Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

+19!

Pochwaliłam się TŻ-owi zakupem legginsów, wyjątkowo modnych, w pionowe czarno-białe pasy. TŻ obejrzał i skonstatował: O, takie same miał Obelix. Kazałam mu przemyśleć odpowiedź. Przemyślał. Jakbym była trunkowa, to bym już wyciągała trzeci korek.

Nie mogłam się też w sklepie oprzeć narzędziu do wyczesywania przędzy z kotów. No ale kto się może oprzeć, jak w sklepie na półce leży gustownie opakowany Furminator. Kot Koka już je kocha (dwa kłębki burego futra), Burszyk nie zaszczycił, pozwolił sobie przejechać po grzbiecie i oddalił się na z góry upatrzone pozycje, a Szarsz uznał, że to świetny cel polowania (tak samo jak wielka i ciężka miska z wodą, którą w nocy przepchał z odgłosami brzmiącymi jak suwanie nocnika na sam środek kuchni; dalibóg - nie wiem, po co).

+19 stopni, wspominałam?

PS Niespodziewanie przy okazji wiosennych porządków TŻ odkrył w jednym z plecaków GPS, który zginął nam chyba 4 lata temu. Ja z kolei odkryłam w kieszeni kurtki (na swoją obronę mam, że odpadł guzik i czeka na zmiłowanie) zagubione prawie 3 lata temu rękawiczki.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 15, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


+19!

Pochwaliłam się TŻ-owi zakupem legginsów, wyjątkowo modnych, w pionowe czarno-białe pasy. TŻ obejrzał i skonstatował: O, takie same miał Obelix. Kazałam mu przemyśleć odpowiedź. Przemyślał. Jakbym była trunkowa, to bym już wyciągała trzeci korek.

Nie mogłam się też w sklepie oprzeć narzędziu do wyczesywania przędzy z kotów. No ale kto się może oprzeć, jak w sklepie na półce leży gustownie opakowany Furminator. Kot Koka już je kocha (dwa kłębki burego futra), Burszyk nie zaszczycił, pozwolił sobie przejechać po grzbiecie i oddalił się na z góry upatrzone pozycje, a Szarsz uznał, że to świetny cel polowania (tak samo jak wielka i ciężka miska z wodą, którą w nocy przepchał z odgłosami brzmiącymi jak suwanie nocnika na sam środek kuchni; dalibóg - nie wiem, po co).

+19 stopni, wspominałam?

PS Niespodziewanie przy okazji wiosennych porządków TŻ odkrył w jednym z plecaków GPS, który zginął nam chyba 4 lata temu. Ja z kolei odkryłam w kieszeni kurtki (na swoją obronę mam, że odpadł guzik i czeka na zmiłowanie) zagubione prawie 3 lata temu rękawiczki.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 15, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 2 komentarze - Skomentuj


Jeffery Deaver - Przydrożne krzyże / Hak / Porzucone ofiary

Żadną tajemnicą jest, że łyknę cokolwiek Deaver napisze, bo bez względu na to, jakie komunały sadzi albo jak bardzo nakomplikuje akcję i nawtyka fałszywych poszlak, to i tak z zachwytem przerzucam kolejne tomy, odrywając się na fizjologię i przerwania typu "Mama, poskacemy?".

"Przydrożne krzyże" to blogosfera i czesanie danych pod kątem wyciągnięcia kompromitujących informacji. Kathryn Dance, agentka CBI (patrz: Mentalist) o umiejętności interpretowania ludzkiego zachowania, szuka nastolatka, który o mało co nie zamordował najpierw jednej, a potem drugiej koleżanki ze szkoły, a dodatkowo jakiś czas wcześniej uczestniczył w wypadku, w którym zginęły również dwie dziewczyny. Sytuację komplikuje fakt, że znany w okolicy blogger, który napisał kilka słów o wypadku, nie chce zamknąć swojego bloga, a kolejne osoby, które wypowiadały się na blogu, giną. Przed każdym morderstwem ktoś ustawia na poboczu drogi krzyż z przyszłą datą. To sprawia, że śledztwo jest trudne, a wszyscy w okolicy panikują. Dance też nie jest bardzo skupiona, bo jednocześnie wydział wewnętrzny aresztuje jej matkę, pielęgniarkę w klinice, pod zarzutem eutanazji jej poparzonego w poprzedniej akcji kolegi po fachu. Deaver niestety, poza niezłą akcją, wziął sobie do serca maksymę "bawiąc-uczyć", bo pieczołowicie objaśnia, co to HTML, przedstawia ważność RSS we współczesnym świecie i wyjaśnia, o co chodzi w blogosferze. W roku 2009. Czekam na kolejny tom o niebezpieczeństwach korzystania z komunikatorów.

"Hak" to kilkudniowa historia ochrony świadków, myląco pisana w pierwszej osobie (myląco, bo zawsze spodziewam się, że autor wyskoczy zza rogu i zezna, że tak naprawdę to narrator był kimś innym). Corte, funkcjonariusz specjalny, ochrania rodzinę Kesslerów - policjanta, jego żonę, córkę z pierwszego związku i siostrę żony. Ochraniani niespecjalnie chcą być pod ochroną, bo uważają, że to pomyłka. Oczywiście do pierwszego ataku na nich. Ataków jest coraz więcej, dlatego Corte zamiast tylko trzymać ich z daleka w bezpiecznym domu, jednocześnie szuka płatnego zabójcy, który kilka lat temu torturował i zabił jego mentora oraz usiłuje zorientować się, kto z Kesslerów jest celem (co nie jest do końca zgodne z poleceniem zwierzchnika, więc toczy się też walka wewnętrzna o to, kto ma dłuższego). Jak to u Deavera - co chwila myli się trop i czytelnikowi, i policji. W tle pojawia się błyskotliwa acz nieco roztargniona analityczka, która z jawnych i tajnych informacji umie na żądanie wyciągnąć wszystko, co trzeba.

W "Porzuconych ofiarach" Brynn, prowincjonalna policjantka z Wisconsin, jedzie po służbie (w zamian za obiecane pół dnia urlop) do urwanego wezwania w swojej okolicy. Na miejscu zastaje zamordowane małżeństwo, ich cudem ocalałą znajomą oraz dwóch płatnych morderców. Traci broń, samochód tonie w jeziorze, ale zgarnia pannę w drogich kozaczkach i mimo uszkodzeń własnych (rana w policzku oraz wybity rykoszetem ząb) ucieka z nią w las. Ta historia nie opiera się na analityce ani mikrośladach, a na umiejętnościach surwiwalowych Brynn, na przewidywaniu kilku ruchów naprzód sprytnych przestępców, który mylą potencjalną ekipę ratowniczą i na nieustającej walce z pechem. Prywatnie policjantka ma też sporo do przemyślenia w związku ze swoją przeszłością, więc przedziera się przez las i robi sobie psychoanalizę.

Inne tego autora tu.

#25-27

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 14, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Jeffery Deaver - Przydrożne krzyże / Hak / Porzucone ofiary

Żadną tajemnicą jest, że łyknę cokolwiek Deaver napisze, bo bez względu na to, jakie komunały sadzi albo jak bardzo nakomplikuje akcję i nawtyka fałszywych poszlak, to i tak z zachwytem przerzucam kolejne tomy, odrywając się na fizjologię i przerwania typu "Mama, poskacemy?".

"Przydrożne krzyże" to blogosfera i czesanie danych pod kątem wyciągnięcia kompromitujących informacji. Kathryn Dance, agentka CBI (patrz: Mentalist) o umiejętności interpretowania ludzkiego zachowania, szuka nastolatka, który o mało co nie zamordował najpierw jednej, a potem drugiej koleżanki ze szkoły, a dodatkowo jakiś czas wcześniej uczestniczył w wypadku, w którym zginęły również dwie dziewczyny. Sytuację komplikuje fakt, że znany w okolicy blogger, który napisał kilka słów o wypadku, nie chce zamknąć swojego bloga, a kolejne osoby, które wypowiadały się na blogu, giną. Przed każdym morderstwem ktoś ustawia na poboczu drogi krzyż z przyszłą datą. To sprawia, że śledztwo jest trudne, a wszyscy w okolicy panikują. Dance też nie jest bardzo skupiona, bo jednocześnie wydział wewnętrzny aresztuje jej matkę, pielęgniarkę w klinice, pod zarzutem eutanazji jej poparzonego w poprzedniej akcji kolegi po fachu. Deaver niestety, poza niezłą akcją, wziął sobie do serca maksymę "bawiąc-uczyć", bo pieczołowicie objaśnia, co to HTML, przedstawia ważność RSS we współczesnym świecie i wyjaśnia, o co chodzi w blogosferze. W roku 2009. Czekam na kolejny tom o niebezpieczeństwach korzystania z komunikatorów.

"Hak" to kilkudniowa historia ochrony świadków, myląco pisana w pierwszej osobie (myląco, bo zawsze spodziewam się, że autor wyskoczy zza rogu i zezna, że tak naprawdę to narrator był kimś innym). Corte, funkcjonariusz specjalny, ochrania rodzinę Kesslerów - policjanta, jego żonę, córkę z pierwszego związku i siostrę żony. Ochraniani niespecjalnie chcą być pod ochroną, bo uważają, że to pomyłka. Oczywiście do pierwszego ataku na nich. Ataków jest coraz więcej, dlatego Corte zamiast tylko trzymać ich z daleka w bezpiecznym domu, jednocześnie szuka płatnego zabójcy, który kilka lat temu torturował i zabił jego mentora oraz usiłuje zorientować się, kto z Kesslerów jest celem (co nie jest do końca zgodne z poleceniem zwierzchnika, więc toczy się też walka wewnętrzna o to, kto ma dłuższego). Jak to u Deavera - co chwila myli się trop i czytelnikowi, i policji. W tle pojawia się błyskotliwa acz nieco roztargniona analityczka, która z jawnych i tajnych informacji umie na żądanie wyciągnąć wszystko, co trzeba.

W "Porzuconych ofiarach" Brynn, prowincjonalna policjantka z Wisconsin, jedzie po służbie (w zamian za obiecane pół dnia urlop) do urwanego wezwania w swojej okolicy. Na miejscu zastaje zamordowane małżeństwo, ich cudem ocalałą znajomą oraz dwóch płatnych morderców. Traci broń, samochód tonie w jeziorze, ale zgarnia pannę w drogich kozaczkach i mimo uszkodzeń własnych (rana w policzku oraz wybity rykoszetem ząb) ucieka z nią w las. Ta historia nie opiera się na analityce ani mikrośladach, a na umiejętnościach surwiwalowych Brynn, na przewidywaniu kilku ruchów naprzód sprytnych przestępców, który mylą potencjalną ekipę ratowniczą i na nieustającej walce z pechem. Prywatnie policjantka ma też sporo do przemyślenia w związku ze swoją przeszłością, więc przedziera się przez las i robi sobie psychoanalizę.

Inne tego autora tu.

#25-27

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 14, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ruth Rendell - Druhna ślubna

Phillip ma rodzinę, składającą się z owdowiałej matki i dwóch sióstr. Matka spotyka się z pewnym rokującym, w porywie uczucia obdarowuje go zabytkową rzeźbą ogrodową. Rokujący przestaje rokować, mama jest smutna. Młody człowiek przypadkiem odnajduje rzeźbę w jednym z ogrodów i niewiele myśląc, kradnie ją, po czym chowa w szafie, bo nie chce wspominać matce o byłym a niewiernym kochanku (poza tym jednak to obciach, że ukradł). Na ślubie siostry poznaje piękną i jednocześnie dziwną Sentę, przypadkiem podobną do ukradzionej rzeźby. Zakochują się już po pierwszej wspólnej nocy w łóżku. Phillip wybacza srebrnowłosej nimfie każde dziwne zachowanie, nawet awanturę, bicie i wrzaski, kiedy w żartach oskarża ją o kłamstwo i zgadza się, że dla podkreślenia, jak to bardzo się kochają, oboje zabiją kogoś dla udowodnienia, że to na serio. Phil dalej uważa, że jego bogdanka to fajna panna, więc wybiera sobie z gazety jakieś niewyjaśnione morderstwo i się do niego przyznaje. Kiedy Senta wraca o poranku i opisuje, kogo właśnie zabiła, nagle do niego dociera, że to, co do tej pory brał za łagodne fantazjowanie i małe przeinaczenia, są brutalną prawdą - dziewczyna jest chora psychicznie. W tym momencie na głowie ma rodzinę, szefa w pracy oraz policję.

Nie jest to typowy kryminał, raczej thriller z elementami erotycznymi, bo łóżko zajmuje poczesną rolę. Niestety, jeden z tych, w których czytam i co kilka kartek mam ochotę rzucić książką w bohatera, bo słabo się czyta o kimś tak bezmyślnie głupim.

Apel dla czytających mnie panów: jeśli poznana panna sugeruje, że moglibyście kogoś dla niej zabić i zaczyna to planować, to jednak uciekajcie, nawet jak jest chętna i ogólnie przyjemna z wyglądu.

Inne tej autorki.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 10, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Ruth Rendell - Druhna ślubna

Phillip ma rodzinę, składającą się z owdowiałej matki i dwóch sióstr. Matka spotyka się z pewnym rokującym, w porywie uczucia obdarowuje go zabytkową rzeźbą ogrodową. Rokujący przestaje rokować, mama jest smutna. Młody człowiek przypadkiem odnajduje rzeźbę w jednym z ogrodów i niewiele myśląc, kradnie ją, po czym chowa w szafie, bo nie chce wspominać matce o byłym a niewiernym kochanku (poza tym jednak to obciach, że ukradł). Na ślubie siostry poznaje piękną i jednocześnie dziwną Sentę, przypadkiem podobną do ukradzionej rzeźby. Zakochują się już po pierwszej wspólnej nocy w łóżku. Phillip wybacza srebrnowłosej nimfie każde dziwne zachowanie, nawet awanturę, bicie i wrzaski, kiedy w żartach oskarża ją o kłamstwo i zgadza się, że dla podkreślenia, jak to bardzo się kochają, oboje zabiją kogoś dla udowodnienia, że to na serio. Phil dalej uważa, że jego bogdanka to fajna panna, więc wybiera sobie z gazety jakieś niewyjaśnione morderstwo i się do niego przyznaje. Kiedy Senta wraca o poranku i opisuje, kogo właśnie zabiła, nagle do niego dociera, że to, co do tej pory brał za łagodne fantazjowanie i małe przeinaczenia, są brutalną prawdą - dziewczyna jest chora psychicznie. W tym momencie na głowie ma rodzinę, szefa w pracy oraz policję.

Nie jest to typowy kryminał, raczej thriller z elementami erotycznymi, bo łóżko zajmuje poczesną rolę. Niestety, jeden z tych, w których czytam i co kilka kartek mam ochotę rzucić książką w bohatera, bo słabo się czyta o kimś tak bezmyślnie głupim.

Apel dla czytających mnie panów: jeśli poznana panna sugeruje, że moglibyście kogoś dla niej zabić i zaczyna to planować, to jednak uciekajcie, nawet jak jest chętna i ogólnie przyjemna z wyglądu.

Inne tej autorki.

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 10, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, kryminal, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Two steps forward

W ramach uprawiania parapetowej tęsknoty za wiosną nauczyłam się, że jak się sieje rzodkiewki, to jednak lepiej je nieco przysypać, bo inaczej wyrastają śliczne liście z czerwonymi łodyżkami.

Weszłam do Arsenału; wprawdzie nie miałam ochoty kupować żadnej książki, ale na zapowiedź urlopu (bo to już w sierpniu!) kupiłam sobie eye-candy z pięknymi zdjęciami nadatlantyckiej prowincji. I konsekwentnie w ramach postanowienia, że mam do przeczytania kilkadziesiąt książek w domu, kupiłam nowego Ćwirleja.

Zirytowało mnie moje ulubione lokalne radio. Ale tak naprawdę. Poranna audycja z udawaniem menela, który dzwoni do personelu szpitala w Goleniowie, żeby zapytać przepitym głosem, jak ta kobieta z 10 promilami uciekała, piechotą czy na rowerze, przekroczyła moją barierę obciachu.

Napisałabym coś o proporcji chętnych do pomocy w trakcie w stosunku do tych, którzy wyrażają opinię po, ale nie napiszę.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 10, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 1 komentarz - Skomentuj


Two steps forward

W ramach uprawiania parapetowej tęsknoty za wiosną nauczyłam się, że jak się sieje rzodkiewki, to jednak lepiej je nieco przysypać, bo inaczej wyrastają śliczne liście z czerwonymi łodyżkami.

Weszłam do Arsenału; wprawdzie nie miałam ochoty kupować żadnej książki, ale na zapowiedź urlopu (bo to już w sierpniu!) kupiłam sobie eye-candy z pięknymi zdjęciami nadatlantyckiej prowincji. I konsekwentnie w ramach postanowienia, że mam do przeczytania kilkadziesiąt książek w domu, kupiłam nowego Ćwirleja.

Zirytowało mnie moje ulubione lokalne radio. Ale tak naprawdę. Poranna audycja z udawaniem menela, który dzwoni do personelu szpitala w Goleniowie, żeby zapytać przepitym głosem, jak ta kobieta z 10 promilami uciekała, piechotą czy na rowerze, przekroczyła moją barierę obciachu.

Napisałabym coś o proporcji chętnych do pomocy w trakcie w stosunku do tych, którzy wyrażają opinię po, ale nie napiszę.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwiecień 10, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 1 komentarz - Skomentuj


Django

Tajemniczy dentysta, dr Schultz, negocjuje za pomocą elokwencji oraz pistoletu odkupienie od handlarzu niewolników rosłego Django. Uwalnia go, pozwala mu wybrać sobie strój[1] i razem z nim zaczyna polować na ściganych listem gończym przestępców, bo z zawodu jest łowcą nagród. Django się świetnie znajduje[2], sugeruje też, że chętnie by odzyskał swoją żonę, ukaraną za ucieczkę i wysłaną na morderczą plantację Candyland. Doktor jest miły i jadą odzyskać żonę, a po drodze mają różne zabawne przygody.

Nie że jestem rozczarowana, bo oglądając "Django" śmiałam się jak norka, ale zdecydowanie to nie jest film klasy "Pulp fiction" czy "Kill Bill". Na plus: doskonałe dialogi, scenografia (ząbek kiwający się na sprężynie), obłędne filmowanie i kolory, obsada (Samuel L. Jackson!, krótka rola Dona Johnsona i fantastyczny Di Caprio) czy wreszcie coup de grace - muzyka (chyba tylko Tarantino potrafi z taką gracją wprowadzić hip-hop na Dzikie Południe). Na minus: akcja liniowa, bez tajemnic, z nierówno stopniowanym napięciem. Brakowało tego smaczku, tego gorączkowego zastanawiania się w trakcie, czy to, co widzę, jest na pewno tym, co jest naprawdę.

[1] Betina: So you're really free?
Django: Yes.
Betina: You mean, you wanna dress like that ?

[2] Dr. King Schultz: How do you like the bounty hunting business?
Django: Kill white people and get paid for it? What's not to like? [3]

[3] I jeszcze: D'Artagnan, motherfuckers!

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 8, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 5 komentarzy - Skomentuj


Django

Tajemniczy dentysta, dr Schultz, negocjuje za pomocą elokwencji oraz pistoletu odkupienie od handlarzu niewolników rosłego Django. Uwalnia go, pozwala mu wybrać sobie strój[1] i razem z nim zaczyna polować na ściganych listem gończym przestępców, bo z zawodu jest łowcą nagród. Django się świetnie znajduje[2], sugeruje też, że chętnie by odzyskał swoją żonę, ukaraną za ucieczkę i wysłaną na morderczą plantację Candyland. Doktor jest miły i jadą odzyskać żonę, a po drodze mają różne zabawne przygody.

Nie że jestem rozczarowana, bo oglądając "Django" śmiałam się jak norka, ale zdecydowanie to nie jest film klasy "Pulp fiction" czy "Kill Bill". Na plus: doskonałe dialogi, scenografia (ząbek kiwający się na sprężynie), obłędne filmowanie i kolory, obsada (Samuel L. Jackson!, krótka rola Dona Johnsona i fantastyczny Di Caprio) czy wreszcie coup de grace - muzyka (chyba tylko Tarantino potrafi z taką gracją wprowadzić hip-hop na Dzikie Południe). Na minus: akcja liniowa, bez tajemnic, z nierówno stopniowanym napięciem. Brakowało tego smaczku, tego gorączkowego zastanawiania się w trakcie, czy to, co widzę, jest na pewno tym, co jest naprawdę.

[1] Betina: So you're really free?
Django: Yes.
Betina: You mean, you wanna dress like that ?

[2] Dr. King Schultz: How do you like the bounty hunting business?
Django: Kill white people and get paid for it? What's not to like? [3]

[3] I jeszcze: D'Artagnan, motherfuckers!

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwiecień 8, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 5 komentarzy - Skomentuj