Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Rachel Cusk - Kontury

Samotna pisarka z nienazwaną traumą (wiadomo, że przed kilkoma laty miała kochającego męża i dwoje dzieci) leci do Aten, by poprowadzić kurs kreatywnego pisania. Dwa spotkania na kursie, telefon od syna, dziwny wątek ze znajomością z sąsiadem z samolotu, trzykrotnym rozwodnikiem, który zabiera narratorkę na łódkę i próbuje ją pocałować, przyjazd kolejnej pisarki do wynajmowanego mieszkania - to cała fabuła. Właściwą treścią książki są rozmowy ze spotkanymi w Atenach ludźmi – znajomymi, znajomymi znajomych, studentami z kursu. Spotkania i rozmowy się ze sobą specjalnie nie wiążą, poza tym, że tematem wszystkich są związki między kobietami i mężczyznami, konstrukty społeczne, na których opiera się życie (małżeństwo, rodzicielstwo, krąg znajomych) czy subiektywność postrzegania. Tak, wiem, jak to brzmi i napiszę wprost - ta książka nie ma treści, ma idee; przypomina przekrój przez przypadki terapeutyczne. Tak, jest nudna. Tak, jednocześnie daje czasem do myślenia, zwłaszcza jeśli nie wszystko w życiu - jak w życiu uczestników rozmów - potoczyło się tak, jak zakładało się w młodości. Często pojawia się wątek decyzji i ich niespodziewanych skutków, ocena kobiet w rolach żon, matek, córek (własna i zewnętrzna). Mimo obecności mężczyzn, Cusk (podejrzewana o wspólne doświadczenia z narratorką - pisarka, po rozwodzie) skupia się na kobietach i przypisanych im rolach - wychowaniu dzieci, uczestniczenia w związkach i rodzinnych układach. Tyle że nie ma żadnej pointy, tak jak w życiu, narratorka wraca do Londynu, zamykając ateński epizod w pół słowa. Mimo że książka znalazła się na liście 100 najlepszych powieści XXI wieku, dla mnie jest pomijalna.

Leitmotivem zarówno książki, jak i pozostałej znanej mi twórczości Cusk jest nieustające dążenie kobiety do zdefiniowania siebie; nie da się tego zrobić samodzielnie - kobieta jest konturem (stąd tytuł?), który wypełnia się w kontakcie z innymi ludźmi, w macierzyństwie i związkach. Do ustalenia pozostaje, ile z tej oryginalnej kobiety zostaje po odjęciu jej otoczenia. Według jednej z postaci (i według autorki) - może nie zostać nic lub ktoś zupełnie inny.

– Kluczowym dla wielu kobiet twórczym doświadczeniem – powiedziała – jest urodzenie dziecka, a mimo to dziecko nigdy nie pozostanie tylko stworzonym obiektem; chyba że – dodała – samopoświęcenie matki jest całkowite, moje jednak takie nie było i uważam, że w dzisiejszych czasach żadna kobieta nie powinna składać tego rodzaju ofiary. (…) No a potem poznajesz mężczyznę, dla którego znaczysz tak wiele, że chciałby się z tobą ożenić, więc wydaje ci się, że postępujesz słusznie, zgadzając się. Ale poczucie istotności powraca tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy rodzisz dziecko – mówiła z coraz większą swadą – tyle że pewnego dnia dociera do ciebie, że wszystko to – dom, mąż, dziecko – wcale nie jest ważne, przeciwnie: stałaś się niewolnicą, zostałaś wymazana!

Odcięła się od wszystkiego, co mogło łączyć ją z życiem przed poznaniem męża – tamta osoba już nie istniała, dlatego kiedy nastąpił incydent, doszło do dwóch kryzysów, a jednym z nich był kryzys tożsamości. Innymi słowy, nie wiedziała, komu tak naprawdę wszystko to się przytrafiło.

Co ciekawe, w powieści pojawia się wątek Polski, do której została zaproszona jedna ze znajomych narratorki, poetka. Polska to miejsce o zdumiewającej brzydocie, potrzebujące na pociechę dobrej literatury, na której tłumaczenie Polaków nie stać. #tooonas

Kobiety w Grecji lubią być piękne. Tymczasem odniosłam wrażenie, że w Polsce stawia je to w niekorzystnej sytuacji. Tamtejsze kobiety są blade i poważne: mają szerokie, płaskie, zimne twarze i nierzadko zniszczoną cerę, przypuszczalnie przez pogodę i dietę, która jest okropna. No i – dodała, krzywiąc się lekko – te zepsute zęby. Ale mają też powagę, której im zazdroszczę. Tak jakby nic ich nie rozpraszało, nic nie odrywało od rzeczywistości, jaką jest ich własne życie.

Inne tej autorki:

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 13, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, kanada, 2018 - 1 komentarz - Skomentuj


Rachel Cusk - Kontury

Samotna pisarka z nienazwaną traumą (wiadomo, że przed kilkoma laty miała kochającego męża i dwoje dzieci) leci do Aten, by poprowadzić kurs kreatywnego pisania. Dwa spotkania na kursie, telefon od syna, dziwny wątek ze znajomością z sąsiadem z samolotu, trzykrotnym rozwodnikiem, który zabiera narratorkę na łódkę i próbuje ją pocałować, przyjazd kolejnej pisarki do wynajmowanego mieszkania - to cała fabuła. Właściwą treścią książki są rozmowy ze spotkanymi w Atenach ludźmi – znajomymi, znajomymi znajomych, studentami z kursu. Spotkania i rozmowy się ze sobą specjalnie nie wiążą, poza tym, że tematem wszystkich są związki między kobietami i mężczyznami, konstrukty społeczne, na których opiera się życie (małżeństwo, rodzicielstwo, krąg znajomych) czy subiektywność postrzegania. Tak, wiem, jak to brzmi i napiszę wprost - ta książka nie ma treści, ma idee; przypomina przekrój przez przypadki terapeutyczne. Tak, jest nudna. Tak, jednocześnie daje czasem do myślenia, zwłaszcza jeśli nie wszystko w życiu - jak w życiu uczestników rozmów - potoczyło się tak, jak zakładało się w młodości. Często pojawia się wątek decyzji i ich niespodziewanych skutków, ocena kobiet w rolach żon, matek, córek (własna i zewnętrzna). Mimo obecności mężczyzn, Cusk (podejrzewana o wspólne doświadczenia z narratorką - pisarka, po rozwodzie) skupia się na kobietach i przypisanych im rolach - wychowaniu dzieci, uczestniczenia w związkach i rodzinnych układach. Tyle że nie ma żadnej pointy, tak jak w życiu, narratorka wraca do Londynu, zamykając ateński epizod w pół słowa. Mimo że książka znalazła się na liście 100 najlepszych powieści XXI wieku, dla mnie jest pomijalna.

Leitmotivem zarówno książki, jak i pozostałej znanej mi twórczości Cusk jest nieustające dążenie kobiety do zdefiniowania siebie; nie da się tego zrobić samodzielnie - kobieta jest konturem (stąd tytuł?), który wypełnia się w kontakcie z innymi ludźmi, w macierzyństwie i związkach. Do ustalenia pozostaje, ile z tej oryginalnej kobiety zostaje po odjęciu jej otoczenia. Według jednej z postaci (i według autorki) - może nie zostać nic lub ktoś zupełnie inny.

– Kluczowym dla wielu kobiet twórczym doświadczeniem – powiedziała – jest urodzenie dziecka, a mimo to dziecko nigdy nie pozostanie tylko stworzonym obiektem; chyba że – dodała – samopoświęcenie matki jest całkowite, moje jednak takie nie było i uważam, że w dzisiejszych czasach żadna kobieta nie powinna składać tego rodzaju ofiary. (…) No a potem poznajesz mężczyznę, dla którego znaczysz tak wiele, że chciałby się z tobą ożenić, więc wydaje ci się, że postępujesz słusznie, zgadzając się. Ale poczucie istotności powraca tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy rodzisz dziecko – mówiła z coraz większą swadą – tyle że pewnego dnia dociera do ciebie, że wszystko to – dom, mąż, dziecko – wcale nie jest ważne, przeciwnie: stałaś się niewolnicą, zostałaś wymazana!

Odcięła się od wszystkiego, co mogło łączyć ją z życiem przed poznaniem męża – tamta osoba już nie istniała, dlatego kiedy nastąpił incydent, doszło do dwóch kryzysów, a jednym z nich był kryzys tożsamości. Innymi słowy, nie wiedziała, komu tak naprawdę wszystko to się przytrafiło.

Co ciekawe, w powieści pojawia się wątek Polski, do której została zaproszona jedna ze znajomych narratorki, poetka. Polska to miejsce o zdumiewającej brzydocie, potrzebujące na pociechę dobrej literatury, na której tłumaczenie Polaków nie stać. #tooonas

Kobiety w Grecji lubią być piękne. Tymczasem odniosłam wrażenie, że w Polsce stawia je to w niekorzystnej sytuacji. Tamtejsze kobiety są blade i poważne: mają szerokie, płaskie, zimne twarze i nierzadko zniszczoną cerę, przypuszczalnie przez pogodę i dietę, która jest okropna. No i – dodała, krzywiąc się lekko – te zepsute zęby. Ale mają też powagę, której im zazdroszczę. Tak jakby nic ich nie rozpraszało, nic nie odrywało od rzeczywistości, jaką jest ich własne życie.

Inne tej autorki:

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 13, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, kanada, 2018 - 1 komentarz - Skomentuj


11 listopada, Poznań

A. przyjechała i z pewną obawą zapytała, czy jestem pewna, że nie będzie niebezpiecznie, kiedy usłyszała, że ruszamy w miasto. Było tłoczno, owszem, ale nie niebezpiecznie, chyba że obawiać się należy obfitego śniadania w Republice Róż, waty cukrowej na Świętomarcińskim Jarmarku czy rogali. Parada w tym roku była krótka, bo z Targów na plac Mickiewicza, tłumy były nieprzeciętne. A wstęp na wieżę Zamku Przemysła - darmowy. Koziołki nie wzbudziły takich oklasków jak hymn, wykonany przez zebranych; im dalej w zwrotki, tym gorzej z frekwencją, czwartą już chyba tylko harcerze śpiewali. Można było zakupić mikroflagę, ale powstańczej rozetki już nie.

Fara, a za Farą smog Widok na Ratusz z Wzgórza Przemysła / Ratusz Koziołki Plac Wielkopolski / Podwórze Szkoły Baletowej Święty Marcin i początek tłumu Bomba szyld! Święty Marcin - podwórko

GALERIA ZDJĘĆ

Wcześniej: 2011, 2013 i 2016.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


11 listopada, Poznań

A. przyjechała i z pewną obawą zapytała, czy jestem pewna, że nie będzie niebezpiecznie, kiedy usłyszała, że ruszamy w miasto. Było tłoczno, owszem, ale nie niebezpiecznie, chyba że obawiać się należy obfitego śniadania w Republice Róż, waty cukrowej na Świętomarcińskim Jarmarku czy rogali. Parada w tym roku była krótka, bo z Targów na plac Mickiewicza, tłumy były nieprzeciętne. A wstęp na wieżę Zamku Przemysła - darmowy. Koziołki nie wzbudziły takich oklasków jak hymn, wykonany przez zebranych; im dalej w zwrotki, tym gorzej z frekwencją, czwartą już chyba tylko harcerze śpiewali. Można było zakupić mikroflagę, ale powstańczej rozetki już nie.

Fara, a za Farą smog Widok na Ratusz z Wzgórza Przemysła / Ratusz Koziołki Plac Wielkopolski / Podwórze Szkoły Baletowej Święty Marcin i początek tłumu Bomba szyld! Święty Marcin - podwórko

GALERIA ZDJĘĆ

Wcześniej: 2011, 2013 i 2016.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 11, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ślepnąc od świateł

Nie ukrywam, że na serial czekałam od momentu, kiedy przeczytałam ostatnią stronę w lutym. Wiem, że nie wszyscy widzieli, bo można sobie rozłożyć oglądanie na 8 tygodni (szanuję, nie rozumiem), więc fabuły dotknę oszczędnie (aczkolwiek jest bardzo wierna literze z paroma drobiazgami). Zaznaczę tylko na początku, że jest to serial brutalny i bynajmniej nie umowny. Owszem, jest miejscami humor, ale nie niweluje tego zła, które Żulczyk powołał do życia.

To chyba pierwszy polski serial, który jest na światowym poziomie. Doskonali aktorzy[1], obrazy i montaż taki, że nie można oderwać oczu, fabuła bez dziur, dialogi ostre i mocne (mogłyby tylko nieco mniej ociekać przekleństwami, jednak Pazina, Paulina - książkowa Beata - czy Ewa to nie były dziewczęta po szkole podstawowej). Nie ma tego, czego bałam się najbardziej - głosu zza kadru, wyjaśniającego monologiem wewnętrznym Kuby, książkowego Jacka, czemu ten świat (zasilana przez dilerów sypkim szczęściem Warszawa) powinien zostać zniszczony przez spadający z nieba kataklizm. Słyszałam głosy, że część serialu to seria teledysków - absolutnie mi to nie przeszkadza, czołówka to jedna z piękniejszych HDR-owych etiud, jakie widziałam, a sceny wigilii La Chapelle by się nie powstydził.

Trochę rzeczy mnie jednak irytowało. Dario w książce był siłą chaosu i zła, ale nie był nadczłowiekiem; w serialu jego postać niebezpiecznie blisko ocierała się o groteskę (avrmavfmpmnyal pmłbjvrx, xgóel hjnyavn fvę m fnzbpubqh m cbeljnpmnzv mn cbzbpą fcbjbqbjnavn jlcnqxh, m xgóertb jlpubqmv orm fmjnaxh pml jlxbchwr fvę m teboh tbłlzv eęxnzv; cb pb, fxbeb jlfgnepmlłb tb hxenqxvrz mnfgemryvć). Nie do końca jasne były sny Kuby, w książce puentujące rzeczywistość, w serialu będące tylko symbolem postępującego upadku. I ta Argentyna w snach Kuby, która była raczej Karaibami (a na pewno nie Buenos Aires, chyba że już uzyskało dostęp do morza).

[1] Frycz w roli Daria - nie mogłam oderwać oczu. Pazura w roli sławnego celebryty - słowo daję, właśnie Pazurę w tej roli widziałam podczas lektury, chociaż absolutnie był przemycany w opisie Wojewódzki.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ślepnąc od świateł

Nie ukrywam, że na serial czekałam od momentu, kiedy przeczytałam ostatnią stronę w lutym. Wiem, że nie wszyscy widzieli, bo można sobie rozłożyć oglądanie na 8 tygodni (szanuję, nie rozumiem), więc fabuły dotknę oszczędnie (aczkolwiek jest bardzo wierna literze z paroma drobiazgami). Zaznaczę tylko na początku, że jest to serial brutalny i bynajmniej nie umowny. Owszem, jest miejscami humor, ale nie niweluje tego zła, które Żulczyk powołał do życia.

To chyba pierwszy polski serial, który jest na światowym poziomie. Doskonali aktorzy[1], obrazy i montaż taki, że nie można oderwać oczu, fabuła bez dziur, dialogi ostre i mocne (mogłyby tylko nieco mniej ociekać przekleństwami, jednak Pazina, Paulina - książkowa Beata - czy Ewa to nie były dziewczęta po szkole podstawowej). Nie ma tego, czego bałam się najbardziej - głosu zza kadru, wyjaśniającego monologiem wewnętrznym Kuby, książkowego Jacka, czemu ten świat (zasilana przez dilerów sypkim szczęściem Warszawa) powinien zostać zniszczony przez spadający z nieba kataklizm. Słyszałam głosy, że część serialu to seria teledysków - absolutnie mi to nie przeszkadza, czołówka to jedna z piękniejszych HDR-owych etiud, jakie widziałam, a sceny wigilii La Chapelle by się nie powstydził.

Trochę rzeczy mnie jednak irytowało. Dario w książce był siłą chaosu i zła, ale nie był nadczłowiekiem; w serialu jego postać niebezpiecznie blisko ocierała się o groteskę (avrmavfmpmnyal pmłbjvrx, xgóel hjnyavn fvę m fnzbpubqh m cbeljnpmnzv mn cbzbpą fcbjbqbjnavn jlcnqxh, m xgóertb jlpubqmv orm fmjnaxh pml jlxbchwr fvę m teboh tbłlzv eęxnzv; cb pb, fxbeb jlfgnepmlłb tb hxenqxvrz mnfgemryvć). Nie do końca jasne były sny Kuby, w książce puentujące rzeczywistość, w serialu będące tylko symbolem postępującego upadku. I ta Argentyna w snach Kuby, która była raczej Karaibami (a na pewno nie Buenos Aires, chyba że już uzyskało dostęp do morza).

[1] Frycz w roli Daria - nie mogłam oderwać oczu. Pazura w roli sławnego celebryty - słowo daję, właśnie Pazurę w tej roli widziałam podczas lektury, chociaż absolutnie był przemycany w opisie Wojewódzki.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Inbetweeners

Było o literaturze może nie wysokiej, ale z górnej półki, to dla odmiany będzie o kulturze niskiej. "Inbetweeners" to serial o brytyjskich licealistach, dla których celem nadrzędnym jest zaliczenie panienki. Will, nowy w szkole, przeniesiony ze szkoły prywatnej do publicznej po rozstaniu rodziców, nie ma łatwo również dlatego, że jest pompatyczny i dość zarozumiały, a jego jedyna zaleta to atrakcyjna matka (obiekt westchnień kolegów i nauczycieli). Jay to mistrz wulgarnych, choć raczej niespecjalnie wiarygodnych opowieści oraz niewyrafinowanych żartów. Neil (mój ulubieniec) nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie, puszcza wyjątkowo zjadliwe bąki (ostrzegam, że humor często bywa fekalny, również ten sytuacyjny), ma ojca, którego wszyscy uważają za geja, a mimo to ma też dużo szczęścia do płci przeciwnej. Nie może się tym pochwalić czwarty muszkieter, Simon, któremu wszystko staje na przeszkodzie przed utratą dziewictwa (do najłagodniejszych należy chyba zwymiotowanie na młodszego brata ukochanej). Do kompletu trzeba dołożyć szkolnego brutala, nieprzyjemnego dyrektora szkoły (ojciec z Cuckoo), nauczyciela-pedofila i rodziców, których metody wychowawcze są raczej nie do polecenia. Oczywiście jest to serial absolutnie śmieszny.

Część ekipy - Jay i Simon - pojawiają się jakiś czas później w innym serialu White Gold; po wcześniejszym obejrzeniu "Inbetweeners", ten drugi znacznie zyskuje na zabawności.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 3, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Inbetweeners

Było o literaturze może nie wysokiej, ale z górnej półki, to dla odmiany będzie o kulturze niskiej. "Inbetweeners" to serial o brytyjskich licealistach, dla których celem nadrzędnym jest zaliczenie panienki. Will, nowy w szkole, przeniesiony ze szkoły prywatnej do publicznej po rozstaniu rodziców, nie ma łatwo również dlatego, że jest pompatyczny i dość zarozumiały, a jego jedyna zaleta to atrakcyjna matka (obiekt westchnień kolegów i nauczycieli). Jay to mistrz wulgarnych, choć raczej niespecjalnie wiarygodnych opowieści oraz niewyrafinowanych żartów. Neil (mój ulubieniec) nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie, puszcza wyjątkowo zjadliwe bąki (ostrzegam, że humor często bywa fekalny, również ten sytuacyjny), ma ojca, którego wszyscy uważają za geja, a mimo to ma też dużo szczęścia do płci przeciwnej. Nie może się tym pochwalić czwarty muszkieter, Simon, któremu wszystko staje na przeszkodzie przed utratą dziewictwa (do najłagodniejszych należy chyba zwymiotowanie na młodszego brata ukochanej). Do kompletu trzeba dołożyć szkolnego brutala, nieprzyjemnego dyrektora szkoły (ojciec z Cuckoo), nauczyciela-pedofila i rodziców, których metody wychowawcze są raczej nie do polecenia. Oczywiście jest to serial absolutnie śmieszny.

Część ekipy - Jay i Simon - pojawiają się jakiś czas później w innym serialu White Gold; po wcześniejszym obejrzeniu "Inbetweeners", ten drugi znacznie zyskuje na zabawności.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 3, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Margaret Atwood - Ślepy zabójca

To skomplikowana formalnie powieść, utkana z poziomych pasów czterech utworów: ponad 80-letnia antykwariuszka Iris, córka właściciela fabryki guzików, żona potentata z ambicjami politycznymi, siostra pisarki, spisuje swoje wspomnienia dla wnuczki, której nie widziała od kilkudziesięciu lat, przeplatając sięgającą początków XX wieku sagę rodzinną swoim współczesnym życiem. Wtręty z gazet, relacjonujące z równą obojętnością samobójstwo siostry Iris, Laury, bale ze szczegółowym opisem bogatych strojów śmietanki towarzyskiej, mieszają się z fragmentami tytułowego "Ślepego zabójcy", skandalicznej książki napisanej przez Laurę i wydanej już po jej śmierci; skandalicznej, bo opisującej tajemne schadzki z lewicowym, wyjętym spod prawa aktywistą, Alexem, który dla swojej kochanki snuje fantastyczną opowieść o mieście na odległej planecie. Początkowo rozbieżne historie zaczynają się łączyć ze sobą, a sielskość dzieciństwa w bogatej rodzinie szybko znika, przygnieciona rzeczywistością - śmiercią matki w przedwczesnym połogu, bankructwem okaleczonego przez 1. wojnę światową ojca, koniecznością poślubienia przez Iris dwukrotnie starszego od niej mężczyzny, żeby kosztem siebie uratować rodzinę.

To historia z zaskoczeniem, bo dopiero pod koniec Iris wyjaśnia przemilczane przez kilkaset stron tajemnice. To jest jej największy problem - milcząca zgoda, z jaką wchodziła w kolejne sytuacje; kiedy wreszcie ryzykuje wszystko, co cenne (i nie chodzi tu o ekskluzywne podróże Queen Mary, spotkania z premierem i drogie futra), żeby uzyskać sprawiedliwość i poczucie sprawstwa, jest już za późno i Iris płaci za to utratą rodziny. Atwood minimalnymi środkami potrafi pokazać okrucieństwo wobec kobiet, przykryte płaszczykiem społecznej akceptacji - bogaty, łaskawy mąż (którego zazdrości Iris wiele mniej szczęśliwych kobiet) i jego elegancka siostra stopniowo niszczą Iris i Laurę. Dodatkowo, co moim zdaniem jest rzadkie, to - szkoda że marginalnie - opowieść o starości, nieuchronnej i niemożliwej do zablokowania utracie siebie: zapominanie słów, problemy z niesprawnymi rękami i nogami (i nieustająca groźba złamania, które może oznaczać niesprawność już do końca) czy wreszcie zależność od innych i ich infantylizujące podejście.

Nie dziwię się, że książka, choć mentalnie osadzona jeszcze w XX wieku, wylądowała na liście 100 najlepszych książek wieku XXI.

Inne tej autorki tutaj.

#74 (ale w trakcie przeczytałam ponownie Żulczyka i coś jeszcze nie wydanego, czym mam się nie chwalić, więc #74-76).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 3, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, kanada, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj


Margaret Atwood - Ślepy zabójca

To skomplikowana formalnie powieść, utkana z poziomych pasów czterech utworów: ponad 80-letnia antykwariuszka Iris, córka właściciela fabryki guzików, żona potentata z ambicjami politycznymi, siostra pisarki, spisuje swoje wspomnienia dla wnuczki, której nie widziała od kilkudziesięciu lat, przeplatając sięgającą początków XX wieku sagę rodzinną swoim współczesnym życiem. Wtręty z gazet, relacjonujące z równą obojętnością samobójstwo siostry Iris, Laury, bale ze szczegółowym opisem bogatych strojów śmietanki towarzyskiej, mieszają się z fragmentami tytułowego "Ślepego zabójcy", skandalicznej książki napisanej przez Laurę i wydanej już po jej śmierci; skandalicznej, bo opisującej tajemne schadzki z lewicowym, wyjętym spod prawa aktywistą, Alexem, który dla swojej kochanki snuje fantastyczną opowieść o mieście na odległej planecie. Początkowo rozbieżne historie zaczynają się łączyć ze sobą, a sielskość dzieciństwa w bogatej rodzinie szybko znika, przygnieciona rzeczywistością - śmiercią matki w przedwczesnym połogu, bankructwem okaleczonego przez 1. wojnę światową ojca, koniecznością poślubienia przez Iris dwukrotnie starszego od niej mężczyzny, żeby kosztem siebie uratować rodzinę.

To historia z zaskoczeniem, bo dopiero pod koniec Iris wyjaśnia przemilczane przez kilkaset stron tajemnice. To jest jej największy problem - milcząca zgoda, z jaką wchodziła w kolejne sytuacje; kiedy wreszcie ryzykuje wszystko, co cenne (i nie chodzi tu o ekskluzywne podróże Queen Mary, spotkania z premierem i drogie futra), żeby uzyskać sprawiedliwość i poczucie sprawstwa, jest już za późno i Iris płaci za to utratą rodziny. Atwood minimalnymi środkami potrafi pokazać okrucieństwo wobec kobiet, przykryte płaszczykiem społecznej akceptacji - bogaty, łaskawy mąż (którego zazdrości Iris wiele mniej szczęśliwych kobiet) i jego elegancka siostra stopniowo niszczą Iris i Laurę. Dodatkowo, co moim zdaniem jest rzadkie, to - szkoda że marginalnie - opowieść o starości, nieuchronnej i niemożliwej do zablokowania utracie siebie: zapominanie słów, problemy z niesprawnymi rękami i nogami (i nieustająca groźba złamania, które może oznaczać niesprawność już do końca) czy wreszcie zależność od innych i ich infantylizujące podejście.

Nie dziwię się, że książka, choć mentalnie osadzona jeszcze w XX wieku, wylądowała na liście 100 najlepszych książek wieku XXI.

Inne tej autorki tutaj.

#74 (ale w trakcie przeczytałam ponownie Żulczyka i coś jeszcze nie wydanego, czym mam się nie chwalić, więc #74-76).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 3, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, beletrystyka, kanada, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj