Nie ma w tym filmie niczego zaskakującego (w stosunku do artykułu biograficznego w angielskojęzycznej wersji wikipedii), ale warto zobaczyć chociażby dla fantastycznej kreacji Redmayne'a, który nie tyle zagrał Hawkinga, co zwyczajnie był Hawkingiem. To historia o tym, że dopóki człowiek żyje, zawsze jest możliwość zrobienia czegoś, nawet jeśli los i przypadek chce inaczej. Hawking w wieku 21 lat został zdiagnozowany jako chory na stwardnienie zanikowe boczne z perspektywą 2-3 letniego życia w całkowitym paraliżu. Mimo to został jednym z najbardziej znanych na świecie fizyków, został ojcem trójki dzieci, dwukrotnie się ożenił, a jego badania są znaczącym wkładem do współczesnego rozumienia świata. Film, oprócz szelmowskiego uśmiechu fizyka, pokazuje ogrom pracy, jaki w ułożenie życia rodzinie włożyła pierwsza żona, Jane (niewątpliwie dużą rolę w tym ma oparcie kanwy filmu na napisanej przez nią książce ze wspomnieniami).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 29, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie ma w tym filmie niczego zaskakującego (w stosunku do artykułu biograficznego w angielskojęzycznej wersji wikipedii), ale warto zobaczyć chociażby dla fantastycznej kreacji Redmayne'a, który nie tyle zagrał Hawkinga, co zwyczajnie był Hawkingiem. To historia o tym, że dopóki człowiek żyje, zawsze jest możliwość zrobienia czegoś, nawet jeśli los i przypadek chce inaczej. Hawking w wieku 21 lat został zdiagnozowany jako chory na stwardnienie zanikowe boczne z perspektywą 2-3 letniego życia w całkowitym paraliżu. Mimo to został jednym z najbardziej znanych na świecie fizyków, został ojcem trójki dzieci, dwukrotnie się ożenił, a jego badania są znaczącym wkładem do współczesnego rozumienia świata. Film, oprócz szelmowskiego uśmiechu fizyka, pokazuje ogrom pracy, jaki w ułożenie życia rodzinie włożyła pierwsza żona, Jane (niewątpliwie dużą rolę w tym ma oparcie kanwy filmu na napisanej przez nią książce ze wspomnieniami).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 29, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sara Crewe trafia do szacownej szkoły dla panien w Londynie, gdzie ma się uczyć, zanim przejmie majątek swojego ojca. Własny pokój, służąca, kucyk, luksusowe futra, klejnoty i zabawki oraz nieustająca atencja właścicielki pensji przy wrodzonej skromności i grzeczności dziewczynki zyskują Sarze przydomek "księżniczki". Jest tak nazywana, chociaż już ironicznie, po tym, jak jej ojciec bankrutuje i umiera, a dziecko zostaje wyrzucone w resztkach odzieży na strych i zagonione do ciężkiej pracy. Od smutku po śmierci ojca i załamania ratuje ją wyobraźnia - nie musi mieć koronek i aksamitów czy wykwintnej uczty, wystarczy, że sobie ją wyobrazi. Kiedy do kamienicy obok wprowadza się "smutny pan z Indii", a na strychu zamieszkuje jego hinduski służący, los Sary zaczyna się zmieniać.
Zgryz mam trochę, bo to jedna z moich ukochanych (wszak egzaltowane nastolatki lubią nieszczęśliwe historie, ale z happy endem) książek sprzed hmdziesięciu lat. Ale zbyt zestarzała się w wielu warstwach: społecznej - dzieci bogate mają przywileje i służbę, dzieci biedne mają pracować, wychowawczej - liczne kary fizyczne czy kulturowej - indyjscy służący u sahiba, czarni górnicy w kopalni diamentów za miskę zupy wyrąbujący drogocenności dla pana. Pewnie podsunę ją córce za czas jakiś, obserwując jej reakcję.
Inne tej autorki.
#102
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, dla-dzieci
- 2 komentarze
- Skomentuj
Sara Crewe trafia do szacownej szkoły dla panien w Londynie, gdzie ma się uczyć, zanim przejmie majątek swojego ojca. Własny pokój, służąca, kucyk, luksusowe futra, klejnoty i zabawki oraz nieustająca atencja właścicielki pensji przy wrodzonej skromności i grzeczności dziewczynki zyskują Sarze przydomek "księżniczki". Jest tak nazywana, chociaż już ironicznie, po tym, jak jej ojciec bankrutuje i umiera, a dziecko zostaje wyrzucone w resztkach odzieży na strych i zagonione do ciężkiej pracy. Od smutku po śmierci ojca i załamania ratuje ją wyobraźnia - nie musi mieć koronek i aksamitów czy wykwintnej uczty, wystarczy, że sobie ją wyobrazi. Kiedy do kamienicy obok wprowadza się "smutny pan z Indii", a na strychu zamieszkuje jego hinduski służący, los Sary zaczyna się zmieniać.
Zgryz mam trochę, bo to jedna z moich ukochanych (wszak egzaltowane nastolatki lubią nieszczęśliwe historie, ale z happy endem) książek sprzed hmdziesięciu lat. Ale zbyt zestarzała się w wielu warstwach: społecznej - dzieci bogate mają przywileje i służbę, dzieci biedne mają pracować, wychowawczej - liczne kary fizyczne czy kulturowej - indyjscy służący u sahiba, czarni górnicy w kopalni diamentów za miskę zupy wyrąbujący drogocenności dla pana. Pewnie podsunę ją córce za czas jakiś, obserwując jej reakcję.
Inne tej autorki.
#102
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, dla-dzieci
- 2 komentarze
- Skomentuj
2035, na Marsie amerykańska ekipa misji Ares 3 pobiera próbki gleby. Wtem pojawia się silniejsza niż w prognozach burza piaskowa, wszyscy się ewakuują na rozkaz NASA, niestety jeden z członków załogi - Mark - obrywa kawałkiem anteny, jego kombinezon melduje utratę funkcji życiowych, reszta zostawia więc pechowca, ponieważ odwlekanie startu w tej sytuacji może oznaczać śmierć wszystkich. I jak zwykle w takich momentach, kiedy postępuje się zgodnie z procedurą, pojawia się niespodzianka - kontuzjowany Mark żyje, ostry element wprawdzie przebił mu kombinezon i zniszczył czujnik pokazujący stan zdrowia, ale krew i stal zaizolowały przebicie. Sukces, ale jest kilkaset dni lotu od Ziemi, jedzenia ma na kilkadziesiąt dni, powietrza na trochę więcej, teoretycznie nie ma jak się skomunikować z centralą, a następny lot planowany jest za 4 lata. Można się załamać i poddać, ale inżynier jest twardy i się nie poddaje. Jest sprawniejszy od MacGyvera, dowcipniejszy i nawet pozostawiony z zestawem muzyki disco z lat 70. i 80. nie traci wiary, że uda mu się wrócić na Ziemię.
To doskonały film dla geeków, ze świetną obsadą (Sean Bean! Matt Damon!), pełen aluzji i świetnie wiarygodny nawet dla sceptyków. Zabawny, wzruszający, a dodatkowo obłędnie ładnie sfilmowany (i to przez Polaka).
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
2035, na Marsie amerykańska ekipa misji Ares 3 pobiera próbki gleby. Wtem pojawia się silniejsza niż w prognozach burza piaskowa, wszyscy się ewakuują na rozkaz NASA, niestety jeden z członków załogi - Mark - obrywa kawałkiem anteny, jego kombinezon melduje utratę funkcji życiowych, reszta zostawia więc pechowca, ponieważ odwlekanie startu w tej sytuacji może oznaczać śmierć wszystkich. I jak zwykle w takich momentach, kiedy postępuje się zgodnie z procedurą, pojawia się niespodzianka - kontuzjowany Mark żyje, ostry element wprawdzie przebił mu kombinezon i zniszczył czujnik pokazujący stan zdrowia, ale krew i stal zaizolowały przebicie. Sukces, ale jest kilkaset dni lotu od Ziemi, jedzenia ma na kilkadziesiąt dni, powietrza na trochę więcej, teoretycznie nie ma jak się skomunikować z centralą, a następny lot planowany jest za 4 lata. Można się załamać i poddać, ale inżynier jest twardy i się nie poddaje. Jest sprawniejszy od MacGyvera, dowcipniejszy i nawet pozostawiony z zestawem muzyki disco z lat 70. i 80. nie traci wiary, że uda mu się wrócić na Ziemię.
To doskonały film dla geeków, ze świetną obsadą (Sean Bean! Matt Damon!), pełen aluzji i świetnie wiarygodny nawet dla sceptyków. Zabawny, wzruszający, a dodatkowo obłędnie ładnie sfilmowany (i to przez Polaka).
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 28, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Park Dębina. Są kaczki, bobry - i jak mówi wikipedia - grzyby o dźwięcznej nazwie pochwiak pasożytniczy (raczej nie polecam).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
debina, debiec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Park Dębina. Są kaczki, bobry - i jak mówi wikipedia - grzyby o dźwięcznej nazwie pochwiak pasożytniczy (raczej nie polecam).
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
debina, debiec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
- Nie cieszycie się z choinki?
- Przyznam, że niespecjalnie. Jak byliśmy dziećmi, to lubiliśmy, teraz już nie czekamy na ozdabianie.
- A prezenty?! Z prezentów też się nie cieszycie?!
- Z prezentów się ciągle jeszcze cieszymy.
- Uff! Kamień z serca!
Czego i Wam życzę - że może nie ze wszystkiego, ale żeby się jednak chociaż z czegoś cieszyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj
- Nie cieszycie się z choinki?
- Przyznam, że niespecjalnie. Jak byliśmy dziećmi, to lubiliśmy, teraz już nie czekamy na ozdabianie.
- A prezenty?! Z prezentów też się nie cieszycie?!
- Z prezentów się ciągle jeszcze cieszymy.
- Uff! Kamień z serca!
Czego i Wam życzę - że może nie ze wszystkiego, ale żeby się jednak chociaż z czegoś cieszyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 24, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Maja -
- 4 komentarze
- Skomentuj