamkniętym pokoju, ktoś niszczy szytą przez Tamarę suknię albo rozsypuje włosy z jej salonu fryzjerskiego. Kamieńska, udająca na prośbę oligarchy socjolożkę, głośno wyjaśnia swoje teorie psu, którym zaczyna się opiekować w trakcie pobytu w Tomilinie. Po wykluczeniu kolejnych hipotez wyjaśnia wszystko - psoty mające związek z legendami i dwa morderstwa - xgóer bpmljvśpvr avr fą mr fboą mjvąmnar: cvrejfmn m cnń tvavr, ob bfmhfgxn, xgóen h avrw mnzvrfmxnłn, zvnłn puencxę an wrw zvrfmxnavr; qehtn mbfgnwr mnovgn, ob fjbwą bfboą hgehqavn nqbcpwę fvrebgl, n fcenję gehqab olłb jlxelć m cbjbqh bfbol zbeqrepl - grtb flzcnglpmavrwfmrtb m ybxnyalpu zvyvpwnagój.
Drobiazgi: jako hasło do poczty obie denatki zgodnie ustawiają swoje nazwisko panieńskie, zaś według lokalnej burdelmamy, “prostytucja jest rękojmią stabilności rodziny. Mężczyzna nie potrzebuje zobowiązań, lecz seksu. Jeśli dostanie go bez zobowiązań, chętnie wykorzysta okazję, a później wróci do rodziny”.
[1] Oczywiście, świat post-radziecki ocieka seksizmem, Kamieńska jest traktowana jako dopust (“kura nie ptak, a baba nie człowiek”, “szczerze mówiąc, nigdy nie wierzyłem w siłę kobiecego umysłu” itd.), a każdą samodzielną osobę zmroziłby nakaz spakowania się według listy przygotowanej przez mężczyznę czy sarkałaby na narzucony jadłospis, ale. Nastia jest osobą absolutnie niezaradną, zabrane przez nią ubrania - drogie dzwony, cienka kurtka, eleganckie botki - nie nadają się na zimę na prowincji, przemarza błyskawicznie. Nie odżywia się też racjonalnie, co przypłaca bezsennością, złym samopoczuciem, zgagą, co się nie dzieje, kiedy stosuje się do wskazówek Biegorskiego. I tak jak w kwestii ubrań wraca z podkulonym ogonem i każe się zaopatrzyć w to, co niezbędne, tak dalej żyje na słodyczach i głęboko smażonym o każdej porze.
Inne tej autorki tu.
#144
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 1, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Nastia Kamieńska przeszła na emeryturę (stąd tytuł), a że się nudziła, to zatrudniła się w prywatnej agencji Stasowa jako detektyw. Stasow wysyła ją na prowincję, do (fikcyjnego) Tomilina, gdzie ma - na prośbę znajomego Stasowa, oligarchy-społecznika Biegorskiego - ma ponownie przeprowadzić śledztwo w sprawie dwóch morderstw starszych kobiet, zamordowanych w podobny, nietypowy sposób. Nastia się oczywiście najeża, bo jako prywatny detektyw będzie odrzucona przez lokalną milicję, ale oligarcha i na nich wywiera wpływ; odrzuca natomiast polecenie oligarchy w kwestii spakowania rzeczy oraz - potem - jego rady w kwestiach żywieniowych[1]. W ogóle osoba Nastii budzi chyba odruchy opiekuńcze - narzeczona oligarchy, Tamara, namawia ją na korzystniejsze strzyżenie oraz odzież, w której nie wygląda jak abnegatka. Po wielu unikach Kamieńska się zgadza, a jej nowym wyglądem zachwyca się Cziestiakow. W ogóle to czas przemian - Nastia odkrywa, że istnieje życie poza pracą, świat jest piękny, a ona sama ma wtem smykałkę do fotografowania.
Wracając do śledztwa, na miejscu okazuje się, że obie panie były członkiniami klubu dla emerytów, mieszczącym się w pałacu, należącym do Biegorskiego. Ich morderstwa zostały rozdmuchane przez prasę jako zbrodnie szaleńca, ostatniego potomka dawnych właścicieli posiadłości, przez co miejsce traci na popularności. Dodatkowo, w pałacu dzieją się dziwne rzeczy, związane z legendami o dawnych właścicielach - pęka lustro w zamkniętym pokoju, ktoś niszczy szytą przez Tamarę suknię albo rozsypuje włosy z jej salonu fryzjerskiego. Kamieńska, udająca na prośbę oligarchy socjolożkę, głośno wyjaśnia swoje teorie psu, którym zaczyna się opiekować w trakcie pobytu w Tomilinie. Po wykluczeniu kolejnych hipotez wyjaśnia wszystko - psoty mające związek z legendami i dwa morderstwa - xgóer bpmljvśpvr avr fą mr fboą mjvąmnar: cvrejfmn m cnń tvavr, ob bfmhfgxn, xgóen h avrw mnzvrfmxnłn, zvnłn puencxę an wrw zvrfmxnavr; qehtn mbfgnwr mnovgn, ob fjbwą bfboą hgehqavn nqbcpwę fvrebgl, n fcenję gehqab olłb jlxelć m cbjbqh bfbol zbeqrepl - grtb flzcnglpmavrwfmrtb m ybxnyalpu zvyvpwnagój.
Drobiazgi: jako hasło do poczty obie denatki zgodnie ustawiają swoje nazwisko panieńskie, zaś według lokalnej burdelmamy, “prostytucja jest rękojmią stabilności rodziny. Mężczyzna nie potrzebuje zobowiązań, lecz seksu. Jeśli dostanie go bez zobowiązań, chętnie wykorzysta okazję, a później wróci do rodziny”.
[1] Oczywiście, świat post-radziecki ocieka seksizmem, Kamieńska jest traktowana jako dopust (“kura nie ptak, a baba nie człowiek”, “szczerze mówiąc, nigdy nie wierzyłem w siłę kobiecego umysłu” itd.), a każdą samodzielną osobę zmroziłby nakaz spakowania się według listy przygotowanej przez mężczyznę czy sarkałaby na narzucony jadłospis, ale. Nastia jest osobą absolutnie niezaradną, zabrane przez nią ubrania - drogie dzwony, cienka kurtka, eleganckie botki - nie nadają się na zimę na prowincji, przemarza błyskawicznie. Nie odżywia się też racjonalnie, co przypłaca bezsennością, złym samopoczuciem, zgagą, co się nie dzieje, kiedy stosuje się do wskazówek Biegorskiego. I tak jak w kwestii ubrań wraca z podkulonym ogonem i każe się zaopatrzyć w to, co niezbędne, tak dalej żyje na słodyczach i głęboko smażonym o każdej porze.
Inne tej autorki tu.
#144
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 1, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze - na progu wiosny, kiedy słońce widzę dłużej niż godzinę dziennie - robię plany. Że co chociaż raz na dwa tygodnie w weekend pojadę w nowe albo w dawno nie odwiedzane miejsce w bliższej lub dalszej okolicy. Że będę chodzić codziennie 10 tysięcy kroków. Że nowy kraj na wakacje albo i dwa (w tym roku padło na Słowenię i Chorwację, padło, po czym się malowniczo obfajdało). Oraz, co mnie rozbawiło najbardziej, że będę częściej chodzić do nowych restauracji. A potem bum, pandemia. I tak uważam, że mimo wszystkich obostrzeń, lockdownu i social distancingu udało mi się wyjść z domu absurdalnie dużą liczbę razy. Niezaprzeczalnym królem wszystkich wyjść jest oczywiście Nocny Targ Towarzyski, gdzie co najmniej raz w tygodniu wbijaliśmy na rodzinne frytki z sosami oraz Mykonos, bo najlepsze greckie w Poznaniu. Dwukrotnie wyszłam z przyjaciółką wieczorem - odwiedziłam Orzo, w którym kiedyś byłam, ale niespecjalnie mi się podobało oraz Szczaw i mirabelki, gdzie dla odmiany pysznie i wegańsko. Trafiłam do Grill i Wino, bo blisko, ale wypłoszyła mnie głośna muzyka, więc - mimo że jedzenie było smaczne - raczej nie wrócę, bo jednak nie ten klimat. Znacznie bardziej przypadł mi do gustu Fyrtel smaków, gdzie można bardzo przyzwoicie na wynos. I to, dla odmiany, był modus operandi w 2020, zwłaszcza że od marca pracuję w domu. Najlepszymi nawynosami są Taj India i Niezły Meksyk, gdzie jednym zamówieniem ze spokojem opędzałam dwa dni obiadów. Bez wstydu przyznam sie też, że najlepsze awaryjne obiadowe to spaghetti z Picollo, nikt nie narzeka. Raz czy dwa podjęliśmy z TŻ-em próby nawynosów z Tapasty, Świętej Krowy czy Pyrabaru, ale dania z tych miejsc nawet po krótkiej podróży nie są już tak dobre jak na miejscu (oraz pani kierowniczka kręci nosem, najwyżej zje frytkę). Oraz słodkie: wiem, dieta sreta, ale pandemia wrzuciła mnie w absolutnie ciemne miejsce, z którego dopiero - mam nadzieję - zaczynam wychodzić, więc pączki i kawa z Pączusia i Kawusi, torcik pralinowy z Sowy (i letnie owocowe z galaretką) czy wreszcie kawa z ciachem w Karpicku, gdzie czekałam czasem na panią kierowniczkę podczas jej zajęć pozalekcyjnych, to wszystko mi znacznie poprawiało humor. A jak Wasze pandemiczne kulinarne odkrycia?
- Tawerna Mykonos - plac Wolności 14
- Taj India - Wiankowa 3
- Niezły Meksyk - Różana 15
- Tapasta - Kwiatowa 3/3
- Nocny Targ Towarzyski - Kolejowa 23
- Święta Krowa - Kwiatowa 1
- Spaghetti Bar Picollo - Jaworowa 66
- Pyrabar - Strzelecka 13
- Grill i Wino, Burgerownia Dębiecka - Opolska 16
-
Fyrtel Smaków - Kołłątaja 47 - przeniesiona do innej lokalizacji pod Poznań
- Szczaw i mirabelki - Jaroczyńskiego 22a
- Orzo - Garbary 67a
- Cukiernia Sowa - Górecka 30
- Pączuś i Kawusia - rynek Łazarski 8
- Cukiernia Karpicko - Dąbrowskiego 33
PS Nie piekłam chleba. Oraz najbardziej tęsknię za śniadaniami w Republice Róż.
Cukiernia Sowa
Pączuś i Kawusia
Mykonos
Nocny Targ Towarzyski
Święta Krowa
Fryty z NTT
Nocny Targ Towarzyski / Szczaw i mirabelki
Karpicko
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 28, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze - na progu wiosny, kiedy słońce widzę dłużej niż godzinę dziennie - robię plany. Że co chociaż raz na dwa tygodnie w weekend pojadę w nowe albo w dawno nie odwiedzane miejsce w bliższej lub dalszej okolicy. Że będę chodzić codziennie 10 tysięcy kroków. Że nowy kraj na wakacje albo i dwa (w tym roku padło na Słowenię i Chorwację, padło, po czym się malowniczo obfajdało). Oraz, co mnie rozbawiło najbardziej, że będę częściej chodzić do nowych restauracji. A potem bum, pandemia. I tak uważam, że mimo wszystkich obostrzeń, lockdownu i social distancingu udało mi się wyjść z domu absurdalnie dużą liczbę razy. Niezaprzeczalnym królem wszystkich wyjść jest oczywiście Nocny Targ Towarzyski, gdzie co najmniej raz w tygodniu wbijaliśmy na rodzinne frytki z sosami oraz Mykonos, bo najlepsze greckie w Poznaniu. Dwukrotnie wyszłam z przyjaciółką wieczorem - odwiedziłam Orzo, w którym kiedyś byłam, ale niespecjalnie mi się podobało oraz Szczaw i mirabelki, gdzie dla odmiany pysznie i wegańsko. Trafiłam do Grill i Wino, bo blisko, ale wypłoszyła mnie głośna muzyka, więc - mimo że jedzenie było smaczne - raczej nie wrócę, bo jednak nie ten klimat. Znacznie bardziej przypadł mi do gustu Fyrtel smaków, gdzie można bardzo przyzwoicie na wynos. I to, dla odmiany, był modus operandi w 2020, zwłaszcza że od marca pracuję w domu. Najlepszymi nawynosami są Taj India i Niezły Meksyk, gdzie jednym zamówieniem ze spokojem opędzałam dwa dni obiadów. Bez wstydu przyznam sie też, że najlepsze awaryjne obiadowe to spaghetti z Picollo, nikt nie narzeka. Raz czy dwa podjęliśmy z TŻ-em próby nawynosów z Tapasty, Świętej Krowy czy Pyrabaru, ale dania z tych miejsc nawet po krótkiej podróży nie są już tak dobre jak na miejscu (oraz pani kierowniczka kręci nosem, najwyżej zje frytkę). Oraz słodkie: wiem, dieta sreta, ale pandemia wrzuciła mnie w absolutnie ciemne miejsce, z którego dopiero - mam nadzieję - zaczynam wychodzić, więc pączki i kawa z Pączusia i Kawusi, torcik pralinowy z Sowy (i letnie owocowe z galaretką) czy wreszcie kawa z ciachem w Karpicku, gdzie czekałam czasem na panią kierowniczkę podczas jej zajęć pozalekcyjnych, to wszystko mi znacznie poprawiało humor. A jak Wasze pandemiczne kulinarne odkrycia?
- Tawerna Mykonos - plac Wolności 14
- Taj India - Wiankowa 3
- Niezły Meksyk - Różana 15
- Tapasta - Kwiatowa 3/3
- Nocny Targ Towarzyski - Kolejowa 23
- Święta Krowa - Kwiatowa 1
- Spaghetti Bar Picollo - Jaworowa 66
- Pyrabar - Strzelecka 13
- Grill i Wino, Burgerownia Dębiecka - Opolska 16
-
Fyrtel Smaków - Kołłątaja 47 - przeniesiona do innej lokalizacji pod Poznań
- Szczaw i mirabelki - Jaroczyńskiego 22a
- Orzo - Garbary 67a
- Cukiernia Sowa - Górecka 30
- Pączuś i Kawusia - rynek Łazarski 8
- Cukiernia Karpicko - Dąbrowskiego 33
PS Nie piekłam chleba. Oraz najbardziej tęsknię za śniadaniami w Republice Róż.
Cukiernia Sowa
Pączuś i Kawusia
Mykonos
Nocny Targ Towarzyski
Święta Krowa
Fryty z NTT
Nocny Targ Towarzyski / Szczaw i mirabelki
Karpicko
GALERIA ZDJĘĆ
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 28, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Jak już pewnie zauważyliście, lubię porównywać ekranizację z książką, jeśli jest tylko taka możliwość. Tu zaczęłam od serialu, przez co automatycznie to dla mnie jest punkt odniesienia (w tym dla nazwisk), chociaż oczywiście nie oznacza to, że serial zawsze jest lepszy.
Atticus Freeman, weteran wojny w Korei, wraca do rodzinnego miasta tylko po to, żeby udać się na poszukiwanie ojca, który - szukając przodków matki - zniknął jakiś czas wcześniej, a teraz wysyła dziwny list ze wskazówkami. Wraz z wujem Georgem, autorem przewodników dla Czarnych oraz przyjaciółką z dzieciństwa, przedsiębiorczą Letitią, trafiają do mrocznej posiadłości Arkham, siedziby mrocznego kultu Adamitów pod przewodnictwem Samuela Braithwaite’a. Atticus, ku swojemu zdziwieniu, okazuje się być potomkiem białego jak śnieg przywódcy, którego przodek był zaskakująco dobry dla swojej czarnej służby; niestety zamiast majątku jego dziedzictwem ma być ofiarowanie w magicznej ceremonii. To początek mrocznych przygód wesołej ekipy, która napotyka na pomykające po lesie potwory, nawiedzony dom z morderczą windą, klątwę, maszynę do przemieszczania się między światami, podmianę ciał czy wreszcie zdrowy, amerykański rasizm. Bo serial - mimo dramatycznych wydarzeń, hektolitrów krwi, brutalnych powidoków masakry w Tulsie oraz niezgodnych z książką śmierci - jest przede wszystkim zabawny i wykorzystuje twórczo popkulturę (wprowadzając chociażby wątki jak z Indiany Jonesa). Nie wiem jednak, czy pozostawienie tonu zgodnie z książką, mniej brutalnego, gdzie poza jednym adwersarzem nie ginie nikt (a w serialu cztery ważne dla fabuły osoby), nie poprawiłoby ekranizacji.
Książka Ruffa jest, niestety, dość płaska w zestawieniu z rozbuchaną fabułą serialu. Przeprowadza przez wydarzenia trochę na zasadzie gry fabularnej, obracając się wokół osoby Atticusa, z rzadka pozwalając na przygody Ruby, siostrze Letitii czy ciotce Hyppolycie, a te wątki w serialu są arcyciekawe. Przemyka się dygresyjnie przez wojnę w Korei, która - wraz z poznaną przez Atticusa Ji-Ah - odgrywa znaczącą rolę w ukształtowaniu postaci bohatera i w finale historii. Znacznie urozmaica też zróżnicowanie płciowe przez zmianę płci syna Braithwaite’a, Caleba, który staje się Christine (co pozwala na swobodniejszą zabawę konwencją przy podmianie ciał przez Ruby) oraz zastąpienie epizodycznego w powieści Horacego, syna George’a i Hyppolyty, przez córkę Dee z nieco szerszą rolą. Twórcy serialu ładnie wychodzą z tych nieścisłości, wprowadzając jako artefakt książkę napisaną przez syna Atticusa, w której zamiast Dee jest Horacy.
TL;DR - bohaterowie są czarni, a biali są źli. Mnie się podobało.
Inne tego autora tutaj.
#143
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Czytam, Seriale -
Tagi:
panowie, sf-f, 2020
- 4 komentarze
- Skomentuj
Jak już pewnie zauważyliście, lubię porównywać ekranizację z książką, jeśli jest tylko taka możliwość. Tu zaczęłam od serialu, przez co automatycznie to dla mnie jest punkt odniesienia (w tym dla nazwisk), chociaż oczywiście nie oznacza to, że serial zawsze jest lepszy.
Atticus Freeman, weteran wojny w Korei, wraca do rodzinnego miasta tylko po to, żeby udać się na poszukiwanie ojca, który - szukając przodków matki - zniknął jakiś czas wcześniej, a teraz wysyła dziwny list ze wskazówkami. Wraz z wujem Georgem, autorem przewodników dla Czarnych oraz przyjaciółką z dzieciństwa, przedsiębiorczą Letitią, trafiają do mrocznej posiadłości Arkham, siedziby mrocznego kultu Adamitów pod przewodnictwem Samuela Braithwaite’a. Atticus, ku swojemu zdziwieniu, okazuje się być potomkiem białego jak śnieg przywódcy, którego przodek był zaskakująco dobry dla swojej czarnej służby; niestety zamiast majątku jego dziedzictwem ma być ofiarowanie w magicznej ceremonii. To początek mrocznych przygód wesołej ekipy, która napotyka na pomykające po lesie potwory, nawiedzony dom z morderczą windą, klątwę, maszynę do przemieszczania się między światami, podmianę ciał czy wreszcie zdrowy, amerykański rasizm. Bo serial - mimo dramatycznych wydarzeń, hektolitrów krwi, brutalnych powidoków masakry w Tulsie oraz niezgodnych z książką śmierci - jest przede wszystkim zabawny i wykorzystuje twórczo popkulturę (wprowadzając chociażby wątki jak z Indiany Jonesa). Nie wiem jednak, czy pozostawienie tonu zgodnie z książką, mniej brutalnego, gdzie poza jednym adwersarzem nie ginie nikt (a w serialu cztery ważne dla fabuły osoby), nie poprawiłoby ekranizacji.
Książka Ruffa jest, niestety, dość płaska w zestawieniu z rozbuchaną fabułą serialu. Przeprowadza przez wydarzenia trochę na zasadzie gry fabularnej, obracając się wokół osoby Atticusa, z rzadka pozwalając na przygody Ruby, siostrze Letitii czy ciotce Hyppolycie, a te wątki w serialu są arcyciekawe. Przemyka się dygresyjnie przez wojnę w Korei, która - wraz z poznaną przez Atticusa Ji-Ah - odgrywa znaczącą rolę w ukształtowaniu postaci bohatera i w finale historii. Znacznie urozmaica też zróżnicowanie płciowe przez zmianę płci syna Braithwaite’a, Caleba, który staje się Christine (co pozwala na swobodniejszą zabawę konwencją przy podmianie ciał przez Ruby) oraz zastąpienie epizodycznego w powieści Horacego, syna George’a i Hyppolyty, przez córkę Dee z nieco szerszą rolą. Twórcy serialu ładnie wychodzą z tych nieścisłości, wprowadzając jako artefakt książkę napisaną przez syna Atticusa, w której zamiast Dee jest Horacy.
TL;DR - bohaterowie są czarni, a biali są źli. Mnie się podobało.
Inne tego autora tutaj.
#143
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Czytam, Seriale -
Tagi:
panowie, sf-f, 2020
- 4 komentarze
- Skomentuj
[20.09.2020]
Czasem jest tak, że nie bywa się w jakichś miejscach, mimo że wiesz, że tam ładnie i miło. Albo przestajesz robić zdjęcia, wszak nic się nie zmieniło od ostatniego razu. A szkoda, zwłaszcza w okolicach tak uroczych jak Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan, Wzgórze Św. Wojciecha i na samej ulicy Święty Wojciech (nie "Wojciecha", por. Św. Marcin).
Okolice w 2010: Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan i Święty Wojciech.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
murale, cmentarz
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[20.09.2020]
Czasem jest tak, że nie bywa się w jakichś miejscach, mimo że wiesz, że tam ładnie i miło. Albo przestajesz robić zdjęcia, wszak nic się nie zmieniło od ostatniego razu. A szkoda, zwłaszcza w okolicach tak uroczych jak Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan, Wzgórze Św. Wojciecha i na samej ulicy Święty Wojciech (nie "Wojciecha", por. Św. Marcin).
Okolice w 2010: Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan i Święty Wojciech.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 25, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
murale, cmentarz
- 0 komentarzy
- Skomentuj