Dead to Me
Jen (Christina Applegate) jest w żałobie - ktoś potrącił jej męża i uciekł z miejsca wypadku. Policja rozkłada ręce - brak świadków, brak śladów. Strata ma ogromny wpływ na jej życie - jest jedyną żywicielką rodziny, ma na głowie odpowiedzialność za dwóch synów, nie jest w stanie efektywnie pracować, nie sypia dobrze bez używek, a gniew, który czuje, niszczy ją wewnętrznie. Na spotkaniu grupy terapeutycznej, którą kontestuje, ale niechętnie chodzi, bo i tak nie wie, co ze sobą zrobić, poznaje Judy (Linda Cardellini, ta z "Freaks and Geeks"), która - jak początkowo twierdzi - straciła narzeczonego; panie błyskawicznie się dogadują, nadają na tych samych falach i są dla siebie wsparciem. Jen odkrywa bardzo szybko, że chłopak Judy żyje, ale mimo oszustwa, które okazuje się ukrywać inne tragedie, panie pozostają w przyjaźni. Mimo że widz na koniec pierwszego odcinka dowiaduje się oczywistego rozwiązania fabularnego - to Judy potrąciła męża Jen i uciekła. W trakcie pierwszego sezonu wychodzi wiele do tej pory skrywanych tajemnic.
Opinie na temat serialu są dość skrajne: jedna grupa narzeka, jak w ogóle można w sposób komediowy wyśmiewać ludzką tragedię i pokazywać w pozytywnym świetle przestępczynię oraz czemu u licha trzeba ciągnąć to cały sezon, skoro wszystko wiadomo po pierwszym odcinku. Druga grupa, do której się wpisuję, raczej zauważa inteligentny humor, pozwalający widzieć nawet w dramacie to, co zabawne i sprytną konstrukcję scenariusza, dzięki czemu absurdalnie kibicujemy zarówno Jen (która chce ukarać sprawcę zbrodni i znaleźć kruchy spokój ducha), jak i Judy (pokaleczonej optymistce, która znalazła się w złym czasie i złym miejscu). To jest serial amerykański, ale egalitarnie drwi z kultu terapii, lifestyle’owego coachingu i prób zamiatania pod dywan problemów.
After Life
Dla odmiany, "After Life" to brytyjskie podejście do analizy żałoby. Tony (Ricky Gervais) jest wdowcem, jego ukochana żona odeszła po długiej chorobie nowotworowej. Każdy dzień Tony’ego wygląda tak samo - budzi się, przypomina sobie, że jego żony już nie ma, wyprowadza psa, idzie na cmentarz, na terapię i do domu opieki, odwiedzić swojego ojca z demencją, wreszcie pojawia się w pracy. Jest dziennikarzem w darmowej gazecie, co kompletnie nie daje mu poczucia sensu (reportaż o plamie na ścianie czy dziecku wyglądającym jak Hitler), tym bardziej, że czuje, iż otaczają go sami nieudacznicy. Zasklepia się w bólu, ale - ponieważ ojciec oraz pies - nie decyduje się na samobójstwo, choć jego życie bez żony nie ma już sensu; wybiera rezygnację z jakiejkolwiek ogłady i uprzejmości, a zgryźliwa szczerość będzie jego supermocą. Problem w tym, że ludzie dookoła niego chcą mu pomóc - wysyłają go na randkę, sprzątają, angażują się w jego życie, co przypomina mu czas sprzed śmierci żony, tym bardziej, że żona pozostawiła mu serię filmów, którymi próbuje pomóc Tony’emu w codzienności - zmywaj naczynia, wychodź na powietrze, dbaj o psa, bądź miły dla ludzi, którym na tobie zależy.
Mnóstwo mądrych, refleksyjnych dialogów, świetne postaci drugoplanowe - mądra i ciepła seksworkerka Daphne, absolutnie modelowy terapeuta-palant, przerażająco smutny narkoman Julian czy wreszcie Anne, starsza dama spotykana przez Tony’ego na cmentarzu, gdzie rozmawia ze zmarłym mężem, do tego piękne brytyjskie nadmorskie miasteczko - wszystko jest pysznie zniuansowane.
W obu przypadkach planowane są kolejne sezony, co mnie cieszy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 25, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dead to Me
Jen (Christina Applegate) jest w żałobie - ktoś potrącił jej męża i uciekł z miejsca wypadku. Policja rozkłada ręce - brak świadków, brak śladów. Strata ma ogromny wpływ na jej życie - jest jedyną żywicielką rodziny, ma na głowie odpowiedzialność za dwóch synów, nie jest w stanie efektywnie pracować, nie sypia dobrze bez używek, a gniew, który czuje, niszczy ją wewnętrznie. Na spotkaniu grupy terapeutycznej, którą kontestuje, ale niechętnie chodzi, bo i tak nie wie, co ze sobą zrobić, poznaje Judy (Linda Cardellini, ta z "Freaks and Geeks"), która - jak początkowo twierdzi - straciła narzeczonego; panie błyskawicznie się dogadują, nadają na tych samych falach i są dla siebie wsparciem. Jen odkrywa bardzo szybko, że chłopak Judy żyje, ale mimo oszustwa, które okazuje się ukrywać inne tragedie, panie pozostają w przyjaźni. Mimo że widz na koniec pierwszego odcinka dowiaduje się oczywistego rozwiązania fabularnego - to Judy potrąciła męża Jen i uciekła. W trakcie pierwszego sezonu wychodzi wiele do tej pory skrywanych tajemnic.
Opinie na temat serialu są dość skrajne: jedna grupa narzeka, jak w ogóle można w sposób komediowy wyśmiewać ludzką tragedię i pokazywać w pozytywnym świetle przestępczynię oraz czemu u licha trzeba ciągnąć to cały sezon, skoro wszystko wiadomo po pierwszym odcinku. Druga grupa, do której się wpisuję, raczej zauważa inteligentny humor, pozwalający widzieć nawet w dramacie to, co zabawne i sprytną konstrukcję scenariusza, dzięki czemu absurdalnie kibicujemy zarówno Jen (która chce ukarać sprawcę zbrodni i znaleźć kruchy spokój ducha), jak i Judy (pokaleczonej optymistce, która znalazła się w złym czasie i złym miejscu). To jest serial amerykański, ale egalitarnie drwi z kultu terapii, lifestyle’owego coachingu i prób zamiatania pod dywan problemów.
After Life
Dla odmiany, "After Life" to brytyjskie podejście do analizy żałoby. Tony (Ricky Gervais) jest wdowcem, jego ukochana żona odeszła po długiej chorobie nowotworowej. Każdy dzień Tony’ego wygląda tak samo - budzi się, przypomina sobie, że jego żony już nie ma, wyprowadza psa, idzie na cmentarz, na terapię i do domu opieki, odwiedzić swojego ojca z demencją, wreszcie pojawia się w pracy. Jest dziennikarzem w darmowej gazecie, co kompletnie nie daje mu poczucia sensu (reportaż o plamie na ścianie czy dziecku wyglądającym jak Hitler), tym bardziej, że czuje, iż otaczają go sami nieudacznicy. Zasklepia się w bólu, ale - ponieważ ojciec oraz pies - nie decyduje się na samobójstwo, choć jego życie bez żony nie ma już sensu; wybiera rezygnację z jakiejkolwiek ogłady i uprzejmości, a zgryźliwa szczerość będzie jego supermocą. Problem w tym, że ludzie dookoła niego chcą mu pomóc - wysyłają go na randkę, sprzątają, angażują się w jego życie, co przypomina mu czas sprzed śmierci żony, tym bardziej, że żona pozostawiła mu serię filmów, którymi próbuje pomóc Tony’emu w codzienności - zmywaj naczynia, wychodź na powietrze, dbaj o psa, bądź miły dla ludzi, którym na tobie zależy.
Mnóstwo mądrych, refleksyjnych dialogów, świetne postaci drugoplanowe - mądra i ciepła seksworkerka Daphne, absolutnie modelowy terapeuta-palant, przerażająco smutny narkoman Julian czy wreszcie Anne, starsza dama spotykana przez Tony’ego na cmentarzu, gdzie rozmawia ze zmarłym mężem, do tego piękne brytyjskie nadmorskie miasteczko - wszystko jest pysznie zniuansowane.
W obu przypadkach planowane są kolejne sezony, co mnie cieszy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 25, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Rosa, funkcjonariuszka Straży Obywatelskiej z krótkim stażem, przybywa do małego miasteczka[0] w sprawie zaginięcia Marty, pracowniczki stacji benzynowej, która w trakcie śledztwa okazuje się mieć drugie źródło utrzymania - prostytuuje się, a filmami nagranymi podczas schadzek szantażuje klientów. Lokalna policja traktuje sprawę dość powierzchownie - komendant właśnie odchodzi na emeryturę, a jego następca zajmuje się głównie śledzeniem pomyłek Rosy, wsparcia ze stolicy nie ma[1], bo akurat odwiedza ją papież. Szybko okazuje się, że Rosa przyjechała do miasteczka z własnym śledztwem, podczas którego odkrywa zwłoki 11 zamordowanych kobiet.
Zachęcona dwoma dobrymi hiszpańskimi serialami i obiecującym opisem, dałam się złapać na najgorszy (jak do tej pory) serial na Netflixie. Intryga polega na tym, że Rosa nikomu nie mówi o istotnych odkryciach, bo po co. Oprócz wątku głównego pojawia się mnóstwo innych, obyczajowych, z których tylko niektóre w ogóle kleją się ze śledztwem - handlująca jajkami Maruxia, właścicielka hotelu okradająca lokatorów, rudy nastolatek fotografujący co ładniejsze panny “dla kuzyna, co ma agencję”[3], nauczyciel-pedofil, który nagle - w trakcie śledztwa, podczas którego wykazano mu związek z zaginioną Martą - wpada na pomysł podania środka usypiającego nieletniej córce policjanta, żeby ją podotykać. Są i sataniści, kradnący z kościoła świece i montujący instalacje z czaszką kozła. Wszystkie tropy śledztwa prowadzą do klubu dla panów, którego obecność w małym miasteczku zupełnie nie dziwi ani nie niepokoi. Rosa rozpoczyna dochodzenie w przebraniu, co polega na tym, że na zmianę chodzi do klubu przesłuchiwać właściciela, a potem w peruce i skórzanych portkach udaje homoseksualną klientkę (nikt jej nie rozpoznaje, nawet jak wychodzi przypadkiem bez peruki). Dowody (na przykład wybity ząb w idealnie posprzątanym wnętrzu) leżą tygodniami[4], dopóki policja się o nie nie potknie. Ale najbardziej chyba osłabiający jest powracający motyw zięcia komendanta, który zamiast pracować ogląda porno, a wieczorami symulując aktywność zawodową, spotyka się z damą negocjowalnego afektu, którą przebiera w czerwone ciuszki i okazjonalnie smyra nożem. Słabszy nawet od wyjaśnienia tajemnicy śledztwa Rosy.
[0] Miasteczko jest małe. Tak na kilkanaście tysięcy mieszkańców. Dlatego Rosa kilka dni przetrzymuje znalezionego psa, należącego do małej dziewczynki (wnuczki komendanta), ponieważ “nie ma czasu go odwieźć”, podobnie jak ojciec i matka dziewczynki nie fatygują się do Rosy mimo rozmów telefonicznych.
[1] Tyle że nie. Poza trójką detektywów ze Straży za kadrem kręci się całe mnóstwo bezimiennych techników, oddziałów szturmowych i analityków. Oczywiście kompletnie się w śledztwie nie liczą poza dawkowanymi informacjami typu “przysłali analizę”[2].
[2] Rzecz się dzieje w 2018, więc oczywistą oczywistością jest wysyłanie wszystkiego w paczkach w formie drukowanej, nie za pomocą e-maili czy służbowego systemu obiegu dokumentów.
[3] Jaki to był zły wątek! Córka komisarza zgadza się na sesję, podczas sesji rudy zachęca ją do rozebrania się, próbuje całować, ale ponieważ nie jest chętna, udostępnia jej gołe zdjęcia w Internecie. Dziewczynie wyjaśnia, że ktoś mu ukradł twardy dysk, dziewczyna mu wierzy. Kiedy ojciec-policjant znajduje dysk w domu delikwenta, ten mówi, że widocznie się zapodział. Konsekwencją ujawnienia zdjęć jest pojawienie się dwóch wyrostków, którzy wciągają córkę policjanta do samochodu, żeby ją wykorzystać erotycznie.
[4] Nie wspominając o dowodzie z prywatnego śledztwa Rosy, który dwa lata leżał w rowie i czekał.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 24, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rosa, funkcjonariuszka Straży Obywatelskiej z krótkim stażem, przybywa do małego miasteczka[0] w sprawie zaginięcia Marty, pracowniczki stacji benzynowej, która w trakcie śledztwa okazuje się mieć drugie źródło utrzymania - prostytuuje się, a filmami nagranymi podczas schadzek szantażuje klientów. Lokalna policja traktuje sprawę dość powierzchownie - komendant właśnie odchodzi na emeryturę, a jego następca zajmuje się głównie śledzeniem pomyłek Rosy, wsparcia ze stolicy nie ma[1], bo akurat odwiedza ją papież. Szybko okazuje się, że Rosa przyjechała do miasteczka z własnym śledztwem, podczas którego odkrywa zwłoki 11 zamordowanych kobiet.
Zachęcona dwoma dobrymi hiszpańskimi serialami i obiecującym opisem, dałam się złapać na najgorszy (jak do tej pory) serial na Netflixie. Intryga polega na tym, że Rosa nikomu nie mówi o istotnych odkryciach, bo po co. Oprócz wątku głównego pojawia się mnóstwo innych, obyczajowych, z których tylko niektóre w ogóle kleją się ze śledztwem - handlująca jajkami Maruxia, właścicielka hotelu okradająca lokatorów, rudy nastolatek fotografujący co ładniejsze panny “dla kuzyna, co ma agencję”[3], nauczyciel-pedofil, który nagle - w trakcie śledztwa, podczas którego wykazano mu związek z zaginioną Martą - wpada na pomysł podania środka usypiającego nieletniej córce policjanta, żeby ją podotykać. Są i sataniści, kradnący z kościoła świece i montujący instalacje z czaszką kozła. Wszystkie tropy śledztwa prowadzą do klubu dla panów, którego obecność w małym miasteczku zupełnie nie dziwi ani nie niepokoi. Rosa rozpoczyna dochodzenie w przebraniu, co polega na tym, że na zmianę chodzi do klubu przesłuchiwać właściciela, a potem w peruce i skórzanych portkach udaje homoseksualną klientkę (nikt jej nie rozpoznaje, nawet jak wychodzi przypadkiem bez peruki). Dowody (na przykład wybity ząb w idealnie posprzątanym wnętrzu) leżą tygodniami[4], dopóki policja się o nie nie potknie. Ale najbardziej chyba osłabiający jest powracający motyw zięcia komendanta, który zamiast pracować ogląda porno, a wieczorami symulując aktywność zawodową, spotyka się z damą negocjowalnego afektu, którą przebiera w czerwone ciuszki i okazjonalnie smyra nożem. Słabszy nawet od wyjaśnienia tajemnicy śledztwa Rosy.
[0] Miasteczko jest małe. Tak na kilkanaście tysięcy mieszkańców. Dlatego Rosa kilka dni przetrzymuje znalezionego psa, należącego do małej dziewczynki (wnuczki komendanta), ponieważ “nie ma czasu go odwieźć”, podobnie jak ojciec i matka dziewczynki nie fatygują się do Rosy mimo rozmów telefonicznych.
[1] Tyle że nie. Poza trójką detektywów ze Straży za kadrem kręci się całe mnóstwo bezimiennych techników, oddziałów szturmowych i analityków. Oczywiście kompletnie się w śledztwie nie liczą poza dawkowanymi informacjami typu “przysłali analizę”[2].
[2] Rzecz się dzieje w 2018, więc oczywistą oczywistością jest wysyłanie wszystkiego w paczkach w formie drukowanej, nie za pomocą e-maili czy służbowego systemu obiegu dokumentów.
[3] Jaki to był zły wątek! Córka komisarza zgadza się na sesję, podczas sesji rudy zachęca ją do rozebrania się, próbuje całować, ale ponieważ nie jest chętna, udostępnia jej gołe zdjęcia w Internecie. Dziewczynie wyjaśnia, że ktoś mu ukradł twardy dysk, dziewczyna mu wierzy. Kiedy ojciec-policjant znajduje dysk w domu delikwenta, ten mówi, że widocznie się zapodział. Konsekwencją ujawnienia zdjęć jest pojawienie się dwóch wyrostków, którzy wciągają córkę policjanta do samochodu, żeby ją wykorzystać erotycznie.
[4] Nie wspominając o dowodzie z prywatnego śledztwa Rosy, który dwa lata leżał w rowie i czekał.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 24, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
TL;DR - pierwszy tom tak, pozostałe niech ktoś Wam streści.
Żeby nie trzymać Was w niepewności, to od razu powiem, że srodze mnie tom trzeci (yay! ostatni!) rozczarował, jeszcze chyba bardziej niż drugi. Jakbym miała zarysować fabułę, to Reynevan - na wstępie obłożony ekskomuniką - miota się między obowiązkiem (uczestniczeniem w napadach na kolejne śląskie miasta przez husytów) a potrzebą serca (szukaniem Nikoletty, zwanej też Juttą). W tym celu szantażuje (sprzedajnego kościelnego) i sam jest szantażowany (przez sympatycznego przedstawiciela Inkwizycji), wchodzi w alianse (niechętnie z głupawym księciem litewskim, chętniej z żydowską wojowniczką Rixą), leczy, załamuje się po cb antłrw śzvrepv Whggl v cemrjvqljnyarw Fnzfban (frevb, żnqan m avpu avr wrfg cbgemroan nav avpmrtb avr jlwnśavn, mjłnfmpmn wrśyv pubqmv b gb, xvz olł Fnzfba), wreszcie próbując ratować ikonę Matki Boskiej, ląduje w lochu na trzy lata tuż przed dość nijakim końcem całości. Owszem, gorąco wierzę, że autor odrobił historyczny research należycie, ba, ze sporą przyjemnością łykałam dialogi nasycone sarkazmem i humorem, ale czytałam ten cykl po raz pierwszy i ostatni.
Za dużo polityki, za dużo detalicznych opisów rzezi, za dużo postaci trzecioplanowych, konia z rzędem temu, kto w ogóle był w stanie skupić się na tych wszystkich układach, podchodach, układzikach gęsto omaszczonych religią i pieniędzmi (chociaż akurat wątek Fuggerów miał najwięcej sensu). W ostatnim tomie jest sporo nowych wątków, które są… po nic, na przykład sprawa przejścia przez bród na rzece, gdzie Reynevana jednocześnie indaguje inkwizycja i stronnictwo polskie, ten zdradza (ale ma ważny powód), po czym się okazuje, że nikt brodu nie chronił, więc… po co go pytali? Wyjaśnienie, kim był Pomurnik i co go motywowało, było co najmniej słabe, nie wspominając o zakończeniu typowo deus ex machina (wiem, stanowiącym klamrę dla całości, ale zdecydowanie niesatysfakcjonującym). Oraz absolutnie nie szanuję za pozostawienie wątku Samsona Miodka, wszak cholernie ważnej postaci dwóch pierwszych tomów, bez wyjaśnienia. Co, mam sama sobie wymyślić, kim naprawdę był? Żydem Wiecznym Tułaczem? Archaniołem Gabrielem oskubanym ze skrzydeł? Dybukiem (ha ha)? Rozczarowanie.
Inne tego autora tutaj.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 21, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2019
- 5 komentarzy
- Skomentuj
TL;DR - pierwszy tom tak, pozostałe niech ktoś Wam streści.
Żeby nie trzymać Was w niepewności, to od razu powiem, że srodze mnie tom trzeci (yay! ostatni!) rozczarował, jeszcze chyba bardziej niż drugi. Jakbym miała zarysować fabułę, to Reynevan - na wstępie obłożony ekskomuniką - miota się między obowiązkiem (uczestniczeniem w napadach na kolejne śląskie miasta przez husytów) a potrzebą serca (szukaniem Nikoletty, zwanej też Juttą). W tym celu szantażuje (sprzedajnego kościelnego) i sam jest szantażowany (przez sympatycznego przedstawiciela Inkwizycji), wchodzi w alianse (niechętnie z głupawym księciem litewskim, chętniej z żydowską wojowniczką Rixą), leczy, załamuje się po cb antłrw śzvrepv Whggl v cemrjvqljnyarw Fnzfban (frevb, żnqan m avpu avr wrfg cbgemroan nav avpmrtb avr jlwnśavn, mjłnfmpmn wrśyv pubqmv b gb, xvz olł Fnzfba), wreszcie próbując ratować ikonę Matki Boskiej, ląduje w lochu na trzy lata tuż przed dość nijakim końcem całości. Owszem, gorąco wierzę, że autor odrobił historyczny research należycie, ba, ze sporą przyjemnością łykałam dialogi nasycone sarkazmem i humorem, ale czytałam ten cykl po raz pierwszy i ostatni.
Za dużo polityki, za dużo detalicznych opisów rzezi, za dużo postaci trzecioplanowych, konia z rzędem temu, kto w ogóle był w stanie skupić się na tych wszystkich układach, podchodach, układzikach gęsto omaszczonych religią i pieniędzmi (chociaż akurat wątek Fuggerów miał najwięcej sensu). W ostatnim tomie jest sporo nowych wątków, które są… po nic, na przykład sprawa przejścia przez bród na rzece, gdzie Reynevana jednocześnie indaguje inkwizycja i stronnictwo polskie, ten zdradza (ale ma ważny powód), po czym się okazuje, że nikt brodu nie chronił, więc… po co go pytali? Wyjaśnienie, kim był Pomurnik i co go motywowało, było co najmniej słabe, nie wspominając o zakończeniu typowo deus ex machina (wiem, stanowiącym klamrę dla całości, ale zdecydowanie niesatysfakcjonującym). Oraz absolutnie nie szanuję za pozostawienie wątku Samsona Miodka, wszak cholernie ważnej postaci dwóch pierwszych tomów, bez wyjaśnienia. Co, mam sama sobie wymyślić, kim naprawdę był? Żydem Wiecznym Tułaczem? Archaniołem Gabrielem oskubanym ze skrzydeł? Dybukiem (ha ha)? Rozczarowanie.
Inne tego autora tutaj.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 21, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2019
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Paul Copeland, wdowiec z 6-letnią córką, jest prokuratorem. Oskarża aktualnie w trudnej sprawie o gwałt w kampusie (trudną, bo ofiara jest czarnoskórą prostytutką, a potencjalni gwałciciele to biali chłopcy z bogatych rodzin), nie dziwi go więc, że jeden z ojców oskarżonych studentów zaczyna szantażować Paula jego przeszłością, wyciągając historię jego ojca (dysydenta ze Związku Radzieckiego) i potencjalne nadużycia w fundacji charytatywnej imienia jego zmarłej żony. Jednocześnie odzywa się inna dramatyczna historia z przeszłości Paula - 20 lat wcześniej siostra Paula, Camille, zaginęła na letnim obozie wraz z trójką innych nastolatków, ciał dwojga z nich (w tym siostry) nigdy nie odnaleziono. Paul, który w tym czasie miał pilnować grupy chłopców, obściskiwał się w lesie z aktualną flamą, Lucy; poczucie winy pozostało do dziś. Jakiś czas po zbrodni odeszła matka Paula, zabierając część pieniędzy z ugody z właścicielem obozu. Pamięć o tych wydarzeniach powraca, kiedy nowojorska policja informuje prokuratora, że znaleziono ciało zamordowanego mężczyzny; Paul rozpoznaje w nim przyjaciela siostry, Pereza, który ewidentnie nie zginął w tamtych lasach. Wstrząsa to jego światem, bo daje mu nagle nadzieję, że jego siostra żyje.
Wątków w książce jest wiele, ale niestety jest to książka nastawiona na nieustające zaskakiwanie czytelnika, a nie - jak u Christie czy Doyle’a - pozwalająca na samodzielne odkrycie na podstawie podawanych tropów. Copeland ma charakter pitbulla, nie odpuszcza zarówno w prowadzonym śledztwie, jak i w prywatnej próbie odkrycia, co się stało 20 lat wcześniej, chociaż oczywiście w obydwu przypadkach jest zniechęcany albo szantażem, albo niewiarą otoczenia. Zaskakująco, to całkiem niezła książka, wciągająca i ciekawa, z seryjnym mordercą w tle, dużą polityką, wielką miłością czy wreszcie dość oczywistym pytaniem, czy warto za wszelką cenę wszystko wyjaśniać.
Inne tego autora tu.
#30/#4
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 19, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
Paul Copeland, wdowiec z 6-letnią córką, jest prokuratorem. Oskarża aktualnie w trudnej sprawie o gwałt w kampusie (trudną, bo ofiara jest czarnoskórą prostytutką, a potencjalni gwałciciele to biali chłopcy z bogatych rodzin), nie dziwi go więc, że jeden z ojców oskarżonych studentów zaczyna szantażować Paula jego przeszłością, wyciągając historię jego ojca (dysydenta ze Związku Radzieckiego) i potencjalne nadużycia w fundacji charytatywnej imienia jego zmarłej żony. Jednocześnie odzywa się inna dramatyczna historia z przeszłości Paula - 20 lat wcześniej siostra Paula, Camille, zaginęła na letnim obozie wraz z trójką innych nastolatków, ciał dwojga z nich (w tym siostry) nigdy nie odnaleziono. Paul, który w tym czasie miał pilnować grupy chłopców, obściskiwał się w lesie z aktualną flamą, Lucy; poczucie winy pozostało do dziś. Jakiś czas po zbrodni odeszła matka Paula, zabierając część pieniędzy z ugody z właścicielem obozu. Pamięć o tych wydarzeniach powraca, kiedy nowojorska policja informuje prokuratora, że znaleziono ciało zamordowanego mężczyzny; Paul rozpoznaje w nim przyjaciela siostry, Pereza, który ewidentnie nie zginął w tamtych lasach. Wstrząsa to jego światem, bo daje mu nagle nadzieję, że jego siostra żyje.
Wątków w książce jest wiele, ale niestety jest to książka nastawiona na nieustające zaskakiwanie czytelnika, a nie - jak u Christie czy Doyle’a - pozwalająca na samodzielne odkrycie na podstawie podawanych tropów. Copeland ma charakter pitbulla, nie odpuszcza zarówno w prowadzonym śledztwie, jak i w prywatnej próbie odkrycia, co się stało 20 lat wcześniej, chociaż oczywiście w obydwu przypadkach jest zniechęcany albo szantażem, albo niewiarą otoczenia. Zaskakująco, to całkiem niezła książka, wciągająca i ciekawa, z seryjnym mordercą w tle, dużą polityką, wielką miłością czy wreszcie dość oczywistym pytaniem, czy warto za wszelką cenę wszystko wyjaśniać.
Inne tego autora tu.
#30/#4
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 19, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
Niebo. Jedno z wielu. Ogromna korporacyjna machina, zatrudniająca mnóstwo ludzi, dbających o robaki, pogodę czy wreszcie spełnianie modlitw. Najgorszy oczywiście jest departament HR, próbujący (niechętnie) radzić sobie z przerostem biurokracji i frustracją pracowników. Wszystko jakoś się kręci do momentu, kiedy Bóg wpada w depresję i decyduje, że Ziemia, którą zarządza, jest absolutnie nieudana i decyduje się ją zniszczyć. Dwoje aniołów uzyskuje obietnicę, że jeśli uda im się doprowadzić do spełnienia niemożliwego życzenia (para młodych ludzi, lubiących się z daleka, zejdzie się ze sobą), Ziemia zostanie uratowana.
Daniel Radcliffe w roli zmiętego anioła-nieudacznika jest świetny, natomiast prawdziwym mistrzem jest Steve Buscemi w roli rozczochranego, siwowłosego Boga-analfabety, skupionego na wynalazku obrotowej restauracji samoobsługowej. Całość jest zabawna oraz oczywiście obraża uczucia religijne, mimo że matka Boga nie ma tęczowej aureoli.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 9, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Niebo. Jedno z wielu. Ogromna korporacyjna machina, zatrudniająca mnóstwo ludzi, dbających o robaki, pogodę czy wreszcie spełnianie modlitw. Najgorszy oczywiście jest departament HR, próbujący (niechętnie) radzić sobie z przerostem biurokracji i frustracją pracowników. Wszystko jakoś się kręci do momentu, kiedy Bóg wpada w depresję i decyduje, że Ziemia, którą zarządza, jest absolutnie nieudana i decyduje się ją zniszczyć. Dwoje aniołów uzyskuje obietnicę, że jeśli uda im się doprowadzić do spełnienia niemożliwego życzenia (para młodych ludzi, lubiących się z daleka, zejdzie się ze sobą), Ziemia zostanie uratowana.
Daniel Radcliffe w roli zmiętego anioła-nieudacznika jest świetny, natomiast prawdziwym mistrzem jest Steve Buscemi w roli rozczochranego, siwowłosego Boga-analfabety, skupionego na wynalazku obrotowej restauracji samoobsługowej. Całość jest zabawna oraz oczywiście obraża uczucia religijne, mimo że matka Boga nie ma tęczowej aureoli.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 9, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj