Ciśnienie ostatnio tak dramatycznie niskie, że w biurowej kuchni zasugerowano mi kroplówkę z kofeiny, kiedy stałam i zrezygnowana czekałam, aż sie woda na herbatę zagotuje. Wracam z herbatą, a czas jakiś później w tym ciśnieniowym dołku schodzę ponownie do kuchni na obiad. Kładę na stole telefon, bo ktoś tam miał dzwonić, idę podgrzać przywleczony z domu posiłek, wracam, a tu koło mojego telefonu kubek z herbatą. Sarknęłam w duchu, że przecież to ja tu siedzę, ale przełożyłam telefon kawałek dalej i sama usiadłam obok. Nikt nie przyszedł, coś mi zaczęło świtać, ale niemrawo, więc zjadłam, wróciłam do biurka i odkryłam, że jednak to był mój kubek z herbatą, który wzięłam ze sobą na obiad. I że jak chcę dopić, to jednak muszę zejść do kuchni.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 14, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ciśnienie ostatnio tak dramatycznie niskie, że w biurowej kuchni zasugerowano mi kroplówkę z kofeiny, kiedy stałam i zrezygnowana czekałam, aż sie woda na herbatę zagotuje. Wracam z herbatą, a czas jakiś później w tym ciśnieniowym dołku schodzę ponownie do kuchni na obiad. Kładę na stole telefon, bo ktoś tam miał dzwonić, idę podgrzać przywleczony z domu posiłek, wracam, a tu koło mojego telefonu kubek z herbatą. Sarknęłam w duchu, że przecież to ja tu siedzę, ale przełożyłam telefon kawałek dalej i sama usiadłam obok. Nikt nie przyszedł, coś mi zaczęło świtać, ale niemrawo, więc zjadłam, wróciłam do biurka i odkryłam, że jednak to był mój kubek z herbatą, który wzięłam ze sobą na obiad. I że jak chcę dopić, to jednak muszę zejść do kuchni.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 14, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Frezje mają pączki, piwonie rosną, aczkolwiek jedną oblazły mszyce. Mieczyki inwestują w liście, podobnie nasturcje, a dalie są żałośnie malutkie, jak się nie zmotywują, to nie wróżę im sukcesów. Za to maciejka wieczorami obłędnie pachnie.
A za domem odkryłam krzaczek melisy cytrynowej. W zasadzie to nie za, a obok, bo nie wiedzieć czemu dom ma wejście z boku, a nie od frontu.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, G is for Garden -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Frezje mają pączki, piwonie rosną, aczkolwiek jedną oblazły mszyce. Mieczyki inwestują w liście, podobnie nasturcje, a dalie są żałośnie malutkie, jak się nie zmotywują, to nie wróżę im sukcesów. Za to maciejka wieczorami obłędnie pachnie.
A za domem odkryłam krzaczek melisy cytrynowej. W zasadzie to nie za, a obok, bo nie wiedzieć czemu dom ma wejście z boku, a nie od frontu.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, G is for Garden -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zamordowano starą, bogatą damę o dźwięcznym nazwisku Aniskowiec, otaczającą się środowiskiem artystycznym. Co dziwne, z jej bogato wyposażonego w antyki i dzieła sztuki mieszkania nie zginęło nic, nawet biżuteria. Dziedziczyło po niej muzeum, odpadł więc całkiem motyw rabunkowy. Liczni znajomi potwierdzili, że starsza pani była lubiana, nikomu nie nastąpiła na odcisk, a przy tym była dyskretna i adoratorami i mężami rozstawała się w zgodzie, więc i tutaj nie ma podstaw do szukania zabójcy. Kamieńska jest niepocieszona aż do momentu, kiedy - zupełnym przypadkiem - przesłuchując znajomą ofiary, opowiada jej towarzysko historię przypadkowo spotkanej na korytarzu Iry, którą przed laty spotkała tragedia: jej matka wyrzuciła trójkę młodszego rodzeństwa z ósmego piętra, potem skoczyła za nimi sama, a ojciec umarł na zawał dzień później. Dzieci i matka cudem przeżyły, oczywiście z różnymi uszkodzeniami i od sześciu lat przebywają w szpitalu, a Ira, która uciekła przed matką, nie dojada, nie dosypia, pracuje na kilka etatów, żeby dbać o rodzinę. Kiedy znajoma ofiary rzuca "O, Aniskowiec znała tę matkę, przyjaźniły się i mówiła, że spodziewała się, że TO się źle skończy". Kamieńska rzuca się na trop jak labrador na zdechłego kreta[1] i powoli odkrywa, że dzieci niedoszłej samobójczyni[2] były obiektami eksperymentów szalonego lekarza.
Jak przy okazji poprzednich książek ("Za wszystko trzeba płacić" czy "Złowrogiej pętli") łamał mi się kołek do zawieszania niewiary, tak tutaj ewidentnie autorce odjechał już peron. Są eksperymenty radiologiczne na nienarodzonych dzieciach w celu stworzenia nadczłowieka, złowroga szajka islamskich terrorystów, lekarz-katolik leczący duszę, nastolatka prześladowana w szkole za znajomość ortografii czy najmniej już dziwiący szowiniści (dżentelmen zaprasza panią na schadzkę do swojego mieszkania, po której to schadzce pani zmywa naczynia i sprząta, po czym wychodzi).
Kamieńska ma stosunkowo małą rolę w powieści, za to wielokrotnie irytuje w kontaktach zawodowych i społecznych, a do tego chodzi chora do pracy, bo musi pracować mimo nieleczonej grypy. Męża za to leczy metodami naturalnymi - moczenie nóg w wodzie z gorczycą, gaziki ze startą cebulą w uszach(!), maść terpentynowa na stopy.
[1] Dygresyjnie, fraza mi się ostatnio mocno wzbogaciła po lekturze Janina Daily, co i Wam polecam.
[2] I nie tylko one, bo pan doktor prowadził eksperymenty na każdej spotkanej pani, angażując siebie i swoje nasienie bez większych oporów natury moralnej. Gorzej, że owe panie bez większych wyrzutów sumienia dają się zapłodnić doktorowi, nie wtajemniczając w sprawę mężów, czasem wielokrotnie.
Inne tej autorki.
#35
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zamordowano starą, bogatą damę o dźwięcznym nazwisku Aniskowiec, otaczającą się środowiskiem artystycznym. Co dziwne, z jej bogato wyposażonego w antyki i dzieła sztuki mieszkania nie zginęło nic, nawet biżuteria. Dziedziczyło po niej muzeum, odpadł więc całkiem motyw rabunkowy. Liczni znajomi potwierdzili, że starsza pani była lubiana, nikomu nie nastąpiła na odcisk, a przy tym była dyskretna i adoratorami i mężami rozstawała się w zgodzie, więc i tutaj nie ma podstaw do szukania zabójcy. Kamieńska jest niepocieszona aż do momentu, kiedy - zupełnym przypadkiem - przesłuchując znajomą ofiary, opowiada jej towarzysko historię przypadkowo spotkanej na korytarzu Iry, którą przed laty spotkała tragedia: jej matka wyrzuciła trójkę młodszego rodzeństwa z ósmego piętra, potem skoczyła za nimi sama, a ojciec umarł na zawał dzień później. Dzieci i matka cudem przeżyły, oczywiście z różnymi uszkodzeniami i od sześciu lat przebywają w szpitalu, a Ira, która uciekła przed matką, nie dojada, nie dosypia, pracuje na kilka etatów, żeby dbać o rodzinę. Kiedy znajoma ofiary rzuca "O, Aniskowiec znała tę matkę, przyjaźniły się i mówiła, że spodziewała się, że TO się źle skończy". Kamieńska rzuca się na trop jak labrador na zdechłego kreta[1] i powoli odkrywa, że dzieci niedoszłej samobójczyni[2] były obiektami eksperymentów szalonego lekarza.
Jak przy okazji poprzednich książek ("Za wszystko trzeba płacić" czy "Złowrogiej pętli") łamał mi się kołek do zawieszania niewiary, tak tutaj ewidentnie autorce odjechał już peron. Są eksperymenty radiologiczne na nienarodzonych dzieciach w celu stworzenia nadczłowieka, złowroga szajka islamskich terrorystów, lekarz-katolik leczący duszę, nastolatka prześladowana w szkole za znajomość ortografii czy najmniej już dziwiący szowiniści (dżentelmen zaprasza panią na schadzkę do swojego mieszkania, po której to schadzce pani zmywa naczynia i sprząta, po czym wychodzi).
Kamieńska ma stosunkowo małą rolę w powieści, za to wielokrotnie irytuje w kontaktach zawodowych i społecznych, a do tego chodzi chora do pracy, bo musi pracować mimo nieleczonej grypy. Męża za to leczy metodami naturalnymi - moczenie nóg w wodzie z gorczycą, gaziki ze startą cebulą w uszach(!), maść terpentynowa na stopy.
[1] Dygresyjnie, fraza mi się ostatnio mocno wzbogaciła po lekturze Janina Daily, co i Wam polecam.
[2] I nie tylko one, bo pan doktor prowadził eksperymenty na każdej spotkanej pani, angażując siebie i swoje nasienie bez większych oporów natury moralnej. Gorzej, że owe panie bez większych wyrzutów sumienia dają się zapłodnić doktorowi, nie wtajemniczając w sprawę mężów, czasem wielokrotnie.
Inne tej autorki.
#35
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 8, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Taka sobie Kaśka, jak wiele z nas - z kompleksami umiejętnie podsycanymi przez otoczenie, autodestrukcyjna i dbająca o to, żeby wszystkim wokół nie sprawiac kłopotu, rodzicom, nauczycielom, chłopakom, mężowi - taka sobie Kaśka budzi się któregoś dnia i widzi całą listę błędów, które doprowadziły ją do tego miejsca w którym jest i jest w tym miejscu nieszczęśliwa. Jak nie bardzo umiałam się odnieść do Najgorszego człowieka, tak tutaj, oględnie unikając wskazania, widzę swoją życiową "ścieżkę kariery" w co drugim akapicie. Wyskakują mi w głowie te wszystkie sytuacje, kiedy "dla świetego spokoju", "bo tak trzeba", "kobiety powinny", "przecież mnie przejrzą". Na szczęście też w odpowiednim miejscu w życiu (szkoda, że dopiero po ponad 30 latach) na trwałe zaskoczyła mi ta zapadka, która pozwala mi się czuć dość dobrą. Warto sobie przeczytać, może parę zdań podkreślić, kilka spraw przemyśleć. Dobrym streszczeniem tego, co zebrała z wielu, chociaż pewnie i z autobiograficznych, historii Kubryńska, są Prymuski patriarchatu, napisane przez Katachrezę. Polecam, Zuzanka/blogerka/kobieta.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Taka sobie Kaśka, jak wiele z nas - z kompleksami umiejętnie podsycanymi przez otoczenie, autodestrukcyjna i dbająca o to, żeby wszystkim wokół nie sprawiac kłopotu, rodzicom, nauczycielom, chłopakom, mężowi - taka sobie Kaśka budzi się któregoś dnia i widzi całą listę błędów, które doprowadziły ją do tego miejsca w którym jest i jest w tym miejscu nieszczęśliwa. Jak nie bardzo umiałam się odnieść do Najgorszego człowieka, tak tutaj, oględnie unikając wskazania, widzę swoją życiową "ścieżkę kariery" w co drugim akapicie. Wyskakują mi w głowie te wszystkie sytuacje, kiedy "dla świetego spokoju", "bo tak trzeba", "kobiety powinny", "przecież mnie przejrzą". Na szczęście też w odpowiednim miejscu w życiu (szkoda, że dopiero po ponad 30 latach) na trwałe zaskoczyła mi ta zapadka, która pozwala mi się czuć dość dobrą. Warto sobie przeczytać, może parę zdań podkreślić, kilka spraw przemyśleć. Dobrym streszczeniem tego, co zebrała z wielu, chociaż pewnie i z autobiograficznych, historii Kubryńska, są Prymuski patriarchatu, napisane przez Katachrezę. Polecam, Zuzanka/blogerka/kobieta.
Inne tej autorki:
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, beletrystyka
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W 1984 roku prawie jednocześnie zdarzyły się dwie rzeczy: w małej wiosce, Utopcach, odkopano szkielet (którego sposób pochowania sugerował wampira), a niedługo potem zginęło dwóch mieszkańców tego gospodarstwa - Tadeusz, ojciec rodziny, profesor toksykologii i Wojtek, jego nastoletni syn-artysta u progu studiów prawniczych. Śledztwo z różnych względów prowadzone jest opieszale, sprawy nie ułatwia fakt zniknięcia zwłok i śladów przy zwłokach wskazujących na... wampira. Po 30 latach policja z Lipowa wznawia śledztwo jako przysługę, żeby utrzymać posterunek w miasteczku, ale szybko żałuje, bo nie jest łatwo, tym bardziej że Klementyna Kopp[1] daje się omotać wiejskiej hochsztaplerce i zamiast prowadzić śledztwo wpada w trans, żeby kontaktować się ze zmarłą kochanką.
Niestety większość wskazówek podczas śledztwa jest przedstawiania w postaci zgubionej myśli - "nieprzyjemne wrażenie, że umyka jej coś ważnego". Fabularnie nie pomaga też używanie jako przerywników w narracji protokołów z przesłuchania Strzałkowskiej, w których wydarzenia są niejako zapowiadane.
W warstwie obyczajowej po nastu latach nawiązuje się WTEM romans między Podgórskim a "mysią policjantką[2]" Emilią, co jest o tyle zaskakujące, że Daniel zdążył się oświadczyć Weronice. Niby za miesiąc ślub, ale narzeczony nie chce przebywać pod jednym dachem z przyszłą teściową, która chwilowo z Weroniką mieszka. Niestety, są to wątki kompletnie niewykorzystane, bo obie panie nie mają prawie żadnych kwestii.
[1] W ogóle z tomu na tom mizernieje obsada. Ze względu na dobro śledztwa rzecz się dzieje poza posterunkiem, matka Daniela nie uczestniczy, podobnie pozostali policjanci.
[2] Serio, to najważniejsza cecha sierżanta Strzałkowskiej. XXI wiek, feminizm, człowiek obdarzony jest mnóstwem cech dystynktywnych, ale wszyscy i tak myślą "mysia/szara policjantka".
Popkultura: Sleepy Hollow, Metallica, Lana del Rey.
Inne tej autorki.
#33
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 2, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj
W 1984 roku prawie jednocześnie zdarzyły się dwie rzeczy: w małej wiosce, Utopcach, odkopano szkielet (którego sposób pochowania sugerował wampira), a niedługo potem zginęło dwóch mieszkańców tego gospodarstwa - Tadeusz, ojciec rodziny, profesor toksykologii i Wojtek, jego nastoletni syn-artysta u progu studiów prawniczych. Śledztwo z różnych względów prowadzone jest opieszale, sprawy nie ułatwia fakt zniknięcia zwłok i śladów przy zwłokach wskazujących na... wampira. Po 30 latach policja z Lipowa wznawia śledztwo jako przysługę, żeby utrzymać posterunek w miasteczku, ale szybko żałuje, bo nie jest łatwo, tym bardziej że Klementyna Kopp[1] daje się omotać wiejskiej hochsztaplerce i zamiast prowadzić śledztwo wpada w trans, żeby kontaktować się ze zmarłą kochanką.
Niestety większość wskazówek podczas śledztwa jest przedstawiania w postaci zgubionej myśli - "nieprzyjemne wrażenie, że umyka jej coś ważnego". Fabularnie nie pomaga też używanie jako przerywników w narracji protokołów z przesłuchania Strzałkowskiej, w których wydarzenia są niejako zapowiadane.
W warstwie obyczajowej po nastu latach nawiązuje się WTEM romans między Podgórskim a "mysią policjantką[2]" Emilią, co jest o tyle zaskakujące, że Daniel zdążył się oświadczyć Weronice. Niby za miesiąc ślub, ale narzeczony nie chce przebywać pod jednym dachem z przyszłą teściową, która chwilowo z Weroniką mieszka. Niestety, są to wątki kompletnie niewykorzystane, bo obie panie nie mają prawie żadnych kwestii.
[1] W ogóle z tomu na tom mizernieje obsada. Ze względu na dobro śledztwa rzecz się dzieje poza posterunkiem, matka Daniela nie uczestniczy, podobnie pozostali policjanci.
[2] Serio, to najważniejsza cecha sierżanta Strzałkowskiej. XXI wiek, feminizm, człowiek obdarzony jest mnóstwem cech dystynktywnych, ale wszyscy i tak myślą "mysia/szara policjantka".
Popkultura: Sleepy Hollow, Metallica, Lana del Rey.
Inne tej autorki.
#33
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 2, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj