[29.10.2017]
Michelle zdradziła mi, że tuż za Luboniem, w miejscowości o dźwięcznej nazwie Łęczyca (ale nie tej od słynnego diabła) można się pod koniec października wytarzać w ogromnej ilości dyń dowolnego kształtu i koloru, niektóre nawet jadalne. Poznań-style pro-tip: 1 zł za kilogram, za ozdobne 2-3 zł. W tym roku się pewnie nie przyda, ale za rok - polecam.






Adres: Łęczyca, Poznańska 39. Dodatkowo strona na FB.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 29, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, leczyca
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[29.10.2017]
Michelle zdradziła mi, że tuż za Luboniem, w miejscowości o dźwięcznej nazwie Łęczyca (ale nie tej od słynnego diabła) można się pod koniec października wytarzać w ogromnej ilości dyń dowolnego kształtu i koloru, niektóre nawet jadalne. Poznań-style pro-tip: 1 zł za kilogram, za ozdobne 2-3 zł. W tym roku się pewnie nie przyda, ale za rok - polecam.






Adres: Łęczyca, Poznańska 39. Dodatkowo strona na FB.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 29, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, leczyca
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak Good Wife/Żonę idealną kochałam miłością wielką przez wszystkie sezony (Jason! Alicia! Will! Kalinda! Eli! Elspeth! nie wspominając o sędziach i sprawach sądowych), tak Good Fight jednak... niespecjalnie. Oglądam, bo spin-off i sprawy sądowe ciekawe (doskonały odcinek o moderacji na forum, dodatkowo z JC Mitchellem), ale na litość - jak z całej obsady GW można było wybrać dwie najnudniejsze osoby (Diane, Luca), dołożyć im miągwowatą kuzynkę Diane, odrobinę poprawić Marisą Gold, po czym absolutnie zepsuć niewiarygodnym Krestevą (znieształcony otyłością Matthew Perry)? Nie żeby fabuła sezonu cokolwiek ratowała - Diane ogłasza pójście na emeryturę, odchodzi z pracy w Lockhart/Gardner, planuje zakup willi w Prowansji, gdy WTEM wybucha afera - jej krewny, niejaki Rindell, okazuje się być twórcą piramidy finansowej, która właśnie pogrzebała grube miliony, w tym miliony Diane. Willi nie będzie, L/G już jej nie chce, z emerytury nici, wypłacz mi tako rzekę. Do tego serial pokazuje dramat córki Rindella, Mayi, chrześniaczki Diane, która nagle - zamiast obiecującej kariery prawniczej "po znajomości" - musi chodzić na normalne rozmowy o pracę, całe otoczenie jej nienawidzi i już nie akceptuje tego, że jest homoseksualna. Diane nie bez problemów rozpoczyna praktykę w kolejnej firmie, tym razem afro-amerykańskiej, gdzie pracuje już Luca, oczywiście pomaga i Mayi dostać tu pracę. No nie jest to dream team, niestety.
Oczywiście będę oglądać, bo na razie rozprawy sądowe są ciekawe, sędziowie doskonali, dla przełamania prawdziwych dramatów bohaterek jest sporo elementów komicznych (przy czym ostentacyjne nabijanie się z Trumpa nie jest w tym najzabawniejsze), ale powtórzę - na litość, dlaczego?
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 28, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jak Good Wife/Żonę idealną kochałam miłością wielką przez wszystkie sezony (Jason! Alicia! Will! Kalinda! Eli! Elspeth! nie wspominając o sędziach i sprawach sądowych), tak Good Fight jednak... niespecjalnie. Oglądam, bo spin-off i sprawy sądowe ciekawe (doskonały odcinek o moderacji na forum, dodatkowo z JC Mitchellem), ale na litość - jak z całej obsady GW można było wybrać dwie najnudniejsze osoby (Diane, Luca), dołożyć im miągwowatą kuzynkę Diane, odrobinę poprawić Marisą Gold, po czym absolutnie zepsuć niewiarygodnym Krestevą (znieształcony otyłością Matthew Perry)? Nie żeby fabuła sezonu cokolwiek ratowała - Diane ogłasza pójście na emeryturę, odchodzi z pracy w Lockhart/Gardner, planuje zakup willi w Prowansji, gdy WTEM wybucha afera - jej krewny, niejaki Rindell, okazuje się być twórcą piramidy finansowej, która właśnie pogrzebała grube miliony, w tym miliony Diane. Willi nie będzie, L/G już jej nie chce, z emerytury nici, wypłacz mi tako rzekę. Do tego serial pokazuje dramat córki Rindella, Mayi, chrześniaczki Diane, która nagle - zamiast obiecującej kariery prawniczej "po znajomości" - musi chodzić na normalne rozmowy o pracę, całe otoczenie jej nienawidzi i już nie akceptuje tego, że jest homoseksualna. Diane nie bez problemów rozpoczyna praktykę w kolejnej firmie, tym razem afro-amerykańskiej, gdzie pracuje już Luca, oczywiście pomaga i Mayi dostać tu pracę. No nie jest to dream team, niestety.
Oczywiście będę oglądać, bo na razie rozprawy sądowe są ciekawe, sędziowie doskonali, dla przełamania prawdziwych dramatów bohaterek jest sporo elementów komicznych (przy czym ostentacyjne nabijanie się z Trumpa nie jest w tym najzabawniejsze), ale powtórzę - na litość, dlaczego?
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 28, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wuj Franciszek, pogromca rodziny w coniedzielnych quizach (których był autorem) wjechał pewnego dnia na swym wózku inwalidzkim do salonu i oświadczył, że wynalazł maszynę, dzięki której można zarządzać czasem. Kto nie potrzebuje nadmiarowego czasu (np. oczekiwania na spóźniony pociąg), może sprzedać go potrzebującemu i mieć trochę grosza w kieszeni. Po początkowej fali szydery, bo nawet święty by się nie powstrzymał w takiej sytuacji, a co do dopiero upokarzani po przegranych w quizie Grażyna, siostra Franciszka i Piotr, jej mąż oraz babcia Wiktoria, mistrzyni domina (dla ścisłości dodam, że 6-letnie wtedy bliźnięta Hania i Michaś nie szydziły, bo nie znały tego słowa i były zachwycone wujkiem), wynalazek zmienia cały świat, o czym opowiadają kolejne historie.
Jakże ładnie Jachimek opisuje codzienny świat, z lekką ironią, ale i sympatią, nawet gdy rzecz dotyczy krwawej kadrowej czy przypakowanego dresiarza-zabijaki. Wsadzenie absurdalnego wynalazku wuja w całkiem zwykły, codzienny świat przeciętnych ludzi, których życiowym mottem jest "żeby było normalnie, a jeszcze w dodatku sympatycznie", powoduje oczywiście chaos, co, cytując autora, powoduje, że "wtedy przestawało być sympatycznie, za to z powrotem zaczynało być normalnie".
Książkę dawno temu rekomendowała mi moja H., więc posłusznie informuję, że już po chyba 5 latach przeczytałam.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 25, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wuj Franciszek, pogromca rodziny w coniedzielnych quizach (których był autorem) wjechał pewnego dnia na swym wózku inwalidzkim do salonu i oświadczył, że wynalazł maszynę, dzięki której można zarządzać czasem. Kto nie potrzebuje nadmiarowego czasu (np. oczekiwania na spóźniony pociąg), może sprzedać go potrzebującemu i mieć trochę grosza w kieszeni. Po początkowej fali szydery, bo nawet święty by się nie powstrzymał w takiej sytuacji, a co do dopiero upokarzani po przegranych w quizie Grażyna, siostra Franciszka i Piotr, jej mąż oraz babcia Wiktoria, mistrzyni domina (dla ścisłości dodam, że 6-letnie wtedy bliźnięta Hania i Michaś nie szydziły, bo nie znały tego słowa i były zachwycone wujkiem), wynalazek zmienia cały świat, o czym opowiadają kolejne historie.
Jakże ładnie Jachimek opisuje codzienny świat, z lekką ironią, ale i sympatią, nawet gdy rzecz dotyczy krwawej kadrowej czy przypakowanego dresiarza-zabijaki. Wsadzenie absurdalnego wynalazku wuja w całkiem zwykły, codzienny świat przeciętnych ludzi, których życiowym mottem jest "żeby było normalnie, a jeszcze w dodatku sympatycznie", powoduje oczywiście chaos, co, cytując autora, powoduje, że "wtedy przestawało być sympatycznie, za to z powrotem zaczynało być normalnie".
Książkę dawno temu rekomendowała mi moja H., więc posłusznie informuję, że już po chyba 5 latach przeczytałam.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 25, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zanim zacznę, jedno założenie - czytaliście już "Fanfik"? Jeśli nie - przed "Slashem" warto przejść przez historię, która doprowadziła Leona, tegorocznego maturzystę, pośrednio do gabinetu odnowy dla pań, w którym - za wykonany po znajomości remont - ma masaże gratis. Masaże niestety nie pomagają na to, co dzieje się w Leonowej głowie, zaprzątniętej w 95% Tośkiem, irytującym, fascynującym stworzeniem, aktualnie skłóconym z nim z powodu jakiejś pierdoły. Pozostałe 5% to życiowy niepokój, który nie pozwala się chłopakowi cieszyć z tych chwil, które spędzają z Tośkiem niepokłóceni na czułych uściskach. Nie pozwala, bo wie, że absolutnie nieodpowiedzialny Tosiek na pewno się w coś wrąbie - spróbuje przekłuć sobie nos, bez zastanowienia pokaże transmisję gejowskiej parady z Londynu na szkolnym kanale Youtube, łyknie dopalacz, pójdzie na szemrane spotkanie dziwnie wyglądających, genderowo niepoukładanych ludzi w Amarancie. I wie też, że będzie szedł krok za swoim ukochanym, ratując go z kolejnych katastrof, nawet jeśli będzie to robił z irytacją i wkurzeniem.
Tyle że nie do końca. Za pierwszym czytaniem dałam się nieco nabrać na pewną powierzchowność tego kontrastu Idealny-Leon kontra Nieobliczany-Tosiek. Autorka w zgrabny sposób manipuluje czytelnikiem, pokazując rewolucję, jaką pozornie porządny maturzysta - uczynny, słowny, uporządkowany, ciężko pracujący jako korepetytor, żeby mieć z czego żyć, pomagający zbyt pewnemu siebie dzieciakowi - przechodzi, żeby dojść do ładu sam ze sobą. Bo to nie na Tośka się Leon wścieka, tylko tak naprawdę na siebie.
Co mnie absolutnie zachwyciło, to realność i postaci, i wydarzeń. Prawie że schulzowski opis Czarnego Protestu, stanowiącego finał "Slasha", jest absolutnie prawdziwy, tak samo jak ultra-irytujący rodzice Karolka, któremu korepetycje "z matematyki" obstawia Leon. Łapałam się na tym, że zastanawiam się, co się stało za drzwiami willi, kiedy za Leonem zatrzasnęła drzwi katatoniczna matka. Co się urodziło mężczyźnie stratowanemu przez Leona pod szpitalem? Co z przedstawieniem, w którym Horpyna w stroju świętomarcińskiego rogala zapowiada Jagienkę stojącą tuż obok Basieńki nad zwłokami Radziwiłła (albo innymi, to w końcu średniowiecze według Tośka)? Jak zareagował Marcin na ostatnie pytanie Leona? Tyle pytań, a autorka nie chce obiecać, że za rok będzie trzecia część.
Inne tej autorki tutaj.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 22, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zanim zacznę, jedno założenie - czytaliście już "Fanfik"? Jeśli nie - przed "Slashem" warto przejść przez historię, która doprowadziła Leona, tegorocznego maturzystę, pośrednio do gabinetu odnowy dla pań, w którym - za wykonany po znajomości remont - ma masaże gratis. Masaże niestety nie pomagają na to, co dzieje się w Leonowej głowie, zaprzątniętej w 95% Tośkiem, irytującym, fascynującym stworzeniem, aktualnie skłóconym z nim z powodu jakiejś pierdoły. Pozostałe 5% to życiowy niepokój, który nie pozwala się chłopakowi cieszyć z tych chwil, które spędzają z Tośkiem niepokłóceni na czułych uściskach. Nie pozwala, bo wie, że absolutnie nieodpowiedzialny Tosiek na pewno się w coś wrąbie - spróbuje przekłuć sobie nos, bez zastanowienia pokaże transmisję gejowskiej parady z Londynu na szkolnym kanale Youtube, łyknie dopalacz, pójdzie na szemrane spotkanie dziwnie wyglądających, genderowo niepoukładanych ludzi w Amarancie. I wie też, że będzie szedł krok za swoim ukochanym, ratując go z kolejnych katastrof, nawet jeśli będzie to robił z irytacją i wkurzeniem.
Tyle że nie do końca. Za pierwszym czytaniem dałam się nieco nabrać na pewną powierzchowność tego kontrastu Idealny-Leon kontra Nieobliczany-Tosiek. Autorka w zgrabny sposób manipuluje czytelnikiem, pokazując rewolucję, jaką pozornie porządny maturzysta - uczynny, słowny, uporządkowany, ciężko pracujący jako korepetytor, żeby mieć z czego żyć, pomagający zbyt pewnemu siebie dzieciakowi - przechodzi, żeby dojść do ładu sam ze sobą. Bo to nie na Tośka się Leon wścieka, tylko tak naprawdę na siebie.
Co mnie absolutnie zachwyciło, to realność i postaci, i wydarzeń. Prawie że schulzowski opis Czarnego Protestu, stanowiącego finał "Slasha", jest absolutnie prawdziwy, tak samo jak ultra-irytujący rodzice Karolka, któremu korepetycje "z matematyki" obstawia Leon. Łapałam się na tym, że zastanawiam się, co się stało za drzwiami willi, kiedy za Leonem zatrzasnęła drzwi katatoniczna matka. Co się urodziło mężczyźnie stratowanemu przez Leona pod szpitalem? Co z przedstawieniem, w którym Horpyna w stroju świętomarcińskiego rogala zapowiada Jagienkę stojącą tuż obok Basieńki nad zwłokami Radziwiłła (albo innymi, to w końcu średniowiecze według Tośka)? Jak zareagował Marcin na ostatnie pytanie Leona? Tyle pytań, a autorka nie chce obiecać, że za rok będzie trzecia część.
Inne tej autorki.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 22, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W dalszym ciągu nie odkryłam klucza doboru opowiadań do zbiorków - w tym są historie żony dzieciobójcy; "środkowej" żony, dla której mąż zostawił poprzednią, a ją zostawił dla następnej; studentki, która za sprawą neurotycznej współlokatorki wplątuje się w psychodeliczno-erotyczny epizod; matki, której syn (po wypadku w wieku kilkunastu lat) dorósł i rozpoczął życie poza nawiasem społeczeństwa; wdowy zaatakowanej przez mordercę; aktora radiowego ze zniekształconą twarzą, żyjącego w cieniu matki i zdradzającego ojca; młodej dziewczyny, pracującej jako dama do towarzystwa śmiertelnie chorego człowieka i obserwującej dziwny trójkąt pomiędzy jego matką, żoną i masażystką; kobiety, która wyparła zbrodnię z dzieciństwa do czasu, aż przypomniała ją jej ówczesna przyjaciółka, dręczona wyrzutami sumienia; drwala, który miał żonę z depresją czy wreszcie tytułowe opowiadanie - beletryzowana biografia Zofii Kowalewskiej.
Wspólnym mianownikiem tych historii jest przypadek - żadna z osób bezpośrednio nie spowodowała akcji, będącej sednem historii, one po prostu tam były. Nieustająco przeszkadza mi forma, co oczywiście nie wyklucza, że te opowieści się świetnie czyta; nie lubię braku zakończenia, skierowania spojrzenia narratora na innych ludzi z pozostawieniem właśnie opisywanych samych sobie. Czasem aż prosi się o pociągnięcie historii, o pointę, ba - w przypadku jednej z historii, gdzie suspens zrobił się prawie kryminalny - o śledztwo.
Inne tej autorki.
#64
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 21, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2017, opowiadania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W dalszym ciągu nie odkryłam klucza doboru opowiadań do zbiorków - w tym są historie żony dzieciobójcy; "środkowej" żony, dla której mąż zostawił poprzednią, a ją zostawił dla następnej; studentki, która za sprawą neurotycznej współlokatorki wplątuje się w psychodeliczno-erotyczny epizod; matki, której syn (po wypadku w wieku kilkunastu lat) dorósł i rozpoczął życie poza nawiasem społeczeństwa; wdowy zaatakowanej przez mordercę; aktora radiowego ze zniekształconą twarzą, żyjącego w cieniu matki i zdradzającego ojca; młodej dziewczyny, pracującej jako dama do towarzystwa śmiertelnie chorego człowieka i obserwującej dziwny trójkąt pomiędzy jego matką, żoną i masażystką; kobiety, która wyparła zbrodnię z dzieciństwa do czasu, aż przypomniała ją jej ówczesna przyjaciółka, dręczona wyrzutami sumienia; drwala, który miał żonę z depresją czy wreszcie tytułowe opowiadanie - beletryzowana biografia Zofii Kowalewskiej.
Wspólnym mianownikiem tych historii jest przypadek - żadna z osób bezpośrednio nie spowodowała akcji, będącej sednem historii, one po prostu tam były. Nieustająco przeszkadza mi forma, co oczywiście nie wyklucza, że te opowieści się świetnie czyta; nie lubię braku zakończenia, skierowania spojrzenia narratora na innych ludzi z pozostawieniem właśnie opisywanych samych sobie. Czasem aż prosi się o pociągnięcie historii, o pointę, ba - w przypadku jednej z historii, gdzie suspens zrobił się prawie kryminalny - o śledztwo.
Inne tej autorki.
#64
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 21, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2017, opowiadania
- 0 komentarzy
- Skomentuj