Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Instapoznan photowalk - Okrąglak

[22.07.2017]

Kiedy przyjechałam do Poznania w latach 90. (wiem, wiem, ludzie, którzy wtedy się urodzili, dziś są już pełnoletni), Okrąglak był już u schyłku świetności. Na czterech piętrach mieściły się sklepy o różnym stopniu ekskluzywności, winda z windziarką była ciemna, podobnie jak betonowa klatka schodowa, ogrodzona powyżej 4 piętra. Potem, jak już zniknęły sklepy, stał, szary i zawsze dość brudny, relikt przaśnego i nijakiego PRL-u. Tu wstaw fast-forward do współczesności - wyremontowany Okrąglak to platoniczny obiekt westchnień wszystkich zafascynowanych architekturą. Platoniczny, bo mimo istnienia tarasu widokowego na najwyższym piętrze, wstęp do budynku mają tylko pracownicy firm mających w nim siedzibę. Oczywiście, if there's a will there's a way i dzięki spacerowi zorganizowanemu przez Instapoznan miałam okazję wjechać windą na górę i zejść najpiękniejszą klatką schodową w Poznaniu. Czy bolały mnie łydki? Owszem. Czy żałuję? Ależ!

GALERIA ZDJĘĆ.
Dodatkowo, jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia zrobione przez resztę uczestników, a warto - przejrzyjcie tag #poznajpoznan3 na instagramie.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 22, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tagi: korona-poznania, photowalk, instapoznan - 1 komentarz - Skomentuj


Instapoznan photowalk - Okrąglak

[22.07.2017]

Kiedy przyjechałam do Poznania w latach 90. (wiem, wiem, ludzie, którzy wtedy się urodzili, dziś są już pełnoletni), Okrąglak był już u schyłku świetności. Na czterech piętrach mieściły się sklepy o różnym stopniu ekskluzywności, winda z windziarką była ciemna, podobnie jak betonowa klatka schodowa, ogrodzona powyżej 4 piętra. Potem, jak już zniknęły sklepy, stał, szary i zawsze dość brudny, relikt przaśnego i nijakiego PRL-u. Tu wstaw fast-forward do współczesności - wyremontowany Okrąglak to platoniczny obiekt westchnień wszystkich zafascynowanych architekturą. Platoniczny, bo mimo istnienia tarasu widokowego na najwyższym piętrze, wstęp do budynku mają tylko pracownicy firm mających w nim siedzibę. Oczywiście, if there's a will there's a way i dzięki spacerowi zorganizowanemu przez Instapoznan miałam okazję wjechać windą na górę i zejść najpiękniejszą klatką schodową w Poznaniu. Czy bolały mnie łydki? Owszem. Czy żałuję? Ależ!

GALERIA ZDJĘĆ.
Dodatkowo, jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia zrobione przez resztę uczestników, a warto - przejrzyjcie tag #poznajpoznan3 na instagramie.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 22, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tagi: korona-poznania, photowalk, instapoznan - 1 komentarz - Skomentuj


Kedi. Sekretne życie kotów

Stambuł - gęste, głośne miasto z portem, styk Europy i Azji, zamieszkane przez ludzi i koty. Film to paradokument o ulicznych kotach, ich opiekunach i historiach ich kohabitacji. Doskonałe zdjęcia, za którymi na pewno stoi mnóstwo godzin pracy, bo - umówmy się - nie przypuszczam, żeby futrzane uliczniki miały ochotę robić to, co chciałby pokazać człowiek z kamerą. Koty są piękne, doskonale sfilmowane, ludzie opowiadają o nich (i o tym, jak ich życie się wzbogaciło przez kontakt z kotami) z miłością ale dla mnie głównym bohaterem jest miasto. Nie turystyczne, takie zwykłe i codzienne, z labiryntem zaułków, dachami, targami i małymi sklepikami. Słyszałam głosy, że to sztucznie wyreżyserowana idylla, że smród, choroby i te kilkaset zadbanych kotów nie powinno przysłonić ogromu biedy i braku planowej sterylizacji; pewnie tak jest, co nie zmienia faktu, że jest to jakiś wycinek stambulskiego życia, który warto zobaczyć. Jak stwierdził jeden z bohaterów, trzeba cieszyć się z tego, że dziś kot wrócił i mruczy, jutro może nie wróci, ale pogodzę się z tym.

- Wakacje polegają na tym, że się jest wieczorem poza domem - wyjaśnił Majut w piątek, kiedy po seansie rozpoczętym o 19:30(!) wracaliśmy powoli do samochodu, zatrzymując się w Sztosie na Taczaka na kawałku pizzy. - Wiem, że jestem w Poznaniu, ale mam wrażenie, że jestem w zupełnie innym mieście po zapadnięciu zmroku.

Seanse odbywają się rzadko, zwykle w kinach studyjnych, ale można i w multipleksach (w Poznaniu są trzy seanse w Mutikinie w środę, 26.08). Wprawdzie jest wersja z napisami, ale sceny są w zasadzie samoobjaśniające i powolnie czytająca 8-latka nie miała problemu ze śledzeniem fabuły. Jeśli lubicie koty, chcecie zobaczyć, słowo.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Kedi. Sekretne życie kotów

Stambuł - gęste, głośne miasto z portem, styk Europy i Azji, zamieszkane przez ludzi i koty. Film to paradokument o ulicznych kotach, ich opiekunach i historiach ich kohabitacji. Doskonałe zdjęcia, za którymi na pewno stoi mnóstwo godzin pracy, bo - umówmy się - nie przypuszczam, żeby futrzane uliczniki miały ochotę robić to, co chciałby pokazać człowiek z kamerą. Koty są piękne, doskonale sfilmowane, ludzie opowiadają o nich (i o tym, jak ich życie się wzbogaciło przez kontakt z kotami) z miłością ale dla mnie głównym bohaterem jest miasto. Nie turystyczne, takie zwykłe i codzienne, z labiryntem zaułków, dachami, targami i małymi sklepikami. Słyszałam głosy, że to sztucznie wyreżyserowana idylla, że smród, choroby i te kilkaset zadbanych kotów nie powinno przysłonić ogromu biedy i braku planowej sterylizacji; pewnie tak jest, co nie zmienia faktu, że jest to jakiś wycinek stambulskiego życia, który warto zobaczyć. Jak stwierdził jeden z bohaterów, trzeba cieszyć się z tego, że dziś kot wrócił i mruczy, jutro może nie wróci, ale pogodzę się z tym.

- Wakacje polegają na tym, że się jest wieczorem poza domem - wyjaśnił Majut w piątek, kiedy po seansie rozpoczętym o 19:30(!) wracaliśmy powoli do samochodu, zatrzymując się w Sztosie na Taczaka na kawałku pizzy. - Wiem, że jestem w Poznaniu, ale mam wrażenie, że jestem w zupełnie innym mieście po zapadnięciu zmroku.

Seanse odbywają się rzadko, zwykle w kinach studyjnych, ale można i w multipleksach (w Poznaniu są trzy seanse w Mutikinie w środę, 26.08). Wprawdzie jest wersja z napisami, ale sceny są w zasadzie samoobjaśniające i powolnie czytająca 8-latka nie miała problemu ze śledzeniem fabuły. Jeśli lubicie koty, chcecie zobaczyć, słowo.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 2 komentarze - Skomentuj


Fiodor Dostojewski - Zbrodnia i kara

Znęcona faktem, że "Zbrodnia i kara" to w zasadzie kryminał, spędziłam prawie miesiąc, słuchając w samochodzie w drodze do i z pracy audiobooka[1]. I wierzcie mi, jest to chyba jedyny sensowny sposób, żeby przez to przejść (jeśli już ktoś musi), bo zdecydowanie nie ma szans, żeby tę książkę przeczytać. To jest tak zła książka, że nie wiem, a wiem sporo, bo czytałam dużo złych książek. Abstrahując od samej linii fabularnej, która nie trzyma się kupy[2], zachowanie bohaterów sprawia, że co scena przewracałam oczami nad ich indolencją. Ale to jest jeszcze do wytrzymania; najgorsze jest rozdęcie całości do rozmiaru epopei za pomocą detalicznego opisywania snów bohaterów (dla miłośników gore szczególnie polecam malignę Raskolnikowa, któremu śni się scena zabijania konia przez pijanych wozaków) oraz przy każdej okazji wprowadzania kilkudziesięciostronicowych monologów i przemów, ponieważ nikt w tej książce nie rozmawia, tylko wygłasza perory (o polityce, ustroju, wczesnym komunizmie ze współdzieleniem kobiet, opiece społecznej, religii, policji i prowadzeniu śledztwa, pogrzebach, alkoholizmie, prostytucji, byciu kimś lepszym od innych i tak dalej).

Raskolnikow, młody i obiecujący student prawa, po wydaniu wszystkich pieniędzy wysyłanych przez zapobiegliwą, choć biedną, matkę i ciężko pracującą siostrę, wpada w depresję. Zamiast zarabiać korepetycjami i drobnymi pracami, rezygnuje ze studiów, zaczyna mieć za złe całemu światu, zaszywa się w nędznej izdebce (za której wynajem zadłuża się coraz bardziej) i planuje zabicie lichwiarki, ponieważ jest ona wrzodem na zdrowej tkance społeczeństwa, a za uzyskane walory chce rozpocząć godne życie, czując się prawie jak Napoleon. Nie zdradzę tajemnicy, jak potwierdzę, że zabija lichwiarkę, a przy okazji przygodnego świadka, jej siostrę, po czym - z rosnącą gorączką - zabiera z miejsca zbrodni kilka drobiazgów, które następnie ukrywa. Potem przez resztę książki miota się między chęcią pochwalenia się całemu światu, jaki to jest gieroj a tchórzliwym ukrywaniem śladów, żeby konsekwencje jego czynu go nie dopadły. Dodatkowo, jest chyba najbardziej antypatycznym i niegrzecznym bohaterem "pozytywnym", jakiego kojarzę - obraża i odrzuca wszystkich wokół, zaczynając od jedynego przyjaciela Razumichina, przez matkę i siostrę (które mimo jego zachowania są nim nieustająco zachwycone) aż do Soni, która jest w nim zakochana i wybacza mu wszystko, nawet zabicie dwóch osób bez poczucia winy.

Tl;dr - nie polecam.

[1] Audiobook też ma wady, w tym przypadku ma lektora, który robi czeskie błędy, czytając słowa - pojawia się wyfiołkowana zamiast wyfiokowana, wojtok zamiast wojłoku. Drobne rzeczy, ale irytują.

[2] Logika stojąca za postępowaniem Swidrygajłowa, a konkretnie jej brak. Gość przyjeżdża, zwierza się z szeroko zakrojonych planów, sypie walutą, wchodzi w posiadanie tajemnicy, która może służyć jako narzędzie szantażu, ma nastoletnią narzeczoną, dziwnie chętną starszemu panu[3], po czym - jak nie udaje mu się wziąć gwałtem kolejnej panny - strzela sobie w łeb.

[3] Wiadomo, człowiek po 40. jest starszym panem. Pulcheria Aleksandrowna, matka Raskolnikowa, trzymała się dobrze jak na swoje 43 lata i miała jeszcze ślady dawnej urody.

#48/#9

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, mwa, kryminal - 5 komentarzy - Skomentuj


Fiodor Dostojewski - Zbrodnia i kara

Znęcona faktem, że "Zbrodnia i kara" to w zasadzie kryminał, spędziłam prawie miesiąc, słuchając w samochodzie w drodze do i z pracy audiobooka[1]. I wierzcie mi, jest to chyba jedyny sensowny sposób, żeby przez to przejść (jeśli już ktoś musi), bo zdecydowanie nie ma szans, żeby tę książkę przeczytać. To jest tak zła książka, że nie wiem, a wiem sporo, bo czytałam dużo złych książek. Abstrahując od samej linii fabularnej, która nie trzyma się kupy[2], zachowanie bohaterów sprawia, że co scena przewracałam oczami nad ich indolencją. Ale to jest jeszcze do wytrzymania; najgorsze jest rozdęcie całości do rozmiaru epopei za pomocą detalicznego opisywania snów bohaterów (dla miłośników gore szczególnie polecam malignę Raskolnikowa, któremu śni się scena zabijania konia przez pijanych wozaków) oraz przy każdej okazji wprowadzania kilkudziesięciostronicowych monologów i przemów, ponieważ nikt w tej książce nie rozmawia, tylko wygłasza perory (o polityce, ustroju, wczesnym komunizmie ze współdzieleniem kobiet, opiece społecznej, religii, policji i prowadzeniu śledztwa, pogrzebach, alkoholizmie, prostytucji, byciu kimś lepszym od innych i tak dalej).

Raskolnikow, młody i obiecujący student prawa, po wydaniu wszystkich pieniędzy wysyłanych przez zapobiegliwą, choć biedną, matkę i ciężko pracującą siostrę, wpada w depresję. Zamiast zarabiać korepetycjami i drobnymi pracami, rezygnuje ze studiów, zaczyna mieć za złe całemu światu, zaszywa się w nędznej izdebce (za której wynajem zadłuża się coraz bardziej) i planuje zabicie lichwiarki, ponieważ jest ona wrzodem na zdrowej tkance społeczeństwa, a za uzyskane walory chce rozpocząć godne życie, czując się prawie jak Napoleon. Nie zdradzę tajemnicy, jak potwierdzę, że zabija lichwiarkę, a przy okazji przygodnego świadka, jej siostrę, po czym - z rosnącą gorączką - zabiera z miejsca zbrodni kilka drobiazgów, które następnie ukrywa. Potem przez resztę książki miota się między chęcią pochwalenia się całemu światu, jaki to jest gieroj a tchórzliwym ukrywaniem śladów, żeby konsekwencje jego czynu go nie dopadły. Dodatkowo, jest chyba najbardziej antypatycznym i niegrzecznym bohaterem "pozytywnym", jakiego kojarzę - obraża i odrzuca wszystkich wokół, zaczynając od jedynego przyjaciela Razumichina, przez matkę i siostrę (które mimo jego zachowania są nim nieustająco zachwycone) aż do Soni, która jest w nim zakochana i wybacza mu wszystko, nawet zabicie dwóch osób bez poczucia winy.

Tl;dr - nie polecam.

[1] Audiobook też ma wady, w tym przypadku ma lektora, który robi czeskie błędy, czytając słowa - pojawia się wyfiołkowana zamiast wyfiokowana, wojtok zamiast wojłoku. Drobne rzeczy, ale irytują.

[2] Logika stojąca za postępowaniem Swidrygajłowa, a konkretnie jej brak. Gość przyjeżdża, zwierza się z szeroko zakrojonych planów, sypie walutą, wchodzi w posiadanie tajemnicy, która może służyć jako narzędzie szantażu, ma nastoletnią narzeczoną, dziwnie chętną starszemu panu[3], po czym - jak nie udaje mu się wziąć gwałtem kolejnej panny - strzela sobie w łeb.

[3] Wiadomo, człowiek po 40. jest starszym panem. Pulcheria Aleksandrowna, matka Raskolnikowa, trzymała się dobrze jak na swoje 43 lata i miała jeszcze ślady dawnej urody.

#48/#9

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, mwa, kryminal - 5 komentarzy - Skomentuj


Krystyn Ziemski - Tropami cieni

Zaczęło się od plotek dwóch sąsiadek, które zamiast oczekiwanego skandalu obyczajowego (kto poderwie atrakcyjnego wdowca - rozwódka czy stara panna), wywęszyły ulatniający się gaz. Kapitan Korcz, milicjant bardzo refleksyjny, nie uwierzył w teorię samobójstwa na przykład dlatego, że mieszkanie było wyczyszczone z odcisków palców. Niedługo potem, z okna hotelu wypadło nagie ciało pijanego mężczyzny, co również od biedy można by było zakwalifikować jako nieszczęśliwy wypadek, ale tam również ktoś pieczołowicie starł odciski. Do gry włącza się major Orlicz z kontrwywiadu, bo okazuje się, że jest powiązanie ze szpiegostwem przemysłowym. Niestety, po obiecującym społecznie początku, historia jest bardzo mroczna i smutna i ciągnie się od II wojny. Niektórzy z hitlerowców, żeby uniknąć rozpoznania, skutecznie podszywali się pod ludzi ocalałych z rzezi, unikając szansy, że ktoś ich rozpozna, skoro samodzielnie zabili wszystkich mieszkańców wsi. Niedługo po wojnie odezwał się do nich oczywiście wywiad, a oni - bez pionu moralnego - rzucili się sprzedawać tajemnice nowej ojczyzny.

Śledztwo jest mozolne, składane z drobnych kawałków, wielokrotnie bohaterowie się zamyślają, wspominają wojnę i jej wpływ na ich życie, a do tego przeszłość ich dogania w nieoczekiwany sposób. Major Orlicz spotyka przypadkiem swoją wielką miłość z czasów Powstania, sanitariuszkę Annę, ale w wyniku ich spotkania żadne nie jest szczęśliwe, chociaż prowadzi do wyjaśnienia zbrodni.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 13, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, 2017, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Krystyn Ziemski - Tropami cieni

Zaczęło się od plotek dwóch sąsiadek, które zamiast oczekiwanego skandalu obyczajowego (kto poderwie atrakcyjnego wdowca - rozwódka czy stara panna), wywęszyły ulatniający się gaz. Kapitan Korcz, milicjant bardzo refleksyjny, nie uwierzył w teorię samobójstwa na przykład dlatego, że mieszkanie było wyczyszczone z odcisków palców. Niedługo potem, z okna hotelu wypadło nagie ciało pijanego mężczyzny, co również od biedy można by było zakwalifikować jako nieszczęśliwy wypadek, ale tam również ktoś pieczołowicie starł odciski. Do gry włącza się major Orlicz z kontrwywiadu, bo okazuje się, że jest powiązanie ze szpiegostwem przemysłowym. Niestety, po obiecującym społecznie początku, historia jest bardzo mroczna i smutna i ciągnie się od II wojny. Niektórzy z hitlerowców, żeby uniknąć rozpoznania, skutecznie podszywali się pod ludzi ocalałych z rzezi, unikając szansy, że ktoś ich rozpozna, skoro samodzielnie zabili wszystkich mieszkańców wsi. Niedługo po wojnie odezwał się do nich oczywiście wywiad, a oni - bez pionu moralnego - rzucili się sprzedawać tajemnice nowej ojczyzny.

Śledztwo jest mozolne, składane z drobnych kawałków, wielokrotnie bohaterowie się zamyślają, wspominają wojnę i jej wpływ na ich życie, a do tego przeszłość ich dogania w nieoczekiwany sposób. Major Orlicz spotyka przypadkiem swoją wielką miłość z czasów Powstania, sanitariuszkę Annę, ale w wyniku ich spotkania żadne nie jest szczęśliwe, chociaż prowadzi do wyjaśnienia zbrodni.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 13, 2017

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, prl, 2017, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Pojechali na wakacje (2)...

... wszyscy nasi podopieczni, co to wymagają w restauracji rosołu, kotleta i frytek czy ziemniaka, więc korzystając z okazji przeszliśmy się po tych miejscach, co serwują z zupełnie innej gamy smakowej.

Bar-a-boo (Taczaka 11/2) - bardzo przyjemna pizza na cienkim cieście, niezły makaron, przyjemnie w środku nawet w upalny dzień. Tłumy, dość długo się czeka na jedzenie. Da się usiąść w bramie, do środka lokalu wchodzi się po schodach.

HumHum (Ostrówek 15) - wybieraliśmy się tam kilkukrotnie, ale zawsze odbijaliśmy się od braku stolików. Nawet w środku tygodnia i mimo chłodnego wieczora czekaliśmy dość długo na potrawy, ale - nie ukrywam - było warto. Kuchnia libańska, aromatyczna, bogata, mnie wyjątkowo smakowała kiszona rzepa, TŻ chwalił dobrze przyprawioną keftę i korzenny sos. Uroczo szczery kelner ("jak Pani chce dobre wino, to jednak polecam wybór innego lokalu") zaskoczył nas nieco informacją, że ceny w menu nieaktualne, więc drożej. I tak warto (chociaż ceny z tych wyższych), ale trochę niemarketingowo. Można jeść przy stoliku na ulicy (Śródka zapewnia widoki przepiękne), do środka kilka schodków.

Niezły Meksyk (Różana 15) - malutka restauracja z małym menu, niekoniecznie aż tak fastfoodowym, jak wygląda. Rzetelnie meksykańskie przyprawy, duże porcje, serwowane na papierowych tackach, które można złożyć i zabrać nawynos do domu, jak się nie zje. Kilka schodków w dół, zamawia się przy barze, więc mimo opcji zjedzenia przy stolikach na ulicy wśród soczystego klimatu Wildy, trzeba się pofatygować do środka. Chili con carne świetne, różne smaki sals - o smaku mango doskonała.

Nocny Targ Towarzyski (Kolejowa 23) to impreza cykliczna (zwykle od czwartku do niedzieli), z foodtrackami i aranżowanymi na miejscu standami różnych kawiarni i restauracji. Wprawdzie TŻ poszedł w celu spożywczym (curry z Hatti na Woźnej 13), ale ja poszłam głównie w celu patrzenia (no dobrze, nie że nie podjadałam tego curry, tak?). Stara hala PKP, cegła, częściowo zrujnowane budynki - czego nie lubić. Nie przejrzałam asortymentu spożywczego, bo akurat trafiliśmy na wieczór stand-upu i były tłumy, ale widziałam i mięsnie, i bezmięsnie, naleśniki, lody czy kawa.

GALERIA ZDJĘĆ (Nocny Targ Towarzyski).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Pojechali na wakacje (2)...

... wszyscy nasi podopieczni, co to wymagają w restauracji rosołu, kotleta i frytek czy ziemniaka, więc korzystając z okazji przeszliśmy się po tych miejscach, co serwują z zupełnie innej gamy smakowej.

Bar-a-boo (Taczaka 11/2) - bardzo przyjemna pizza na cienkim cieście, niezły makaron, przyjemnie w środku nawet w upalny dzień. Tłumy, dość długo się czeka na jedzenie. Da się usiąść w bramie, do środka lokalu wchodzi się po schodach.

HumHum (Ostrówek 15) - wybieraliśmy się tam kilkukrotnie, ale zawsze odbijaliśmy się od braku stolików. Nawet w środku tygodnia i mimo chłodnego wieczora czekaliśmy dość długo na potrawy, ale - nie ukrywam - było warto. Kuchnia libańska, aromatyczna, bogata, mnie wyjątkowo smakowała kiszona rzepa, TŻ chwalił dobrze przyprawioną keftę i korzenny sos. Uroczo szczery kelner ("jak Pani chce dobre wino, to jednak polecam wybór innego lokalu") zaskoczył nas nieco informacją, że ceny w menu nieaktualne, więc drożej. I tak warto (chociaż ceny z tych wyższych), ale trochę niemarketingowo. Można jeść przy stoliku na ulicy (Śródka zapewnia widoki przepiękne), do środka kilka schodków.

Niezły Meksyk (Różana 15) - malutka restauracja z małym menu, niekoniecznie aż tak fastfoodowym, jak wygląda. Rzetelnie meksykańskie przyprawy, duże porcje, serwowane na papierowych tackach, które można złożyć i zabrać nawynos do domu, jak się nie zje. Kilka schodków w dół, zamawia się przy barze, więc mimo opcji zjedzenia przy stolikach na ulicy wśród soczystego klimatu Wildy, trzeba się pofatygować do środka. Chili con carne świetne, różne smaki sals - o smaku mango doskonała.

Nocny Targ Towarzyski (Kolejowa 23) to impreza cykliczna (zwykle od czwartku do niedzieli), z foodtrackami i aranżowanymi na miejscu standami różnych kawiarni i restauracji. Wprawdzie TŻ poszedł w celu spożywczym (curry z Hatti na Woźnej 13), ale ja poszłam głównie w celu patrzenia (no dobrze, nie że nie podjadałam tego curry, tak?). Stara hala PKP, cegła, częściowo zrujnowane budynki - czego nie lubić. Nie przejrzałam asortymentu spożywczego, bo akurat trafiliśmy na wieczór stand-upu i były tłumy, ale widziałam i mięsnie, i bezmięsnie, naleśniki, lody czy kawa.

GALERIA ZDJĘĆ (Nocny Targ Towarzyski).

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 8, 2017

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj