Seria o Tiffany Obolałej nie jest moją ulubioną dyskową serią, ale ta wyjątkowo mi się spodobała. Na pewno warto, bo nie dość, że do małego świata Tiffany wkraczają po raz kolejny wiedźmy, wraca Eskarina Smith, to Tiffany (i Feegle) leci do samego Ankh Morpork, gdzie przypadkiem uczestniczy w demolce lokalu z napojami wyskokowymi i ma okazję na wymianę kilku słów z członkami Straży Nocnej (oraz zwiedzanie aresztu, gratis). Dodatkowo, jest mrocznie, dwuznacznie i miejscami tragicznie, bo ginie dziecko, niewinna staruszka i jej kot, a ludzie - skądinąd mili i przyjaźni - zaczynają emitować w kierunku czarownic uczucia godne średniowiecznej inkwizycji. Nac Mac Feegle i ich błyskotliwe dialogi robią klimat, a 16-letnia Tiffany - walcząc ze sobą, bo za chwilę ma się odbyć ślub jej dziecięcego chłopaka - walczy też z kilkusetletnim duchem złego człowieka bez oczu, za to niewiarygodnie smrodliwego. Można młodzieży, bo kończy się dobrze, a przed nocą poślubną wkracza Niania Ogg, żeby wprowadzić bladą pannę w koronkach w nastrój nieco rozchichotany.
Inne tego autora.
#40
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2011
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Seria o Tiffany Obolałej nie jest moją ulubioną dyskową serią, ale ta wyjątkowo mi się spodobała. Na pewno warto, bo nie dość, że do małego świata Tiffany wkraczają po raz kolejny wiedźmy, wraca Eskarina Smith, to Tiffany (i Feegle) leci do samego Ankh Morpork, gdzie przypadkiem uczestniczy w demolce lokalu z napojami wyskokowymi i ma okazję na wymianę kilku słów z członkami Straży Nocnej (oraz zwiedzanie aresztu, gratis). Dodatkowo, jest mrocznie, dwuznacznie i miejscami tragicznie, bo ginie dziecko, niewinna staruszka i jej kot, a ludzie - skądinąd mili i przyjaźni - zaczynają emitować w kierunku czarownic uczucia godne średniowiecznej inkwizycji. Nac Mac Feegle i ich błyskotliwe dialogi robią klimat, a 16-letnia Tiffany - walcząc ze sobą, bo za chwilę ma się odbyć ślub jej dziecięcego chłopaka - walczy też z kilkusetletnim duchem złego człowieka bez oczu, za to niewiarygodnie smrodliwego. Można młodzieży, bo kończy się dobrze, a przed nocą poślubną wkracza Niania Ogg, żeby wprowadzić bladą pannę w koronkach w nastrój nieco rozchichotany.
Inne tego autora.
#40
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 11, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2011
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W szabatowy poranek jeden z adeptów psychiatrii, szkolących się w Izraelskim Towarzystwie Psychoanalitycznym, znalazł swoją mentorkę zamordowaną. Na miejscu zbrodni szybko pojawił się błyskotliwy i dociekliwy inspektor o dźwięcznym nazwisko Ochajon i niestety zaczyna prowadzić śledztwo. Niestety, bo zanim ujawni się morderca, Ochajon odpyta połowę Instytutu o metody analizy psychiatrycznej, system superwizji, uzyskiwania dyplomów oraz czemu w jednych gabinetach stoi fotel, a w innych leżanka, popełni trochę zaniedbań, pozwalając na nieautoryzowane przeszukanie domu zamordowanej oraz porwanie jej dokumentów z księgowości, wykona ze swoim zespołem mnóstwo pracy śledczej oraz odbędzie kawałek życia osobistego z synem, eks-żoną i kochanką. I dla inspektora Ochajona mogę przeczytać następne tomy, bo to miły i myślący glina.
I jak bardzo lubię bardziej egzotyczne kryminały, tak w tym zmęczyło mnie wszystko - wolno rozkręcająca się akcja, liczne wykłady o psychiatrii, taki trochę bezużyteczny rzut oka w środowisko arabskie i wreszcie wprowadzanie każdego z bohaterów prawie że z drzewem genealogicznym. Jerozolima jest nijaka, jak każde inne miasto, w zasadzie jedynymi oznakami potwierdzającymi lokalizację są nazwiska, świętowanie szabatu i pobrzmiewające dość wyraźnie wątki państwa militarnego.
#39
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 9, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2011, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj
W szabatowy poranek jeden z adeptów psychiatrii, szkolących się w Izraelskim Towarzystwie Psychoanalitycznym, znalazł swoją mentorkę zamordowaną. Na miejscu zbrodni szybko pojawił się błyskotliwy i dociekliwy inspektor o dźwięcznym nazwisko Ochajon i niestety zaczyna prowadzić śledztwo. Niestety, bo zanim ujawni się morderca, Ochajon odpyta połowę Instytutu o metody analizy psychiatrycznej, system superwizji, uzyskiwania dyplomów oraz czemu w jednych gabinetach stoi fotel, a w innych leżanka, popełni trochę zaniedbań, pozwalając na nieautoryzowane przeszukanie domu zamordowanej oraz porwanie jej dokumentów z księgowości, wykona ze swoim zespołem mnóstwo pracy śledczej oraz odbędzie kawałek życia osobistego z synem, eks-żoną i kochanką. I dla inspektora Ochajona mogę przeczytać następne tomy, bo to miły i myślący glina.
I jak bardzo lubię bardziej egzotyczne kryminały, tak w tym zmęczyło mnie wszystko - wolno rozkręcająca się akcja, liczne wykłady o psychiatrii, taki trochę bezużyteczny rzut oka w środowisko arabskie i wreszcie wprowadzanie każdego z bohaterów prawie że z drzewem genealogicznym. Jerozolima jest nijaka, jak każde inne miasto, w zasadzie jedynymi oznakami potwierdzającymi lokalizację są nazwiska, świętowanie szabatu i pobrzmiewające dość wyraźnie wątki państwa militarnego.
#39
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 9, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2011, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj
Czarno-biały się lansuje na parapecie, a ja czytam nowego Pratchetta i pocę się w taksówkach jadących na obrzeża miasta, gdzie słucham o niebezpieczeństwach chodzenia z czajnikiem.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 8, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Czarno-biały się lansuje na parapecie, a ja czytam nowego Pratchetta i pocę się w taksówkach jadących na obrzeża miasta, gdzie słucham o niebezpieczeństwach chodzenia z czajnikiem.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 8, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Koty -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Była klima w jednym autobusie. Serio-serio. I miałam pozłośliwić się na zdradzającej oznaki dobrobytu pani w wieku balzakowskim, której lustro w domu powinno wyjawić, że nie zakłada się już topu-tuby, zwłaszcza jeśli spod niego wystają bieliźniane grube ramiączka stanika w kolorze klasycznym, ale zamiast tego wyznam, że chciałabym umieć mówić ludziom komplementy. Ot, chociażby młodej dziewczynie w doskonałych okularach, które dawały jej twarzy świetną ramę (ale jak? "Masz... ma pani ładne oprawki?", bez sensu, jak podrywacz, co proponuje pójść do zoo). Bo nie umiem.
(A w następnym odcinku, że chciałabym umieć robić ludziom zdjęcia).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 7, 2011
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Była klima w jednym autobusie. Serio-serio. I miałam pozłośliwić się na zdradzającej oznaki dobrobytu pani w wieku balzakowskim, której lustro w domu powinno wyjawić, że nie zakłada się już topu-tuby, zwłaszcza jeśli spod niego wystają bieliźniane grube ramiączka stanika w kolorze klasycznym, ale zamiast tego wyznam, że chciałabym umieć mówić ludziom komplementy. Ot, chociażby młodej dziewczynie w doskonałych okularach, które dawały jej twarzy świetną ramę (ale jak? "Masz... ma pani ładne oprawki?", bez sensu, jak podrywacz, co proponuje pójść do zoo). Bo nie umiem.
(A w następnym odcinku, że chciałabym umieć robić ludziom zdjęcia).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 7, 2011
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ja wiem, że to nieładnie czytać czyjąś korespondencję, ale jak ktoś umie o sprawach dowolnych - sobie, życiu, twórczości, języku, książkach, kreacji bohatera, kotach, rzemiośle pisarskim - pisać tak ciekawie, zgrabnie i ujmująco, jak Raymond Chandler, to warto. Zbiorek zawiera wyimki z korespondencji do przyjaciół, agentów literackich, innych pisarzy, redaktorów czasopism i właścicieli wydawnictw, posortowane tematycznie. Z kontekstu listów można sobie poskładać życiorys autora - obie wojny, życie z żoną, pisanie, średnio udaną karierę w Hollywood i życie rozproszone między Kalifornię i Wielką Brytanię.
Sporo celnych sformułowań, dużo ładnych bon-motów i zgrabnych zdań, z dużą autoironią i poczuciem humoru. Moje ulubione:
Mówiąc szczerze miałem wszelkie dane, żeby stać się niezłym drugorzędnym poetą, ale to nic nie znaczy, ponieważ mam typ umysłowości, że mogę być niezły drugorzędny w każdej dziedzinie, i to bez specjalnego wysiłku.
I, co mnie chyba najbardziej fascynuje jako grafomankę, w jednym z listów pojawił się niesamowity opis Phillipe'a Marlowe'a, przemyślany co do szczegółu, z poglądami, upodobaniami, obawami, pochodzeniem i wydarzeniami, które go tak, a nie inaczej ukształtowały. To nie jest pisanie na żywioł, gdzie bohater z tomu na tom zmienia się o 180 stopni, to wgląd w życie prawie że istniejącej gdzieś osoby.
Takie sobie tłumaczenie, gdzieniegdzie prosi się o przypis (na przykład przy wyjaśnieniu, czemu Chandlera aż tak bardzo irytowało mylenie "tego drugiego" i "tego innego").
Inne tego autora:
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 7, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2011
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ja wiem, że to nieładnie czytać czyjąś korespondencję, ale jak ktoś umie o sprawach dowolnych - sobie, życiu, twórczości, języku, książkach, kreacji bohatera, kotach, rzemiośle pisarskim - pisać tak ciekawie, zgrabnie i ujmująco, jak Raymond Chandler, to warto. Zbiorek zawiera wyimki z korespondencji do przyjaciół, agentów literackich, innych pisarzy, redaktorów czasopism i właścicieli wydawnictw, posortowane tematycznie. Z kontekstu listów można sobie poskładać życiorys autora - obie wojny, życie z żoną, pisanie, średnio udaną karierę w Hollywood i życie rozproszone między Kalifornię i Wielką Brytanię.
Sporo celnych sformułowań, dużo ładnych bon-motów i zgrabnych zdań, z dużą autoironią i poczuciem humoru. Moje ulubione:
Mówiąc szczerze miałem wszelkie dane, żeby stać się niezłym drugorzędnym poetą, ale to nic nie znaczy, ponieważ mam typ umysłowości, że mogę być niezły drugorzędny w każdej dziedzinie, i to bez specjalnego wysiłku.
I, co mnie chyba najbardziej fascynuje jako grafomankę, w jednym z listów pojawił się niesamowity opis Phillipe'a Marlowe'a, przemyślany co do szczegółu, z poglądami, upodobaniami, obawami, pochodzeniem i wydarzeniami, które go tak, a nie inaczej ukształtowały. To nie jest pisanie na żywioł, gdzie bohater z tomu na tom zmienia się o 180 stopni, to wgląd w życie prawie że istniejącej gdzieś osoby.
Takie sobie tłumaczenie, gdzieniegdzie prosi się o przypis (na przykład przy wyjaśnieniu, czemu Chandlera aż tak bardzo irytowało mylenie "tego drugiego" i "tego innego").
Inne tego autora:
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 7, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, biografia, 2011
- 3 komentarze
- Skomentuj