Owen, pochodzący z zamożnej rodziny nieudacznik z epizodem schizofrenicznym, widuje Grimssona, tajemniczego przybysza, wyglądającego jak jego brat (tyle że z wąsem). Grimsson przypomina mu, że ma przygotowywać się do tajnej misji, w której uratuje świat. Nie pomaga to Owenowi w funkcjonowaniu, zwalniają go z kolejnej pracy, a dodatkowo czeka go zeznawanie na procesie bardziej udanego brata, a tutaj wyciągnięcie schizofrenii i złudzeń może być niekorzystne. Żeby zarobić trochę pieniędzy, przegląda ogłoszenia i trafia na informację o próbach nowych leków, w tym takiego, który w trzech krokach może uzdrowić chorą psychikę. W poczekalni laboratorium trafia na Annie, która wkręciła się na badania dla darmowego leku, dzięki któremu będzie mogła przeżywać spotkanie z siostrą. Na podstawie przywidzeń uznaje, że Annie jest wysłana przez Grimssona; Annie to potwierdza. Testy leku są przeprowadzane w trzech fazach - tabletka A pozwala na przeżycie po raz kolejny najgorszej życiowej traumy (i tu się okazuje, że to właśnie tego preparatu Annie nadużywa), tabletka B i tabletka C mają obiekt testu uleczyć. Oczywiście nie wszystko idzie tak, jak zaplanowane - umiera jeden z prowadzących eksperyment, superkomputer ze sztuczną inteligencją okazuje się być w depresji, a teoretycznie bezpieczne preparaty mają skutki uboczne.
Można powiedzieć, że to kolejny serial o wirtualnej rzeczywistości i trudności w odróżnieniu jej od realności, ale jakże on ładnie jest i zagrany, i pokazany. Sztafaż rodem z wczesnych lat 80. - wszyscy palą, komputery mają wypukłe monitory i toporne peryferia, ale mają dużą moc obliczeniową i wspierają sztuczną inteligencję. Pojawiają się podobne wątki jak w "Black Mirror" - dla pieniędzy ogląda się reklamy albo wykonuje się idiotyczne prace (usługi polegające na graniu roli przyjaciela czy zastępowania zmarłego małżonka), ludzie są inwigilowani i świadomi tego. Do tego rozwiązania fabularne są dość nieoczywiste, więc serial nie nudzi.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 28, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Owen, pochodzący z zamożnej rodziny nieudacznik z epizodem schizofrenicznym, widuje Grimssona, tajemniczego przybysza, wyglądającego jak jego brat (tyle że z wąsem). Grimsson przypomina mu, że ma przygotowywać się do tajnej misji, w której uratuje świat. Nie pomaga to Owenowi w funkcjonowaniu, zwalniają go z kolejnej pracy, a dodatkowo czeka go zeznawanie na procesie bardziej udanego brata, a tutaj wyciągnięcie schizofrenii i złudzeń może być niekorzystne. Żeby zarobić trochę pieniędzy, przegląda ogłoszenia i trafia na informację o próbach nowych leków, w tym takiego, który w trzech krokach może uzdrowić chorą psychikę. W poczekalni laboratorium trafia na Annie, która wkręciła się na badania dla darmowego leku, dzięki któremu będzie mogła przeżywać spotkanie z siostrą. Na podstawie przywidzeń uznaje, że Annie jest wysłana przez Grimssona; Annie to potwierdza. Testy leku są przeprowadzane w trzech fazach - tabletka A pozwala na przeżycie po raz kolejny najgorszej życiowej traumy (i tu się okazuje, że to właśnie tego preparatu Annie nadużywa), tabletka B i tabletka C mają obiekt testu uleczyć. Oczywiście nie wszystko idzie tak, jak zaplanowane - umiera jeden z prowadzących eksperyment, superkomputer ze sztuczną inteligencją okazuje się być w depresji, a teoretycznie bezpieczne preparaty mają skutki uboczne.
Można powiedzieć, że to kolejny serial o wirtualnej rzeczywistości i trudności w odróżnieniu jej od realności, ale jakże on ładnie jest i zagrany, i pokazany. Sztafaż rodem z wczesnych lat 80. - wszyscy palą, komputery mają wypukłe monitory i toporne peryferia, ale mają dużą moc obliczeniową i wspierają sztuczną inteligencję. Pojawiają się podobne wątki jak w "Black Mirror" - dla pieniędzy ogląda się reklamy albo wykonuje się idiotyczne prace (usługi polegające na graniu roli przyjaciela czy zastępowania zmarłego małżonka), ludzie są inwigilowani i świadomi tego. Do tego rozwiązania fabularne są dość nieoczywiste, więc serial nie nudzi.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 28, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ha! Całe dorosłe życie byłam przekonana, że odbębniłam dostępną klasykę literatury anglosaskiej, a tu niespodzianka. Nie czytałam Wichrowych Wzgórz. I teraz zastanawiam się, czy przez to ominęło mnie nastoletnie wzruszenie, bo lektura w wieku, hm, balzakowskim zmęczyła mnie setnie. Oraz kazała powątpiewać w liczne zachwyty. Absolutnie wszyscy bohaterowie są irytujący, od opisów brudu w Wichrowych Wzgórzach dostaję gęsiej skórki, a wielka miłość między Heathcliffem i Catherine jest, ekhm, nieco przereklamowana. I co chwila ktoś umiera na tajemniczą chorobę.
Pan Lockwood, bliżej nieokreślony bohater marginalny, dzierżawi Drozdowe Gniazdo od niejakiego Heathcliffa, mieszkającego nieopodal w zaniedbanej posiadłości Wichrowe Wzgórza. Przez złą pogodę pozostaje na noc tamże, mimo niechęci gospodarza i niegrzecznej służby. Wygrzebuje z kredensu stare dokumenty i zmyśla historyjkę o kobiecie wołającej zza okna, posługując się poznanymi właśnie personaliami Catherine. Heathcliff wpada w furię, Lockwood decyduje się przedrzeć przez zadymkę do domu, odchorowuje to, a w czasie choroby Ellen Dean, gospodyni Drozdowego Gniazda, a dawniej Wichrowych Wzgórz, wprowadza go w skomplikowaną, ocierającą się o chów wsobny, historię.
Heathcliff został przygarnięty przez właściciela Wichrowych Wzgórz, Earnshawa Seniora. Hindley Earnshaw (syn) znienawidził go od pierwszego wejrzenia, a Catherine (córka), pokochała jak brata. Umarł Earnshaw Senior, Hindley się ożenił, urodził mu się syn Hareton, umarła żona; nagromadzoną złość rozładowywał na Heathcliffie. Po kilkunastu latach, mimo deklarowanych uczuć do Heathcliffa, Catherine przyjęła oświadczyny sąsiada, bogatego i dobrze wychowanego (w przeciwieństwie do Heathcliffa) Edgara Lintona, mieszkającego w Drozdowym Gnieździe. Wściekły Heathcliff zniknął na trzy lata, po czym wrócił bogaty, wygrał od Earnshawa Juniora Wichrowe Wzgórza, ożenił się z zemsty z siostrą Lintona, Isabel, mimo że chemii między nimi nie było. Łatwo się domyślić, że uczucie do Catherine nie wygasło, aczkolwiek się nieco zniuansowało, bo wciąż miłość, ale i nienawiść. Catherine zasadniczo była chętna, bo Edgar był dość nudny, ale WTEM umarła w połogu, pozostawiając córkę o tym samym imieniu. Isabel uciekła od przemocowego męża (w ogóle co kilka kartek ktoś kogoś bije, kimś poniewiera i lży słowami obraźliwymi), w dalekim Londynie urodziła syna o imieniu Linton.
Tu następuje kilkanaście lat przerwy, podczas których różne osoby się spotykają, jeżdżą między posiadłościami, aż wreszcie umiera Isabel, a Edgar musi oddać siostrzeńca znienawidzonemu sąsiadowi. Heathcliff knuje diaboliczny plan - rozkochuje w sobie kuzynów (Catherine i Lintona), po czym wymusza na nich ślub, żeby przejąć Drozdowe Gniazdo. Umiera Edgar, umiera Linton, Catherine smętnie snuje się po Wichrowych Wzgórzach, Lockwood ucieka z posiadłości do Londynu, po czym, kiedy wraca, żeby wypowiedzieć umowę dzierżawy, dowiaduje się, że Heathcliff wpadł w fazę manii i wtem umarł z imieniem Catherine (starszej) na ustach. Catherine (młodsza) uczy pogardzanego wcześniej Haretona (również swojego kuzyna) czytać, a ponieważ Hareton jest całkiem gładki, wygląda na to, że rzecz się na czytaniu nie skończy.
I tak zostałam z nieco zdziwioną miną, bo mam poczucie, że zmarnowałam kilka godzin na złą prozę. Wy już nie musicie.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 23, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2018
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ha! Całe dorosłe życie byłam przekonana, że odbębniłam dostępną klasykę literatury anglosaskiej, a tu niespodzianka. Nie czytałam Wichrowych Wzgórz. I teraz zastanawiam się, czy przez to ominęło mnie nastoletnie wzruszenie, bo lektura w wieku, hm, balzakowskim zmęczyła mnie setnie. Oraz kazała powątpiewać w liczne zachwyty. Absolutnie wszyscy bohaterowie są irytujący, od opisów brudu w Wichrowych Wzgórzach dostaję gęsiej skórki, a wielka miłość między Heathcliffem i Catherine jest, ekhm, nieco przereklamowana. I co chwila ktoś umiera na tajemniczą chorobę.
Pan Lockwood, bliżej nieokreślony bohater marginalny, dzierżawi Drozdowe Gniazdo od niejakiego Heathcliffa, mieszkającego nieopodal w zaniedbanej posiadłości Wichrowe Wzgórza. Przez złą pogodę pozostaje na noc tamże, mimo niechęci gospodarza i niegrzecznej służby. Wygrzebuje z kredensu stare dokumenty i zmyśla historyjkę o kobiecie wołającej zza okna, posługując się poznanymi właśnie personaliami Catherine. Heathcliff wpada w furię, Lockwood decyduje się przedrzeć przez zadymkę do domu, odchorowuje to, a w czasie choroby Ellen Dean, gospodyni Drozdowego Gniazda, a dawniej Wichrowych Wzgórz, wprowadza go w skomplikowaną, ocierającą się o chów wsobny, historię.
Heathcliff został przygarnięty przez właściciela Wichrowych Wzgórz, Earnshawa Seniora. Hindley Earnshaw (syn) znienawidził go od pierwszego wejrzenia, a Catherine (córka), pokochała jak brata. Umarł Earnshaw Senior, Hindley się ożenił, urodził mu się syn Hareton, umarła żona; nagromadzoną złość rozładowywał na Heathcliffie. Po kilkunastu latach, mimo deklarowanych uczuć do Heathcliffa, Catherine przyjęła oświadczyny sąsiada, bogatego i dobrze wychowanego (w przeciwieństwie do Heathcliffa) Edgara Lintona, mieszkającego w Drozdowym Gnieździe. Wściekły Heathcliff zniknął na trzy lata, po czym wrócił bogaty, wygrał od Earnshawa Juniora Wichrowe Wzgórza, ożenił się z zemsty z siostrą Lintona, Isabel, mimo że chemii między nimi nie było. Łatwo się domyślić, że uczucie do Catherine nie wygasło, aczkolwiek się nieco zniuansowało, bo wciąż miłość, ale i nienawiść. Catherine zasadniczo była chętna, bo Edgar był dość nudny, ale WTEM umarła w połogu, pozostawiając córkę o tym samym imieniu. Isabel uciekła od przemocowego męża (w ogóle co kilka kartek ktoś kogoś bije, kimś poniewiera i lży słowami obraźliwymi), w dalekim Londynie urodziła syna o imieniu Linton.
Tu następuje kilkanaście lat przerwy, podczas których różne osoby się spotykają, jeżdżą między posiadłościami, aż wreszcie umiera Isabel, a Edgar musi oddać siostrzeńca znienawidzonemu sąsiadowi. Heathcliff knuje diaboliczny plan - rozkochuje w sobie kuzynów (Catherine i Lintona), po czym wymusza na nich ślub, żeby przejąć Drozdowe Gniazdo. Umiera Edgar, umiera Linton, Catherine smętnie snuje się po Wichrowych Wzgórzach, Lockwood ucieka z posiadłości do Londynu, po czym, kiedy wraca, żeby wypowiedzieć umowę dzierżawy, dowiaduje się, że Heathcliff wpadł w fazę manii i wtem umarł z imieniem Catherine (starszej) na ustach. Catherine (młodsza) uczy pogardzanego wcześniej Haretona (również swojego kuzyna) czytać, a ponieważ Hareton jest całkiem gładki, wygląda na to, że rzecz się na czytaniu nie skończy.
I tak zostałam z nieco zdziwioną miną, bo mam poczucie, że zmarnowałam kilka godzin na złą prozę. Wy już nie musicie.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 23, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2018
- 2 komentarze
- Skomentuj
Rozpisana na kilkuset stronach opowieść o perypetiach amerykańskiej rodziny, Waltera - adwokata o zacięciu ekologicznym i jego żony Patty, młodzieżowej gwieździe koszykówki, która po kontuzji została żoną i matką, opiekując się przez kilkanaście lat dziećmi i zajmując domem na prowincji. Narrator wpuszcza czytelnika w ten moment powieści, kiedy wzorcowa rodzina Berglundów zaczyna się rozpadać - wcześniej zawsze uśmiechnięta i unikająca stawania po jakiejkolwiek stronie w sąsiedzkich konfliktach Patty, teraz robi karczemną awanturę sąsiadce. Nawet po tym, jak Beglundowie wynoszą się do Waszyngtonu, okolica huczy od plotek, bo syn Berglundów, Joey, wbrew woli swoich rodziców, przeprowadza się do sąsiadki, z której córką sypia.
Druga odsłona to spisywany w celach terapeutycznych dziennik Patty, w którym pisząca w trzeciej osobie autorka rozpoczyna swoją historię od dorastania w rodzinie, gdzie zawsze była na ostatnim miejscu. Zgwałcona na randce przez syna partnera biznesowego ojca, została przekonana, że dla dobra rodziny nie powinna zgłaszać sprawy na policję, bo zostanie tylko niesmak. Mimo że była nagradzaną koszykarką, najpierw w liceum, potem na studiach, zawsze czuła się gorsza i niewiele warta. Dlatego chyba po części zrezygnowała ze swojej wielkiej życiowej miłości - Richarda, punkowego muzyka, zmieniającego dziewczyny jak rękawiczki, i związała się z Walterem, najlepszym przyjacielem Richarda. Kiedy autorka dochodzi do swojej, opisanej w poprzedniej części, przemiany, diagnozuje, że był to moment, kiedy stwierdziła, że ma dość udawania osoby wystarczająco dobrej.
Kolejne części skupiają się po części na Walterze, który próbując ratować przyrodę i świat przed przeludnieniem (co od zawsze było jego obsesją), wplątuje się w szemrane interesy i wielką politykę oraz romans z piękną, młodą dziewczyną; po części na Joeyu, który - wbrew liberalnym rodzicom wchodzi w konserwatyzm i za wszelką cenę chce zrobić szybkie pieniądze.
Co jest cenne w tej książce, to epicki rozmach w pokazywaniu dramatów w skali mikro - skąd się bierze życiowe zagubienie, dlaczego mimo pozornego szczęścia ciągle marzymy o czymś więcej, co potrafi zniszczyć nasze życie, skąd się bierze smutek spełnionego marzenia. Rodzina Berglundów, na pozór szczęśliwa, pęka w wielu miejscach, jej członkowie redefiniują swoje role - po 20 latach znajdują się w dramatycznie złych miejscach: Patty chce wyrwać się z zaprawianej alkoholem i antydepresantami stagnacji i przeżyć wielką miłość, do Waltera dociera, że jego praca jest zaprzeczeniem ideałów, a dwójka ich dzieci buntuje się przeciwko nim i światu. W skali makro autor obala kolejne mity amerykańskiej propagandy sukcesu, wdając się niestety przy tym w nudne dywagacje na temat polityki amerykańskiej, machinacji związanych z kontraktami wojskowymi (wojna w Iraku) czy stronnictw politycznych. Zbrzydziła mnie też uparcie wstawiana przez autora tematyka fekalna - erotyczne pogawędki kochanków przez telefon, opisujących jakże podniecające spożywanie odchodów czy wstrząsająca (idiotyzmem) rozbudowana historia połknięcia obrączki i wygrzebywania jej z zawartości sedesu.
Mimo kilkuset stron lektury, nie wiem, jak ostatecznie zdefiniował autor tytułową wolność - czy lepsza jest wolność wyzbycia się pragnień i pozostawania z tym, co jest, czy wręcz przeciwnie - niszczenie tego, co się ma, bo gdzieś może czekać więcej swobody. Nie kuszą mnie kolejne powieści Franzena.
Inne tego autora:
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 15, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rozpisana na kilkuset stronach opowieść o perypetiach amerykańskiej rodziny, Waltera - adwokata o zacięciu ekologicznym i jego żony Patty, młodzieżowej gwieździe koszykówki, która po kontuzji została żoną i matką, opiekując się przez kilkanaście lat dziećmi i zajmując domem na prowincji. Narrator wpuszcza czytelnika w ten moment powieści, kiedy wzorcowa rodzina Berglundów zaczyna się rozpadać - wcześniej zawsze uśmiechnięta i unikająca stawania po jakiejkolwiek stronie w sąsiedzkich konfliktach Patty, teraz robi karczemną awanturę sąsiadce. Nawet po tym, jak Beglundowie wynoszą się do Waszyngtonu, okolica huczy od plotek, bo syn Berglundów, Joey, wbrew woli swoich rodziców, przeprowadza się do sąsiadki, z której córką sypia.
Druga odsłona to spisywany w celach terapeutycznych dziennik Patty, w którym pisząca w trzeciej osobie autorka rozpoczyna swoją historię od dorastania w rodzinie, gdzie zawsze była na ostatnim miejscu. Zgwałcona na randce przez syna partnera biznesowego ojca, została przekonana, że dla dobra rodziny nie powinna zgłaszać sprawy na policję, bo zostanie tylko niesmak. Mimo że była nagradzaną koszykarką, najpierw w liceum, potem na studiach, zawsze czuła się gorsza i niewiele warta. Dlatego chyba po części zrezygnowała ze swojej wielkiej życiowej miłości - Richarda, punkowego muzyka, zmieniającego dziewczyny jak rękawiczki, i związała się z Walterem, najlepszym przyjacielem Richarda. Kiedy autorka dochodzi do swojej, opisanej w poprzedniej części, przemiany, diagnozuje, że był to moment, kiedy stwierdziła, że ma dość udawania osoby wystarczająco dobrej.
Kolejne części skupiają się po części na Walterze, który próbując ratować przyrodę i świat przed przeludnieniem (co od zawsze było jego obsesją), wplątuje się w szemrane interesy i wielką politykę oraz romans z piękną, młodą dziewczyną; po części na Joeyu, który - wbrew liberalnym rodzicom wchodzi w konserwatyzm i za wszelką cenę chce zrobić szybkie pieniądze.
Co jest cenne w tej książce, to epicki rozmach w pokazywaniu dramatów w skali mikro - skąd się bierze życiowe zagubienie, dlaczego mimo pozornego szczęścia ciągle marzymy o czymś więcej, co potrafi zniszczyć nasze życie, skąd się bierze smutek spełnionego marzenia. Rodzina Berglundów, na pozór szczęśliwa, pęka w wielu miejscach, jej członkowie redefiniują swoje role - po 20 latach znajdują się w dramatycznie złych miejscach: Patty chce wyrwać się z zaprawianej alkoholem i antydepresantami stagnacji i przeżyć wielką miłość, do Waltera dociera, że jego praca jest zaprzeczeniem ideałów, a dwójka ich dzieci buntuje się przeciwko nim i światu. W skali makro autor obala kolejne mity amerykańskiej propagandy sukcesu, wdając się niestety przy tym w nudne dywagacje na temat polityki amerykańskiej, machinacji związanych z kontraktami wojskowymi (wojna w Iraku) czy stronnictw politycznych. Zbrzydziła mnie też uparcie wstawiana przez autora tematyka fekalna - erotyczne pogawędki kochanków przez telefon, opisujących jakże podniecające spożywanie odchodów czy wstrząsająca (idiotyzmem) rozbudowana historia połknięcia obrączki i wygrzebywania jej z zawartości sedesu.
Mimo kilkuset stron lektury, nie wiem, jak ostatecznie zdefiniował autor tytułową wolność - czy lepsza jest wolność wyzbycia się pragnień i pozostawania z tym, co jest, czy wręcz przeciwnie - niszczenie tego, co się ma, bo gdzieś może czekać więcej swobody. Nie kuszą mnie kolejne powieści Franzena.
Inne tego autora:
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 15, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Już od samego początku coś w tym filmie budziło mój niepokój, bo wszak Manchester, a kierownicę w samochodzie bohater ma po właściwej stronie, na szczęście szybko okazało się, że rzecz się (głównie) dzieje w amerykańskiej miejscowości Manchester by the Sea. Od tego momentu już było wszystko w porządku: leniwa, przeplatana reminiscencjami, opowieść o powrocie do rodzinnego miasta. Lee, zgorzkniały mężczyzna po 30., pracujący w nieprestiżowej roli administratora mieszkań, do którego głównie kierowane są pretensje lokatorów o niedziałającą żarówkę czy cieknący kran, dowiaduje się, że umarł jego starszy brat. Z testamentu dowiaduje się, że brat wyznaczył go na opiekuna 16-letniego syna, Patricka, co absolutnie mu się nie podoba. Patrick też nie jest faktem zachwycony, bo wuj - mimo pięknych wspólnych wspomnień z dzieciństwa - jest nietowarzyskim mrukiem i nie chce zostawać w Manchester, a dodatkowo planuje sprzedaż ukochanej łodzi, odziedziczonej przez Patricka. Współczesne wydarzenia przeplatane są kolejnymi odsłonami dramatycznej historii o tym, jak Lee stracił swoją rodzinę i do tego momentu nie potrafił sobie z tym poradzić.
To bardzo dobry film, zaskakujący, wzruszający i niejednoznaczny. Pewną wadą dla mnie jest ewidentne przygotowanie filmu pod Oscary (skuteczne, wygrał dwa) - tematyka, gwiazdorska obsada, określona, przygotowana z myślą o wydaniu płyty, muzyka. Nie deprecjonuje to filmu, ale zastanawiam się, czy nie byłby ciekawszy, gdyby nie był tak obstawiony "pewniakami".
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 7, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Już od samego początku coś w tym filmie budziło mój niepokój, bo wszak Manchester, a kierownicę w samochodzie bohater ma po właściwej stronie, na szczęście szybko okazało się, że rzecz się (głównie) dzieje w amerykańskiej miejscowości Manchester by the Sea. Od tego momentu już było wszystko w porządku: leniwa, przeplatana reminiscencjami, opowieść o powrocie do rodzinnego miasta. Lee, zgorzkniały mężczyzna po 30., pracujący w nieprestiżowej roli administratora mieszkań, do którego głównie kierowane są pretensje lokatorów o niedziałającą żarówkę czy cieknący kran, dowiaduje się, że umarł jego starszy brat. Z testamentu dowiaduje się, że brat wyznaczył go na opiekuna 16-letniego syna, Patricka, co absolutnie mu się nie podoba. Patrick też nie jest faktem zachwycony, bo wuj - mimo pięknych wspólnych wspomnień z dzieciństwa - jest nietowarzyskim mrukiem i nie chce zostawać w Manchester, a dodatkowo planuje sprzedaż ukochanej łodzi, odziedziczonej przez Patricka. Współczesne wydarzenia przeplatane są kolejnymi odsłonami dramatycznej historii o tym, jak Lee stracił swoją rodzinę i do tego momentu nie potrafił sobie z tym poradzić.
To bardzo dobry film, zaskakujący, wzruszający i niejednoznaczny. Pewną wadą dla mnie jest ewidentne przygotowanie filmu pod Oscary (skuteczne, wygrał dwa) - tematyka, gwiazdorska obsada, określona, przygotowana z myślą o wydaniu płyty, muzyka. Nie deprecjonuje to filmu, ale zastanawiam się, czy nie byłby ciekawszy, gdyby nie był tak obstawiony "pewniakami".
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 7, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
"Rozczarowani" (a właściwie "Nieczarodziejscy") to nowy serial Matta Groeninga, znanego z "Rodziny Simpsonów" i "Futuramy". Tak jak pierwszy serial był zjadliwą satyrą na mieszkańców amerykańskich przedmieść, a drugi dość swobodnie rozprawiał się z założeniami seriali sf typu space opera, tak tu w sztafażu magicznego średniowiecza w zapyziałym królestwie Dreamland próbuje przeprowadzić feministyczną emancypację. Księżniczka Tiabeanie (zwana Bean, Fasola) wychowuje się bez matki; jej ojciec, dawniej wojownik, a aktualnie tłuścioch i leń, ma nową, nieco oślizgłą żonę i drugie dziecko, niespecjalnie więc ma czas dla Bean. Zmusza ją do małżeństwa w celu zawarcia sojuszu, ale krnąbrna i nadużywająca alkoholu dziewczyna stawia opór. Pomaga jej w tym osobisty demon, Luci i - jakiś czas później - naiwny i uczuciowy elf Elfo. Jak opisuje autor, to historia o życiu i śmierci (dużo, dużo krwawej śmierci), miłości i seksie, i śmiechu w świecie pełnym cierpienia i idiotów.
Nie jest to serial na miarę "Futuramy", co często zarzucają rozczarowani widzowie, ale mimo to jest całkiem zgrabny, a choć humor raczej z tych przaśnych, śmieszy. Nie przypuszczam, żeby stał się kultowy, ale da się obejrzeć bez przykrości.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 6, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
"Rozczarowani" (a właściwie "Nieczarodziejscy") to nowy serial Matta Groeninga, znanego z "Rodziny Simpsonów" i "Futuramy". Tak jak pierwszy serial był zjadliwą satyrą na mieszkańców amerykańskich przedmieść, a drugi dość swobodnie rozprawiał się z założeniami seriali sf typu space opera, tak tu w sztafażu magicznego średniowiecza w zapyziałym królestwie Dreamland próbuje przeprowadzić feministyczną emancypację. Księżniczka Tiabeanie (zwana Bean, Fasola) wychowuje się bez matki; jej ojciec, dawniej wojownik, a aktualnie tłuścioch i leń, ma nową, nieco oślizgłą żonę i drugie dziecko, niespecjalnie więc ma czas dla Bean. Zmusza ją do małżeństwa w celu zawarcia sojuszu, ale krnąbrna i nadużywająca alkoholu dziewczyna stawia opór. Pomaga jej w tym osobisty demon, Luci i - jakiś czas później - naiwny i uczuciowy elf Elfo. Jak opisuje autor, to historia o życiu i śmierci (dużo, dużo krwawej śmierci), miłości i seksie, i śmiechu w świecie pełnym cierpienia i idiotów.
Nie jest to serial na miarę "Futuramy", co często zarzucają rozczarowani widzowie, ale mimo to jest całkiem zgrabny, a choć humor raczej z tych przaśnych, śmieszy. Nie przypuszczam, żeby stał się kultowy, ale da się obejrzeć bez przykrości.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 6, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj