Zawsze zastanawiałam się, co mieści się w kamiennym budyneczku ze śliczną bramą, zupełnie nie pasującym do nieco postpegeerowskiej okolicy, który czasem mijałam, skracając sobie drogę spod salonu Citroena do Koszalińskiej. I już wiem, bo dziś zatrzymałam się obok. I znalazłam jedną z placówek Uniwersytetu Przyrodniczego.
Nie wiem, co rozbraja mnie bardziej - geneza nazwy katedry ("Katedra Hodowli i Produkcji Owiec, która od roku 1996 nosi nazwę: Katedra Hodowli Owiec i Kóz. W roku 2006, po połączeniu z Katedrą Hodowli Zwierząt Futerkowych, zmieniono nazwę na Katedra Hodowli Owiec, Kóz i Zwierząt Futerkowych. Od roku 2009, po połączeniu z Katedrą Surowców Pochodzenia Zwierzącego, Jednostka nosi nazwę Katedra Hodowli Małych Ssaków i Surowców Zwierzęcych") czy osiągnięcia (poprawieniem użytkowości wełnistej białej świniarki, wytworzenie polskiego corriedale, w wyniku krzyżowania polskiego merynosa z Kentem czy wyhodowanie pierwszej krajowej rasy syntetycznej - owcy wielkopolskiej [1]). Mylące zdecydowanie są te małe ssaki albowiem za płotem spotkałam ogromne, futrzaste bydlątko, które usiłowało mnie polizać przez bramę, przyjazność 10. Chyba ze to była owca.
A zatrzymałam się, bo to miłe miejsce na zrobienie pierwszych zdjęć nowego samochodu. Citroen C3 w kolorze lucifer rouge, w mdłym tłumaczeniu intensywna czerwień; uprzedzając pytania - tak, też nowy[2].
[1] A może rzucić to wszystko i w Złotnikach krzyżować owce?
[2] De facto chyba nawet wyjdę na całym interesie na plus na kilku płaszczyznach, pomijając stres, czas i konieczność zmian organizacyjnych w komunikacji domowej[3].
[3] Mam niesamowicie fajnego TŻ, wspominałam?
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Zawsze zastanawiałam się, co mieści się w kamiennym budyneczku ze śliczną bramą, zupełnie nie pasującym do nieco postpegeerowskiej okolicy, który czasem mijałam, skracając sobie drogę spod salonu Citroena do Koszalińskiej. I już wiem, bo dziś zatrzymałam się obok. I znalazłam jedną z placówek Uniwersytetu Przyrodniczego.
Nie wiem, co rozbraja mnie bardziej - geneza nazwy katedry ("Katedra Hodowli i Produkcji Owiec, która od roku 1996 nosi nazwę: Katedra Hodowli Owiec i Kóz. W roku 2006, po połączeniu z Katedrą Hodowli Zwierząt Futerkowych, zmieniono nazwę na Katedra Hodowli Owiec, Kóz i Zwierząt Futerkowych. Od roku 2009, po połączeniu z Katedrą Surowców Pochodzenia Zwierzącego, Jednostka nosi nazwę Katedra Hodowli Małych Ssaków i Surowców Zwierzęcych") czy osiągnięcia (poprawieniem użytkowości wełnistej białej świniarki, wytworzenie polskiego corriedale, w wyniku krzyżowania polskiego merynosa z Kentem czy wyhodowanie pierwszej krajowej rasy syntetycznej - owcy wielkopolskiej [1]). Mylące zdecydowanie są te małe ssaki albowiem za płotem spotkałam ogromne, futrzaste bydlątko, które usiłowało mnie polizać przez bramę, przyjazność 10. Chyba ze to była owca.
A zatrzymałam się, bo to miłe miejsce na zrobienie pierwszych zdjęć nowego samochodu. Citroen C3 w kolorze lucifer rouge, w mdłym tłumaczeniu intensywna czerwień; uprzedzając pytania - tak, też nowy[2].
[1] A może rzucić to wszystko i w Złotnikach krzyżować owce?
[2] De facto chyba nawet wyjdę na całym interesie na plus na kilku płaszczyznach, pomijając stres, czas i konieczność zmian organizacyjnych w komunikacji domowej[3].
[3] Mam niesamowicie fajnego TŻ, wspominałam?
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 10, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Interakcje w ogrodzie są zawsze te same. Kiedy kupię bukiecik kwiatów, nieustająco natykam się na ciekawe starsze panie, które pytają "a po ile", po czym bez względu na cenę się krzywią, że drogo. Kiedy zaglądam na karteczki z łacińską nazwą, za każdym razem ktoś za mną prosi o głośne odczytanie, bo też jest ciekawy.
A ogród jak co roku pachnie, faluje i sypie zielenią. Drzewa owocowe, kwiaty, bzy i rododendrony. Konie, wata cukrowa, wiatraczki i balony. Relaksujący pokaz Tai-Chi. Obowiązkowa rundka dookoła fontanny z baletnicą i nieobowiązkowy deszcz, który straszył, groził, po czym rozpadał się, kiedy zdążyliśmy dojść do samochodu.
I tylko Maj się obraził na babcię I., bo zażartowała, że wrzuci niesionego Maja do kosza na śmieci. Nie wojno wziucać dzidzi do kosza! Dzidzi będzie psikro!
Z rzeczy ciekawych - na jednym ze stoisk pojawili się państwo, sprzedający niesamowitą biżuterię rośliną: pokrywane srebrem gałązki głogu, liście miłorzębu, lipy, róży czy klonowe skrzydełka. Zachwyciły mnie. Liczę, że pojawią się do kupienia w internecie; jakby to Państwo czytali - proszę o kontakt.
GALERIA ZDJĘĆ. I wcześniej: 2011, 2010 (i tamże poprzednie lata).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 8, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Przydasie, Maja -
Tag:
ogrod-botaniczny
- 2 komentarze
- Skomentuj
Interakcje w ogrodzie są zawsze te same. Kiedy kupię bukiecik kwiatów, nieustająco natykam się na ciekawe starsze panie, które pytają "a po ile", po czym bez względu na cenę się krzywią, że drogo. Kiedy zaglądam na karteczki z łacińską nazwą, za każdym razem ktoś za mną prosi o głośne odczytanie, bo też jest ciekawy.
A ogród jak co roku pachnie, faluje i sypie zielenią. Drzewa owocowe, kwiaty, bzy i rododendrony. Konie, wata cukrowa, wiatraczki i balony. Relaksujący pokaz Tai-Chi. Obowiązkowa rundka dookoła fontanny z baletnicą i nieobowiązkowy deszcz, który straszył, groził, po czym rozpadał się, kiedy zdążyliśmy dojść do samochodu.
I tylko Maj się obraził na babcię I., bo zażartowała, że wrzuci niesionego Maja do kosza na śmieci. Nie wojno wziucać dzidzi do kosza! Dzidzi będzie psikro!
Z rzeczy ciekawych - na jednym ze stoisk pojawili się państwo, sprzedający niesamowitą biżuterię rośliną: pokrywane srebrem gałązki głogu, liście miłorzębu, lipy, róży czy klonowe skrzydełka. Zachwyciły mnie. Liczę, że pojawią się do kupienia w internecie; jakby to Państwo czytali - proszę o kontakt.
GALERIA ZDJĘĆ. I wcześniej: 2011, 2010 (i tamże poprzednie lata).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 8, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto, Przydasie, Maja -
Tag:
ogrod-botaniczny
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jestem trochę uprzedzona, bo po zachęcających recenzjach dostałam kalkę "Kill Grilla" Bourdaine'a; pewnie jakbym nie czytała, podobałoby mi się bardziej. A tak nie umiałam się skupić na urodzie space opery o dzielnym kucharzu, który z międzygalaktycznego nieinteligentnego mięsa wykonywał cuda kulinarne, a na samym końcu uratował Galaktykę, bo czułam między wierszami kopię historii amerykańskiego szefa kuchni. Problemy z wyśrodkowaniem między zakupami drogich a łatwo psujących się rzeczy, pierwsza zjedzona ostryga, dzieciństwo na farmie u dziadka, zabawy kucharzy i obsługi kuchni, przygotowanie stanowiska pracy - już to czytałam. Ożywcze jest polowanie na zakażone Obcym chlipaczki i różnorodność międzyplanetarna pracowników kuchni.
Warto, jak ktoś lubi space opery, Gwiezdne Wojny i Zieloną Pożywkę, koty i ideę statków napędzanych marzeniami. Niespecjalnie ze strony kulinarnej.
#25
A dodatkowo ostatnia już chyba porcja paryskich zdjęć - widok z Montparnasse i odrobina Marais w deszczu.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 7, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj
Jestem trochę uprzedzona, bo po zachęcających recenzjach dostałam kalkę "Kill Grilla" Bourdaine'a; pewnie jakbym nie czytała, podobałoby mi się bardziej. A tak nie umiałam się skupić na urodzie space opery o dzielnym kucharzu, który z międzygalaktycznego nieinteligentnego mięsa wykonywał cuda kulinarne, a na samym końcu uratował Galaktykę, bo czułam między wierszami kopię historii amerykańskiego szefa kuchni. Problemy z wyśrodkowaniem między zakupami drogich a łatwo psujących się rzeczy, pierwsza zjedzona ostryga, dzieciństwo na farmie u dziadka, zabawy kucharzy i obsługi kuchni, przygotowanie stanowiska pracy - już to czytałam. Ożywcze jest polowanie na zakażone Obcym chlipaczki i różnorodność międzyplanetarna pracowników kuchni.
Warto, jak ktoś lubi space opery, Gwiezdne Wojny i Zieloną Pożywkę, koty i ideę statków napędzanych marzeniami. Niespecjalnie ze strony kulinarnej.
#25
A dodatkowo ostatnia już chyba porcja paryskich zdjęć - widok z Montparnasse i odrobina Marais w deszczu.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 7, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj
Nie jest żadną nowością to, że kiedy policjant pojedzie na wakacje, to w ciągu pierwszych 24 godzin znajdzie zwłoki. Vimes niechętnie, ale na prośbę małżonki udaje się do rodzinnych włości Sybil, aby pokazać 6-letniemu już synowi, jak wygląda sielskie życie na wsi. Sam Junior z zachwytem odkrywa, że mieszka tam znana pisarka książek dla dzieci, między innymi autorka wciągającego historii "Świat kupek" (i że na wsi są kupy). Sam Senior z przerażeniem zauważa, że pod warstwą dworskiego blichtru i wiejskiego radosnego życia ukrywa się groza niewolnictwa i celowego holocaustu stworzeń inteligentnych, których jedyną wadą było to, że ich kultura nie była zrozumiała. Vimes, pozbawiony swojej odznaki, poza swoim własnym miejskim ekosystemem, wprowadza własne zasady i zaczyna przepychać się w kierunku sprawiedliwości, mimo że prawo jest przeciwko niemu.
Epizodycznie występuje cała drużyna Straży i tym razem najbardziej wygrany na wycieczce w plener jest Nobby Nobbs, który niespodziewanie zyskuje duże uznanie u płci przeciwnej. I tylko pozostaje pytanie - kto jest większym strategiem i dyplomatą: patrycjusz Vetinari czy Sybil Vimes de domo Ramkin?
Inne tego autora tu.
#24
A dodatkowo zdjęcia z i Arc de Triomphe
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj
Nie jest żadną nowością to, że kiedy policjant pojedzie na wakacje, to w ciągu pierwszych 24 godzin znajdzie zwłoki. Vimes niechętnie, ale na prośbę małżonki udaje się do rodzinnych włości Sybil, aby pokazać 6-letniemu już synowi, jak wygląda sielskie życie na wsi. Sam Junior z zachwytem odkrywa, że mieszka tam znana pisarka książek dla dzieci, między innymi autorka wciągającego historii "Świat kupek" (i że na wsi są kupy). Sam Senior z przerażeniem zauważa, że pod warstwą dworskiego blichtru i wiejskiego radosnego życia ukrywa się groza niewolnictwa i celowego holocaustu stworzeń inteligentnych, których jedyną wadą było to, że ich kultura nie była zrozumiała. Vimes, pozbawiony swojej odznaki, poza swoim własnym miejskim ekosystemem, wprowadza własne zasady i zaczyna przepychać się w kierunku sprawiedliwości, mimo że prawo jest przeciwko niemu.
Epizodycznie występuje cała drużyna Straży i tym razem najbardziej wygrany na wycieczce w plener jest Nobby Nobbs, który niespodziewanie zyskuje duże uznanie u płci przeciwnej. I tylko pozostaje pytanie - kto jest większym strategiem i dyplomatą: patrycjusz Vetinari czy Sybil Vimes de domo Ramkin?
Inne tego autora tu.
#24
A dodatkowo zdjęcia z i Arc de Triomphe
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2012
- 3 komentarze
- Skomentuj
Rzadko zazdroszczę. Jakoś tak umiem sobie poukładać, żeby mieć wystarczająco dobrze, zazdroszczę więc zwykle rzeczy, na które mnie nie stać (kamienica w Amsterdamie czy willa na Sołaczu, na przykład) albo takich, które wprawdzie są obłędne, ale. Bo oczywiście chciałabym sad. Ale do grzebania w ziemi nabożeństwa nijakiego nie mam, więc w grę by wchodził przynależny do sadu ogrodnik, a ja mogłabym zrywać rozwinięte kwiaty i owoce. Ale nie za dużo. A że na razie nie mam na ogrodnika, to pojechałam do Y., który niebacznie zachwalał, że ma sad. I mu pozazdrościłam. Na miejscu się okazało, że pójście do sadu to wycieczka, na którą trzeba przygotować prowiant, wziąć mocne buty i posmarować się kremem z filtrem. I jak tak sobie szłam przez pełną mniszków trawę, to dotarło do mnie, że z tych wszystkich kwitnących drzewek jesienią zsypią się kosze owoców. I trzeba będzie je zebrać. I zjeść bądź przetworzyć. Taki sad to ciężka praca jest, więc na razie sobie poleżałam w rozgrzanej słońcem trawie, a potem trochę pochodziłam, próbując zrobić dziecku zdjęcie w kwieciu. Dziecko odmówiło, zdradziecko wybierając kąpiel w baseniku i bieganie bez przyodziewy po trawie. Mam nadzieję, że jej to nie wejdzie w zwyczaj w przyszłości.




GALERIA ZDJĘĆ (i kudos dla Y.).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend, Maja -
Tag:
polska
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Rzadko zazdroszczę. Jakoś tak umiem sobie poukładać, żeby mieć wystarczająco dobrze, zazdroszczę więc zwykle rzeczy, na które mnie nie stać (kamienica w Amsterdamie czy willa na Sołaczu, na przykład) albo takich, które wprawdzie są obłędne, ale. Bo oczywiście chciałabym sad. Ale do grzebania w ziemi nabożeństwa nijakiego nie mam, więc w grę by wchodził przynależny do sadu ogrodnik, a ja mogłabym zrywać rozwinięte kwiaty i owoce. Ale nie za dużo. A że na razie nie mam na ogrodnika, to pojechałam do Y., który niebacznie zachwalał, że ma sad. I mu pozazdrościłam. Na miejscu się okazało, że pójście do sadu to wycieczka, na którą trzeba przygotować prowiant, wziąć mocne buty i posmarować się kremem z filtrem. I jak tak sobie szłam przez pełną mniszków trawę, to dotarło do mnie, że z tych wszystkich kwitnących drzewek jesienią zsypią się kosze owoców. I trzeba będzie je zebrać. I zjeść bądź przetworzyć. Taki sad to ciężka praca jest, więc na razie sobie poleżałam w rozgrzanej słońcem trawie, a potem trochę pochodziłam, próbując zrobić dziecku zdjęcie w kwieciu. Dziecko odmówiło, zdradziecko wybierając kąpiel w baseniku i bieganie bez przyodziewy po trawie. Mam nadzieję, że jej to nie wejdzie w zwyczaj w przyszłości.




GALERIA ZDJĘĆ (i kudos dla Y.).
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 6, 2012
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend, Maja -
Tag:
polska
- 7 komentarzy
- Skomentuj