Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Duster

Lata 70. Jim Ellis jest kierowcą i totumfackim Ezry Saxtona, lokalnego szefa szemranych biznesów. Wtem w jego w miarę spokojne życie - pojechać, przywieźć bez zaglądania do przesyłki, spędzić trochę czasu z “siostrzenicą”, która nie wie, że jest jego córką, zabawić się z jakąś przyjemną damą - wchodzi z rozmachem Nina, agentka FBI świeżo po akademii. Nie dość, że kobieta, to jeszcze czarna, a do tego twierdzi, że ukochany brat Jima, Joey, wcale nie zginął w wypadku, tylko był ofiarą zlecenia Saxtona. Jim nie wierzy, wszak jego ojciec i Ezra to przyjaciele, ale Nina pokazuje dowody i kierowca daje się przekonać o tyle, że chce pracodawcę wybielić. Sprawy oczywiście się komplikują, dochodzą nowe wątki, zdrada, zwroty akcji, szantaż, spisek dużo pościgów i strzelanin, aż w finale bohaterowie na tle zachodzącego słońca rozmawiają o tym, że trzeba wyjaśnić to, co wyszło na jaw w pierwszym sezonie. Nie wyjaśnią, bo nie będzie kolejnych sezonów.

Zajawki były kuszące, nazwiska na liście też - Holloway (latka lecą, ale ciągle to złoczyńca o złotym sercu i kuszącym uśmiechu), J.J. Abrams - niestety, całość nie wypaliła. Może to kwestia sztafażu - nie widzę sensu nagrywania współcześnie filmów, które dzieją się w przeszłości, a dodatkowo nie mam zupełnie sentymentu do lat 70., zwłaszcza w Stanach. Podskórnie mierzi mnie idea pokazywania świata z perspektywy roku 2024, gdzie seksizm i rasizm były normą. Może kwestia niedookreślenia gatunku - czasem miałam wrażenie, że to pastisz filmów sensacyjnych sprzed lat, czasem że to nostalgiczna wyprawa typu “Pewnego razu w Hollywood”, czasem są emocje na serio, a czasem to tylko puszczenie oka do widza. Mnóstwo wysiłku włożono w scenografię i kostiumy, w których niestety większość aktorów wygląda jak z kiepsko rysowanego komiksu, peruka Hollowaya została chyba celowo zaprojektowana, żeby go oszpecić. Fabuła też czasem niespecjalnie trzyma się kupy, możliwe, że w momencie ucięcia funduszy na kolejne sezony, finał był sklejony nieco na siłę; nie jest zły, ale też nie najlepszy. Na plus - serial jest bardzo ładnie filmowany, niektóre ujęcia są świetne technicznie i ciekawe estetycznie. I Holloway, który jest bardzo fajnym protagonistą, ale ekhm, ma ponad 50 lat, a jest sztucznie odmłodzony na trzydziestoparolatka; ten statek odpłynął.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Duster

Lata 70. Jim Ellis jest kierowcą i totumfackim Ezry Saxtona, lokalnego szefa szemranych biznesów. Wtem w jego w miarę spokojne życie - pojechać, przywieźć bez zaglądania do przesyłki, spędzić trochę czasu z “siostrzenicą”, która nie wie, że jest jego córką, zabawić się z jakąś przyjemną damą - wchodzi z rozmachem Nina, agentka FBI świeżo po akademii. Nie dość, że kobieta, to jeszcze czarna, a do tego twierdzi, że ukochany brat Jima, Joey, wcale nie zginął w wypadku, tylko był ofiarą zlecenia Saxtona. Jim nie wierzy, wszak jego ojciec i Ezra to przyjaciele, ale Nina pokazuje dowody i kierowca daje się przekonać o tyle, że chce pracodawcę wybielić. Sprawy oczywiście się komplikują, dochodzą nowe wątki, zdrada, zwroty akcji, szantaż, spisek dużo pościgów i strzelanin, aż w finale bohaterowie na tle zachodzącego słońca rozmawiają o tym, że trzeba wyjaśnić to, co wyszło na jaw w pierwszym sezonie. Nie wyjaśnią, bo nie będzie kolejnych sezonów.

Zajawki były kuszące, nazwiska na liście też - Holloway (latka lecą, ale ciągle to złoczyńca o złotym sercu i kuszącym uśmiechu), J.J. Abrams - niestety, całość nie wypaliła. Może to kwestia sztafażu - nie widzę sensu nagrywania współcześnie filmów, które dzieją się w przeszłości, a dodatkowo nie mam zupełnie sentymentu do lat 70., zwłaszcza w Stanach. Podskórnie mierzi mnie idea pokazywania świata z perspektywy roku 2024, gdzie seksizm i rasizm były normą. Może kwestia niedookreślenia gatunku - czasem miałam wrażenie, że to pastisz filmów sensacyjnych sprzed lat, czasem że to nostalgiczna wyprawa typu “Pewnego razu w Hollywood”, czasem są emocje na serio, a czasem to tylko puszczenie oka do widza. Mnóstwo wysiłku włożono w scenografię i kostiumy, w których niestety większość aktorów wygląda jak z kiepsko rysowanego komiksu, peruka Hollowaya została chyba celowo zaprojektowana, żeby go oszpecić. Fabuła też czasem niespecjalnie trzyma się kupy, możliwe, że w momencie ucięcia funduszy na kolejne sezony, finał był sklejony nieco na siłę; nie jest zły, ale też nie najlepszy. Na plus - serial jest bardzo ładnie filmowany, niektóre ujęcia są świetne technicznie i ciekawe estetycznie. I Holloway, który jest bardzo fajnym protagonistą, ale ekhm, ma ponad 50 lat, a jest sztucznie odmłodzony na trzydziestoparolatka; ten statek odpłynął.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 27, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Fiodor Dostojewski - Idiota

Dla ustalenia uwagi - książka wygrywa bezkonkurencyjnie Most Upierdliwa Lektura Competition, dystansując nawet poprzednio czytane dzieło tego autora. Przesłuchałam, żebyście Wy nie musiały.

Tytułowy idiota to książę Myszkin, młodzieniec cierpiący na paskudne ataki epilepsji, po których bywa, że szwankują mu funkcje psychomotoryczne. Wraca po latach leczenia w klinice w Szwajcarii, dodatkowo więc nie klei zupełnie rosyjskich konwenansów, a wszystkie interakcje społeczne wymagają nieledwie kontredansa werbalnego, żeby zapytać chociażby o pogodę; słowo “idiota” pada często również z tego powodu. Tuż po przyjeździe do Petersburga przypadkiem wpada w skomplikowany wielokąt uczuciowy - zakochuje się w lokalnej femme fatale, Nastazji Filipownej, w której kocha się też właśnie wzbogacony Rogożyn, człowiek popędliwy i emocjonalny. Nastazja jest niemile widziana w towarzystwie, bo to skandalistka i kobieta upadła; tłumaczę i objaśniam - upadła dlatego[1], że jako dziewczynkę upodobał ją sobie jej opiekun, wykorzystał również erotycznie, a kiedy dorosła i mu się znudziła, zaplanował się jej pozbyć za pomocą zaaranżowanego małżeństwa z potrzebującym pieniędzy sekretarzem generała Jepanczyna. Sekretarz z kolei wolałby oczywiście ożenić się z najmłodszą generałówną, Agłają Iwanowną, ale ta w ogóle nie chce wychodzić za mąż, nawet za Myszkina, który też się w niej zakochuje. I tak wszyscy kręcą się między Petersburgiem a Pawłowskiem, godzą się i kłócą, książe Myszkin popełnia nietakty, spotkania towarzyskie przeradzają się w pijatyki i całonocne dyskusje: o karze śmierci, wyższości kościoła cerkiewnego nad katolickim, który jest bliżej satanizmu i, tfu, nihilizmu, samobójstwie, czy większy grzech zjeść 60 mnichów czy 6 niemowląt (sic!), osłach i innych takich lekkich tematach. Anfgnmwn hpvrxn Zlfmxvabjv ghż fcemrq błgnemn, ob an avrtb avr mnfłhthwr j fjbwrw avfxvrw fnzbbpravr, cb pmlz Ebtbżla wą mnovwn, bpmljvśpvr m zvłbśpv; Zlfmxva hfhjn fvę creznaragavr j bgpułnń pubebol cflpuvpmarw.

Jakże się zmęczyłam, dwa podejścia - poprzednie chyba dwa lata temu, prawie miesiąc słuchania. Nie pomaga, że wszyscy posługują się imieniem i otczestwem, a tym bardziej trudno, bo córka Jana staje się Iwanowną, a tym bardziej nie pomaga, że każdy - oprócz Myszkina - zachowuje się jak sfochowana primadonna. Myszkin to taki boży naiwniaczek, dobrotliwy świątek z ikony, Chrystus, co to o wszystkich dobrze i z życzliwością, a dookoła niego są koterie i układy, których nie rozumie. Przeciwieństwem księcia jest Rogożyn, upadły anioł, Antychryst, co weźmie, to w fekał się obraca. Absolutnie nie rozumiem, czemu tę intrygę trzeba było ubrać w aż tyle słów, podchody, spotkania, wyznania i rzucanie się sobie w ramiona i wyznawanie miłości, również pan panu, ale bez zberezieństw. Jak w przypadku Christie mam poczucie czytania o próżniakach, którym się z nudów w głowie poprzewracało, tak tu - do kwadratu.

[1] Albo dlatego, że przeczytała za dużo poezji i wpadła w szaleństwo, jedno z dwojga.

Inne tego autora.

#52/#12

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 26, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, beletrystyka, 2025 - 0 komentarzy - Skomentuj


Fiodor Dostojewski - Idiota

Dla ustalenia uwagi - książka wygrywa bezkonkurencyjnie Most Upierdliwa Lektura Competition, dystansując nawet poprzednio czytane dzieło tego autora. Przesłuchałam, żebyście Wy nie musiały.

Tytułowy idiota to książę Myszkin, młodzieniec cierpiący na paskudne ataki epilepsji, po których bywa, że szwankują mu funkcje psychomotoryczne. Wraca po latach leczenia w klinice w Szwajcarii, dodatkowo więc nie klei zupełnie rosyjskich konwenansów, a wszystkie interakcje społeczne wymagają nieledwie kontredansa werbalnego, żeby zapytać chociażby o pogodę; słowo “idiota” pada często również z tego powodu. Tuż po przyjeździe do Petersburga przypadkiem wpada w skomplikowany wielokąt uczuciowy - zakochuje się w lokalnej femme fatale, Nastazji Filipownej, w której kocha się też właśnie wzbogacony Rogożyn, człowiek popędliwy i emocjonalny. Nastazja jest niemile widziana w towarzystwie, bo to skandalistka i kobieta upadła; tłumaczę i objaśniam - upadła dlatego[1], że jako dziewczynkę upodobał ją sobie jej opiekun, wykorzystał również erotycznie, a kiedy dorosła i mu się znudziła, zaplanował się jej pozbyć za pomocą zaaranżowanego małżeństwa z potrzebującym pieniędzy sekretarzem generała Jepanczyna. Sekretarz z kolei wolałby oczywiście ożenić się z najmłodszą generałówną, Agłają Iwanowną, ale ta w ogóle nie chce wychodzić za mąż, nawet za Myszkina, który też się w niej zakochuje. I tak wszyscy kręcą się między Petersburgiem a Pawłowskiem, godzą się i kłócą, książe Myszkin popełnia nietakty, spotkania towarzyskie przeradzają się w pijatyki i całonocne dyskusje: o karze śmierci, wyższości kościoła cerkiewnego nad katolickim, który jest bliżej satanizmu i, tfu, nihilizmu, samobójstwie, czy większy grzech zjeść 60 mnichów czy 6 niemowląt (sic!), osłach i innych takich lekkich tematach. Anfgnmwn hpvrxn Zlfmxvabjv ghż fcemrq błgnemn, ob an avrtb avr mnfłhthwr j fjbwrw avfxvrw fnzbbpravr, cb pmlz Ebtbżla wą mnovwn, bpmljvśpvr m zvłbśpv; Zlfmxva hfhjn fvę creznaragavr j bgpułnń pubebol cflpuvpmarw.

Jakże się zmęczyłam, dwa podejścia - poprzednie chyba dwa lata temu, prawie miesiąc słuchania. Nie pomaga, że wszyscy posługują się imieniem i otczestwem, a tym bardziej trudno, bo córka Jana staje się Iwanowną, a tym bardziej nie pomaga, że każdy - oprócz Myszkina - zachowuje się jak sfochowana primadonna. Myszkin to taki boży naiwniaczek, dobrotliwy świątek z ikony, Chrystus, co to o wszystkich dobrze i z życzliwością, a dookoła niego są koterie i układy, których nie rozumie. Przeciwieństwem księcia jest Rogożyn, upadły anioł, Antychryst, co weźmie, to w fekał się obraca. Absolutnie nie rozumiem, czemu tę intrygę trzeba było ubrać w aż tyle słów, podchody, spotkania, wyznania i rzucanie się sobie w ramiona i wyznawanie miłości, również pan panu, ale bez zberezieństw. Jak w przypadku Christie mam poczucie czytania o próżniakach, którym się z nudów w głowie poprzewracało, tak tu - do kwadratu.

[1] Albo dlatego, że przeczytała za dużo poezji i wpadła w szaleństwo, jedno z dwojga.

Inne tego autora.

#52/#12

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 26, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, beletrystyka, 2025 - 0 komentarzy - Skomentuj


Libereckie przypadki

[3-6.07.2025]

Czemu znowu Liberec? Bo lubię i jednej strony zaczynam się w nim czuć zadomowiona, z drugiej jeszcze nie mam poczucia, że już wszystko widziałam. No i blisko. Poza klasyką - rynek, znane i nowe miejsca, gdzie można dobrze zjeść i oczywiście, o czym niebawem, Ta Góra - miałam tym razem przygodę. Zjedliśmy śniadanie, wyszliśmy z ratusza, nastolatka dokonała rajdu na sklepik azjatycki, bo są napoje w puszkach, których nie ma w Poznaniu i tu okazało się, że nie można płacić kartą, bo nie ma prądu. Ok, jestem przygotowana, mam korony jeszcze z ubiegłorocznej Pragi. Grubo zaczęło się już robić w CH Plaza, gdzie prądu również nie było, więc nie że w jednym sklepiku, ale wszędzie. Wyjechaliśmy z parkingu bez płacenia, udaliśmy się do Muzeum Techniki, gdzie - zgadliście - też nie było prądu, bo trafiliśmy na blackout, który odciął pół Czech. Wróciliśmy na sjestę, bo bez prądu nie ma nic - sklepów, restauracji, zwiedzania; na szczęście jedna z zalet apartamentu - e-zamki - działały, bo bez tego bieda. Zasilanie wróciło po chyba trzech godzinach, cieszyłam się, że nie utknęłam w pociągu, windzie, na lotnisku, w samolocie czy w odwiedzonym wieczorem kompleksie basenów Babylon, które mieści się na poziomie -2, więc jak nie mają chociaż generatora awaryjnego, mogło być wesoło inaczej.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ i zima 2024, jesień 2021, lato 2021 okolice rynku i Masarykova.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 26, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec - 0 komentarzy - Skomentuj


Libereckie przypadki

[3-6.07.2025]

Czemu znowu Liberec? Bo lubię i jednej strony zaczynam się w nim czuć zadomowiona, z drugiej jeszcze nie mam poczucia, że już wszystko widziałam. No i blisko. Poza klasyką - rynek, znane i nowe miejsca, gdzie można dobrze zjeść i oczywiście, o czym niebawem, Ta Góra - miałam tym razem przygodę. Zjedliśmy śniadanie, wyszliśmy z ratusza, nastolatka dokonała rajdu na sklepik azjatycki, bo są napoje w puszkach, których nie ma w Poznaniu i tu okazało się, że nie można płacić kartą, bo nie ma prądu. Ok, jestem przygotowana, mam korony jeszcze z ubiegłorocznej Pragi. Grubo zaczęło się już robić w CH Plaza, gdzie prądu również nie było, więc nie że w jednym sklepiku, ale wszędzie. Wyjechaliśmy z parkingu bez płacenia, udaliśmy się do Muzeum Techniki, gdzie - zgadliście - też nie było prądu, bo trafiliśmy na blackout, który odciął pół Czech. Wróciliśmy na sjestę, bo bez prądu nie ma nic - sklepów, restauracji, zwiedzania; na szczęście jedna z zalet apartamentu - e-zamki - działały, bo bez tego bieda. Zasilanie wróciło po chyba trzech godzinach, cieszyłam się, że nie utknęłam w pociągu, windzie, na lotnisku, w samolocie czy w odwiedzonym wieczorem kompleksie basenów Babylon, które mieści się na poziomie -2, więc jak nie mają chociaż generatora awaryjnego, mogło być wesoło inaczej.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ i zima 2024, jesień 2021, lato 2021 okolice rynku i Masarykova.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 26, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czechy, liberec - 0 komentarzy - Skomentuj


High Maintenance

Po polsku serial nazywa się "W potrzebie", co niejako kładzie grę słowną oryginalnego tytułu - bohaterem antologii, bezimiennym Facetem/The Guy (no, w ostatnim odcinku ujawnione jest jego imię i nazwisko) jest diler miękkich używek, który jeździ po Nowym Jorku i zaopatruje swoich stałych klientów. Każdy odcinek jest o kimś innym, czasem widać związki między postaciami, nie dziwne, wszak wszyscy znają Faceta; czasem nawet w jednym odcinku pojawia się wielu niezwiązanych ze sobą bohaterów, na przykład w jednym z ciekawszych od strony formalnej o starej zapalniczce (epizod 29, sezon 4 "Backflash"). Nie, nie ma fabuły, na serio Facet jeździ i rozwozi marihuanę i grzybki, a widzowie patrzą przez ramię na jego kawałek świata. Jest różnorodnie - ludzie o różnym pochodzeniu, kolorze skóry, orientacji, statusie, wieku - nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale wszyscy otwierają się przed Facetem, czasem nawet wprowadzając spory dyskomfort zwierzeniami lub nagością. Wspólnym mianownikiem jest "feel good" - wszystko kończy się dobrze, ludzie są zasadniczo dla siebie mili, nie ma agresji ani żadnej zaskoczki[1], bywa zabawnie, aczkolwiek czasem zdarzają się sytuacje oględnie mówiąc dziwne (na przykład para z lalką niemowlęcia). Bardzo miłe, ale niekoniecznie.

[1] I nie, nie pomaga na oglądanie przeplatanie z serialem sensacyjnym typu "Slow Horses", gdzie na każdym kroku zaskoczka, bo się spodziewasz tu Czegoś, a jest zwyczajnie i miło.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 23, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


High Maintenance

Po polsku serial nazywa się "W potrzebie", co niejako kładzie grę słowną oryginalnego tytułu - bohaterem antologii, bezimiennym Facetem/The Guy (no, w ostatnim odcinku ujawnione jest jego imię i nazwisko) jest diler miękkich używek, który jeździ po Nowym Jorku i zaopatruje swoich stałych klientów. Każdy odcinek jest o kimś innym, czasem widać związki między postaciami, nie dziwne, wszak wszyscy znają Faceta; czasem nawet w jednym odcinku pojawia się wielu niezwiązanych ze sobą bohaterów, na przykład w jednym z ciekawszych od strony formalnej o starej zapalniczce (epizod 29, sezon 4 "Backflash"). Nie, nie ma fabuły, na serio Facet jeździ i rozwozi marihuanę i grzybki, a widzowie patrzą przez ramię na jego kawałek świata. Jest różnorodnie - ludzie o różnym pochodzeniu, kolorze skóry, orientacji, statusie, wieku - nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale wszyscy otwierają się przed Facetem, czasem nawet wprowadzając spory dyskomfort zwierzeniami lub nagością. Wspólnym mianownikiem jest "feel good" - wszystko kończy się dobrze, ludzie są zasadniczo dla siebie mili, nie ma agresji ani żadnej zaskoczki[1], bywa zabawnie, aczkolwiek czasem zdarzają się sytuacje oględnie mówiąc dziwne (na przykład para z lalką niemowlęcia). Bardzo miłe, ale niekoniecznie.

[1] I nie, nie pomaga na oglądanie przeplatanie z serialem sensacyjnym typu "Slow Horses", gdzie na każdym kroku zaskoczka, bo się spodziewasz tu Czegoś, a jest zwyczajnie i miło.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 23, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Slow Horses / Mick Herron - Kulawe konie

Slough House to oddział MI5, dość specjalny, bo właśnie tam, w niepozornym i zapyziałym budynku w brudnym zaułku pracują szpiedzy, którzy z jakichś powodów zostali relegowani z głównej siedziby w Regent’s Park. Szybko się okazuje, czemu trafił tu River Cartwright, obiecujący agent, w trakcie kolejnych sezonów wychodzą tajemnice innych pracowników, wszystkich oprócz Jacksona Lamba, szefa. Powiedzieć, że Lamb (Gary Oldman) - zaniedbany, niedomyty, śmierdzący i pierdzący bez skrępowania - jest kiepskim szefem, to mało powiedzieć: każda okazja do obrażenia swoich podwładnych jest doskonała, a wachlarz obelg ma Lamb całkiem bogaty. Do tego Lamb, chociaż leniwy i nieobowiązkowy, wcale nie jest głupi i można podejrzewać, że pod fasadą buca znajduje się całkiem sprawny fachowiec. Mimo pogardy, jaką darzą zesłańców Slough House “właściwi” agenci, to właśnie tej nieco nieposkładanej ekipie udaje się wydatnie rozwiązać kilka trudnych spraw, czasem sporym kosztem dla siebie i dla całego MI5.

Nie jestem fanką szpiegostwa jako głównego wątku, nie poważam idei “cel uświęca środki”, zwłaszcza że w finale najczęściej wszyscy tracą. Mimo to z dużą przyjemnością obejrzałam cztery sezony “Kulawych koni” i czekam na piąty. Bardzo lubię zbieraninę przypadkowych pechowców, zwłaszcza Standish, której łagodność i maniery damy zupełnie nie sygnalizują, jak sprawną jest osobą, i Ho - absolutnie nieprofesjonalnego eksperta komputerowego, zarozumiałego i jednocześnie tak łatwego do wyprowadzenia w pole. Specjalnie miejsce w serduszku ma też Diana Taverner (Kristin Scott-Thomas), dyrektorka "drugiego biurka" w Regent's Park. Bardzo przyjemny Londyn i ciekawa muzyka w tle. Przeczytałam też pierwszy tom cyklu, na podstawie którego postaw pierwszy sezon i szczerze mówiąc bardziej mi się spodobała ekranizacja.

#52

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 20, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - Tagi: panowie, kryminal, 2025 - 0 komentarzy - Skomentuj


Slow Horses / Mick Herron - Kulawe konie

Slough House to oddział MI5, dość specjalny, bo właśnie tam, w niepozornym i zapyziałym budynku w brudnym zaułku pracują szpiedzy, którzy z jakichś powodów zostali relegowani z głównej siedziby w Regent’s Park. Szybko się okazuje, czemu trafił tu River Cartwright, obiecujący agent, w trakcie kolejnych sezonów wychodzą tajemnice innych pracowników, wszystkich oprócz Jacksona Lamba, szefa. Powiedzieć, że Lamb (Gary Oldman) - zaniedbany, niedomyty, śmierdzący i pierdzący bez skrępowania - jest kiepskim szefem, to mało powiedzieć: każda okazja do obrażenia swoich podwładnych jest doskonała, a wachlarz obelg ma Lamb całkiem bogaty. Do tego Lamb, chociaż leniwy i nieobowiązkowy, wcale nie jest głupi i można podejrzewać, że pod fasadą buca znajduje się całkiem sprawny fachowiec. Mimo pogardy, jaką darzą zesłańców Slough House “właściwi” agenci, to właśnie tej nieco nieposkładanej ekipie udaje się wydatnie rozwiązać kilka trudnych spraw, czasem sporym kosztem dla siebie i dla całego MI5.

Nie jestem fanką szpiegostwa jako głównego wątku, nie poważam idei “cel uświęca środki”, zwłaszcza że w finale najczęściej wszyscy tracą. Mimo to z dużą przyjemnością obejrzałam cztery sezony “Kulawych koni” i czekam na piąty. Bardzo lubię zbieraninę przypadkowych pechowców, zwłaszcza Standish, której łagodność i maniery damy zupełnie nie sygnalizują, jak sprawną jest osobą, i Ho - absolutnie nieprofesjonalnego eksperta komputerowego, zarozumiałego i jednocześnie tak łatwego do wyprowadzenia w pole. Specjalnie miejsce w serduszku ma też Diana Taverner (Kristin Scott-Thomas), dyrektorka "drugiego biurka" w Regent's Park. Bardzo przyjemny Londyn i ciekawa muzyka w tle. Przeczytałam też pierwszy tom cyklu, na podstawie którego postaw pierwszy sezon i szczerze mówiąc bardziej mi się spodobała ekranizacja.

#52

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 20, 2025

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - Tagi: panowie, kryminal, 2025 - 0 komentarzy - Skomentuj