Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

W zaułku na Garncarskiej

Trochę mi smutno, bo lubiłam "Sól i Pieprz" bardzo. Ale tylko trochę, bo turecka knajpka "Marmaris" w tym samym miejscu podoba mi się nader. Bo pisząc "turecka" mam na myśli nie jakąś popierdółkę, co ma kebab i surówkę z wiadra, a knajpkę, w której siedzą mieszkańcy Turcji (oglądają mecz w telewizji), takąż obsługę i menu. Bardzo mięsnie, świeże warzywa, jogurt, mocne, dobrze przyprawione smaki. Na piętrze został jeszcze taki bardziej wykwintny wystrój po "Soli i Pieprzu", ale jest prościej i bardziej zwyczajnie. W ogródku mnóstwo kamyczków, które można wrzucać do wazonów i doniczek, bluszcze i winobluszcze, a nad głową nieregularne kontury dachów kamienic. Wadą może być turecka muzyka disco, natomiast dla mnie rekomendacją była obecność właściciela(?) nie istniejącej już Lokanty, serwującej niegdyś kuchnię turecką i otomańską w Starym Browarze.

I wprawdzie wstydzę się za moje miasto za wtopę z budową fontanny na placu Wolności, która jak na razie emituje jedynie ogrodzenie, ale dodaję 10 punktów do fajności za umieszczenie takiej bardziej tymczasowej kurtyny wodnej. Wkurzona mina nastoletniej dziewczyny, która nie bardzo wie, czy się cieszyć, czy zrobić srogą awanturę za to, że ją chłopak na siłę w tę wodę wrzucił i wprawdzie nie jest jej gorąco, ale jest mokra, nie zmienia się od kiedy pamiętam.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 5, 2011

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


W zaułku na Garncarskiej

Trochę mi smutno, bo lubiłam "Sól i Pieprz" bardzo. Ale tylko trochę, bo turecka knajpka "Marmaris" w tym samym miejscu podoba mi się nader. Bo pisząc "turecka" mam na myśli nie jakąś popierdółkę, co ma kebab i surówkę z wiadra, a knajpkę, w której siedzą mieszkańcy Turcji (oglądają mecz w telewizji), takąż obsługę i menu. Bardzo mięsnie, świeże warzywa, jogurt, mocne, dobrze przyprawione smaki. Na piętrze został jeszcze taki bardziej wykwintny wystrój po "Soli i Pieprzu", ale jest prościej i bardziej zwyczajnie. W ogródku mnóstwo kamyczków, które można wrzucać do wazonów i doniczek, bluszcze i winobluszcze, a nad głową nieregularne kontury dachów kamienic. Wadą może być turecka muzyka disco, natomiast dla mnie rekomendacją była obecność właściciela(?) nie istniejącej już Lokanty, serwującej niegdyś kuchnię turecką i otomańską w Starym Browarze.

I wprawdzie wstydzę się za moje miasto za wtopę z budową fontanny na placu Wolności, która jak na razie emituje jedynie ogrodzenie, ale dodaję 10 punktów do fajności za umieszczenie takiej bardziej tymczasowej kurtyny wodnej. Wkurzona mina nastoletniej dziewczyny, która nie bardzo wie, czy się cieszyć, czy zrobić srogą awanturę za to, że ją chłopak na siłę w tę wodę wrzucił i wprawdzie nie jest jej gorąco, ale jest mokra, nie zmienia się od kiedy pamiętam.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 5, 2011

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 0 komentarzy - Skomentuj


Po festynie

Tłum dzieci. Bez pudła rozpoznałam po ubiorze mamę Waneski i Alanka (zgrubnie pół mojej pensji, jak nie więcej).

Zaczepiła mnie babcia małej N. Że jest tutaj druga Maja i że ona ją pokazywała córce i mówiła, że zna inną Maję, moją. I czy jesteśmy rodziną. Nie, nie jesteśmy. Bo jak ona się przeprowadziła, jak jej córka była mała, to się okazało że w szkole jest dziewczynka, która ma tak samo na nazwisko, tylko inne imię i "sama pani rozumie, pomyślałam sobie, że bez sensu ta przeprowadzka, jak są tu ludzie, co mają takie samo nazwisko".

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 5 komentarzy - Skomentuj


Po festynie

Tłum dzieci. Bez pudła rozpoznałam po ubiorze mamę Waneski i Alanka (zgrubnie pół mojej pensji, jak nie więcej).

Zaczepiła mnie babcia małej N. Że jest tutaj druga Maja i że ona ją pokazywała córce i mówiła, że zna inną Maję, moją. I czy jesteśmy rodziną. Nie, nie jesteśmy. Bo jak ona się przeprowadziła, jak jej córka była mała, to się okazało że w szkole jest dziewczynka, która ma tak samo na nazwisko, tylko inne imię i "sama pani rozumie, pomyślałam sobie, że bez sensu ta przeprowadzka, jak są tu ludzie, co mają takie samo nazwisko".

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 5 komentarzy - Skomentuj


Follow the rainbow

A nie jest to łatwe, nawet jak tęcza pojawi się w kuchni. Lubię swoją kuchnię za to, że po południu latem zaczyna się wyzłacać. Wpada słońce i nie bierze zakładników. Dziś przeszło przez dzbanek i rzuciło na podłogę tęczę. Próbował ją bezskutecznie zeskrobać kot Szarszyk, który jest kotem metodycznym i byle światełko nie będzie mu zalegać. Przez chwilę, podążając w górę promienia, czułam, jakbym była na Manhattanie i polowała na Manhattanhenge.

Trudno jeszcze Majowi zgrokować widzenie tęczy. Burzę już polubiła, grzmoty i krople uderzające w zakurzony asfalt. Wieczory jeszcze ma krótkie i nie dociera do niej późny zapach oliwnika, ale zdarza się już, że siedzimy razem na fotelu i patrzymy w świat, czasem milcząc. A czasem nie. I już za chwilę, za moment zaczniemy dialog bardziej skomplikowany od "nie dzidzia bam nie dzidzia ćśćś kokka nie dzidzia".

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 13 komentarzy - Skomentuj


Follow the rainbow

A nie jest to łatwe, nawet jak tęcza pojawi się w kuchni. Lubię swoją kuchnię za to, że po południu latem zaczyna się wyzłacać. Wpada słońce i nie bierze zakładników. Dziś przeszło przez dzbanek i rzuciło na podłogę tęczę. Próbował ją bezskutecznie zeskrobać kot Szarszyk, który jest kotem metodycznym i byle światełko nie będzie mu zalegać. Przez chwilę, podążając w górę promienia, czułam, jakbym była na Manhattanie i polowała na Manhattanhenge.

Trudno jeszcze Majowi zgrokować widzenie tęczy. Burzę już polubiła, grzmoty i krople uderzające w zakurzony asfalt. Wieczory jeszcze ma krótkie i nie dociera do niej późny zapach oliwnika, ale zdarza się już, że siedzimy razem na fotelu i patrzymy w świat, czasem milcząc. A czasem nie. I już za chwilę, za moment zaczniemy dialog bardziej skomplikowany od "nie dzidzia bam nie dzidzia ćśćś kokka nie dzidzia".

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 4, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 13 komentarzy - Skomentuj


Po deszczu pachnie oliwnik

A ja kompulsywnie zjadam wafle ryżowe. Nie mam truskawek. Bo zjadłam, a nowych nie kupiłam, bo jak poszłam do sklepu, to było zamknięte i wisiała karteczka, że przez kwadrans nieczynne, bo jest dostawa lodów. I tak się zastanawiam, czy Majut walący w drzwi i krzyczący gromko "NIE BA! NIE BA!" im w tej, hehe, dostawie nie przeszkodził.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 2, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 1 komentarz - Skomentuj


Po deszczu pachnie oliwnik

A ja kompulsywnie zjadam wafle ryżowe. Nie mam truskawek. Bo zjadłam, a nowych nie kupiłam, bo jak poszłam do sklepu, to było zamknięte i wisiała karteczka, że przez kwadrans nieczynne, bo jest dostawa lodów. I tak się zastanawiam, czy Majut walący w drzwi i krzyczący gromko "NIE BA! NIE BA!" im w tej, hehe, dostawie nie przeszkodził.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 2, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 1 komentarz - Skomentuj


O dwóch pieprzonych Kopciuszkach i ziarnkach styropianu

Jeden Kopciuszek rozpruł worek. Drugi Kopciuszek podstawiał pod otwór kolejno 5 worków na śmieci, 60 litrów każdy (ale mieściło się mniej, bo trzeba było mocno zawiązać, żeby styropian nie wypadał).

Po napełnieniu 5 worków jeden Kopciuszek zszył worek kontrastową nicią, a drugi Kopciuszek spróbował worek wepchnąć do pralki. Ponieważ się nie udało, pierwszy Kopciuszek rozpruł szew, po czym Kopciuszki kolektywnie zapełniły kolejne 2 worki.

Jeden Kopciuszek wykonał kolejny szew kontrastową nicią, worek zmieścił się do pralki, a potem do suszarki, a drugi z Kopciuszków pozamiatał cały dom ze zbłąkanych kuleczek.

Po kilku dniach, niezbędnych na zapewnienie workowi eleganckiego suwaczka na kolejne okazje, Kopciuszki usiadły na balkonie i za pomocą rurki spreparowanej z kartonu oraz porcelanowej sosjerki zaczęły wsypywać styropian z worków.

Pierwszego dnia wsypały zawartość jednego worka, bo drugi Kopciuszek był zmęczony.

Czwartego dnia (znaczy dziś) przesypały trzy worki, prowadząc pełną autoironii rozmowę, że cały worek kosztował 60 zł i w zasadzie opłacałoby się wyrzucić ten i kupić nowy. Na jutro zostały do przesypania jeszcze dwa worki, co doprowadziło drugiego Kopciuszka do smutnego wniosku, że gdzieś się rąbnęła w obliczeniach, bo 1 + 3 + 2 nijak nie da 7.

A rozrywki te zapewnił Kopciuszkom któryś z kotów (plotka głosi, że Burszyk) obszczywając bezczelnie tzw. bean baga, zwanego u nas fotelem eko.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 31, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 7 komentarzy - Skomentuj


O dwóch pieprzonych Kopciuszkach i ziarnkach styropianu

Jeden Kopciuszek rozpruł worek. Drugi Kopciuszek podstawiał pod otwór kolejno 5 worków na śmieci, 60 litrów każdy (ale mieściło się mniej, bo trzeba było mocno zawiązać, żeby styropian nie wypadał).

Po napełnieniu 5 worków jeden Kopciuszek zszył worek kontrastową nicią, a drugi Kopciuszek spróbował worek wepchnąć do pralki. Ponieważ się nie udało, pierwszy Kopciuszek rozpruł szew, po czym Kopciuszki kolektywnie zapełniły kolejne 2 worki.

Jeden Kopciuszek wykonał kolejny szew kontrastową nicią, worek zmieścił się do pralki, a potem do suszarki, a drugi z Kopciuszków pozamiatał cały dom ze zbłąkanych kuleczek.

Po kilku dniach, niezbędnych na zapewnienie workowi eleganckiego suwaczka na kolejne okazje, Kopciuszki usiadły na balkonie i za pomocą rurki spreparowanej z kartonu oraz porcelanowej sosjerki zaczęły wsypywać styropian z worków.

Pierwszego dnia wsypały zawartość jednego worka, bo drugi Kopciuszek był zmęczony.

Czwartego dnia (znaczy dziś) przesypały trzy worki, prowadząc pełną autoironii rozmowę, że cały worek kosztował 60 zł i w zasadzie opłacałoby się wyrzucić ten i kupić nowy. Na jutro zostały do przesypania jeszcze dwa worki, co doprowadziło drugiego Kopciuszka do smutnego wniosku, że gdzieś się rąbnęła w obliczeniach, bo 1 + 3 + 2 nijak nie da 7.

A rozrywki te zapewnił Kopciuszkom któryś z kotów (plotka głosi, że Burszyk) obszczywając bezczelnie tzw. bean baga, zwanego u nas fotelem eko.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 31, 2011

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 7 komentarzy - Skomentuj