Dziś na ten przykład dowiedziałam się, że...
... próba generalna wychodzi zawsze lepiej, niż premiera.
... jeśli jest podany link do oryginału, frajerstwem jest pozostawanie przy tłumaczeniu.
... jeśli się sprawdza w google'u miary i wagi, warto sprawdzić w więcej niż jednym miejscu.
... antybiotyk, co go od wtorku łykam, to jednak nie działa na tę zarazę, która się rozpanoszyła w moim gardle.
Jutro się dowiem, jak bardzo obciachowe są moje niewyrośnięte ptysie.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dziś na ten przykład dowiedziałam się, że...
... próba generalna wychodzi zawsze lepiej, niż premiera.
... jeśli jest podany link do oryginału, frajerstwem jest pozostawanie przy tłumaczeniu.
... jeśli się sprawdza w google'u miary i wagi, warto sprawdzić w więcej niż jednym miejscu.
... antybiotyk, co go od wtorku łykam, to jednak nie działa na tę zarazę, która się rozpanoszyła w moim gardle.
Jutro się dowiem, jak bardzo obciachowe są moje niewyrośnięte ptysie.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 14, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Fforde tak naprawdę pisze cały czas jedną książkę - "Studnia" zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończył "Skok" - mąż Thurdsay Next został eradykowany przez Konsorcjum Goliath, więc istnieje tylko w pamięci Thursday (oraz - jednak - jest powodem jej ciąży). Jako że zarówno Goliath, jak i demoniczna siostra Acherona Hadesa - mnemomorfka Aornis - dyszą nieszczęsnej Op-Specce w kark, Thursday na czas oswojenia się z macierzyństwem chowa się w świat książek. Zostaje adeptem Jurysfikcji, agencji pokrewnej Op-Specom, tyle że pracującej wewnątrz literatury, zarówno tej wydanej, jak i niekoniecznie.
Jedyną przedstawicielką rodziny Next jest 108-letnia babcia Thursday, która opiekuje się nią w świecie fikcji i pomaga walczyć z wirusem, jaki zasiała w pamięci agentki złośliwa Aornis. Za to pojawia się Kot dawniej znany jako Kot z Cheshire, Królowa Kier, panna Havisham z "Wielkich nadziei" Dickensa, kapitan Nemo i wiele innych postaci głównie znanych z prozy anglosaskiej (wstydliwie przyznam, że kusi mnie przeczytanie wreszcie "Wichrowych Wzgórz" i kilku innych odsuwanych do tej pory z niejakim obrzydzeniem klasyków). "Studnia" to satyra na wiele zjawisk współczesnej (pop)kultury - nowe wersje oprogramowania, drastycznie ograniczające możliwości konsumenta, wielkie gale typu Oskary (po raz 77. z rzędu Heathcliff otrzymuje nagrodę za najbardziej dramatycznego bohatera męskiego) czy spamu w przypisach[1]. Niestety, jest to najsłabszy ze wszystkich tomów, taki na przeczekanie, zanim się urodzi dziecko Thursday i agentka odzyska siły na tyle, żeby wrócić i uratować usuniętego ze strumienia czasu Landena.
[1] Porozumiewanie się między światami za pomocą przypisów pojawiło się w "Skoku", ale tu wyjaśniona jest technika przypisofonu i stanowi integralną część akcji.
[2] W świecie Thursday są klonowane wymarłe zwierzęta typu ptak dodo[3], ale okazuje się, że dziobak i konik morski pochodzą ze świata zmyślonego.
[3] Dodo Pickwick znosi jajko, ale poza okazjonalnym wydawaniem dźwięku plock nie wnosi za wiele do fabuły.
Inne tego autora tu.
#92-94 (przecież musiałam sobie odświeżyć dwie poprzednie, dalej świetne są)
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 13, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 2 komentarze
- Skomentuj
Fforde tak naprawdę pisze cały czas jedną książkę - "Studnia" zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończył "Skok" - mąż Thurdsay Next został eradykowany przez Konsorcjum Goliath, więc istnieje tylko w pamięci Thursday (oraz - jednak - jest powodem jej ciąży). Jako że zarówno Goliath, jak i demoniczna siostra Acherona Hadesa - mnemomorfka Aornis - dyszą nieszczęsnej Op-Specce w kark, Thursday na czas oswojenia się z macierzyństwem chowa się w świat książek. Zostaje adeptem Jurysfikcji, agencji pokrewnej Op-Specom, tyle że pracującej wewnątrz literatury, zarówno tej wydanej, jak i niekoniecznie.
Jedyną przedstawicielką rodziny Next jest 108-letnia babcia Thursday, która opiekuje się nią w świecie fikcji i pomaga walczyć z wirusem, jaki zasiała w pamięci agentki złośliwa Aornis. Za to pojawia się Kot dawniej znany jako Kot z Cheshire, Królowa Kier, panna Havisham z "Wielkich nadziei" Dickensa, kapitan Nemo i wiele innych postaci głównie znanych z prozy anglosaskiej (wstydliwie przyznam, że kusi mnie przeczytanie wreszcie "Wichrowych Wzgórz" i kilku innych odsuwanych do tej pory z niejakim obrzydzeniem klasyków). "Studnia" to satyra na wiele zjawisk współczesnej (pop)kultury - nowe wersje oprogramowania, drastycznie ograniczające możliwości konsumenta, wielkie gale typu Oskary (po raz 77. z rzędu Heathcliff otrzymuje nagrodę za najbardziej dramatycznego bohatera męskiego) czy spamu w przypisach[1]. Niestety, jest to najsłabszy ze wszystkich tomów, taki na przeczekanie, zanim się urodzi dziecko Thursday i agentka odzyska siły na tyle, żeby wrócić i uratować usuniętego ze strumienia czasu Landena.
[1] Porozumiewanie się między światami za pomocą przypisów pojawiło się w "Skoku", ale tu wyjaśniona jest technika przypisofonu i stanowi integralną część akcji.
[2] W świecie Thursday są klonowane wymarłe zwierzęta typu ptak dodo[3], ale okazuje się, że dziobak i konik morski pochodzą ze świata zmyślonego.
[3] Dodo Pickwick znosi jajko, ale poza okazjonalnym wydawaniem dźwięku plock nie wnosi za wiele do fabuły.
Inne tego autora tu.
#92-94 (przecież musiałam sobie odświeżyć dwie poprzednie, dalej świetne są)
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 13, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 2 komentarze
- Skomentuj
Zachwyciła mnie pamięć ^dees, ale potem przypomniałam sobie, że to, czego nie mam w pamięci (a nie mam w niej prawie nic), mam w zewnętrznych nośnikach. I tak:
- 12.12.12 - antybiotyk, łóżko i firmowa wigilia u TŻ
- 11.11.11 - Święty Marcin, w Poznaniu akurat wiadomo
- 10.10.10 - spacer z rocznym+ Majutem na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan
- 09.09.09 - świeżutki Majut, kilka dni po powrocie ze szpitala, dzień świstaka
- 08.08.08 - dzień po koncercie Iron Maiden w Warszawie, pewnie pracowałam
- 07.07.07 - ząb mnie bolał, dzień po leczeniu kanałowym
- 06.06.06 - praca, praca, praca.
Wcześniej nie pamiętam.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 13, 2012
Link bezpośredni -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zachwyciła mnie pamięć ^dees, ale potem przypomniałam sobie, że to, czego nie mam w pamięci (a nie mam w niej prawie nic), mam w zewnętrznych nośnikach. I tak:
- 12.12.12 - antybiotyk, łóżko i firmowa wigilia u TŻ
- 11.11.11 - Święty Marcin, w Poznaniu akurat wiadomo
- 10.10.10 - spacer z rocznym+ Majutem na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan
- 09.09.09 - świeżutki Majut, kilka dni po powrocie ze szpitala, dzień świstaka
- 08.08.08 - dzień po koncercie Iron Maiden w Warszawie, pewnie pracowałam
- 07.07.07 - ząb mnie bolał, dzień po leczeniu kanałowym
- 06.06.06 - praca, praca, praca.
Wcześniej nie pamiętam.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 13, 2012
Link bezpośredni -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Im bardziej pada śnieg, bim bom, tym bardziej mam ochotę zaszyć się pod kołderką. Zima odziera mnie z inwencji, już po pierwszym zakochaniu, nie kusi mnie brodzenie w białym puchu (tym bardziej, że puch jest mało puszysty i raczej szary, a słońce pojawia się na kwadrans albo wcale), dla rozgrzania zaczynam piec ciasta z któregoś tomu Nigelli. Nie staję się przez to domową boginią, chociaż - nie chwaląc się - mocno kaloryczne brownie znika z kuchennego blatu, a w domu pachnie czekoladą i hiacyntami z Lidla.
Zimą powinien być okres ochronny dla zmarzluchów. Mądry kot Burszyk patrzy z parapetu na sypiący z nieba opad, po czym wraca na kołdrę, gdzie zwija się w kłębek i tylko łypie na wchodzącego do sypialni człowieka jak na insekta. Martwię się, że nie umiem przekazać zimowej radości dziecku, że nie ciągnę jej na sanki (inna sprawa, że zima w połowie grudnia zaskoczyła mnie jak drogowca i sanki czekają u teściów w piwnicy), że nie rzucam się na śnieg, żeby wykonać okazjonalnego orła (albo anioła, jak kto wierzący). Moja zima to herbata, kołdra, książka i oczekiwanie na wiosnę.
PS Dekorację okna wykonał Maj, samodzielnie. Miałam szczegółowy plan przygotowania całego kalendarza grudniowego oczekiwania, ale wyszło jak zwykle - przeczytaliśmy "Pana Brumma obchodzącego Boże Narodzenie", ozdobiliśmy okna, TŻ próbował metodą łagodnej perswazji wyciągnąć od nieletniej treść listu do Mikołaja, poszliśmy na Festiwal Rzeźby Lodowej i na lukrowanie pierniczków w Paderewskim i na tym się wyprztykaliśmy z grudniowych zwyczajów. A czekoladek z kalendarza adwentowego Maj nie chce jeść. I tak, o.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Im bardziej pada śnieg, bim bom, tym bardziej mam ochotę zaszyć się pod kołderką. Zima odziera mnie z inwencji, już po pierwszym zakochaniu, nie kusi mnie brodzenie w białym puchu (tym bardziej, że puch jest mało puszysty i raczej szary, a słońce pojawia się na kwadrans albo wcale), dla rozgrzania zaczynam piec ciasta z któregoś tomu Nigelli. Nie staję się przez to domową boginią, chociaż - nie chwaląc się - mocno kaloryczne brownie znika z kuchennego blatu, a w domu pachnie czekoladą i hiacyntami z Lidla.
Zimą powinien być okres ochronny dla zmarzluchów. Mądry kot Burszyk patrzy z parapetu na sypiący z nieba opad, po czym wraca na kołdrę, gdzie zwija się w kłębek i tylko łypie na wchodzącego do sypialni człowieka jak na insekta. Martwię się, że nie umiem przekazać zimowej radości dziecku, że nie ciągnę jej na sanki (inna sprawa, że zima w połowie grudnia zaskoczyła mnie jak drogowca i sanki czekają u teściów w piwnicy), że nie rzucam się na śnieg, żeby wykonać okazjonalnego orła (albo anioła, jak kto wierzący). Moja zima to herbata, kołdra, książka i oczekiwanie na wiosnę.
PS Dekorację okna wykonał Maj, samodzielnie. Miałam szczegółowy plan przygotowania całego kalendarza grudniowego oczekiwania, ale wyszło jak zwykle - przeczytaliśmy "Pana Brumma obchodzącego Boże Narodzenie", ozdobiliśmy okna, TŻ próbował metodą łagodnej perswazji wyciągnąć od nieletniej treść listu do Mikołaja, poszliśmy na Festiwal Rzeźby Lodowej i na lukrowanie pierniczków w Paderewskim i na tym się wyprztykaliśmy z grudniowych zwyczajów. A czekoladek z kalendarza adwentowego Maj nie chce jeść. I tak, o.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Koty, Fotografia+, Maja -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zimno, szybko się nie roztopią. A ja trenuję kaszel, ale TŻ twierdzi, że dalej mi wychodzi paskudnie. No nic, practice makes perfect.
GALERIA ZDJĘĆ 2012, a wcześniejsze - tu.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Zimno, szybko się nie roztopią. A ja trenuję kaszel, ale TŻ twierdzi, że dalej mi wychodzi paskudnie. No nic, practice makes perfect.
GALERIA ZDJĘĆ 2012, a wcześniejsze - tu.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj