Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Olive Kitteridge / Flaked

4-odcinkowa mini seria, pokazująca kilka rozciągniętych w czasie epizodów z życia prowincjonalnej nauczycielki matematyki, Olive Kitteridge. Trudno fabułę serialu streścić, bo - jak wspomniałam - każdy odcinek pokazuje jakiś epizod: zmęczonego staraniem się o żonę męża, który swoje opiekuńcze uczucia lokuje w asystentce, wypadek ukochanego Olive, ślub syna, udar męża i jego pobyt w szpitalu, wreszcie starość Olive. Główną cechą Olive jest zgorzknienie - nie cieszy się z niczego, nic się jej nie podoba, zawsze jest w stanie znaleźć w czymś wadę. Całość rozpoczyna scena, w której Olive przygotowuje pożegnalny list i z kocem, radiem i pistoletem idzie w las, prawdopodobnie zakończyć życie. Brzmi nieco smętnie, ale na to trzeba nałożyć osobę Frances McDormand, która buduje fantastyczną, wielowymiarową, mądrą i głęboką postać. Jest wzruszająco, ale i zabawnie, a mimo nieco snującego się klimatu, nie jest nudne (aczkolwiek darmowy okres HBO GO wspominam bardzo źle, bo jednak dramaturgia siada, jak co kilka minut pojawia się na ekranie spinner sugerujący problem z transferem).

"Flaked" skojarzyło mi się nieco klimatem - to wprawdzie serial dziejący się w sielskim kalifornijskim Venice, ale o życiowych rozbitkach: alkoholikach spotykających się na mityngach AA. Chip, niepijący od 10 lat, opowiada na każdym spotkaniu, skąd się w Venice wziął - zabił pod wpływem alkoholu w wypadku samochodowym człowieka, od tej pory nie ma prawa jazdy (jeździ rowerem w USA!) i wegetuje kątem u kolegi, prowadząc nieprzynoszący dochodu sklep z trójnogimi stołkami. Mimo to jest podporą klubu AA, sponsorem i motorem napędowym lokalnego stowarzyszenia "SaVenice", które próbuje zapobiec gentryfikacji miasteczka. Problem w tym, że Chip nie dość, ze ukradkiem podpija wino, to dodatkowo nieustająco, choć z wdziękiem, kłamie. Dennis, udzielający Chipowi noclegu, również eks-alkoholik, usiłuje rozpocząć karierę jako sommelier (sic!) oraz nieustająco próbuje nawiązać stosunki z jakąś ładną panią. Panie, niestety, sprząta mu sprzed nosa z ogromnym wdziękiem Chip. Najbarwniejszą chyba postacią jest Cooler, wieczny hipis, mieszkający - między innymi - w przyczepie kempingowej i policjant George, również alkoholik, patrolujący Venice i włączający się do akcji za pomocą syreny i świateł. Osią akcji jest pojawienie się London - interesującej blondynki, do której usiłuje przystawiać się Dennis, co błyskawicznie wzbudza zainteresowanie Chipa.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 20, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Olive Kitteridge / Flaked

4-odcinkowa mini seria, pokazująca kilka rozciągniętych w czasie epizodów z życia prowincjonalnej nauczycielki matematyki, Olive Kitteridge. Trudno fabułę serialu streścić, bo - jak wspomniałam - każdy odcinek pokazuje jakiś epizod: zmęczonego staraniem się o żonę męża, który swoje opiekuńcze uczucia lokuje w asystentce, wypadek ukochanego Olive, ślub syna, udar męża i jego pobyt w szpitalu, wreszcie starość Olive. Główną cechą Olive jest zgorzknienie - nie cieszy się z niczego, nic się jej nie podoba, zawsze jest w stanie znaleźć w czymś wadę. Całość rozpoczyna scena, w której Olive przygotowuje pożegnalny list i z kocem, radiem i pistoletem idzie w las, prawdopodobnie zakończyć życie. Brzmi nieco smętnie, ale na to trzeba nałożyć osobę Frances McDormand, która buduje fantastyczną, wielowymiarową, mądrą i głęboką postać. Jest wzruszająco, ale i zabawnie, a mimo nieco snującego się klimatu, nie jest nudne (aczkolwiek darmowy okres HBO GO wspominam bardzo źle, bo jednak dramaturgia siada, jak co kilka minut pojawia się na ekranie spinner sugerujący problem z transferem).

"Flaked" skojarzyło mi się nieco klimatem - to wprawdzie serial dziejący się w sielskim kalifornijskim Venice, ale o życiowych rozbitkach: alkoholikach spotykających się na mityngach AA. Chip, niepijący od 10 lat, opowiada na każdym spotkaniu, skąd się w Venice wziął - zabił pod wpływem alkoholu w wypadku samochodowym człowieka, od tej pory nie ma prawa jazdy (jeździ rowerem w USA!) i wegetuje kątem u kolegi, prowadząc nieprzynoszący dochodu sklep z trójnogimi stołkami. Mimo to jest podporą klubu AA, sponsorem i motorem napędowym lokalnego stowarzyszenia "SaVenice", które próbuje zapobiec gentryfikacji miasteczka. Problem w tym, że Chip nie dość, ze ukradkiem podpija wino, to dodatkowo nieustająco, choć z wdziękiem, kłamie. Dennis, udzielający Chipowi noclegu, również eks-alkoholik, usiłuje rozpocząć karierę jako sommelier (sic!) oraz nieustająco próbuje nawiązać stosunki z jakąś ładną panią. Panie, niestety, sprząta mu sprzed nosa z ogromnym wdziękiem Chip. Najbarwniejszą chyba postacią jest Cooler, wieczny hipis, mieszkający - między innymi - w przyczepie kempingowej i policjant George, również alkoholik, patrolujący Venice i włączający się do akcji za pomocą syreny i świateł. Osią akcji jest pojawienie się London - interesującej blondynki, do której usiłuje przystawiać się Dennis, co błyskawicznie wzbudza zainteresowanie Chipa.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 20, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jakub Żulczyk - Radio Armageddon

W prywatnym liceum (czy raczej na "chemicznym poligonie", przechowalni dla bogatych nastolatków w stylu New Age, gdzie każdy coś bierze albo jest na terapii) pojawia się Cyprian, inny od wszystkich i od pierwszej chwili staje się przywódcą elitarnej paczki, składającej się z nijakiego Szymona, wysokiej i elokwentnej Nadziei oraz Gnata, chudego psychopaty. Cała czwórka ma poczucie, że są lepsi od innych, bezrefleksyjnie skupionych na wizualnych wyznacznikach stylu i zamożności (telefonów, imprez, markowych ubrań); lepsi, mądrzejsi, umiejący używać ironii i zdań wielokrotnie złożonych. Cyprian proponuje założenie zespołu muzycznego, którym rozwali to całe zatęchłe w swoim dobrostanie miasto, zaneguje wszystko i zniszczy pełne hipokryzji zadowolenie pokolenia rodziców, żeby kolejne pokolenie mogło sobie świat ustawić po swojemu. Jak - tu już recepty nie daje, ale pozostali członkowie "Radia Armageddon" mają poczucie, że wiedzą: Szymon pragnie stać się częścią "wielkiej sprawy" i uwolnić się od władzy rodziców; Nadzieja kocha Cypriana i zrobi dla niego wszystko; perkusista Gnat liczy na łatwo dostępne narkotyki i łatwy seks. Planują wywołać zamieszki, co jest nietrudne, pytanie - co dalej. Gdzieś w tle pojawiają się pieniądze, skądś biorą się twarde narkotyki, przychodzą dorośli - tacy w garniturach i z umowami na poczet płyt i tras koncertów, ale i tacy, którzy agresję pijanej muzyką grupy chcą wziąć dla swoich czasem dość brutalnych celów. Tuż przed nagraniem pierwszej płyty Cyprian znika, nikt nie wie czy został uprowadzony, czy uciekł, czy nie żyje. Radio Armageddon bez Cypriana przestaje istnieć.

Narracja jest dwutorowa, na zmianę przedstawione są retrospekcje (zwykle przez Szymona) i wydarzenia dziejące się aktualnie (zwykle, w drugiej osobie, przez kogoś, kto mówi do Nadziei). Geneza powstania zespołu miesza się z chaosem po zniknięciu Cypriana, doplata się wiele dodatkowych wątków, czyjaś śmierć, krew i przemoc.

Odpowiadając na czasem pojawiające się w komentarzach pytanie, czy polecam. To mocna lektura, zwłaszcza dla rodzica, bo Żulczyk mocno opowiada się fabularnie po stronie nastolatków, pokazując dorosłych jako zombie na lekach, skupionych na zarabianiu pieniędzy (również na przemocy), gardzących czymkolwiek niematerialnym. Łatwo poprowadzić czytelnika słowem w taką strony, aby ojca, próbującego wyjąć syna z toksycznego przecież otoczenia (wandalizm, narkotyki, przypadkowy seks, samobójstwa równolatków, sekta), określił mianem tępego idioty, który nie rozumie fantastycznej idei buntu, jaki się za sprawą Radia Armageddon wykluł. W ogóle Żulczyk zgrabnie uwodzi przemocą, płomieniami rewolucji; wciąga czytanie o handlarzach narkotyków, przestępcach z wyindukowanym narkotykami błyskiem niepoczytalności w oku. Jeśli więc czytelnik się daje uwodzić autorowi, to tak - polecam. Ale nie jest to książka łatwa, zdecydowanie nie relaksująca, może zapewnić emocjonalny rollercoster i wpuścić w spory dół.

Inne tego autora.

#32 (dawno skończyłam, ale notka utknęła w szkicach)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 19, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2018 - 2 komentarze - Skomentuj


Jakub Żulczyk - Radio Armageddon

W prywatnym liceum (czy raczej na "chemicznym poligonie", przechowalni dla bogatych nastolatków w stylu New Age, gdzie każdy coś bierze albo jest na terapii) pojawia się Cyprian, inny od wszystkich i od pierwszej chwili staje się przywódcą elitarnej paczki, składającej się z nijakiego Szymona, wysokiej i elokwentnej Nadziei oraz Gnata, chudego psychopaty. Cała czwórka ma poczucie, że są lepsi od innych, bezrefleksyjnie skupionych na wizualnych wyznacznikach stylu i zamożności (telefonów, imprez, markowych ubrań); lepsi, mądrzejsi, umiejący używać ironii i zdań wielokrotnie złożonych. Cyprian proponuje założenie zespołu muzycznego, którym rozwali to całe zatęchłe w swoim dobrostanie miasto, zaneguje wszystko i zniszczy pełne hipokryzji zadowolenie pokolenia rodziców, żeby kolejne pokolenie mogło sobie świat ustawić po swojemu. Jak - tu już recepty nie daje, ale pozostali członkowie "Radia Armageddon" mają poczucie, że wiedzą: Szymon pragnie stać się częścią "wielkiej sprawy" i uwolnić się od władzy rodziców; Nadzieja kocha Cypriana i zrobi dla niego wszystko; perkusista Gnat liczy na łatwo dostępne narkotyki i łatwy seks. Planują wywołać zamieszki, co jest nietrudne, pytanie - co dalej. Gdzieś w tle pojawiają się pieniądze, skądś biorą się twarde narkotyki, przychodzą dorośli - tacy w garniturach i z umowami na poczet płyt i tras koncertów, ale i tacy, którzy agresję pijanej muzyką grupy chcą wziąć dla swoich czasem dość brutalnych celów. Tuż przed nagraniem pierwszej płyty Cyprian znika, nikt nie wie czy został uprowadzony, czy uciekł, czy nie żyje. Radio Armageddon bez Cypriana przestaje istnieć.

Narracja jest dwutorowa, na zmianę przedstawione są retrospekcje (zwykle przez Szymona) i wydarzenia dziejące się aktualnie (zwykle, w drugiej osobie, przez kogoś, kto mówi do Nadziei). Geneza powstania zespołu miesza się z chaosem po zniknięciu Cypriana, doplata się wiele dodatkowych wątków, czyjaś śmierć, krew i przemoc.

Odpowiadając na czasem pojawiające się w komentarzach pytanie, czy polecam. To mocna lektura, zwłaszcza dla rodzica, bo Żulczyk mocno opowiada się fabularnie po stronie nastolatków, pokazując dorosłych jako zombie na lekach, skupionych na zarabianiu pieniędzy (również na przemocy), gardzących czymkolwiek niematerialnym. Łatwo poprowadzić czytelnika słowem w taką strony, aby ojca, próbującego wyjąć syna z toksycznego przecież otoczenia (wandalizm, narkotyki, przypadkowy seks, samobójstwa równolatków, sekta), określił mianem tępego idioty, który nie rozumie fantastycznej idei buntu, jaki się za sprawą Radia Armageddon wykluł. W ogóle Żulczyk zgrabnie uwodzi przemocą, płomieniami rewolucji; wciąga czytanie o handlarzach narkotyków, przestępcach z wyindukowanym narkotykami błyskiem niepoczytalności w oku. Jeśli więc czytelnik się daje uwodzić autorowi, to tak - polecam. Ale nie jest to książka łatwa, zdecydowanie nie relaksująca, może zapewnić emocjonalny rollercoster i wpuścić w spory dół.

Inne tego autora.

#32 (dawno skończyłam, ale notka utknęła w szkicach)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 19, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2018 - 2 komentarze - Skomentuj


Hakan Nesser - Jaskółka, kot, róża, śmierć / Sprawa G

Jaskółka, kot, róża, śmierć opisuje serię morderstw dokonanych w ciągu kilku lat na kobietach - zostają znalezione rozebrane, uduszone, czasem okaleczone, ale wygląda na to, że morderca nie wykorzystuje ich seksualnie. Wprawdzie śledztwo prowadzone jest przez ekipę z Maardam, ale wpływ Van Veeterena jest spory - na podstawie drobnych poszlak (odznaka uczelni, tropy literackie zostawione przez mordercę) udaje mu się stworzyć na tyle ścisły psychologiczny portret przestępcy, że policja rusza jego śladem. Co ciekawe, to nie policja ostatecznie wymierza karę zbrodniarzowi.

Tytułowa Sprawa G to pojawiająca się epizodycznie w roli wyrzutu wspomnienie o zbrodni, której Van Veeternowi nie udało się rozwikłać. Książka podzielona jest na dwa epizody - oryginalną sprawę, dziejącą się 15 lat wcześniej (kiedy Veeteren był jeszcze komisarzem) i rozwiązanie jej (w czasie, gdy już konsultował tylko zza antykwarycznej lady). Oryginalna sprawa rozpoczyna się, gdy do staczającego się prywatnego detektywa Verlangena (eks-policjanta, wyrzuconego za korupcję) przychodzi atrakcyjna Amerykanka i prosi o śledzenie swojego męża, Jaana G. Hennana (którego detektyw aresztował kiedyś za sprawy okołonarkotykowe). Verlangen rozpoczyna pracę i ku swojemu zdziwieniu nie znajduje nic zdrożnego w zachowaniu męża; tym bardziej jest zaskoczony, gdy G. go rozpoznaje i spędzają razem pijacki wieczór. Trzecie, największe zaskoczenie ma miejsce, gdy okazuje się, że zwłoki żony zostają znalezione w pustym basenie posesji Hennana, a Verlangen daje mu pełne alibi. Van Veeteren ma osobiste porachunki z G. - chodzili razem do szkoły, G. już wtedy był manipulującym innymi psychopatą, doprowadził do samobójstwa jednego z kolegów (a VV był zbyt słaby, żeby się sprzeciwić) oraz uwiódł mu ukochaną (po czym rzucił). Ale - mimo wykupionej niedawno przez G. polisy dla żony na ponad milion guldenów, aresztowania, intensywnego śledztwa i procesu - nie udaje się doprowadzić do skazania. Mija kilkanaście lat, do emerytowanego już Van Veeterena przychodzi córka Verlangena i zgłasza zaginięcie ojca. Niby powodów może być wiele - Verlangen przez te kilkanaście lat nie zmienił destrukcyjnego trybu życia - ale VV wie, że to zaginięcie ma związek ze sprawą G. Poszukiwania przenoszą ekipę z Maardam do Kaalbringen, miejscowości znanej z tomu "Punkt Borkmana" na ostatnią akcję z tamtejszą policyjną załogą.

Uwielbiam u Nessera polskie akcenty - kochanką Verlangena jest Cara Besbarwny, na posterunku pracuje Kowalski ("Na koniec komisarz odczytał dwustronicowy raport posterunkowego Kowalskiego – zawierający czterdzieści dwa błędy ortograficzne, których nie było słychać podczas czytania na głos"), Van Veeteren z ukochaną chodzą do kina na Dekalog Kieślowskiego i są nim zachwyceni (że można stworzyć coś "tak stuprocentowo prawdziwego przy tak minimalnych środkach") - i za wielokrotnie przemycane jadłospisy: boeuf burguignon z barolo rocznik 97, "danie jednogarnkowe z okonia czerwonego, morszczuka, małży, oliwek, czosnku, obranych ze skórki pomidorów i pietruszki", z ryżem szafranowym z dodatkiem cienkich pasków zrumienionego bekonu oraz z białym mersault rocznik 73 czy wreszcie "zwykłe ratatouille z ryżem basmati" z St. Emillion ’82 oraz serem gruyère i kawałkami gruszki.

Inne tego autora.

#30-31

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 18, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2018, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Hakan Nesser - Jaskółka, kot, róża, śmierć / Sprawa G

Jaskółka, kot, róża, śmierć opisuje serię morderstw dokonanych w ciągu kilku lat na kobietach - zostają znalezione rozebrane, uduszone, czasem okaleczone, ale wygląda na to, że morderca nie wykorzystuje ich seksualnie. Wprawdzie śledztwo prowadzone jest przez ekipę z Maardam, ale wpływ Van Veeterena jest spory - na podstawie drobnych poszlak (odznaka uczelni, tropy literackie zostawione przez mordercę) udaje mu się stworzyć na tyle ścisły psychologiczny portret przestępcy, że policja rusza jego śladem. Co ciekawe, to nie policja ostatecznie wymierza karę zbrodniarzowi.

Tytułowa Sprawa G to pojawiająca się epizodycznie w roli wyrzutu wspomnienie o zbrodni, której Van Veeternowi nie udało się rozwikłać. Książka podzielona jest na dwa epizody - oryginalną sprawę, dziejącą się 15 lat wcześniej (kiedy Veeteren był jeszcze komisarzem) i rozwiązanie jej (w czasie, gdy już konsultował tylko zza antykwarycznej lady). Oryginalna sprawa rozpoczyna się, gdy do staczającego się prywatnego detektywa Verlangena (eks-policjanta, wyrzuconego za korupcję) przychodzi atrakcyjna Amerykanka i prosi o śledzenie swojego męża, Jaana G. Hennana (którego detektyw aresztował kiedyś za sprawy okołonarkotykowe). Verlangen rozpoczyna pracę i ku swojemu zdziwieniu nie znajduje nic zdrożnego w zachowaniu męża; tym bardziej jest zaskoczony, gdy G. go rozpoznaje i spędzają razem pijacki wieczór. Trzecie, największe zaskoczenie ma miejsce, gdy okazuje się, że zwłoki żony zostają znalezione w pustym basenie posesji Hennana, a Verlangen daje mu pełne alibi. Van Veeteren ma osobiste porachunki z G. - chodzili razem do szkoły, G. już wtedy był manipulującym innymi psychopatą, doprowadził do samobójstwa jednego z kolegów (a VV był zbyt słaby, żeby się sprzeciwić) oraz uwiódł mu ukochaną (po czym rzucił). Ale - mimo wykupionej niedawno przez G. polisy dla żony na ponad milion guldenów, aresztowania, intensywnego śledztwa i procesu - nie udaje się doprowadzić do skazania. Mija kilkanaście lat, do emerytowanego już Van Veeterena przychodzi córka Verlangena i zgłasza zaginięcie ojca. Niby powodów może być wiele - Verlangen przez te kilkanaście lat nie zmienił destrukcyjnego trybu życia - ale VV wie, że to zaginięcie ma związek ze sprawą G. Poszukiwania przenoszą ekipę z Maardam do Kaalbringen, miejscowości znanej z tomu "Punkt Borkmana" na ostatnią akcję z tamtejszą policyjną załogą.

Uwielbiam u Nessera polskie akcenty - kochanką Verlangena jest Cara Besbarwny, na posterunku pracuje Kowalski ("Na koniec komisarz odczytał dwustronicowy raport posterunkowego Kowalskiego – zawierający czterdzieści dwa błędy ortograficzne, których nie było słychać podczas czytania na głos"), Van Veeteren z ukochaną chodzą do kina na Dekalog Kieślowskiego i są nim zachwyceni (że można stworzyć coś "tak stuprocentowo prawdziwego przy tak minimalnych środkach") - i za wielokrotnie przemycane jadłospisy: boeuf burguignon z barolo rocznik 97, "danie jednogarnkowe z okonia czerwonego, morszczuka, małży, oliwek, czosnku, obranych ze skórki pomidorów i pietruszki", z ryżem szafranowym z dodatkiem cienkich pasków zrumienionego bekonu oraz z białym mersault rocznik 73 czy wreszcie "zwykłe ratatouille z ryżem basmati" z St. Emillion ’82 oraz serem gruyère i kawałkami gruszki.

Inne tego autora.

#30-31

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 18, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2018, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Tabula rasa

Annemie[1], nazywana Mie, wprowadza się wraz z mężem i kilkuletnią córką do zaniedbanego[2], starego, ale pięknego domu, który odziedziczyła po dziadku. Niby wszystko jest w porządku, dom jest piękny, pełen wspomnień i da się wyremontować, ale Mie zaczyna się bać - ktoś ją obserwuje, w piwnicy są przerażające lalki, cała rodzina, a zwłaszcza mąż zachowuje się dziwnie, dziecko - okropnie, a do tego kobieta widzi rzeczy, których nie ma. Nagły skok - trzy miesiące do przodu, Mie jest w szpitalu psychiatrycznym, poraniona, nic nie pamięta; podobno znaleziono ją w lesie, a jeden z mieszkańców miasteczka - Thomas z wysypiska śmieci - zaginął. Okazuje się, że Mie już wcześniej miała problem z pamięcią - od wypadku kilka miesięcy wcześniej nie była w stanie zapamiętać wydarzeń z niedawnej przeszłości, nie panowała nad codziennym życiem; próbowała ratować się, zapisując zdarzenia na karteczkach. Akcja serialu idzie dwutorowo - wydarzenia sprzed trzech miesięcy przeplatają się z 10 dniami w zamkniętej placówce, gdzie Mie jest przesłuchiwana przez policjanta, szukającego zaginionego.

Kolejny serial, po "Dark", kiedy dyskutowałam z telewizorem - jest mnóstwo tropów, rozrzuconych w trakcie kolejnych odcinków, a całość ładnie się spina na końcu (wystarczy przymknąć oko na kilka zbyt naciąganych zbiegów okoliczności). Doskonały drugi plan - przedziwna rodzina (ojciec z alzheimerem, ekscentryczna matka, dziwna siostra, niespecjalnie błyskotliwy szwagier), pacjenci szpitala psychiatrycznego czy wreszcie policjant, posiłkujący się dziwnymi metodami. Dodatkowo cały czas podziwiałam luźne, "domowe" ubrania Mie - kardiganki, dresy, kapciuszki; coś pięknego.

[1] Cóż za piękne imię, Anemia.

[2] Ja wiem, że część tego, co Mie widziała w domu, było wytworem jej umysłu, ale i tak - kto trzyma kilkucentymetrową warstwę wody w piwnicy?!

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Tabula rasa

Annemie[1], nazywana Mie, wprowadza się wraz z mężem i kilkuletnią córką do zaniedbanego[2], starego, ale pięknego domu, który odziedziczyła po dziadku. Niby wszystko jest w porządku, dom jest piękny, pełen wspomnień i da się wyremontować, ale Mie zaczyna się bać - ktoś ją obserwuje, w piwnicy są przerażające lalki, cała rodzina, a zwłaszcza mąż zachowuje się dziwnie, dziecko - okropnie, a do tego kobieta widzi rzeczy, których nie ma. Nagły skok - trzy miesiące do przodu, Mie jest w szpitalu psychiatrycznym, poraniona, nic nie pamięta; podobno znaleziono ją w lesie, a jeden z mieszkańców miasteczka - Thomas z wysypiska śmieci - zaginął. Okazuje się, że Mie już wcześniej miała problem z pamięcią - od wypadku kilka miesięcy wcześniej nie była w stanie zapamiętać wydarzeń z niedawnej przeszłości, nie panowała nad codziennym życiem; próbowała ratować się, zapisując zdarzenia na karteczkach. Akcja serialu idzie dwutorowo - wydarzenia sprzed trzech miesięcy przeplatają się z 10 dniami w zamkniętej placówce, gdzie Mie jest przesłuchiwana przez policjanta, szukającego zaginionego.

Kolejny serial, po "Dark", kiedy dyskutowałam z telewizorem - jest mnóstwo tropów, rozrzuconych w trakcie kolejnych odcinków, a całość ładnie się spina na końcu (wystarczy przymknąć oko na kilka zbyt naciąganych zbiegów okoliczności). Doskonały drugi plan - przedziwna rodzina (ojciec z alzheimerem, ekscentryczna matka, dziwna siostra, niespecjalnie błyskotliwy szwagier), pacjenci szpitala psychiatrycznego czy wreszcie policjant, posiłkujący się dziwnymi metodami. Dodatkowo cały czas podziwiałam luźne, "domowe" ubrania Mie - kardiganki, dresy, kapciuszki; coś pięknego.

[1] Cóż za piękne imię, Anemia.

[2] Ja wiem, że część tego, co Mie widziała w domu, było wytworem jej umysłu, ale i tak - kto trzyma kilkucentymetrową warstwę wody w piwnicy?!

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


The City & the City

Wiem, że to nudne, ale - oczywiście - pamiętam tylko ogólny zarys fabuły, mimo że książkę czytałam raptem trzy lata temu (tamże sztafaż - specyfika podzielonego miasta Beszel/Al Qoma). 4-odcinkowa seria opisuje śledztwo, prowadzone przez doświadczonego policjanta Borlu i młodą policjantkę Corwi, którzy - teoretycznie - usiłują znaleźć mordercę młodej Amerykanki, Mahalii, porzuconej na beszelskim wysypisku śmieci. Dla Borlu to sprawa głębsza - Mahalia jest studentką archeologii z Al Qomy, podopieczną znanego profesora Bowdena, głęboko wierzącą w teorię miasta "pomiędzy", Orciny; kilka lat temu taka sama była zaginiona żona Borlu, Katrynia - również obiecująca archeolożka, związana z Bowdenem i owładnięta pragnieniem odkrycia Orciny. Borlu, łamiąc wszelkie procedury, usiłuje rozwiązać tajemnicę, licząc, że jednocześnie odnajdzie swoją ukochaną.

I jak bardzo zastanawiałam się, jak można pokazać dwoistość podzielonego miasta, tak tutaj udało się to doskonale. Beszel przypomina Istambuł/Budapeszt - ciepła, żółta tonacja, miękkie linie budynków, pewna przestarzałość techniczna, zniszczone samochody i niemodne ubrania. Al Qoma z kolei jest niebiesko-czerwona, nowoczesna, stechnicyzowana, elegancka i raczej zimna, bardziej Berlin czy Sztokholm. Świetnie wyszło pokazanie, że żadne z tych miast nie jest idealne - mieszkańcy Beszel, sterroryzowani nacjonalistyczną partią, odkrywają, że Al Qoma, widziana zza membrany jako kraj wolności, jest państwem policyjnym. Absurdalnie, zdjęcia obu miast kręcone było w Liverpoolu i Manchesterze. Całość montażem trochę przypomina teatr telewizji, co nie jest wadą, bo podkreśla kameralność i intymność sytuacji (chociaż słyszałam takie opinie, że to dowodzi ubóstwa budżetu, meh).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


The City & the City

Wiem, że to nudne, ale - oczywiście - pamiętam tylko ogólny zarys fabuły, mimo że książkę czytałam raptem trzy lata temu (tamże sztafaż - specyfika podzielonego miasta Beszel/Al Qoma). 4-odcinkowa seria opisuje śledztwo, prowadzone przez doświadczonego policjanta Borlu i młodą policjantkę Corwi, którzy - teoretycznie - usiłują znaleźć mordercę młodej Amerykanki, Mahalii, porzuconej na beszelskim wysypisku śmieci. Dla Borlu to sprawa głębsza - Mahalia jest studentką archeologii z Al Qomy, podopieczną znanego profesora Bowdena, głęboko wierzącą w teorię miasta "pomiędzy", Orciny; kilka lat temu taka sama była zaginiona żona Borlu, Katrynia - również obiecująca archeolożka, związana z Bowdenem i owładnięta pragnieniem odkrycia Orciny. Borlu, łamiąc wszelkie procedury, usiłuje rozwiązać tajemnicę, licząc, że jednocześnie odnajdzie swoją ukochaną.

I jak bardzo zastanawiałam się, jak można pokazać dwoistość podzielonego miasta, tak tutaj udało się to doskonale. Beszel przypomina Istambuł/Budapeszt - ciepła, żółta tonacja, miękkie linie budynków, pewna przestarzałość techniczna, zniszczone samochody i niemodne ubrania. Al Qoma z kolei jest niebiesko-czerwona, nowoczesna, stechnicyzowana, elegancka i raczej zimna, bardziej Berlin czy Sztokholm. Świetnie wyszło pokazanie, że żadne z tych miast nie jest idealne - mieszkańcy Beszel, sterroryzowani nacjonalistyczną partią, odkrywają, że Al Qoma, widziana zza membrany jako kraj wolności, jest państwem policyjnym. Absurdalnie, zdjęcia obu miast kręcone było w Liverpoolu i Manchesterze. Całość montażem trochę przypomina teatr telewizji, co nie jest wadą, bo podkreśla kameralność i intymność sytuacji (chociaż słyszałam takie opinie, że to dowodzi ubóstwa budżetu, meh).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj