K. mi pożyczyła, żebym miała co czytać w Pradze. I owszem, jedynym jasnym punktem tej książki była lokalizacja - rzecz się dzieje (głównie) w stolicy Czech, a zaczyna od historii służki, co ma dwóch kochanków - z kominiarczykiem grzmoci się na strychu, a z żołnierzem - przy wzgórzu Petřín (o czym niebawem), w okolicach Ujazdu. Poza tym jest to jeden z tych niezwykłych przypadków, kiedy marketingowa notka na okładce jest rzetelna i dobrze obrazuje treść książki. Otóż jest to thriller pornograficzno[1]-gastryczny[2] (dodatkowo udaje też kryminał[3] i powieść historyczną[4], ale nie jest niestety ani jednym, ani drugim). Komisarz policji Durman, podczas uroczystego uruchomienia odnowionego zegara Orloj na praskim ratuszu, dosłownie wchodzi w rozkładające się[5] zwłoki listonosza. Kolejne morderstwa, dokonywane przez chorego psychicznie złoczyńcę, bogato przeplatane wędrówkami kulinarno-erotycznymi komisarza i jego tajemniczego współpracownika Egona Altera po Pradze i okolicach, są tylko pretekstem, żeby ponurzać czytelnika w obrzydliwościach dawnych czasów. Nad wszystkim unosi się widmo złowieszczej organizacji, Ordo Novi Ordinis, będącej połączeniem Iluminatów, masonów i żydowskiego spisku bankierów.
Wielokrotnie miałam momenty zawahania, czy nie dać sobie spokoju z czytaniem, ale stwierdziłam, że wytrzymam do końca, żebyście Wy nie musieli. Nie dziękujcie.
[1] Próbowałam zliczyć, ile razy komisarz w trakcie śledztwa zażywa rozkoszy alkowy, ale się poddałam, ponieważ dżentelmen odwiedza burdele i w Pradze, gdzie zajeżdża po kilka pracownic naraz, i w Paryżu, gdzie poznaje rozkosze oralne[6], egalitarnie, pardon my French, dyma przypadkowo spotkane damy, karczmarki i służki, nie wspominając o nastoletnich (12-16 lat) wnuczkach króla cyganów. A, ma też oficjalną narzeczoną, z którą wymienia rozkoszne pocałunki. Opisy zmasakrowanego po orgiach przyrodzenia pojawiają się na tyle często, że nie wierzę, że nic mu nie odpadło.
[2] Oprócz spółkowania, Durman (i inni bohaterowie) nieustająco jedzą, chociaż to złe określenie, bo oni nie jedzą, tylko żrą potrawy tak absurdalne, że śmieszne - gęsia szyja napychana słowikami, wołowa głowa wożona na rozpalonym piecyku, piekąca się od środka i tym podobne. Wymiotowanie w trakcie libacji, żeby zrobić miejsce na nowe potrawy i alkohole ociera się już o groteskę.
[3] Niby jest śledztwo, niby są gromadzone jakieś poszlaki, ale logiki ani sensu nie ma żadnego. Zbrodniarz na końcu zostaje zignorowany, mimo że dochodzi nawet jak u Christie do zgromadzenia wszystkich potencjalnych złoczyńców w jednym pokoju, a detektyw ma już wszystkim opowiedzieć, jak odkrył prawdę i wskazać winnego, tyle że nie. O udziale Egona Altera w śledztwie nawet nie wspomnę, bo to dość oczywiste.
[4] Rzecz się dzieje w XIX wieku, w tle akcji pojawia się wojna między Austrią i Niemcami, Czechy ciągle marzą o byciu imperium od morza do morza, a czescy wynalazcy są lepsi od Leonarda da Vinci.
[5] Logiki i wiarygodności nie ma żadnej, świeżo ukryte pod brukiem zwłoki nawet ciepłą zimą nie eksplodują gazami gnilnymi na tyle, żeby po dniu lub dwóch katapultować kostki brukowe w powietrze.
[6] Najpierw doprowadzając do wyrzucenia na bruk dzielnej damy negocjowalnego afektu, która doznała zwichnięcia szczęki, dzięki czemu nie musiał płacić za usługę(!), a następnie dzielnie przenosząc zwyczaj na grunt Czech, dzięki czemu podczas wolny wygłodniałe prostytutki mogą uzyskać porcję kalorii, napadając na bogu-ducha-winnych panów i wysysając ich do ostatniej kropli. Nie zmyślam.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 20, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2017, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
K. mi pożyczyła, żebym miała co czytać w Pradze. I owszem, jedynym jasnym punktem tej książki była lokalizacja - rzecz się dzieje (głównie) w stolicy Czech, a zaczyna od historii służki, co ma dwóch kochanków - z kominiarczykiem grzmoci się na strychu, a z żołnierzem - przy wzgórzu Petřín (o czym niebawem), w okolicach Ujazdu. Poza tym jest to jeden z tych niezwykłych przypadków, kiedy marketingowa notka na okładce jest rzetelna i dobrze obrazuje treść książki. Otóż jest to thriller pornograficzno[1]-gastryczny[2] (dodatkowo udaje też kryminał[3] i powieść historyczną[4], ale nie jest niestety ani jednym, ani drugim). Komisarz policji Durman, podczas uroczystego uruchomienia odnowionego zegara Orloj na praskim ratuszu, dosłownie wchodzi w rozkładające się[5] zwłoki listonosza. Kolejne morderstwa, dokonywane przez chorego psychicznie złoczyńcę, bogato przeplatane wędrówkami kulinarno-erotycznymi komisarza i jego tajemniczego współpracownika Egona Altera po Pradze i okolicach, są tylko pretekstem, żeby ponurzać czytelnika w obrzydliwościach dawnych czasów. Nad wszystkim unosi się widmo złowieszczej organizacji, Ordo Novi Ordinis, będącej połączeniem Iluminatów, masonów i żydowskiego spisku bankierów.
Wielokrotnie miałam momenty zawahania, czy nie dać sobie spokoju z czytaniem, ale stwierdziłam, że wytrzymam do końca, żebyście Wy nie musieli. Nie dziękujcie.
[1] Próbowałam zliczyć, ile razy komisarz w trakcie śledztwa zażywa rozkoszy alkowy, ale się poddałam, ponieważ dżentelmen odwiedza burdele i w Pradze, gdzie zajeżdża po kilka pracownic naraz, i w Paryżu, gdzie poznaje rozkosze oralne[6], egalitarnie, pardon my French, dyma przypadkowo spotkane damy, karczmarki i służki, nie wspominając o nastoletnich (12-16 lat) wnuczkach króla cyganów. A, ma też oficjalną narzeczoną, z którą wymienia rozkoszne pocałunki. Opisy zmasakrowanego po orgiach przyrodzenia pojawiają się na tyle często, że nie wierzę, że nic mu nie odpadło.
[2] Oprócz spółkowania, Durman (i inni bohaterowie) nieustająco jedzą, chociaż to złe określenie, bo oni nie jedzą, tylko żrą potrawy tak absurdalne, że śmieszne - gęsia szyja napychana słowikami, wołowa głowa wożona na rozpalonym piecyku, piekąca się od środka i tym podobne. Wymiotowanie w trakcie libacji, żeby zrobić miejsce na nowe potrawy i alkohole ociera się już o groteskę.
[3] Niby jest śledztwo, niby są gromadzone jakieś poszlaki, ale logiki ani sensu nie ma żadnego. Zbrodniarz na końcu zostaje zignorowany, mimo że dochodzi nawet jak u Christie do zgromadzenia wszystkich potencjalnych złoczyńców w jednym pokoju, a detektyw ma już wszystkim opowiedzieć, jak odkrył prawdę i wskazać winnego, tyle że nie. O udziale Egona Altera w śledztwie nawet nie wspomnę, bo to dość oczywiste.
[4] Rzecz się dzieje w XIX wieku, w tle akcji pojawia się wojna między Austrią i Niemcami, Czechy ciągle marzą o byciu imperium od morza do morza, a czescy wynalazcy są lepsi od Leonarda da Vinci.
[5] Logiki i wiarygodności nie ma żadnej, świeżo ukryte pod brukiem zwłoki nawet ciepłą zimą nie eksplodują gazami gnilnymi na tyle, żeby po dniu lub dwóch katapultować kostki brukowe w powietrze.
[6] Najpierw doprowadzając do wyrzucenia na bruk dzielnej damy negocjowalnego afektu, która doznała zwichnięcia szczęki, dzięki czemu nie musiał płacić za usługę(!), a następnie dzielnie przenosząc zwyczaj na grunt Czech, dzięki czemu podczas wolny wygłodniałe prostytutki mogą uzyskać porcję kalorii, napadając na bogu-ducha-winnych panów i wysysając ich do ostatniej kropli. Nie zmyślam.
#31
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 20, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2017, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
Inspektor River jest całkiem dobrym śledczym, ale w kiepskim stanie psychicznym od momentu, kiedy ktoś zastrzelił jego partnerkę, sierżant Stevie. Sytuacji nie ułatwia fakt, że Stevie jest cały czas obecna, prowadzi z Riverem dialogi i jest na tyle realna, iż wpływa to na zachowanie policjanta. Nie tylko zresztą ją widzi -
rozmawia z innymi umarłymi, którzy łączą się z prowadzonymi śledztwami. Po przypadkowej śmierci podczas pościgu za podejrzanym, zwierzchnicy dostrzegają problem, proponują ewaluację psychiatryczną, którą - o dziwo - River przechodzi pozytywnie. Teoretycznie inspektor powinien się skupić na pracy, ale najważniejsza dla niego i tak jest sprawa morderstwa współpracowniczki, więc śledztwa w poszczególnych odcinkach przeplatają się z odkrywaniem kolejnych tajemnic zmarłej.
Najciekawszą postacią nie jest River (grany przez Stellana Skarsgårda, ojca tego Skarsgårda z "True Blood"), ale - udatnie grająca trupa - Stevie oraz nowy partner, dość egzotyczny (aktor jest pochodzenia pakinstańsko-kenijskiego) Ira. Stevie jest gadatliwa, wesoła, kłótliwa i czasem wcale nie pomaga w śledztwie. Ira z kolei próbuje się Riverem opiekować, bo widzi w nim - mimo problemów z psychiką - dobrego śledczego.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 18, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Inspektor River jest całkiem dobrym śledczym, ale w kiepskim stanie psychicznym od momentu, kiedy ktoś zastrzelił jego partnerkę, sierżant Stevie. Sytuacji nie ułatwia fakt, że Stevie jest cały czas obecna, prowadzi z Riverem dialogi i jest na tyle realna, iż wpływa to na zachowanie policjanta. Nie tylko zresztą ją widzi -
rozmawia z innymi umarłymi, którzy łączą się z prowadzonymi śledztwami. Po przypadkowej śmierci podczas pościgu za podejrzanym, zwierzchnicy dostrzegają problem, proponują ewaluację psychiatryczną, którą - o dziwo - River przechodzi pozytywnie. Teoretycznie inspektor powinien się skupić na pracy, ale najważniejsza dla niego i tak jest sprawa morderstwa współpracowniczki, więc śledztwa w poszczególnych odcinkach przeplatają się z odkrywaniem kolejnych tajemnic zmarłej.
Najciekawszą postacią nie jest River (grany przez Stellana Skarsgårda, ojca tego Skarsgårda z "True Blood"), ale - udatnie grająca trupa - Stevie oraz nowy partner, dość egzotyczny (aktor jest pochodzenia pakinstańsko-kenijskiego) Ira. Stevie jest gadatliwa, wesoła, kłótliwa i czasem wcale nie pomaga w śledztwie. Ira z kolei próbuje się Riverem opiekować, bo widzi w nim - mimo problemów z psychiką - dobrego śledczego.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 18, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Grace, prawie 100-letnia rezydentka domu opieki, nagrywa na kasety swoje wspomnienia dla wnuczka, przebywającego gdzieś w świecie, wychodzącego z żałoby po śmierci żony. Impulsem do nagrywania jest wizyta amerykańskiej reżyser (jak się w finale okazuje, blisko związanej z przeszłością staruszki), która kręci film o tragedii, która wydarzyła się w 1924 roku w Riverton, w posiadłości, w której 10 lat wcześniej młoda Grace rozpoczęła służbę. Dwuwątkowa opowieść przeplata współczesność (starość bohaterki, wizytę głupiutkiej odtwórczyni jednej z głównych ról, festyn i zwiedzanie posiadłości) ze snującą się historią opisującą koleje życia młodych Hartfordów: ambitnej Hannah, żądnej sławy Emmeline, naiwnego i pełnego ideałów Davida i przyjaciela tego ostatniego, Robby'ego. Grace opisuje wszystko z perspektywy sutereny, okiem służby, która - niewidzialna i milcząca - jest czynnikiem odpowiedzialnym za utrzymanie całego dworu. Już na początku wiadomo, że historia młodych kończy się tragedią, ale dopiero na samym końcu wiadomo, jak do tego doszło.
Chyba najsłabsza z dotychczasowych. Nie ma jakiejś specjalnej zaskoczki, chyba że zaskoczyć czytelnika ma to, że mn gentrqvę bqcbjvrqmvnyan wrfg fnzn aneengbexn, xgóen avr hzvnłn jłnśpvjvr bqpmlgnć yvfgh fjbwrw cnav v qbcebjnqmvłn anwcvrej qb mnovpvn Ebool'rtb, n cbgrz - cbśerqavb - qb śzvrepv boh fvófge. Spodoba się na pewno lubiącym klimat międzywojennej Anglii i intryg w wyższych sferach.
Inne tej autorki.
#30
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 15, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Grace, prawie 100-letnia rezydentka domu opieki, nagrywa na kasety swoje wspomnienia dla wnuczka, przebywającego gdzieś w świecie, wychodzącego z żałoby po śmierci żony. Impulsem do nagrywania jest wizyta amerykańskiej reżyser (jak się w finale okazuje, blisko związanej z przeszłością staruszki), która kręci film o tragedii, która wydarzyła się w 1924 roku w Riverton, w posiadłości, w której 10 lat wcześniej młoda Grace rozpoczęła służbę. Dwuwątkowa opowieść przeplata współczesność (starość bohaterki, wizytę głupiutkiej odtwórczyni jednej z głównych ról, festyn i zwiedzanie posiadłości) ze snującą się historią opisującą koleje życia młodych Hartfordów: ambitnej Hannah, żądnej sławy Emmeline, naiwnego i pełnego ideałów Davida i przyjaciela tego ostatniego, Robby'ego. Grace opisuje wszystko z perspektywy sutereny, okiem służby, która - niewidzialna i milcząca - jest czynnikiem odpowiedzialnym za utrzymanie całego dworu. Już na początku wiadomo, że historia młodych kończy się tragedią, ale dopiero na samym końcu wiadomo, jak do tego doszło.
Chyba najsłabsza z dotychczasowych. Nie ma jakiejś specjalnej zaskoczki, chyba że zaskoczyć czytelnika ma to, że mn gentrqvę bqcbjvrqmvnyan wrfg fnzn aneengbexn, xgóen avr hzvnłn jłnśpvjvr bqpmlgnć yvfgh fjbwrw cnav v qbcebjnqmvłn anwcvrej qb mnovpvn Ebool'rtb, n cbgrz - cbśerqavb - qb śzvrepv boh fvófge. Spodoba się na pewno lubiącym klimat międzywojennej Anglii i intryg w wyższych sferach.
Inne tej autorki.
#30
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 15, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Świat gdzieś na końcu znanego wszechświata. Avice, wychowana w Ambasadorii, raczej omija Gospodarzy, obcą rasę z dwojgiem ust, mówiącą dwugłosem. Nie chce być jedną z Ambasadorów, specjalnie dostrojonych empatów, którzy w parach jednocześnie prowadzą dialog; woli być nawigatorką statku kosmicznego. Kiedy po latach wraca na rodzinną planetę z trzecim chyba z kolei mężem, tym razem lingwistą, szybko się orientuje, że mąż jest bardziej zainteresowany mieszkańcami planety niż nią. Pechowo, akurat wtedy pojawia się na planecie nowa para ambasadorów - EzRa i jej dwugłos okazuje się mieć działanie narkotyczne na Gospodarzy. Burzy to ustalony na planecie porządek i prowadzi do niespotykanego wcześniej konfliktu i wojny domowej.
Nie spodziewałam się oczywiście, że mnie Mieville rozczaruje, ale zaskoczył mnie po raz kolejny: kreacja świata, nie dość, że pełnego Obcych, to tak obcych, że nie ma opcji wejścia w ich psychikę i zrozumienie motywacji, ma rozmach i świeżość porównywalną chyba z "Mówcą umarłych" Carda. Dodatkowo - to chyba znak szczególny autora - jest to świat na krawędzi, tuż przed konfliktem, którego rozwiązanie jest faktyczną osią powieści. Narracja Avice, która retrospektywnie odkrywa kawałkami przyczyny i rozwiązanie, wprowadza stopniowo we wszystkie zawiłości oraz w semantykę, która jest - mam wrażenie - najważniejsza.
PS Będą zdjęcia jeszcze, obiecuję.
Inne tego autora.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Świat gdzieś na końcu znanego wszechświata. Avice, wychowana w Ambasadorii, raczej omija Gospodarzy, obcą rasę z dwojgiem ust, mówiącą dwugłosem. Nie chce być jedną z Ambasadorów, specjalnie dostrojonych empatów, którzy w parach jednocześnie prowadzą dialog; woli być nawigatorką statku kosmicznego. Kiedy po latach wraca na rodzinną planetę z trzecim chyba z kolei mężem, tym razem lingwistą, szybko się orientuje, że mąż jest bardziej zainteresowany mieszkańcami planety niż nią. Pechowo, akurat wtedy pojawia się na planecie nowa para ambasadorów - EzRa i jej dwugłos okazuje się mieć działanie narkotyczne na Gospodarzy. Burzy to ustalony na planecie porządek i prowadzi do niespotykanego wcześniej konfliktu i wojny domowej.
Nie spodziewałam się oczywiście, że mnie Mieville rozczaruje, ale zaskoczył mnie po raz kolejny: kreacja świata, nie dość, że pełnego Obcych, to tak obcych, że nie ma opcji wejścia w ich psychikę i zrozumienie motywacji, ma rozmach i świeżość porównywalną chyba z "Mówcą umarłych" Carda. Dodatkowo - to chyba znak szczególny autora - jest to świat na krawędzi, tuż przed konfliktem, którego rozwiązanie jest faktyczną osią powieści. Narracja Avice, która retrospektywnie odkrywa kawałkami przyczyny i rozwiązanie, wprowadza stopniowo we wszystkie zawiłości oraz w semantykę, która jest - mam wrażenie - najważniejsza.
PS Będą zdjęcia jeszcze, obiecuję.
Inne tego autora.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Młody chłopiec traci wzrok w wyniku wypadku ze szkodliwymi chemikaliami, przez co zyskuje nadzwyczajny słuch, z nawiązką rekompensujący mu widzenie. Mimo śmierci ojca (boksera zabitego przez mafię po rezygnacji z ustawienia walki) nie dość, że wychodzi na ludzi i zostaje prawnikiem, to jeszcze - dzięki treningowi u psychopatycznego ślepca - zyskuje nadludzką sprawność w walce, wspomaganą wspomnianym supersłuchem. Równocześnie z rozwojem własnej kancelarii i legalistyczną pracą na rzecz pokrzywdzonych, nocami wychodzi, że bronić Nowego Jorku przed przestępstwami, skorumpowaną policją, gangami i mafią. Załatwia sobie nieprzepuszczające broni wdzianko i gustowną maseczkę, żeby nikt - nawet znający go na co dzień bliscy - nie wiedzieli kim jest. W pierwszym sezonie usiłuje wsadzić za kratki demonicznego Wilsona Fiska, który - pod pretekstem pracy społecznej - nawiązuje sojusze i toczy wojny z gangami, żeby przejąć władzę nad dzielnicą. W drugim, z pomocą dawnej kochanki, oficjalnie bizneswoman, a po pracy wojowniczki w masce, Elektry, usiłuje rozwiązać tajemnicę spisku, w którym dużą rolę odkrywa Punisher, mordujący egalitarnie członków różnych gangów (z zupełnie innej bajki, ale też z marvellowskiego kontinuum), wielka dziura pod jednym z budynków w Hell's Kitchen, azjatyccy zombie i dziwna maszyna, wypompowująca z ludzi krew.
Niby wszystko jest - superbohater, szczytna misja, piękne panie w rolach drugoplanowych (Deborah Ann Woll, egzotycznie urodziwa Elodie Yung czy zgrabnie wiążąca z innymi seriami Rosarie Dawson), ale zabrakło czegoś, co podobało mi się w "Jessice Jones" czy "Luke'u Cage'u". Akcja się wlecze - zdarzają się odcinki, składające się z 20 minut scen krwawej walki, 15 minut dywagacji któregoś z bohaterów lub ich adwersarzy nad niesprawiedliwością wszechrzeczy i pozostałych 10 minut, które ewentualnie coś wnoszą.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 7, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Młody chłopiec traci wzrok w wyniku wypadku ze szkodliwymi chemikaliami, przez co zyskuje nadzwyczajny słuch, z nawiązką rekompensujący mu widzenie. Mimo śmierci ojca (boksera zabitego przez mafię po rezygnacji z ustawienia walki) nie dość, że wychodzi na ludzi i zostaje prawnikiem, to jeszcze - dzięki treningowi u psychopatycznego ślepca - zyskuje nadludzką sprawność w walce, wspomaganą wspomnianym supersłuchem. Równocześnie z rozwojem własnej kancelarii i legalistyczną pracą na rzecz pokrzywdzonych, nocami wychodzi, że bronić Nowego Jorku przed przestępstwami, skorumpowaną policją, gangami i mafią. Załatwia sobie nieprzepuszczające broni wdzianko i gustowną maseczkę, żeby nikt - nawet znający go na co dzień bliscy - nie wiedzieli kim jest. W pierwszym sezonie usiłuje wsadzić za kratki demonicznego Wilsona Fiska, który - pod pretekstem pracy społecznej - nawiązuje sojusze i toczy wojny z gangami, żeby przejąć władzę nad dzielnicą. W drugim, z pomocą dawnej kochanki, oficjalnie bizneswoman, a po pracy wojowniczki w masce, Elektry, usiłuje rozwiązać tajemnicę spisku, w którym dużą rolę odkrywa Punisher, mordujący egalitarnie członków różnych gangów (z zupełnie innej bajki, ale też z marvellowskiego kontinuum), wielka dziura pod jednym z budynków w Hell's Kitchen, azjatyccy zombie i dziwna maszyna, wypompowująca z ludzi krew.
Niby wszystko jest - superbohater, szczytna misja, piękne panie w rolach drugoplanowych (Deborah Ann Woll, egzotycznie urodziwa Elodie Yung czy zgrabnie wiążąca z innymi seriami Rosarie Dawson), ale zabrakło czegoś, co podobało mi się w "Jessice Jones" czy "Luke'u Cage'u". Akcja się wlecze - zdarzają się odcinki, składające się z 20 minut scen krwawej walki, 15 minut dywagacji któregoś z bohaterów lub ich adwersarzy nad niesprawiedliwością wszechrzeczy i pozostałych 10 minut, które ewentualnie coś wnoszą.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 7, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj