Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Douglas Coupland - Pokolenie X

Dag, Claire i Andy (narrator) mieszkają w Palm Springs i spędzają większość czasów opowiadając sobie historie. O rzeczach, które chcieliby zapamiętać z Ziemi, o końcu świata (wszak przełom 31.12.1999 i 1.1.2000), o swoich rodzinach, wyobrażeniach i strachach. Luźne historie przerywane są cynicznymi i postmodernistycznymi obrazkami i definicjami świata według pokolenia, które nie ma o czym marzyć.

California life is easy.

W zasadzie wszystkie obserwacje Couplanda o Pokoleniu X - ludziach, którzy zanegowali etos pracy i robienia kariery jako takiej - można odnieść do hipsterów. Tyle że hipsterzy są ironiczni, a pokolenie X realnie rzucało pracę w korporacjach na rzecz podawania drinków w barze na prowincji, spędzania życia na plaży i dorabiania tylko do poziomu, żeby było stać na wynajęcie byle jakiego domu i jedzenie. Czy odrzucając obowiązek człowiek staje się szczęśliwy?

Edycyjnie książka jest tragiczna - źle złożona (brakuje akapitów na 1. stronie każdego rozdziału, zamiast tego są znaki końca linii), opływanie obrazków jest zrobione przeraźliwie topornie. Nie umiem ocenić tłumaczenia, ale "Microserfs" też mi po polsku nie zgrzytało.

Inne tego autora tu.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 13, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Douglas Coupland - Pokolenie X

Dag, Claire i Andy (narrator) mieszkają w Palm Springs i spędzają większość czasów opowiadając sobie historie. O rzeczach, które chcieliby zapamiętać z Ziemi, o końcu świata (wszak przełom 31.12.1999 i 1.1.2000), o swoich rodzinach, wyobrażeniach i strachach. Luźne historie przerywane są cynicznymi i postmodernistycznymi obrazkami i definicjami świata według pokolenia, które nie ma o czym marzyć.

California life is easy.

W zasadzie wszystkie obserwacje Couplanda o Pokoleniu X - ludziach, którzy zanegowali etos pracy i robienia kariery jako takiej - można odnieść do hipsterów. Tyle że hipsterzy są ironiczni, a pokolenie X realnie rzucało pracę w korporacjach na rzecz podawania drinków w barze na prowincji, spędzania życia na plaży i dorabiania tylko do poziomu, żeby było stać na wynajęcie byle jakiego domu i jedzenie. Czy odrzucając obowiązek człowiek staje się szczęśliwy?

Edycyjnie książka jest tragiczna - źle złożona (brakuje akapitów na 1. stronie każdego rozdziału, zamiast tego są znaki końca linii), opływanie obrazków jest zrobione przeraźliwie topornie. Nie umiem ocenić tłumaczenia, ale "Microserfs" też mi po polsku nie zgrzytało.

Inne tego autora tu.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 13, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2013 - 0 komentarzy - Skomentuj


Toruń, w zamieci

Znowu byłam jedynym gościem (no, jednym z dwóch, bo tym razem z A.) hotelu, więc na śniadanie była osobista obsługa z ogromnym talerzem dóbr wszelakich - kulki z twarożku, pasty jajecznej, pasztety, wędliny i sery, nawet z pomidorami i ogórkami. Tylko sok "pomarańczowy" ze sztucznej pomarańczy. A w pokoju japoński sedes, bałam się wcisnąć jakikolwiek guzik mimo tłumaczenia rozwieszonego na ścianie opodal. Może dlatego, że Japonia Japonią, a papier toaletowy niespecjalnie spływał? Ale - co na plus - nie zmarzłam. Hotelowi Solaris daję gwiazdeczkę. I jeszcze jedną małą za ażurowe schody na piętro oraz lokalizację u stóp najbardziej chyba monumentalnego kościoła w mieście. Co z tego, jak z taksówki do taksówki. Może następnym razem.

Zaczytałam się ponownie w "Nie licząc psa"; nieustająco myślę przy tym nad fenomenem swojej niepamięci, który pozwala mi czytać już raz przeczytaną książkę jak za pierwszym razem. I jak za pierwszym razem mieć uciechę z anegdoty o Lewisie Carrollu, który łaskawie zachwyconej "Alicją" królowej Anglii przesłał swoją następną książkę. O wielomianach. Co najlepsze, mając dziury w fabule, doskonale pamiętam, że najważniejszy jest zawsze kamerdyner.

Zamieć była w centrum, na obrzeżach już tylko surowy Hitchcock.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 11, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, toruń - 1 komentarz - Skomentuj


Toruń, w zamieci

Znowu byłam jedynym gościem (no, jednym z dwóch, bo tym razem z A.) hotelu, więc na śniadanie była osobista obsługa z ogromnym talerzem dóbr wszelakich - kulki z twarożku, pasty jajecznej, pasztety, wędliny i sery, nawet z pomidorami i ogórkami. Tylko sok "pomarańczowy" ze sztucznej pomarańczy. A w pokoju japoński sedes, bałam się wcisnąć jakikolwiek guzik mimo tłumaczenia rozwieszonego na ścianie opodal. Może dlatego, że Japonia Japonią, a papier toaletowy niespecjalnie spływał? Ale - co na plus - nie zmarzłam. Hotelowi Solaris daję gwiazdeczkę. I jeszcze jedną małą za ażurowe schody na piętro oraz lokalizację u stóp najbardziej chyba monumentalnego kościoła w mieście. Co z tego, jak z taksówki do taksówki. Może następnym razem.

Zaczytałam się ponownie w "Nie licząc psa"; nieustająco myślę przy tym nad fenomenem swojej niepamięci, który pozwala mi czytać już raz przeczytaną książkę jak za pierwszym razem. I jak za pierwszym razem mieć uciechę z anegdoty o Lewisie Carrollu, który łaskawie zachwyconej "Alicją" królowej Anglii przesłał swoją następną książkę. O wielomianach. Co najlepsze, mając dziury w fabule, doskonale pamiętam, że najważniejszy jest zawsze kamerdyner.

Zamieć była w centrum, na obrzeżach już tylko surowy Hitchcock.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 11, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: polska, toruń - 1 komentarz - Skomentuj


Liczenie w przerwach kicania

Nagły atak zimy wśród wiosny, która przecież już tu była, zagonił nas do Starego Browaru. Maj uznał, że skoro jest tyle zajączków, należy je policzyć.

Mnie taka masa królików, ułożonych dodatkowo w niepokojące wzory, raczej zastanawia i karmi moją wewnętrzną paranoję. A jak się uzbroją i ruszą? Zaanektują kasy i przestaną przyjmować karty kredytowe? Zmieni im się wyraz pyszczków z nieobecno-neutralnego na taki bardziej jadowity? Czy są na to jakieś tabletki? Odstawiłam biało-zielone i chyba czegoś mi w diecie brakuje.

Próbowałam "The Wire", nuda, jak w polskim filmie - dwa długie odcinki serialu streściłabym montażem w 20 minut. Próbuję "House of Cards", ale to jak impreza na księżycu - świetny Kevin Spacey i cudowna, zimna Robin Wright, tyle że nic tak mnie nie nudzi jak polityka. TŻ znalazł przynajmniej doskonałe "The Middle" z Janitorem w roli cynicznego ojca rodziny (wprawdzie nie wypycha wiewiórek, ale jest mistrzem ciętej riposty), ale to komedia. Co dalej, wsyechđwiecie^Wwszechświecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 9, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Moje miasto, Maja - Tag: stary-browar - 8 komentarzy - Skomentuj


Liczenie w przerwach kicania

Nagły atak zimy wśród wiosny, która przecież już tu była, zagonił nas do Starego Browaru. Maj uznał, że skoro jest tyle zajączków, należy je policzyć.

Mnie taka masa królików, ułożonych dodatkowo w niepokojące wzory, raczej zastanawia i karmi moją wewnętrzną paranoję. A jak się uzbroją i ruszą? Zaanektują kasy i przestaną przyjmować karty kredytowe? Zmieni im się wyraz pyszczków z nieobecno-neutralnego na taki bardziej jadowity? Czy są na to jakieś tabletki? Odstawiłam biało-zielone i chyba czegoś mi w diecie brakuje.

Próbowałam "The Wire", nuda, jak w polskim filmie - dwa długie odcinki serialu streściłabym montażem w 20 minut. Próbuję "House of Cards", ale to jak impreza na księżycu - świetny Kevin Spacey i cudowna, zimna Robin Wright, tyle że nic tak mnie nie nudzi jak polityka. TŻ znalazł przynajmniej doskonałe "The Middle" z Janitorem w roli cynicznego ojca rodziny (wprawdzie nie wypycha wiewiórek, ale jest mistrzem ciętej riposty), ale to komedia. Co dalej, wsyechđwiecie^Wwszechświecie?

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 9, 2013

Link bezpośredni - Kategorie: Moje miasto, Maja - Tag: stary-browar - 8 komentarzy - Skomentuj


Connie Willis - Zaćmienie

W zasadzie dobrze pamiętałam, że nie lubiłam tego zbiorku. Są w nim dwa ładne opowiadania, które lubię - (no, trzy - od kiedy zostałam matką, dodatkowo polubiłam bardzo tytułowe "Zaćmienie", gdzie narratorem jest matka "w domu z dzieckiem"): "Praktyka dyplomowa" z podróżą w czasie i emocjami jak w "Księdze Sądu Ostatecznego" oraz śliczne, korporacyjno-oniryczne "Błękitny księżyc". Niestety, jest też przeraźliwe i brutalne "Wszystkie moje ukochane córki", którego lekturę przypłacam bólem głowy. I kilka innych, które niespecjalnie zrozumiałam. Dlatego jednak chcę Willis w długiej formie, o podróżach w czasie albo o korporacji.

Inne tej autorki:

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 8, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, opowiadania, 2013 - 11 komentarzy - Skomentuj


Connie Willis - Zaćmienie

W zasadzie dobrze pamiętałam, że nie lubiłam tego zbiorku. Są w nim dwa ładne opowiadania, które lubię - (no, trzy - od kiedy zostałam matką, dodatkowo polubiłam bardzo tytułowe "Zaćmienie", gdzie narratorem jest matka "w domu z dzieckiem"): "Praktyka dyplomowa" z podróżą w czasie i emocjami jak w "Księdze Sądu Ostatecznego" oraz śliczne, korporacyjno-oniryczne "Błękitny księżyc". Niestety, jest też przeraźliwe i brutalne "Wszystkie moje ukochane córki", którego lekturę przypłacam bólem głowy. I kilka innych, które niespecjalnie zrozumiałam. Dlatego jednak chcę Willis w długiej formie, o podróżach w czasie albo o korporacji.

Inne tej autorki:

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 8, 2013

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, sf-f, opowiadania, 2013 - 11 komentarzy - Skomentuj