Chciałabym, żeby moje życie bardziej przypominało książkę. Albo film. Narrator nigdy nie dałby się nabrać na taką niedoróbkę w akcji jak gruźliczy atak kaszlu na poczcie, zakończony łzami, pełnym nosem i innymi atrakcjami. Każdy sensowny autor przemyślałby też zawartość mojej torebki, dzięki czemu nie jechałabym na zakupy bez portfela. Nie wspominając o wychodzeniu bez kluczyków do samochodu.
Fikcji proszę, fikcji.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 7, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Chciałabym, żeby moje życie bardziej przypominało książkę. Albo film. Narrator nigdy nie dałby się nabrać na taką niedoróbkę w akcji jak gruźliczy atak kaszlu na poczcie, zakończony łzami, pełnym nosem i innymi atrakcjami. Każdy sensowny autor przemyślałby też zawartość mojej torebki, dzięki czemu nie jechałabym na zakupy bez portfela. Nie wspominając o wychodzeniu bez kluczyków do samochodu.
Fikcji proszę, fikcji.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 7, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Dałam szansę, naprawdę. Ale nie spodziewałam się, że książka jest tak marna na tak wielu poziomach. Zaczynając od edytorskiego (błędy ortograficzne, niespójnie zachowująca się czcionka z nierównymi odstępami), kończąc na treści. Komisarz Hwierut ma PTSD i się leczy psychiatrycznie. Nastoletni syn siedzi u rodziców eks-męża, bo nie chce z nią mieszkać. Tymczasem Anna, która nie pójdzie na zwolnienie, bo co by robiła, prowadzi śledztwo w sprawie wykrwawionej na śmierć najpierw jednej, potem drugiej prostytutki. Wprawdzie po fluoksetynie spadło jej libido, ale dla dobra śledztwa (przy czym, jak rany, naprawdę nie rozumiem) udaje się do klubu, zabiera się z przypadkowo napotkanym mężczyzną, odbywa z nim szybkie pożycie w bramie, a potem - ponieważ nie jest prostytutką - sama płaci za swoją taksówkę do domu. Chapeaux bas. W tle wątku nierządu pojawia się policjant, który gwałci damy negocjowalnego afektu za pomocą lufy służbowego pistoletu.
Jedyną rzeczą, która mnie rozbawiła, to nazwisko mordercy - zupełnym przypadkiem tak samo nazywa się kolega TŻ z pracy. No, jeszcze druga - wysłanie ofiary przemocy domowej na obdukcję do pani patolog (szczęśliwie się udało, mimo że ofiara była żywa).
PS Uprzedzając pytania, czytam Fforde'a cały czas.
Inne tego autora tu.
#91
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Dałam szansę, naprawdę. Ale nie spodziewałam się, że książka jest tak marna na tak wielu poziomach. Zaczynając od edytorskiego (błędy ortograficzne, niespójnie zachowująca się czcionka z nierównymi odstępami), kończąc na treści. Komisarz Hwierut ma PTSD i się leczy psychiatrycznie. Nastoletni syn siedzi u rodziców eks-męża, bo nie chce z nią mieszkać. Tymczasem Anna, która nie pójdzie na zwolnienie, bo co by robiła, prowadzi śledztwo w sprawie wykrwawionej na śmierć najpierw jednej, potem drugiej prostytutki. Wprawdzie po fluoksetynie spadło jej libido, ale dla dobra śledztwa (przy czym, jak rany, naprawdę nie rozumiem) udaje się do klubu, zabiera się z przypadkowo napotkanym mężczyzną, odbywa z nim szybkie pożycie w bramie, a potem - ponieważ nie jest prostytutką - sama płaci za swoją taksówkę do domu. Chapeaux bas. W tle wątku nierządu pojawia się policjant, który gwałci damy negocjowalnego afektu za pomocą lufy służbowego pistoletu.
Jedyną rzeczą, która mnie rozbawiła, to nazwisko mordercy - zupełnym przypadkiem tak samo nazywa się kolega TŻ z pracy. No, jeszcze druga - wysłanie ofiary przemocy domowej na obdukcję do pani patolog (szczęśliwie się udało, mimo że ofiara była żywa).
PS Uprzedzając pytania, czytam Fforde'a cały czas.
Inne tego autora tu.
#91
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2012, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Mimo tego, że mam mroczne i depresyjne serduszko, miło zaskoczyłam samą siebie taką wewnętrzną, ciepłą radością za każdym razem, kiedy wyglądałam przez okno. Oczywiście zanim się nie rozpuścił. I nie zrobiło się ciemno.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 4, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Mimo tego, że mam mroczne i depresyjne serduszko, miło zaskoczyłam samą siebie taką wewnętrzną, ciepłą radością za każdym razem, kiedy wyglądałam przez okno. Oczywiście zanim się nie rozpuścił. I nie zrobiło się ciemno.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 4, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Gościniec Sucholeski zawiera klimat, hotel i restaurację. Po niedawnych wizytach w celu odebrania porcji odzieży zostawionej przez jednego takiego gościa w pokoju hotelowym, którą to odzież hotel prał, odsyłał, przysyłał, prał i wreszcie wypraną chyba nawet nadmiarowo oddał, z kelnerami/recepcjonistami witam się szerokim uśmiechem. I to w zasadzie chyba cały sekret - miło w Gościńcu jest. Mimo że nie było w karcie, dało się zrobić naleśnik z cukrem dla Mai, ot tak, czemu nie. Jako starter dostaliśmy zupę dyniową (w zasadzie pomarańczowo-dyniową, korzenną, fantastyczną), kelner nas ubawił do łez, sugerując, że jest delikatna i może mała spróbuje. Spojrzenie pełne dyzgustu rzucone przez "małą" i zimne "Nie, dziękuję, nie lubię przecieź". Samo jedzenie nader, kuchnia uczciwie regionalna, z gęsiną, kaczką, modrą[1] kapustą i pyrą z gzikiem.
[1] Czerwoną. W Poznaniu się nazywa modra. A chaber to modrak. Mimo różnic w kolorze. Słowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Gościniec Sucholeski zawiera klimat, hotel i restaurację. Po niedawnych wizytach w celu odebrania porcji odzieży zostawionej przez jednego takiego gościa w pokoju hotelowym, którą to odzież hotel prał, odsyłał, przysyłał, prał i wreszcie wypraną chyba nawet nadmiarowo oddał, z kelnerami/recepcjonistami witam się szerokim uśmiechem. I to w zasadzie chyba cały sekret - miło w Gościńcu jest. Mimo że nie było w karcie, dało się zrobić naleśnik z cukrem dla Mai, ot tak, czemu nie. Jako starter dostaliśmy zupę dyniową (w zasadzie pomarańczowo-dyniową, korzenną, fantastyczną), kelner nas ubawił do łez, sugerując, że jest delikatna i może mała spróbuje. Spojrzenie pełne dyzgustu rzucone przez "małą" i zimne "Nie, dziękuję, nie lubię przecieź". Samo jedzenie nader, kuchnia uczciwie regionalna, z gęsiną, kaczką, modrą[1] kapustą i pyrą z gzikiem.
[1] Czerwoną. W Poznaniu się nazywa modra. A chaber to modrak. Mimo różnic w kolorze. Słowo.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
W zasadzie doskonale wszystkie smaczki streściła Wonderwoman. Mnie przede wszystkim urzekły nazwiska - major Niewarowny czy kapral Nierobis nie zdarzają się co dzień. Bardzo też wzruszyły mnie zaadoptowane po nieżyjącym Kwaskowiaku metody walki z drobną przestępczością - wysyłanie do zamiatania ulic czy zawiezienie ulicznych rozrabiaków do klubu bokserskiego na sparring.
Dodatkowo Edigey uwielbia się bawić w swata swoich bohaterów - sierżant Michalak zostaje przekonany przez Niewarownego, że nie jest zupełnym przegrywem i uderza (skutecznie!) do pięknej kelnerki, Eli. Sam Niewarowny również - w ramach prowadzenia śledztwa - spotyka się z kierowniczką SAM-u, panią Nielisecką, głównie po to, żeby zaprzyjaźnić się z jej nastoletnią córką i zinwigilować środowisko narkomanów w szkole. Tak się spotyka, że po zakończeniu śledztwa wcale nie chce z Podleśnej wyjeżdżać.
Inne tego autora tu.
#90
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2012, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W zasadzie doskonale wszystkie smaczki streściła Wonderwoman. Mnie przede wszystkim urzekły nazwiska - major Niewarowny czy kapral Nierobis nie zdarzają się co dzień. Bardzo też wzruszyły mnie zaadoptowane po nieżyjącym Kwaskowiaku metody walki z drobną przestępczością - wysyłanie do zamiatania ulic czy zawiezienie ulicznych rozrabiaków do klubu bokserskiego na sparring.
Dodatkowo Edigey uwielbia się bawić w swata swoich bohaterów - sierżant Michalak zostaje przekonany przez Niewarownego, że nie jest zupełnym przegrywem i uderza (skutecznie!) do pięknej kelnerki, Eli. Sam Niewarowny również - w ramach prowadzenia śledztwa - spotyka się z kierowniczką SAM-u, panią Nielisecką, głównie po to, żeby zaprzyjaźnić się z jej nastoletnią córką i zinwigilować środowisko narkomanów w szkole. Tak się spotyka, że po zakończeniu śledztwa wcale nie chce z Podleśnej wyjeżdżać.
Inne tego autora tu.
#90
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 2, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2012, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj