Ciąg dalszy historii opisanej w "Kryminalistce". Joanna, pisarka, po epizodzie manii na pogrzebie męża, trafiła - tak jak chciała - do szpitala psychiatrycznego. Odwiedza ją czasem adwokat męża, na szczęście reszta zainteresowanych odzyskaniem terenu - już nie. Tymczasem Joanna otrzymuje od tajemniczego młodzieńca swoją pierwszą powieść, do tej pory nie wydaną, opisującą sprawę sprzed prawie 10 lat. Z jednej strony bardzo ją to cieszy, z drugiej - ktoś (redaktor?) pozmieniał wymyślone przez autorkę wszystkie nazwiska i realia na zgodne z rzeczywistością i Joanna zaczyna się bać, bo ktoś podejmuje próby zabicia jej w szpitalu. Pozyskawszy szantażem grubą paczkę banknotów od adwokata, pisarka opuszcza szpital, żeby wyśledzić, kto dybie na jej życie i dowiedzieć się, jak skończyła się sprawa sprzed 10 lat.
Jakkolwiek bardzo ceniłam zabieg autorki w poprzednim tomie, gdzie powoli wprowadzała czytelnika w szaleństwo bohaterki, powodując, że wątpiło się w obiektywność narracji, tak tutaj zaburzona Joanna, uzyskująca za pomocą zabiegów kosmetycznych wygląd supergwiazdy oraz za pomocą nielegalnie pozyskanych środków chemicznych wymagany stan umysłu jest już mało wiarygodna. Nie rozumiem też finału, w którym cebjnqmąpn cemrm 10 yngl śyrqmgjb cebxhengbe v Wbnaan mbfgnwą mnzxavęgr j bchfmpmbalz zntnmlavr cemrm zężn mntvavbarw, zvzb żr cebxhengbexn zn m avz qmvrpxb, n pnłbśpvą moebqav xvrehwr póexn mntvavbarw, eójavrż cnpwragxn cflpuvngelxn.
Inne tej autorki.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 23, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ciąg dalszy historii opisanej w "Kryminalistce". Joanna, pisarka, po epizodzie manii na pogrzebie męża, trafiła - tak jak chciała - do szpitala psychiatrycznego. Odwiedza ją czasem adwokat męża, na szczęście reszta zainteresowanych odzyskaniem terenu - już nie. Tymczasem Joanna otrzymuje od tajemniczego młodzieńca swoją pierwszą powieść, do tej pory nie wydaną, opisującą sprawę sprzed prawie 10 lat. Z jednej strony bardzo ją to cieszy, z drugiej - ktoś (redaktor?) pozmieniał wymyślone przez autorkę wszystkie nazwiska i realia na zgodne z rzeczywistością i Joanna zaczyna się bać, bo ktoś podejmuje próby zabicia jej w szpitalu. Pozyskawszy szantażem grubą paczkę banknotów od adwokata, pisarka opuszcza szpital, żeby wyśledzić, kto dybie na jej życie i dowiedzieć się, jak skończyła się sprawa sprzed 10 lat.
Jakkolwiek bardzo ceniłam zabieg autorki w poprzednim tomie, gdzie powoli wprowadzała czytelnika w szaleństwo bohaterki, powodując, że wątpiło się w obiektywność narracji, tak tutaj zaburzona Joanna, uzyskująca za pomocą zabiegów kosmetycznych wygląd supergwiazdy oraz za pomocą nielegalnie pozyskanych środków chemicznych wymagany stan umysłu jest już mało wiarygodna. Nie rozumiem też finału, w którym cebjnqmąpn cemrm 10 yngl śyrqmgjb cebxhengbe v Wbnaan mbfgnwą mnzxavęgr j bchfmpmbalz zntnmlavr cemrm zężn mntvavbarw, zvzb żr cebxhengbexn zn m avz qmvrpxb, n pnłbśpvą moebqav xvrehwr póexn mntvavbarw, eójavrż cnpwragxn cflpuvngelxn.
Inne tej autorki.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 23, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Uwielbiam poradniki, które sprzedają Jedyną Słuszną Drogę. "Magia sprzątania" do nich należy. Jakkolwiek zgadzam się z kilkoma tezami KonMari - mamy zdecydowanie za dużo rzeczy, które trzymamy nie wiadomo po co, mamy rzeczy, których nie kochamy i nie używamy, lepiej sprzątnąć raz, a dobrze, niż małymi kawałkami (niech żyją przeprowadzki) oraz bez nadmiaru sprząta się i żyje łatwiej, tak całość poradnika uważam za niezbyt udany eksperyment pomiędzy autoterapią autorki a opisywaniem łagodnej formy psychozy natręctw z napadami manii. Nie skomentuję witania się z domem, dziękowania rzeczom za "pracę" czy przytulania każdego ubrania przed wyrzuceniem czy "wdzięczności" dla ubrań za dobre traktowanie okazywanej przez mniejsze niszczenie się w praniu i noszeniu, w końcu to nieszkodliwe. Rozdziały o tym, że należy wyrzucać książki po przeczytaniu, uprzednio wyrwawszy z nich kartki z interesującymi nas cytatami lub niszczyć zdjęcia, bo ważne było tylko ich zrobienie, a pejzaż w albumie zaburza patrzenie w przyszłość, uważam za zwyczajnie szkodliwe. Teorie autorki o tym, że ludzie po wyrzuceniu ponad połowy ubrań są radośniejsi i chudną(!) są tak samo wesołe jak te, że po usunięciu książek i dokumentów oczyszcza się umysł i przychodzą lepsze wiadomości (tu autorka bez skrępowania podpiera się licznymi dowodami anegdotycznymi, informując nawet o tym, że po gruntownym sprzątaniu można dostać oczyszczającej biegunki). Rachunek ekonomiczny - jak wielokrotnie wspomina - jest jej obcy: należy wyrzucać, wyrzucać, wyrzucać, a jeśli coś _jednak_ okaże się potrzebne, kupić ponownie (tu następuje pokrętny wywód o tym, że dana rzecz jest właściwa w tym czasie i miejscu, a jak się wyrzuci i kupi to samo, to już jest zupełnie inna rzecz). Brakuje mi sprzężenia z czytanym niedawno, a przy tym znacznie racjonalniejszym, reportażem Marty Sapały o minimalizmie zakupowym, który wydaje mi się pierwszym krokiem do niezagracania.
Wiadomo, w każdym poradniku można znaleźć coś dla siebie. Ja sobie wynotowałam następujące:
- warto trzymać podobne rzeczy z podobnymi i w jednym miejscu,
- rzeczy w szufladach układać pionowo, a nie w postaci radosnego bałaganu (ale - na litość, nie będę pieścić oddzielnie każdej skarpetki i życzyć rajstopom miłego wypoczynku po ciężkiej pracy na moich nogach),
- kupić kilka przezroczystych pudełek odpowiedniej wielkości do szaf i szafek, żeby łatwiej było przechowywać,
- wyrzucić rzeczy, których posiadanie nie łączy się z niczym przyjemnym.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 22, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, poradnik
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Uwielbiam poradniki, które sprzedają Jedyną Słuszną Drogę. "Magia sprzątania" do nich należy. Jakkolwiek zgadzam się z kilkoma tezami KonMari - mamy zdecydowanie za dużo rzeczy, które trzymamy nie wiadomo po co, mamy rzeczy, których nie kochamy i nie używamy, lepiej sprzątnąć raz, a dobrze, niż małymi kawałkami (niech żyją przeprowadzki) oraz bez nadmiaru sprząta się i żyje łatwiej, tak całość poradnika uważam za niezbyt udany eksperyment pomiędzy autoterapią autorki a opisywaniem łagodnej formy psychozy natręctw z napadami manii. Nie skomentuję witania się z domem, dziękowania rzeczom za "pracę" czy przytulania każdego ubrania przed wyrzuceniem czy "wdzięczności" dla ubrań za dobre traktowanie okazywanej przez mniejsze niszczenie się w praniu i noszeniu, w końcu to nieszkodliwe. Rozdziały o tym, że należy wyrzucać książki po przeczytaniu, uprzednio wyrwawszy z nich kartki z interesującymi nas cytatami lub niszczyć zdjęcia, bo ważne było tylko ich zrobienie, a pejzaż w albumie zaburza patrzenie w przyszłość, uważam za zwyczajnie szkodliwe. Teorie autorki o tym, że ludzie po wyrzuceniu ponad połowy ubrań są radośniejsi i chudną(!) są tak samo wesołe jak te, że po usunięciu książek i dokumentów oczyszcza się umysł i przychodzą lepsze wiadomości (tu autorka bez skrępowania podpiera się licznymi dowodami anegdotycznymi, informując nawet o tym, że po gruntownym sprzątaniu można dostać oczyszczającej biegunki). Rachunek ekonomiczny - jak wielokrotnie wspomina - jest jej obcy: należy wyrzucać, wyrzucać, wyrzucać, a jeśli coś _jednak_ okaże się potrzebne, kupić ponownie (tu następuje pokrętny wywód o tym, że dana rzecz jest właściwa w tym czasie i miejscu, a jak się wyrzuci i kupi to samo, to już jest zupełnie inna rzecz). Brakuje mi sprzężenia z czytanym niedawno, a przy tym znacznie racjonalniejszym, reportażem Marty Sapały o minimalizmie zakupowym, który wydaje mi się pierwszym krokiem do niezagracania.
Wiadomo, w każdym poradniku można znaleźć coś dla siebie. Ja sobie wynotowałam następujące:
- warto trzymać podobne rzeczy z podobnymi i w jednym miejscu,
- rzeczy w szufladach układać pionowo, a nie w postaci radosnego bałaganu (ale - na litość, nie będę pieścić oddzielnie każdej skarpetki i życzyć rajstopom miłego wypoczynku po ciężkiej pracy na moich nogach),
- kupić kilka przezroczystych pudełek odpowiedniej wielkości do szaf i szafek, żeby łatwiej było przechowywać,
- wyrzucić rzeczy, których posiadanie nie łączy się z niczym przyjemnym.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 22, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, poradnik
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.04-2.05.2016]
[Brama Brandenburska]
[Schöneberg, Bozener Str.]
[Trabi-Museum, Zimmerstr.]
[Axel-Springer Str. / Pariser Platz / Krausenstr.]
[Mehringdamm, Kreuzberg]
[Bozener Str. ]
[Axel-Springer Str., po prawej pizzeria]
[Tiergarden / Parisener Platz / Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Parisener Platz z widokiem na Bramę Brandenburską]
[Leipziger Str. 49 / Axel-Springer Str. / Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Leipziger 49]
[Pomnik Pomordowanych Żydów Europy / Potsdamer Platz / Zimmestr.]
[Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Zimmerstr. / Bozener Str.]
[Tempelhofer Ufer]
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 17, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy, majowka2016
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[30.04-2.05.2016]
[Brama Brandenburska]
[Schöneberg, Bozener Str.]
[Trabi-Museum, Zimmerstr.]
[Axel-Springer Str. / Pariser Platz / Krausenstr.]
[Mehringdamm, Kreuzberg]
[Bozener Str. ]
[Axel-Springer Str., po prawej pizzeria]
[Tiergarden / Parisener Platz / Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Parisener Platz z widokiem na Bramę Brandenburską]
[Leipziger Str. 49 / Axel-Springer Str. / Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Leipziger 49]
[Pomnik Pomordowanych Żydów Europy / Potsdamer Platz / Zimmestr.]
[Pomnik Pomordowanych Żydów Europy]
[Zimmerstr. / Bozener Str.]
[Tempelhofer Ufer]
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 17, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy, majowka2016
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Z wiosenno-letniego dzieciństwa pamiętam poranki. W radiu, które odbierało tylko Program Pierwszy PR, o 9:00 adekwatne "Cztery pory roku" Vivaldiego. Pod balkonem krzaki bzu, a na balkonie gorzki zapach pelargonii, do dziś za nimi nie przepadam, w przeciwieństwie do bzu. I gruchanie gołębi na topoli za oknem kuchennym. Głośne, wielokrotne. Teraz, mhdziesiąt lat później, siedząc w gabinecie, którego okna wychodzą na cienisty ogród, słyszę to samo gruchanie gołębia, co wtedy. Dziwne rzeczy to robi we wspomnienia.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 12, 2016
Link bezpośredni -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Z wiosenno-letniego dzieciństwa pamiętam poranki. W radiu, które odbierało tylko Program Pierwszy PR, o 9:00 adekwatne "Cztery pory roku" Vivaldiego. Pod balkonem krzaki bzu, a na balkonie gorzki zapach pelargonii, do dziś za nimi nie przepadam, w przeciwieństwie do bzu. I gruchanie gołębi na topoli za oknem kuchennym. Głośne, wielokrotne. Teraz, mhdziesiąt lat później, siedząc w gabinecie, którego okna wychodzą na cienisty ogród, słyszę to samo gruchanie gołębia, co wtedy. Dziwne rzeczy to robi we wspomnienia.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 12, 2016
Link bezpośredni -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Elliot jest hakerem, pracującym jako specjalista bezpieczeństwa w firmie świadczącej usługi wielkiej korporacji E-korp (rozwijanej jako Evil-Corp[1]), stojącej za zadłużeniem większości ludzi na świecie oraz - co okazuje się być przyczyną akcji - za toksycznymi odpadami, w wyniku emisji których ojciec Elliota i matka Angeli, jego przyjaciółki z dzieciństwa, umarli na białaczkę. WTEM następuje atak na serwery E-korpu, Elliot cudem ratuje serwery, wykrywa program, którym zainfekowano serwery, ale go nie usuwa, bo kontaktuje się z nim hakerska grupa F-society, która proponuje mu wspólne zniszczenie E-korpu i początek nowego, lepszego świata bez długów. Elliot w to wchodzi i zapoczątkowuje szereg działań destrukcyjnych w zastanym porządku świata.
Ja wiem, że ten serial jest tak pełen klisz, że chyba więcej nie można (zła korporacja z jeszcze gorszym prezesem[2], haker z Aspergerem, kontrolowane narkotyki dla radzenia sobie z rzeczywistością), ale mimo to jest nakręcony tak, że od pierwszego odcinka do ostatniego (pierwszej serii) nie mogłam się oderwać. Owszem, czasem miałam wrażenie, że scenarzystom odjechał peron (i nieco skrzywiła się logika[3]), ale tempo akcji i zbudowanie historii, w której hckerzy, serwery, darknet, proxy czy exploity nie budzą śmiechu oglądających, to rzadkość. Czekam na drugi sezon.
[1] Rispect.
[2] Bije bezdomnych w celu rozładowania napięcia, włamuje się do telefonów, a do tego ma zwichrowaną psychicznie żonę w ciąży. Normalnie brakuje tylko, żeby skręcał karki małym kotkom.
[3] Mocny spoiler: Ryyvbg mbfgnwr mjnovbal qb S-fbpvrgl cemrm Ze Ebobgn, fgnefmrtb qmvjnpmartb trrxn, xgóel cynahwr mavfmpmravr xbecbenpwv. Cb pmlz bxnmhwr fvę, żr Ze. Ebobg gb wrtb avrżlwąpl bwpvrp, jfmlfgxvr vagrenxpwr m avz qmvrwą fvę j anjnybalz zbesvaą zómth Ryyvbgn, jvęp jlpubqmv, żr Ryyvbg fnz fvę mjreobjnł qb mnłbżbarw cemrm fvrovr betnavmnpwv, b xgóerw avr jvrqmvnł. Mnie się to nie klei.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Elliot jest hakerem, pracującym jako specjalista bezpieczeństwa w firmie świadczącej usługi wielkiej korporacji E-korp (rozwijanej jako Evil-Corp[1]), stojącej za zadłużeniem większości ludzi na świecie oraz - co okazuje się być przyczyną akcji - za toksycznymi odpadami, w wyniku emisji których ojciec Elliota i matka Angeli, jego przyjaciółki z dzieciństwa, umarli na białaczkę. WTEM następuje atak na serwery E-korpu, Elliot cudem ratuje serwery, wykrywa program, którym zainfekowano serwery, ale go nie usuwa, bo kontaktuje się z nim hakerska grupa F-society, która proponuje mu wspólne zniszczenie E-korpu i początek nowego, lepszego świata bez długów. Elliot w to wchodzi i zapoczątkowuje szereg działań destrukcyjnych w zastanym porządku świata.
Ja wiem, że ten serial jest tak pełen klisz, że chyba więcej nie można (zła korporacja z jeszcze gorszym prezesem[2], haker z Aspergerem, kontrolowane narkotyki dla radzenia sobie z rzeczywistością), ale mimo to jest nakręcony tak, że od pierwszego odcinka do ostatniego (pierwszej serii) nie mogłam się oderwać. Owszem, czasem miałam wrażenie, że scenarzystom odjechał peron (i nieco skrzywiła się logika[3]), ale tempo akcji i zbudowanie historii, w której hckerzy, serwery, darknet, proxy czy exploity nie budzą śmiechu oglądających, to rzadkość. Czekam na drugi sezon.
[1] Rispect.
[2] Bije bezdomnych w celu rozładowania napięcia, włamuje się do telefonów, a do tego ma zwichrowaną psychicznie żonę w ciąży. Normalnie brakuje tylko, żeby skręcał karki małym kotkom.
[3] Mocny spoiler: Ryyvbg mbfgnwr mjnovbal qb S-fbpvrgl cemrm Ze Ebobgn, fgnefmrtb qmvjnpmartb trrxn, xgóel cynahwr mavfmpmravr xbecbenpwv. Cb pmlz bxnmhwr fvę, żr Ze. Ebobg gb wrtb avrżlwąpl bwpvrp, jfmlfgxvr vagrenxpwr m avz qmvrwą fvę j anjnybalz zbesvaą zómth Ryyvbgn, jvęp jlpubqmv, żr Ryyvbg fnz fvę mjreobjnł qb mnłbżbarw cemrm fvrovr betnavmnpwv, b xgóerw avr jvrqmvnł. Mnie się to nie klei.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 11, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 5 komentarzy
- Skomentuj