Już niebawem się skończy
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Zwierzęta zimą śpią. Pewnie w domkach, na zapleczach klatek i pawilonach. W śniegu stoją tylko posągi, zaśnieżone i spokojne; czekają na niezliczone pielgrzymki dzieci, które będą siadać na wilku, łapać za ogon konia i sięgać do lwa na postumencie. W witrynie dwa dzioborożce trąbiące, które, potwierdzając etymologię nazwy, trąbiły i ganiały się po klatce ("mamusiu, a co ten ptasek myśli do dlugiego ptaska?"). I śnieg. Wspominałam o śniegu?

Znalazłam przy okazji uroczy i bardzo dokładny blog o poznańskim Starym Zoo [2019 - poznanzoo.blox.pl - link nieaktywny].

Zwierzęta zimą śpią. Pewnie w domkach, na zapleczach klatek i pawilonach. W śniegu stoją tylko posągi, zaśnieżone i spokojne; czekają na niezliczone pielgrzymki dzieci, które będą siadać na wilku, łapać za ogon konia i sięgać do lwa na postumencie. W witrynie dwa dzioborożce trąbiące, które, potwierdzając etymologię nazwy, trąbiły i ganiały się po klatce ("mamusiu, a co ten ptasek myśli do dlugiego ptaska?"). I śnieg. Wspominałam o śniegu?

Znalazłam przy okazji uroczy i bardzo dokładny blog o poznańskim Starym Zoo [2019 - poznanzoo.blox.pl - link nieaktywny].
"Miasteczko" podejmuje akcję "Hotelu Paradise" dokładnie tam, gdzie się skończyła (dlatego nie ma sensu czytania tych dwóch książek oddzielnie. Emma Graham kontynuuje śledztwo w sprawie morderstwa Fern Queen, a tak naprawdę rozwiązuje sprawę sprzed lat. Ponieważ jej przyjaciel, szeryf, zakazał jej wścibiania nosa w sprawę, ukrywa przed nim swoje poszukiwania, przepytuje ludzi podając mniej lub bardziej kłamliwe preteksty. Jest o tyle łatwo, że jej matka, Jen, razem ze współwłaścicielką hotelu, panią Dawidow i jej pretensjonalną córką Ree-Jane, wyjeżdżają na wycieczkę na Florydę (Jen Graham nie zdobywa punktów za bycie najlepszą matką w okolicy), więc nikt nie zwraca uwagi, że Emma wymyka się nocami, żeby przeszukiwać kolejne opuszczone domy. Kiedy się nie wymyka, udaje, że to ona wyjechała na wakacje, podróżuje po Florydzie nie wychodząc z pokoju i wymyślając kolejne nieprzyjemności dla Ree-Jane.
Podobnie jest z "Hotelem Belle Rouen" - akcja kończy się w połowie, zakładam, że wyjaśnienie historii zaginionego przed 20 lat niemowlęcia pojawi się w drugim tomie, niewydanym w Polsce. Emma - po wykryciu mordercy Fern - jest sławna w całej okolicy, co nieco psuje jej dotychczasowe wygodne incognito, ale jednocześnie pozwala na przepytywanie znajomych i nieznajomych, którzy mogli być feralnej nocy w hotelu Belle Rouen (aktualnie zwanym Belle Ruin ze względu na to, że spłonął kilkanaście lat wcześniej). Oprócz pisania reportażu o sprawie Queenów/Deveraux dla lokalnej gazety, bierze udział w przedstawieniu przygotowanym przez swojego brata - musicalowej adaptacji greckiej tragedii "Medea", która w ich wykonaniu nie jest do końca tragedią. Poznany w poprzednim tomie Dwayne, czytający Faulknera mechanik samochodowy, chyba jako jedyny wierzy w jej teorie dotyczące nowego śledztwa.
Owszem, Emma jest irytująca ze swoim kręceniem, nastoletnimi intrygami, wprowadzaniem wyraźnego podziału między świat dzieci a dorosłych, ale amerykańskie miasteczka, rzucone gdzieś w Maryland, mają niesamowity wdzięk. Podobnie ich mieszkańcy, ze skomplikowaną genealogią, powiązaniami, szczerością i nieskrywaną plotkarską ciekawością tego, co się dzieje u ich sąsiadów. Łapałam się na tym, że przerywając czytanie w dalszym ciągu myślę o małym miasteczku, taksówce prowadzonej przez Delberta i anielskim placku mamy Graham.
Inne tej autorki: tu.
#2-#3
"Miasteczko" podejmuje akcję "Hotelu Paradise" dokładnie tam, gdzie się skończyła (dlatego nie ma sensu czytania tych dwóch książek oddzielnie. Emma Graham kontynuuje śledztwo w sprawie morderstwa Fern Queen, a tak naprawdę rozwiązuje sprawę sprzed lat. Ponieważ jej przyjaciel, szeryf, zakazał jej wścibiania nosa w sprawę, ukrywa przed nim swoje poszukiwania, przepytuje ludzi podając mniej lub bardziej kłamliwe preteksty. Jest o tyle łatwo, że jej matka, Jen, razem ze współwłaścicielką hotelu, panią Dawidow i jej pretensjonalną córką Ree-Jane, wyjeżdżają na wycieczkę na Florydę (Jen Graham nie zdobywa punktów za bycie najlepszą matką w okolicy), więc nikt nie zwraca uwagi, że Emma wymyka się nocami, żeby przeszukiwać kolejne opuszczone domy. Kiedy się nie wymyka, udaje, że to ona wyjechała na wakacje, podróżuje po Florydzie nie wychodząc z pokoju i wymyślając kolejne nieprzyjemności dla Ree-Jane.
Podobnie jest z "Hotelem Belle Rouen" - akcja kończy się w połowie, zakładam, że wyjaśnienie historii zaginionego przed 20 lat niemowlęcia pojawi się w drugim tomie, niewydanym w Polsce. Emma - po wykryciu mordercy Fern - jest sławna w całej okolicy, co nieco psuje jej dotychczasowe wygodne incognito, ale jednocześnie pozwala na przepytywanie znajomych i nieznajomych, którzy mogli być feralnej nocy w hotelu Belle Rouen (aktualnie zwanym Belle Ruin ze względu na to, że spłonął kilkanaście lat wcześniej). Oprócz pisania reportażu o sprawie Queenów/Deveraux dla lokalnej gazety, bierze udział w przedstawieniu przygotowanym przez swojego brata - musicalowej adaptacji greckiej tragedii "Medea", która w ich wykonaniu nie jest do końca tragedią. Poznany w poprzednim tomie Dwayne, czytający Faulknera mechanik samochodowy, chyba jako jedyny wierzy w jej teorie dotyczące nowego śledztwa.
Owszem, Emma jest irytująca ze swoim kręceniem, nastoletnimi intrygami, wprowadzaniem wyraźnego podziału między świat dzieci a dorosłych, ale amerykańskie miasteczka, rzucone gdzieś w Maryland, mają niesamowity wdzięk. Podobnie ich mieszkańcy, ze skomplikowaną genealogią, powiązaniami, szczerością i nieskrywaną plotkarską ciekawością tego, co się dzieje u ich sąsiadów. Łapałam się na tym, że przerywając czytanie w dalszym ciągu myślę o małym miasteczku, taksówce prowadzonej przez Delberta i anielskim placku mamy Graham.
Inne tej autorki: tu.
#2-#3
Historia Muminka, który - jako pierwszy - przeżył cały rok. Bez snu zimowego, który wcześniej pozwalał zniknąć w świadomości tę niewygodną, ciemną i zimną porę roku. Muminek sam, bez przyjaciół (pomijając Małą Mi, ale umówmy się, że z Małej Mi jest taki sobie pożytek) poznaje Dolinę, zupełnie inną niż latem. Białą, cichą, zamieszkałą przez zupełnie innych mieszkańców. Latem rosły tu jabłka, ale teraz rośnie śnieg. A mimo to właśnie tę książkę chciałabym przeczytać z córką. Żeby zobaczyć, jak zareaguje na wiewiórkę o puszystym ogonie.
Nie ma tak naprawdę dobrej zimy. Można ją akceptować chwilami, kiedy śnieg skrzy się w słońcu, z górki można zjeżdżać na sankach, ale i tak prawdziwe życie zaczyna się wiosną, kiedy wraca Włóczykij. Amen to that.
Inne tej autorki tutaj.
#1
Historia Muminka, który - jako pierwszy - przeżył cały rok. Bez snu zimowego, który wcześniej pozwalał zniknąć w świadomości tę niewygodną, ciemną i zimną porę roku. Muminek sam, bez przyjaciół (pomijając Małą Mi, ale umówmy się, że z Małej Mi jest taki sobie pożytek) poznaje Dolinę, zupełnie inną niż latem. Białą, cichą, zamieszkałą przez zupełnie innych mieszkańców. Latem rosły tu jabłka, ale teraz rośnie śnieg. A mimo to właśnie tę książkę chciałabym przeczytać z córką. Żeby zobaczyć, jak zareaguje na wiewiórkę o puszystym ogonie.
Nie ma tak naprawdę dobrej zimy. Można ją akceptować chwilami, kiedy śnieg skrzy się w słońcu, z górki można zjeżdżać na sankach, ale i tak prawdziwe życie zaczyna się wiosną, kiedy wraca Włóczykij. Amen to that.
Inne tej autorki tutaj.
#1
Śnią mi się miejsca, które znam z dzieciństwa. Klatka schodowa domu obok, starego bloku z lat 50., z dobudowanymi chyba skrzydłami. Byłam tam może raz czy dwa w życiu, na pewno nie była bardziej mroczna i ciemna niż inne klatki schodowe w tego typu blokach, a jednak to ona mi się śni jako miejsce, w którym szukam kogoś albo przed kimś uciekam. Śnię o miejscach za ogródkami, przejściach prowadzących skrótem z miejsca na miejsce. O cienistych uliczkach latem, rzadko zastawionych przez samochody. I tak się zastanawiam, czemu właśnie te, a nie inne miejsca wypaliły mi w pamięci ścieżki na stałe.
Przeflancowałam się kilkanaście lat temu do Poznania. Mimo to nie wracam we śnie tutaj, tylko w miasto dzieciństwa. Czy kiedy przejdę teraz wszystkimi trasami, którymi chodziłam, zamknę jakiś rozdział? Czy się rozczaruję tym, że już będzie zupełnie inaczej? Czy Maj będzie śniła w Poznaniu i Suchym Lesie? O próbach naszych cotygodniowych rytuałów - śniadaniu w Republice Róż, karmieniu kaczek w Parku Sołackim? O korytarzach Zamku, schodach do przedszkola i placu zabaw we wsi?
Śnią mi się miejsca, które znam z dzieciństwa. Klatka schodowa domu obok, starego bloku z lat 50., z dobudowanymi chyba skrzydłami. Byłam tam może raz czy dwa w życiu, na pewno nie była bardziej mroczna i ciemna niż inne klatki schodowe w tego typu blokach, a jednak to ona mi się śni jako miejsce, w którym szukam kogoś albo przed kimś uciekam. Śnię o miejscach za ogródkami, przejściach prowadzących skrótem z miejsca na miejsce. O cienistych uliczkach latem, rzadko zastawionych przez samochody. I tak się zastanawiam, czemu właśnie te, a nie inne miejsca wypaliły mi w pamięci ścieżki na stałe.
Przeflancowałam się kilkanaście lat temu do Poznania. Mimo to nie wracam we śnie tutaj, tylko w miasto dzieciństwa. Czy kiedy przejdę teraz wszystkimi trasami, którymi chodziłam, zamknę jakiś rozdział? Czy się rozczaruję tym, że już będzie zupełnie inaczej? Czy Maj będzie śniła w Poznaniu i Suchym Lesie? O próbach naszych cotygodniowych rytuałów - śniadaniu w Republice Róż, karmieniu kaczek w Parku Sołackim? O korytarzach Zamku, schodach do przedszkola i placu zabaw we wsi?